Drukuj Powrót do artykułu

Światowe Dni Młodzieży Kraków 2016 – zaiskrzyło między młodymi a Kościołem!

27 lipca 2017 | 07:52 | Warszawa / Dorota Abdelmoula / bd Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. © Mazur / episkopat.pl

We wtorkowe popołudnie 26 lipca 2016 r., delegacje młodzieży ze wszystkich kontynentów, przeszły w procesji między sektorami na krakowskich Błoniach, podając sobie kolejno na ramiona krzyż Światowych Dni Młodzieży. Jego wniesienie na papieski ołtarz i ustawienie ponad wiwatującym tłumem młodzieży ze 187 krajów, było symbolicznym zwieńczeniem trzyletnich przygotowań i oficjalnym otwarciem Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016.

– Tyle razy modliliśmy się, żeby donieść ten krzyż aż tutaj, do końca – mówili wówczas między sobą organizatorzy ŚDM, wspominając trzyletni okres żmudnych przygotowań do wydarzenia, które bezsprzecznie było największym przedsięwzięciem duszpasterskim i logistycznym w najnowszej historii Polski. Najmłodszy (wiekowo) w historii Komitet Organizacyjny ŚDM, wspólnie z 41 tys. wolontariuszy w polskich diecezjach i 19 tys. wolontariuszy zebranych w Krakowie, odpowiedział na wezwanie papieża Franciszka i przygotował Polskę, a szczególnie archidiecezję krakowską na spotkanie, które Benedykt XVI nazwał w Sydney „nowym Wieczernikiem”.

„Kiedy Pan Jezus chciał spożyć ostatnią wieczerzę z uczniami, to wcześniej wysłał ich, by zapytali napotkanego na miejscu człowieka: gospodarz pyta, gdzie jest dla mnie miejsce? I my byliśmy trochę takimi posłańcami Jezusa, którzy szykują wielką wieczerzę dla młodych z całego świata” – wspomina po roku ten czas przygotowań ks. Grzegorz Suchodolski, ówczesny sekretarz generalny KO ŚDM.

Po wielu miesiącach wytężonej pracy i praktycznie bezsennym lipcu, organizatorów ŚDM, zebranych na Błoniach i tych, którzy pełnili w tym czasie służbę w biurach, na trasach dojścia i w najodleglejszych zakątkach Krakowa, łączyło przekonanie, że wydarzenie, które właśnie się rozpoczynało, było czymś więcej, niż sumą ludzkich wysiłków i zrealizowanych scenariuszy.

„Nie sądziłam, że mimo licznych obowiązków, zdołam być na Mszy otwarcia ŚDM. Emocje, które towarzyszyły mi podczas całej Mszy i zaraz po niej były i są nie do opisania. Czułam, że to wszystko co się wtedy działo, po ludzku nie mogło się udać. Czułam działanie Boga i było to jak spełnienie marzeń!” – wspomina Kamila Skupień, odpowiedzialna wówczas za polskich wolontariuszy krótkoterminowych.

Czytaj także: Przeżyjmy to jeszcze raz! Wspominamy pielgrzymkę Franciszka do Polski i ŚDM

„Kiedy krzyż i ikona pojawiły się na Błoniach, wówczas rozpoczęły się dla mnie ŚDM. To były emocje tak trwałe, że do dziś mam je w pamięci. Pomimo ciężkiej pracy, to po tej Mszy św. byłem najradośniejszy. Do dziś, słysząc pieśń ‘Jesus Christ you are my life’ i hymn ŚDM, myślami jestem na Błoniach” – dodaje Marcin Mazur, oficjalny fotograf Konferencji Episkopatu Polski na czas ŚDM i wizyty papieskiej, który od lat często towarzyszy papieżowi podczas spotkań i podróży apostolskich.

Na Błoniach buzowały emocje, a zebrani na zapleczu ołtarza organizatorzy ze skupieniem „odhaczali” na check-listach kolejne zrealizowane elementy wtorkowego scenariusza: napełnianie sektorów, przebieg pre-wydarzeń, przyjazd biskupów, wyjście procesji z zakrystii.

