Drukuj Powrót do artykułu

Nowi błogosławieni Kościoła katolickiego

09 listopada 2003 | 17:08 | kg //mr Ⓒ Ⓟ

Przedstawiamy postacie pięciorga nowych błogosławionych, których 9 listopada Jan Paweł II wyniósł na ołtarze. W gronie tym znalazło się trzech kapłanów i dwie siostry zakonne. Nowi błogosławieni pochodzą z Hiszpanii, Belgii, Włoch i Francji.

*1. Jan Nepomucen Zegrí y Moreno* (11 X 1831-17 III 1905) – Hiszpan, kapłan, zał. Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia Najświętszej Maryi Panny od Miłości.
Urodził się w Grenadzie w pobożnej rodzinie chrześcijańskiej. Od najmłodszych lat był wyczulony na ludzką biedę i cierpienia, wcześnie też odkrył w sobie powołanie kapłańskie. 2 czerwca 1855 przyjął święcenia w swym mieście rodzinnym i rozpoczął pracę duszpasterską w parafii. Bardzo szybko ujawniły się w nim głęboka duchowość i osobiste przeżywanie Boga oraz gorliwość ewangelizacyjna. Był wybitnym prawnikiem kościelnym i interesował się sprawami społecznymi i potrzebami najuboższych i najbardziej zmarginalizowanych. Z myślą o nich założył w 1878 Zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia Najświętszej Maryi Panny od Miłości, której charyzmatem były słowa: “Praktykować wszystkie dzieła miłosierdzia duchowego i cielesnego w ubogich”. W ciągu kilku lat nowa wspólnota zakonna rozprzestrzeniła się po wielu diecezjach hiszpańskich. Ks. Zegrí wiele uwagi poświęcał rozwojowi życia duchowego swych sióstr, akcentując zwłaszcza miłość do Jezusa Odkupiciela i Maryi Matki Miłosierdzia. Ale, jak to często bywa z wybitnymi osobowościami, dość szybko zaczęły się piętrzyć wokół niego różne pomówienia i nieporozumienia, oskarżano go nawet o działalność niezgodną z nauczaniem Kościoła. Przyspieszyło to jego zgon w osamotnieniu i opuszczeniu w Maladze. Dopiero po jego śmierci zaczęto ponownie badać jego pisma i całą działalność, oczyszczając go z wszelkich zarzutów, a nawet rozpoczynając proces beatyfikacyjny.

*2. Walenty Paquay* (17 XI 1828-1 I 1905) – Belg, kapłan, franciszkanin, zwany “męczennikiem konfesjonału”.
Urodził się w Tongres jako piąte z 11 dzieci w kochającej się, głęboko religijnej rodzinie. Na chrzcie nadano mu imię Alojzy. Po szkole podstawowej wstąpił do kolegium, prowadzonego przez kanoników regularnych, po czym w 1845 wstąpił do Zakonu Braci Mniejszych (franciszkanów), a w 2 lata później rozpoczął tam nowicjat. 10 czerwca 1854 przyjął święcenia kapłańskie w Liege, po czym przełożeni wysłali go do Hasselt, gdzie pozostał do końca życia. W latach 1890-99 był definitorem prowincjalnym swego zakonu. Przez cały czas pobytu w zakonie pogłębiał swe życie duchowe, poświęcając się jednocześnie niezmordowanie posłudze duszpasterskiej. Był niestrudzonym kaznodzieją, posługującym się prostym, przekonywającym językiem, naśladując pod wieloma względami św. Jana Marię Vianneya, z którym często go porównywano. Odznaczał się zwłaszcza darem czytania w duszach ludzi spowiadających się u niego, którzy przybywali do niego często z daleka. Miał wielkie nabożeństwo do Najświętszego Serca Jezusa i starał się szerzyć cześć do Niego. Dawał temu wyraz szczególnie w Bractwie Świeckiego Zakonu Franciszkańskiego w Hasselt, którym przez 26 lat kierował. Wielką pobożność żywił też do nabożeństwa Drogi Krzyżowej i do Matki Bożej, z której różnych tytułów najwyżej cenił Niepokalane Poczęcie. Zmarł w Hasselt.