„Moim najgorszym wspomnieniem jest uczucie, które mi towarzyszyło podczas Mszy Otwarcia. Zamknięty w kabinie, plecami do Błoń, tłumaczyłem na ukraiński całą ceremonię, dusiłem się, mając do dyspozycji tylko 7-8 calowy monitor. Czekałem, marzyłem i pracowałem przez 2,5 lata nad ŚDM, by teraz mieć to tylko na ekranie. Po skończonej transmisji wbiegłem na podwyższenie obok ołtarza, poczułem wiatr, zobaczyłem kolorowy tłum peleryn i zrozumiałem, że teraz nikt tego Młodego Kościoła nie powstrzyma!” – relacjonuje ks. Grzegorz Nazar, odpowiedzialny za udział w ŚDM młodzieży greckokatolickiej.

Pomimo natłoku prac, chyba nikt tego dnia nie miał wątpliwości, że to nie ŚDM, ani realizacja scenariuszy są celem samym w sobie. Przypomniał o tym także kard. Dziwisz w homilii podczas Mszy św. otwarcia.

„Postawmy sobie trzy pytania i szukajmy na nie odpowiedzi. Po pierwsze: skąd przychodzimy na to spotkanie? Po drugie, zapytajmy się: gdzie dziś jesteśmy, w tym momencie naszego życia? I po trzecie, zapytajmy się: dokąd dalej podążymy i co stąd ze sobą zabierzemy?” – zachęcał dwustutysięczny tłum pielgrzymów i wolontariuszy, nawiązując do ewangelicznego dialogu Jezusa z Piotrem nad Jeziorem Tyberiadzkim. Te pytania były zarazem drogowskazem na to, jak dobrze przeżyć ŚDM, nie gubiąc się w gąszczu treści, emocji i grup mijających się na krakowskich ulicach.

Jedność ponad podziałami

Z barwnego ŚDM-owego krajobrazu na Błoniach szczególnie zapadają w pamięć dwa symbole, ilustrujące to, że wspólne poszukiwanie i wyznawanie wiary potrafi zjednoczyć młodych ludzi ponad podziałami etnicznymi, różnicami w poglądach i odległości geograficznej.

Pierwszy z nich widać było od pierwszych kadrów telewizyjnych transmisji. To morze flag, powiewających ponad głowami pielgrzymów. Nieraz zdarzało się, że pod kolorowymi flagami, ramię w ramię pozowali do wspólnych zdjęć pielgrzymi z krajów, którym na co dzień niespieszno do wspólnych portretów: np. pielgrzymi z Izraela i z Palestyny czy wolontariuszki z Rosji i Ukrainy. Podczas ŚDM chwiały się mury wzajemnych uprzedzeń, a wspólne „selfie” często nie były jedynie spontanicznym gestem, ale pamiątką ważnych i poruszających spotkań.

„Pamiętam moment spotkania z Savio z Syrii, który w rozmowie przed Drogą Krzyżową dzielił się ze mną krzyżem swojego życia. Spontaniczne spotkanie, które zmobilizowało mnie do większej modlitwy za prześladowanych chrześcijan, młodych, którzy z trudem dotarli na ŚDM” – wspomina Angelika Sitek, liderka przygotowań do ŚDM w archidiecezji częstochowskiej.

„Dla nas, młodzieży z Ziemi Świętej, móc dzielić się swoją wiarą z młodzieżą z całego świata było naprawdę bardzo ważne. To było najbardziej ekscytujące: modlić się, dzielić radość i miłość w tak dużej grupie” – wspomina Jamil Khalil z Ramallah, który przywiózł do Krakowa grupę 170 pielgrzymów.

Drugim elementem, który opisywał, (a w zasadzie: wyśpiewywał) ową młodzieńczą jedność ponad podziałami, był powtarzany wielokrotnie wspólny śpiew hymnu ŚDM.

„Nie chciałem, by młodzi z całego świata modlili się moimi słowami, chciałem stworzyć przestrzeń, w której będą się modlili słowami Pisma. Dlatego w tekście hymnu znalazły się same fragmenty z Biblii” – wyjaśnia autor hymnu ŚDM Kraków 2016 Jakub Blycharz. W Krakowie owa modlitwa hymnem wybrzmiała jako potężne świadectwo. Kilkadziesiąt wersji językowej pieśni, które napłynęły wcześniej do krakowskiego komitetu okazało się niczym w porównaniu z modlitwą kilkusettysięcznego chóru, w którym – każdy w swoim języku – nucił światu obietnice o Bożym Miłosierdziu.