*3. Alojzy Maria Monti* (24 VII 1825-1 X 1900) – Włoch, świecki, choć nazywano go “ojcem” ze względu na opiekę duchową, jaką otaczał bliskich mu ludzi; zał. Zgrom. Synów od Niepokalanego Poczęcia; wielki miłośnik ubogich.
Urodził się w Bovisio (archidiecezja mediolańska) jako ósme z 11 dzieci. W wieku 12 lat stracił ojca i musiał zająć się rzemiosłem, aby pomóc materialnie matce i młodszemu rodzeństwu. Będąc człowiekiem głębokiej wiary zgromadził swych rówieśników rzemieślników i współmieszkańców i zorganizował dla nich oratorium wieczorne, które nazwał Stowarzyszenia Świętego Serca Jezusa, ale miejscowi mieszkańcy mówili o nim Stowarzyszeniem Braci. On sam wyróżniał się skromnością życia, oddaniem się chorym i ubogim oraz gorliwością ewangelizacyjną. W 1846 złożył śluby czystości i posłuszeństwa. Był świeckim konsekrowanym w Kościele, bez klasztoru i habitu. Działalność ta wzbudziła jednak podejrzliwość, a nawet wrogość ze strony niektórych jego sąsiadów, a nawet miejscowego proboszcza, którzy doszukiwali się w tym nieposłuszeństwa wobec władz austriackich, do których należały wówczas północne Włochy. W 1851 Monti i grupa jego najbliższych towarzyszy trafiła na ponad 2 miesiące do więzienia. Po wyjściu na wolność, za radą swego ojca duchowego wstąpił wraz z nim do zgromadzenia Synów Maryi Niepokalanej, założonego 5 lat wcześniej przez bł. Ludwika Pavoniego. 6-letni okres nowicjatu w tej wspólnocie był dla niego czasem przemiany wewnętrznej i utrwalenia w nim pragnienia służenia bliźnim w chorych. W czasie epidemii cholery w Bresii w 1855 był dobrowolnym pielęgniarzem w miejscowym szpitalu. W 2 lata później objawili mu się Jezus w Najświętszym Sakramencie i Jego Matka, przepowiadając mu okres cierpienia dla Kościoła i założenie wspólnoty zakonnej. I rzeczywiście wkrótce potem Monti powołał do życia Zgromadzenie Synów od Niepokalanego Poczęcia, na którego czele sam stanął jako przełożony w 1877 r. Opracował też dla niego statuty, podkreślające miejsce i rolę w nim Ducha Świętego. Zmarł w Saronno, nękany chorobami, prawie ociemniały.

*4. Bonifacja Rodriguez Castro* (6 VI 1837-8 VIII 1905) – Hiszpanka, założycielka Zgromadzenia Służebnic od św. Józefa.
Pochodziła z Salamanki jako najstarsza z szóstki dzieci w rodzinie rzemieślniczej. Gdy miała 15 lat, zmarł jej ojciec i musiała rozpocząć pracę szwaczki. Była to ciężka praca, niewiele przy tym płatna, toteż młoda dziewczyna, uczulona na ludzką biedę, otworzyła swój warsztat na inne dziewczyny, aby wspólnie łatwiej znosić trudne warunki pracy. Jednocześnie pragnęła w ten sposób naśladować życie Rodziny z Nazaretu, żywiąc od dziecka wielkie nabożeństwo do Mary i Józefa. Cześć ta wzrosła jeszcze bardziej po ogłoszeniu w 1854 dogmatu o Niepokalanym Poczęciu i w 1870 św. Józefa patronem Kościoła. W 1865, po opuszczeniu domu rodzinnego przez resztę rodzeństwa, które założyło własne rodziny, Bonifacja z matką zostały same i całkowicie poświęciły się dziełom miłosierdzia, kierowane duchowo przez jezuitów. Ich świadectwo życia i wiary zaczęło przyciągać do nich inne kobiety i tak powstało Stowarzyszenie Niepokalanej i św. Józefa, zwane potocznie Józefińskim. Decyzja ta jeszcze bardziej rozbudziła w niej pragnienie życia zakonnego. W 1870 spotkała jezuitę katalońskiego Francisco Javiera Butinya i Hospitala, który skierował jej uwagę na świat robotniczy i jego problemy. Pod wpływem kapłana założyła w 1874 Zgromadzenie Służebnic od św. Józefa dla pracy z dziewczętami i kobietami zagrożonymi moralnie. Dość szybko spotkała się jednak ze sprzeciwami ze strony miejscowych księży, dla których charyzmat nowej wspólnoty był zbyt radykalny, gdyż kobiety w owym czasie rzadko pracowały poza domem. W rok później o. Butinya został wydalony z Hiszpanii wraz z innymi jezuitami i założycielka pozostała sama. Był to trudny dla niej okres, pełen niesłusznych podejrzeń i oskarżeń, została nawet odsunięta od kierowania wspólnotą. W 1883 w mieście Zamora powstało nowe zgromadzenie, podczas gdy to w Salamance przyniosło pewne przeobrażenia. Zmarła w Zamorze i dopiero po jej śmierci oba domy ponownie się połączyły.

*5. Rozalia (Jeanne Marie) Rendu* (9 IX 1786-7 II 1856) – Szwajcarka, ale działała głównie we Francji, szarytka. Była nazywana apostołką miłosierdzia, pracowała na peryferiach Paryża. Zakładała ośrodki wychowawcze i pomocy społecznej, wciągając do współpracy również świeckich.
Urodziła się w miejscowości Confort, kanton Gex (Jura) jako najstarsze z czworga dzieci w szanowanej rodzinie drobnych posiadaczy. Gdy miała 3 lata, wybuchła rewolucja francuska, która m.in. wprowadziła tzw. świecką konstytucję duchowieństwa, zmuszającą księży do ślubowania na wierność państwu. Wielu kapłanów odmawiało podporządkowania się temu ustawodawstwo, za co usuwano ich z parafii i wypędzano z kraju. Jej dom rodzinny był miejscem schronienia dla wielu takich uchodźców. Jako mała dziewczynka odkryła wówczas przypadkowo, że goszczący u nich biskup odprawiał potajemnie Mszę św. Wzbudziło to w niej zainteresowanie sprawami wiary, a gdy w wieku 10 lat straciła ojca i wkrótce potem najmłodszą siostrę, zaczęła pomagać mamie w domu. W 1802 wraz z przyjaciółką wyjechała do Paryża i tam obie wstąpiły do sióstr miłosierdzia (szarytek). Przyjęła tam imię Rozalia i niebawem poświęciła się całkowicie chorym i potrzebującym. W 1815 została przełożoną domu. Jej niezachwiana i czysta wiara kazała jej widzieć Jezusa we wszystkich okolicznościach. Pomagając biednym i chorym, wykorzystywała każdą okazję na rozmowę o Bogu, a idąc za duchem założyciela zgromadzenia – św. Wincentego a Paulo, powtarzała, że “ubodzy są naszymi panami i patronami”. Potrafiła wciągnąć do współpracy na rzecz potrzebujących i chorych wielu świeckich, także z wyższych sfer. Odwiedzali ją w rozmównicy biskupi i księża, ambasador Hiszpanii, wyżsi wojskowi i inni – wszyscy szukając jej porady lub oferując pomoc. Zmarła w Paryżu w opinii świętości.

****
Obecna beatyfikacja była siódmym tego rodzaju obrzędem w tym roku – podczas nich Ojciec Święty wyniósł na ołtarze 21 osób. Łącznie zaś od początku pontyfikatu odbyły się 142 beatyfikacje, które dały Kościołowi 1318 błogosławionych. Ponadto odbyło się 51 kanonizacji (z tego w tym roku trzy), podczas których Papież ogłosił 476 świętych (w tym roku 12).

Wersja do druku
Drukuj Powrót do artykułu

Nowi błogosławieni Kościoła katolickiego

23 marca 2003 | 14:24 | kg, ml, ts //per Ⓒ Ⓟ

Kościół katolicki ma od 23 marca pięcioro nowych błogosławionych. Jan Paweł II wyniósł na ołtarze dwie hiszpańskie siostry zakonne, francuskiego kapłana i zakonnicę szwajcarską (wszyscy założyli żeńskie zgromadzenia zakonne) oraz świeckiego lekarza, ojca 13 dzieci.

W homilii podczas Mszy św. beatyfikacyjnej w bazylice św. Piotra Papież nawiązał do Ewangelii na trzecią niedzielę Wielkiego Postu, która “wzywa nas do kontemplowania oczyma wiary wielkiej Tajemnicy, jaką obchodzić będziemy na Wielkanoc”. – Oto pełny i ostateczny dar miłości Boga, jaki urzeczywistnił się poprzez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa – podkreślił Jan Paweł II.