Odkrywanie tej jedności w różnorodności, to nie „efekt uboczny” ŚDM, ale intencja w pewien sposób oczywista dla ludzi młodych, szykujących kolejne edycje spotkań młodych. Wspomina o tym Marcello Bedeschi, przyjaciel św. Jana Pawła II, jeden z nielicznych uczestników wszystkich edycji ŚDM w historii.

„W Rzymie w 2000 r. włoski episkopat wskazał, że na świecie jest ok. 70. zwaśnionych narodów, pogrążonych we wzajemnych konfliktach. I wówczas młodzi zaproponowali, by zaprosić przedstawicieli tych krajów i zwaśnionych stron. Na miesiąc przed ŚDM przyjechało prawie 300 osób z terenów ogarniętych wojnami. Zamieszkali wspólnie we włoskich diecezjach. Dla nich było to niezwykłe doświadczenie, bo w swoich krajach znajdowali się po przeciwnych stronach konfliktu, a tu stworzyli wspólnotę, zawiązali przyjaźnie” – opowiada Bedeschi.

Nie znali tej historii młodzi Polacy, którzy jeszcze w Rio de Janeiro, zainspirowani słowami kard. Nycza, by szykując ŚDM, pamiętać o Kościele na Wschodzie, wymyślili dosłownie „na kolanie” projekt Bilet dla Brata, który zadedykowali rówieśnikom z krajów byłego Związku Radzieckiego.

„Sam doświadczyłem pomocy, jadąc na ŚDM do Madrytu, kiedy ludzie z mojej miejscowości składali się na bilet i pokrycie kosztów pobytu. Pan Bóg daje nam różne doświadczenia żebyśmy w oznaczonym czasie działali sercem. Zawsze powtarzam, że moje zaangażowanie w ten projekt, to nic innego jak spłacenie długu wdzięczności” – mówi jego współautor, ks. Jarek Grabka z Solca nad Wisłą.

Dzięki hojności Polaków, autorzy projektu zebrali ponad 1,6 mln zł, które przeznaczyli dla 5,7 tys. pielgrzymów z krajów byłego Związku Radzieckiego, by ci mogli wziąć udział w ŚDM.

„Młodzi ludzie byli zachwyceni, że mogą zobaczyć świat, którego pewnie prędko nie zobaczą, bo u nich panuje bieda, trwa wojna. Doświadczenie wspólnej modlitwy i wyznawania wiary w Chrystusa jest dla nich bezcenne” – podkreśla ks. Paweł Bryś, saletyn, który pomagał w pozyskiwaniu środków na Bilet dla Brata i w ramach projektu przywiózł do Polski 60-osobową grupę pielgrzymów z parafii misjonarzy saletynów na Ukrainie. Tych samych, do których z rewizytą pojechała w ostatnich dniach młodzież z Płocka – bo w tym roku młodzi Ukraińcy postanowili się odwdzięczyć i zaprosili do siebie ubiegłorocznych gospodarzy Dni w Diecezjach.

Zaiskrzyło!

„Niech zaiskrzy!” – hasło, które towarzyszyło cyklowi łagiewnickich rekolekcji, przygotowujących młodzież do ubiegłorocznego spotkania, od początku miało podwójne znaczenie. „Zaiskrzyć” miało między młodymi a Kościołem. Tak, aby związali się z nim nie tylko wykupionym na czas ŚDM pakietem pielgrzyma, ale osobistą przede wszystkim relacją z Bogiem. „Zaiskrzyć” miało też orędzie o Bożym Miłosierdziu, które na nowo miało pójść w świat, dzięki świadectwu młodych, niczym iskra, o której mowa w „Dzienniczku” św. Faustyny.

Dziś duszpasterze i sami młodzi mówią zgodnie: zaiskrzyło! Byle tylko teraz nie zgasić tego płomyka sceptycyzmem, brakiem pomysłów i powrotem do parafialnego status quo, bez udziału młodych.