– W szczególny sposób tajemnicą odkupienia, do udziału w której wezwani są wszyscy wierni, żyli nowi błogosławieni, których mam radość wynieść dzisiaj do chwały ołtarzy – powiedział Jan Paweł II, krótko przedstawiając ich sylwetki. Na zakończenie stwierdził: – Świętość nowych błogosławionych pobudza nas, abyśmy także dążyli do ewangelicznej doskonałości, zamieniając w czyn wszystkie słowa Jezusa. Jest to bez wątpienia trudna droga ascetyczna, ale dostępna dla wszystkich. Niech Maryja Panna, Królowa Wszystkich Świętych, wspiera nas swym macierzyńskim wstawiennictwem. Nowi błogosławieni zaś niech będą naszymi pewnymi przewodnikami ku świętości. Amen!.
To pierwsza beatyfikacja w tym roku, a 136 od początku pontyfikatu Jana Pawła II. W ciągu dotychczasowych 135 Ojciec Święty ogłosił 1298 błogosławionych.

Oto nowi błogosławieni:
%img_l(0)*Bł. Piotr Bonhomme* (4 VII 1803-9 IX 1861) – Francuz, kapłan, założyciel Zgromadzenia Sióstr od Matki Bożej z Kalwarii.
Pochodził z miejscowości Gramat (diecezja Cahors, płd. Francja). Od najmłodszych lat odznaczał się zamiłowaniem do nauki, a zarazem głęboką religijnością, umiłowaniem prostoty i ubóstwa. W wieku 10 lat przystąpił do I komunii św., co jeszcze bardziej umocniło jego wiarę. Był przy tym bardzo lubiany w rodzinie i przez przyjaciół. Chociaż wcześnie czuł powołanie kapłańskie, najpierw ukończył szkołę realną (powyżej średniej), uzyskując bakalaureat z literatury, a dopiero potem, upewniwszy się, co do powołania, w listopadzie 1824 wstąpił do seminarium duchownego w Cahors i 23 grudnia 1827 przyjął święcenia kapłańskie.
Ale jeszcze zanim to nastąpiło, 11 sierpnia 1827 r. otworzył w swej rodzinnej miejscowości szkołę dla różnych szczebli nauczania, a w 1831 r. w sąsiednim Praysac zorganizował szkołę przygotowującą dla przyszłych uczniów wyższego seminarium duchownego. To jego zaangażowanie pedagogiczno-oświatowe dało początek najpierw w 1832 r. Zgromadzeniu Córek Maryi, a następnie, gdy był proboszczem w Gramat, powołał do życia Instytut Matki Bożej z Kalwarii, którego głównymi zadaniami były wychowywanie dzieci, pomoc ubogim, starcom, głuchoniemym, upośledzonym umysłowo i innym niepełnosprawnym.
Działalność na tym polu ukazuje szczególne cechy ks. Bonhomme’a: bezinteresowność, pracowitość, szerokie horyzonty duchowe i kościelne oraz wrażliwość na materialne i moralne potrzeby bliźnich, zwłaszcza tych najuboższych. A przy tym nie zaniedbywał pogłębiania wiary, modlitwy i doskonalenia życia duchowego.
Mówiono o nim, że jego postawa życiowa bardzo pasuje do jego nazwiska (Bonhomme znaczy po francusku ‘dobry człowiek’).
Zmarł w opinii świętości w swym mieście rodzinnym.

%img_r(1)*Bł. Maria Dolores Rodriguez Sopena* (30 XII 1848-10 I 1918) – Hiszpanka, założycielka Instytutu Katechetycznego i Rodziny Sopena. Niezmordowana katechetka i opiekunka środowisk robotniczych, ubogich i chorych w Portoryko, na Kubie i w Hiszpanii.
Urodziła się w Velez Rubio (koło Almerii w płd. Hiszpanii) jako czwarte z siedmiorga dzieci. Jej rodzice przybyli tam z Madrytu, gdyż ojciec – prawnik z zawodu – właśnie w Almerii znalazł pracę. Gdy miała niespełna 18 lat, ojciec otrzymał wysokie stanowisko w miejscowej hierarchii i dziewczyna zaczęła bywać w “wielkim świecie”, ale szybko przestało ją to pociągać. Bardziej było jej “po drodze” z bliźnimi, zwłaszcza najbardziej potrzebującymi: ubogimi, chorymi, m.in. na tyfus i trąd.
W połowie lat siedemdziesiątych XIX w., w związku z różnymi miejscami pracy jej ojca, przebywała w Madrycie (1869-72), Portoryko (1872-73) i na Kubie (1873-76). Wszędzie pracowała z biednymi, chorymi, więźniarkami i innymi potrzebującymi, pogłębiając jednocześnie i rozwijając swoje życie duchowe.
W Portoryko pod kierunkiem swego kierownika duchowego założyła Stowarzyszenie Córek Maryi i szkoły dla kolorowych, w których uczyła czytania i pisania oraz katechizowała. Na Kubie w owym czasie znaczna część katolików pozostawała w stanie schizmy i były silne tendencje do utworzenia Kościoła, niezależnego od Rzymu. Dolores ograniczyła więc swą działalność do odwiedzin chorych w szpitalu wojskowym.
Chciała zostać siostrą miłosierdzia, ale uniemożliwiła jej to wada wzroku w następstwie choroby, którą przebyła w wieku 8 lat. Gdy groźba schizmy została przezwyciężona, młoda kobieta zaczęła zakładać na peryferiach Santiago de Cuba, gdzie mieszkali, Ośrodki Nauczania, w których dzieci uczyły się katechizmu i ogólnych zasad kultury oraz korzystały z opieki lekarskiej.
W 1876 cała rodzina wróciła do Madrytu. Tam Dolores dzieliła czas między dom i opiekę nad ojcem (matka zmarła na Kubie), apostolat wśród biednych i potrzebujących oraz pogłębianie życia duchowego.
W 1883 zmarł jej ojciec i 35-letnia wówczas kobieta zapragnęła wstąpić do zakonu. Wybrała początkowo klasztor salezjanek, ale po 10 latach opuściła go, stwierdzając, że to nie dla niej. Gorliwie spełniała uczynki miłosierne, m.in. regularnie odwiedzała slumsy. Utworzyła tam Dzieło Nauk, a później za radą biskupa Madrytu Ciriaco Sanchy w 1892 założyła Stowarzyszenie Apostolstwa Świeckiego (dziś jest to Ruch Świecki im. Sopena), które w rok później zatwierdziły władze cywilne. W 4 lata później powstaje Dzieło w Sewilli.
W 1900 z okazji Roku Świętego była w Rzymie i tam, u grobu św. Piotra otrzymała w modlitwie zadanie utworzenia nowego instytutu, który kontynuowałby Dzieło Nauk i pomagał duchowo stowarzyszeniu świeckiemu. 24 września 1901 w czasie rekolekcji w Loyoli ułożyła podstawy Instytutu Pań Katechetek (dziś Instytut Katechetyczny im. Dolores Sopena), ale oficjalnie powołała go 31 października tegoż roku w Toledo. W rok później uznały go władze państwowe, a w 1907 zatwierdził jego statut Pius X.
W owym czasie jej Dzieła Nauk stały się Robotniczymi Ośrodkami Nauczania ze względu na wielki napływ do nich robotników, przesiąkniętych silnym duchem antyklerykalizmu, w związku z czym nie można było uczyć wprost religii; nie mogły tam również pracować siostry zakonne w habitach. Ale Dolores potrafiła tak zmienić sposoby działania, aby osiągnąć zamierzone cele – przybliżyć Kościół robotnikom, którym brakowało wychowania kulturalnego, moralnego i religijnego oraz łączyć ich z warstwami wykształconymi i zamożnymi, podkreślała w swych działaniach godność człowieka pracy i dążyła do braterstwa między ludźmi. W osiągnięciu tych zamierzeń pomagała jej głęboka i prawdziwa wiara i bogata duchowość. Jej dewizą życiową było “Uczynić z wszystkich jedną rodzinę w Jezusie Chrystusie”.
W ciągu kilku lat potrafiła założyć swe placówki w najbardziej wówczas uprzemysłowionych miastach kraju. W 1914 powstał dom Instytutu w Rzymie a w 3 lata później – w Chile. Obecnie tzw. Rodzina Sopena obejmuje trzy założone przez Marię Dolores instytucje (Instytut Katechetyczny, Ruch Świecki oraz Dzieło Społeczne i Kulturalne) i jest obecna w 9 krajach Europy i Ameryki Łacińskiej.
Zmarła w Madrycie w opinii świętości.