Duszpasterskie wysiłki ostatnich lat pokazały w ubiegłym roku, że żmudna praca duszpasterska przynosi piękne owoce. Albowiem siła świadectwa, jaka rok temu popłynęła z krakowskich Błoń, a wcześniej: z polskich diecezji, była owocem nie tylko chwilowego zachwytu nad Bogiem i Kościołem, ale m.in. trzyletnich duchowych przygotowań do tego spotkania. Te przygotowania były zadaniem ważniejszym, niż logistyczne przedsięwzięcia, choć i z tych Polacy wywiązali się wzorowo, szykując w polskich diecezjach o 100 tys. miejsc więcej, niż uczestników Dni w Diecezjach.

„W naszym zamyśle programy przygotowań duchowych szły za myślą papieża Franciszka, zawartą w kolejnych orędziach do młodych. Ale chrześcijanin żyje tu i teraz: tu i teraz ma wzrastać w wierze i dawać świadectwo. Prawd wiary nie wymyśli się od nowa, ale trzeba je odkrywać w kontekście własnego życia” – mówi ks. Adam Bab z archidiecezji lubelskiej, współautor programu duchowych przygotowań do ŚDM, które zmotywowały wielu młodych do tego, by ŚDM potraktowali nie jako event, ale jako zaproszenie do odkrywania własnej wiary i zarażania nią rówieśników. Do tego zachęcali też zagraniczni goście, odwiedzający Kraków i diecezjalne centra ŚDM na etapie przygotowań.

„Często czytam u św. Faustyny ten fragment o iskrze, która stąd wyjdzie i rozpali świat. Czytam i zadaję sobie pytanie: a co, jeśli tą iskrą, o której mowa, jest polska młodzież i ci, którzy przyjadą tu do Krakowa, do Łagiewnik i rozpaleni wyruszą stąd, by przemieniać świat?” – pytał podczas jednego z biznesowych spotkań Chris Dube, właściciel biura podróży, które przywiozło do Krakowa setki pielgrzymów z USA. Luźno rzucona refleksja okazała się proroctwem, które dokładnie rok temu zaczęło spełniać się w Krakowie na oczach świata.

„Kiedy kończyła się Msza św. posłania na Campus Misericordiae i trwało uwielbienie po przyjęciu Komunii świętej, klęczałem niedaleko ołtarza i poczułem, że to jest ‘pierwszy dzień końca świata’. Że tak będzie wyglądało Niebo – niezliczony tłum, który jednak nie jest anonimowy, chwalący Boga i oddający mu cześć. I wielka radość, że praca, którą wykonywaliśmy od tylu miesięcy dotarła do finału i że kończy się pewien etap. Ale otwiera kolejny, nie mniej zaskakujący” – wspomina Andrzej Pietrzyk, który w krakowskim Komitecie Organizacyjnym odpowiadał m.in. za kontakty międzynarodowe z episkopatami i wspólnotami na całym świecie.

„Gdy wspominam ŚDM w Krakowie to od razu w głowie mamy obrazki ze stadionu Cracovii, gdzie pełniłam swoją służbę jako wolontariusz. To było niezapomniane przeżycie, kiedy po usadzeniu kilkunastu tysięcy ludzi na stadionie w trakcie katechez, stałam w najwyższym rzędzie i obserwowałam tych wszystkich uczestników. To było niesamowite, jak na ich twarzach było widać radość płynącą z wiary” – dodaje wolontariuszka Asia Bik.

„Czuwanie z Ojcem Świętym i rozświetlone modlitwą milionów młodych serc Pole Miłosierdzia. Nigdy wcześniej nie czułam takiej siły wspólnoty. To było dla mnie najpiękniejsze podsumowanie trzech lat pracy i przygotowań” – mówi Karolina Błażejczyk, do niedawna odpowiedzialna za ŚDM w diecezji warszawsko-praskiej, a obecnie przygotowująca na szczeblu krajowym wyjazd polskiej młodzieży na spotkanie z papieżem w Panamie.