%img_l(2)*Bł. Maria Caritas Brader* (14 VIII 1860-27 II 1943) – Szwajcarka, założycielka Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek od Maryi Niepokalanej, apostołowała wśród ludności tubylczej Ameryki Łacińskiej.
Pochodziła z Kaltbrunn koło Sankt Gallen, na chrzcie otrzymała imiona Maria Józefa Karolina. Inteligentna i bystra była od najmłodszych lat wychowywana w duchu głębokiej wiary, umiłowania Chrystusa i Jego Matki. Otrzymała też odpowiednie wykształcenie, m.in. w szkole prowadzonej przez franciszkanki. Wcześnie poczuła w sobie powołanie zakonne i 1 października 1880 wstąpiła do klasztoru franciszkanek Maryi Wspomożycielki w Altstätten. 1 marca następnego roku przywdziała habit i przyjęła imię Maria Caritas od Miłości Ducha Świętego, a 22 sierpnia 1882 złożyła śluby zakonne. Była przygotowana do pracy nauczycielki w przylegającym do klasztoru kolegium.
Chociaż był to zakon klauzurowy, istniała możliwość wyjazdu sióstr na misje, jeśli były takie potrzeby Kościoła. I oto biskup misyjny Peter Schumacher CM z Portoviejo w Ekwadorze przysłał list do klasztoru z prośbą o przysłanie mu chętnych do pracy w jego diecezji. Odpowiedziało na to z entuzjazmem kilka sióstr, wśród nich Caritas Brader. Przełożona klasztoru m. Maria Bernarda Bütler (założycielka tego zgromadzenia, beatyfikowana w 1995 r.) napisała w liście do biskupa, że matka Caritas “jest w najwyższym stopniu szlachetna, nie cofnie się przed żadną ofiarą a swoją niezwykłą wiedzą i umiejętnościami pedagogicznymi odda wielkie usługi misji”.
19 czerwca 1888 niespełna 28-letnia zakonnica wraz z 5 innymi siostrami udała się do Chone w Ekwadorze. Stamtąd po 5 latach ciężkiej pracy, gdy katechizowała dzieci, przeniesiono ją do świeżo powstałej stacji misyjnej w Túquerres w Kolumbii. Tam również natychmiast okazała swój zapał misyjny i miłość do miejscowej ludności, dla której nie żałowała żadnego wysiłku. Mężnie znosiła monsuny od oceanu, dzicz dżungli i mrozy miejscowych gór. Pracowała niezmordowanie, najwięcej uwagi poświęcając najuboższym i zepchniętym na margines, którym jeszcze nikt nie głosił Ewangelii.
W obliczu narastających potrzeb misyjnych na rozległym obszarze, w 1894 założyła, przy poparciu niemieckiego misjonarza o. Reinalda Herbranda, Zgromadzenie Franciszkanek Maryi Niepokalanej. Początkowo tworzyły je tylko młode Szwajcarki, przybyłe wraz z m. Caritas lub w ślad za nią, ale szybko pojawiły się powołania rodzime, i to nie tylko z Kolumbii, ale także z wielu innych krajów latynoskich. Założycielka bardzo dbała o odpowiedni poziom intelektualny swych sióstr, zachęcając je do zdobywania wyższego wykształcenia, zarazem jednak ostrzegała, aby “nie gasł w nich duch modlitwy i pobożności”.
Sama wiele czasu spędzała przed Najświętszym Sakramentem, czerpiąc stąd siły duchowe i fizyczne do swej posługi. Postarała się o uzyskanie dla swej wspólnoty przywileju wieczystej adoracji Pana Jezusa, pozostawiając to jako dziedzictwo swemu zgromadzeniu. Miłość do Jezusa znalazła odbicie w jej haśle-programie życiowym: “On tego chce”.
Zmarła w opinii świętości w miejscowości Pasto. Wiadomość o jej śmierci ściągnęła do klasztoru wielkie rzesze wiernych, a w jej pogrzebie 2 marca 1943 wzięli liczny udział przedstawiciele władz kościelnych i państwowych.