Młodzi i papież razem

„Młodzi i papież razem” – to swego rodzaju podtytuł, który do niedawna towarzyszył kolejnym edycjom ŚDM. Choć zniknął z oficjalnych plakatów, pozostał definicją wyjaśniającą ideę światowych zlotów młodzieży, a obecnie także dalsze duszpasterskie plany papieża Franciszka.

Choć pierwotne propozycje programu wizyty Ojca Świętego w Polsce były bardzo rozbudowane, ostateczny harmonogram pielgrzymki zaaprobowany przez Stolicę Apostolską jasno pokazał, że papież przyjeżdża przede wszystkim po to, by być razem z młodzieżą. To z nią spotykał się najczęściej, nie tylko podczas czterech głównych uroczystości, na Błoniach i Campus Misericordiae, ale też „nieformalnie” pod oknem na Franciszkańskiej i w czasie sobotniego obiadu, do którego zasiadł z otwartymi ramionami, mówiąc zebranym: „mówcie do mnie, chcę was słuchać”.

Nie brakowało też gestów spontanicznych, jak zaproszenie młodych do wspólnej przejażdżki papamobile między sektorami na Campus Misericordiae czy zwiększenie liczby młodych ludzi, których Franciszek wyspowiadał w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. W tych wszystkich gestach, a przede wszystkich w słowach, kierowanych do młodych przed, w trakcie i po ŚDM, Ojciec Święty przypominał jednak, że nie jest on głównym bohaterem spotkania, ale jednym z pielgrzymów, wędrujących razem z młodzieżą drogą wiary. Przypomniał o tym zresztą, na poły żartobliwie, rejestrując się jako pierwszy pielgrzym w oficjalnym systemie rejestracyjnym ŚDM.

„Pamiętam moment spontanicznego spotkania z Ojcem Świętym, tuż po Jego przylocie do Polski. Przejeżdżał blisko, niczym na wyciągnięcie ręki. Mimo tłumu dookoła przy barierkach, czułam,że nastąpiła indywidualna wymiana wzrokowa. Widziałam tę radość w oczach, cieszyłam się z otrzymanego błogosławieństwa od Piotra naszych czasów” – wspomina Patrycja Bartochowska, zaangażowana w koordynację przygotowań Dni w Diecezjach.

Franciszek pozostawił uczestnikom ŚDM nie tylko wzruszające wspomnienia i ważne słowa (spośród których najbardziej medialne i inspirujące okazało się chyba wezwanie do zejścia z kanapy i założenia wyczynowego obuwia), ale też konkretne zadanie, których podjęcie jest dziś papierkiem lakmusowym tego, co Kościół (nie tylko ten młody) zapamiętał i czym się przejął po ubiegłorocznym spotkaniu. Tym zadaniem jest synod o młodzieży, zwołany w momencie, gdy wydawać by się mogło, że temat młodości dogłębnie już opisano, a Kościół powinien się mierzyć z innymi wyzwaniami. Tymczasem papieskie zaproszenie z jednej strony mobilizuje Kościół do troski o przyszłe pokolenia, z drugiej zaś przypomina młodzieży, że nigdy nie jest za późno, by doświadczenia ŚDM przekuć w praktykę dalszego życia.

„Chciałbym również przypomnieć wam słowa, które Jezus powiedział kiedyś do uczniów, którzy Go zapytali: «Rabbi (…), gdzie mieszkasz?». On odpowiedział: «Chodźcie, a zobaczycie» (J 1, 38-39). Także na was Jezus kieruje swój wzrok i zaprasza, abyście do Niego przyszli. Drodzy młodzi, czy napotkaliście to spojrzenie? Czy usłyszeliście ten głos? Czy poczuliście ten bodziec, aby wyruszyć w drogę? Jestem pewien, że chociaż hałas i ogłuszenie zdają się panować w świecie, to wezwanie nadal rozbrzmiewa w waszej duszy, aby ją otworzyć na pełną radość” – pisał Franciszek w styczniowym liście do młodych na okoliczność synodu, odpowiadając przy okazji na pytanie: co dalej po ŚDM?

Wersja do druku

Przeczytaj także

20 lipca 2017 11:13

Ks. Grzegorz Suchodolski dla KAI: ŚDM to nie magiczna recepta na problemy duszpasterskie

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.