%img_r(3)*Bł. Joanna Maria Condesa Lluch* (30 III 1862-16 I 1916) – Hiszpanka, założycielka Zgromadzenia Niewolnic Maryi Niepokalanej, troszczyła się szczególnie o ubogie kobiety i dziewczęta.
Urodziła się w Walencji w zamożnej i pobożnej rodzinie mieszczańskiej. Została ochrzczona nazajutrz po urodzeniu w miejscowym kościele św. Stefana, w którym przed wiekami ochrzczono także św. Wincentego Ferrera (1350-1418) i św. Ludwika Bertrana (1526-81). Wychowana w głębokiej wierze odznaczała się zwłaszcza wielką pobożnością do Jezusa w Najświętszym Sakramencie oraz do Maryi Niepokalanej, św. Józefa i św. Teresy.
W wieku 18 lat poczuła w sobie powołanie do ewangelizowania otoczenia, szczególnie ubogich i zaniedbanych kobiet i młodych dziewcząt. Nie od razu jednak mogła spełnić to pragnienie i dopiero w 1884 pokonała trudności, w tym również ze strony arcybiskupa Walencji, który uważał ją za zbyt młodą do zadań, jakie stawiała przed sobą.
Założyła zgromadzenie zakonne, uzyskawszy wcześniej zgodę na otwarcie domu, który przyjmował, formował i pozwalał odnaleźć własną godność robotnicom, których – w miarę rozwoju przemysłu – coraz więcej przybywało do tego miasta z okolicznych wsi. Po kilku miesiącach w tymże domu Joanna Maria otworzyła szkołę dla córek robotnic. Jednocześnie zabiegała o uzyskanie zgody władz kościelnych dla swego zgromadzenia, które troszczyło się o właściwą opiekę i formację dla robotnic i ich córek. Uzyskała ją od swego biskupa w 1892, w 3 lata później z kilkoma innymi siostrami złożyła śluby czasowe a w 1911 – wieczyste.
Zmarła w Walencji, nie doczekawszy się oficjalnego zatwierdzenia swego instytutu przez najwyższe władze kościelne. Uczynił to Pius XI, udzielając w 1937 aprobaty tymczasowej a Pius XII w 10 lat później zatwierdził zgromadzenie ostatecznie.

%img_l(4)*Bł. Władysław (Lászło; Ladislaus) Batthyány-Strattmann* (28 X 1870-22 I 1931) – Węgier, świecki, ojciec rodziny, zwany “lekarzem ubogich”, ojciec 13 dzieci.
Święci i błogosławieni nie zawsze są “oderwanymi od świata idealistami”, wyrzekającymi się doczesnych uciech. Takim z pewnością nie był Władysław Batthyány (Strattmann): człowiek, który odnosił sukcesy zawodowe, był bardzo zamożny i lubił się bawić. Miał 13 dzieci, w tym jedno pozamałżeńskie.
Władysław Batthyány urodził się w węgierskiej miejscowości Dunakiliti. Jego ojciec pochodził ze starej arystokratycznej rodziny węgierskiej, matka – z arystokracji śląskiej. Gdy chłopiec miał sześć lat, rodzina po powodzi przeniosła się do Kitsee w Burgenlandzie w dzisiejszej Austrii.
W młodości nie przejawiał większego zainteresowania religią. Do “dobrego tonu” wśród arystokracji i “oświeconego” mieszczaństwa należało wówczas podkreślanie swego antyklerykalizmu, choć dzieje Węgier były zawsze związane z chrześcijaństwem. Takiego nastawienia do religii nie zmienił nawet zbytnio pobyt w kolegium jezuickim w Kalksburgu.
Po sześciu latach nauki ojciec, który chciał by jego syn uczęszczał do szkół węgierskich, przeniósł go do kolegium jezuickiego w Kalocsy. Tam także przyszły błogosławiony nie był układnym uczniem, co spowodowało, że musiał zmienić szkołę i maturę zdawał w Użhorodzie. Nie odznaczał się też pilnością jako student i przez długi czas nie potrafił się zdecydować, jaki kierunek ma wybrać. Ojciec namawiał go na studia rolnicze, po których byłby dobrym zarządcą majątków.
Najbardziej interesowały go nauki przyrodnicze, zwłaszcza chemia i astronomia. Ostatecznie zdecydował się na medycynę, na co wpływ miała śmierć jego matki w wieku 39 lat, gdy on sam miał 12 lat. Miał wówczas powiedzieć: “Zostanę lekarzem i będę leczył bezpłatnie ubogich”, ale dopiero po wielu latach nawiązał do tej obietnicy. Studia zajęły mu w sumie 10 lat. Nie stronił w tym czasie od towarzystwa i hucznych zabaw.
Radykalnie zmienił swój styl życia, gdy 10 listopada 1898 ożenił się z pobożną hrabianką Marią Teresą Coreth z Południowego Tyrolu. Wówczas pojęcie “rodzina” nabrało się dlań zupełnie nowej wartości, do czego przyczyniła się również nagła śmierć obojga rodziców. Miłość do rodziny: żony i 12 dzieci stała się największą wartością dla młodego lekarza. Również w swoim powołaniu medycznym zaczął odnajdywać głęboki sens, a wraz z tym zaczął coraz bardziej skłaniać się ku religii.
Po okolicy szybko rozeszła się wiadomość, że wielki właściciel ziemski nieoczekiwanie rozdał chłopom 2/3 swego majątku. Rzeczywiście: w bardzo nieurodzajnym roku Władysław zrezygnował z opłat dzierżawnych, a chłopi, którym spłonęły gospodarstwa, otrzymali od niego bezpłatnie materiały budowlane. Rozeszła się też wieść o wspaniałym i hojnym lekarzu, który za leczenie pobierał pieniądze tylko od nielicznych pacjentów, a tym, którzy bardzo cierpieli, ich ból starał się łagodzić pieniędzmi.
Od 1915, gdy zmarł jego stryj Ödön Batthyány-Strattmann, po którym odziedziczył zamek w węgierskim mieście Körmend i tytuł księcia, dodał do swego nazwiska ten drugi człon.
W krótkim czasie zasłynął jako świetny lekarz, bardzo szanowany przez swych kolegów okulistów. Uniwersytet w Budapeszcie zaproponował mu katedrę okulistyki, do czego jednak nie doszło, ale Batthyány został członkiem Węgierskiej Akademii Nauk. Z własnych pieniędzy zbudował szpitale w Kittsee i Körmend, a dla swych pacjentów był kimś więcej niż tylko lekarzem. Każdy pacjent, który opuszczał szpital, otrzymywał na pamiątkę niewielką książeczkę, zawierającą wprowadzenie do życia religijnego, napisane przez Batthyány’ego.
Jego głęboką wiarę poświadcza także rodzina. “Na porządku dziennym u mojego ojca było codzienny udział we Mszy św. i modlitwa różańcowa; one były dla niego równie, a może nawet ważniejsze niż codzienne posiłki” – napisał jeden z jego synów. I dodał: “Modlitwa mego ojca to nie było automatyczne powtarzanie formuł, lecz bardzo osobista rozmowa z Bogiem”.
Aż do śmierci w wieku 61 lat Batthyány był bardzo silną osobowością. Angażował się w sprawy polityczne, które i dziś są aktualne. “Tak wiele pieniędzy na broń i zbrojenia! Czyż nie byłoby lepiej rozdać te pieniądze biednym, by ulżyć ich niedoli” – pisał w swoim dzienniku.
Ostatnich 14 miesięcy życia spędził w szpitalu. Był chory na raka i wiedział, że wkrótce umrze. Swoje cierpienie znosił w sposób niezwykły, a pokój, w którym leżał, stal się niemal miejscem pielgrzymkowym. Każdy, kto go odwiedzał, wychodził umocniony w wierze. W przeddzień śmierci, poprosił swoich bliskich: “Wynieście mnie na balkon, żebym mógł wykrzyknąć całemu światu, jaki dobry jest Bóg”. Zmarł w Wiedniu w opinii świętości.
Najlepszy z pewnością uczynek spełnił na krótko przed śmiercią, gdy odwiedził go jego kolega-okulista, niewierzący, czekający na rozwód. Gdy zobaczył umierającego przyjaciela, ukląkł przed nim i powiedział: “Mój Boże, odchodzi od nas święty!”. Tak głęboko przeżył śmierć Batthyány’ego-Strattmanna, że wycofał swoją sprawę rozwodową.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.