Drukuj Powrót do artykułu

O. Federico Lombardi: musimy odważnie głosić dobro, prawdę i piękno! [przemówienie]

25 października 2017 | 11:04 | mp | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Drodzy Profesorowie i Studenci Dziennikarstwa,

jestem bardzo zaszczycony, że mam możliwość wygłoszenia referatu w Uczelni, której Władze uhonorowały mnie wczoraj tytułem doktora honoris causa.

Każdy przywilej odpowiada jakiemuś obowiązkowi. Czułem się zobowiązany do przyjęcia zaproszenia Prof. Olędzkiego na tę konferencję, przede wszystkim by móc zwrócić się do Studentów.

Zastanawiałem się, co przydatnego mógłbym Wam powiedzieć. Wam – Studentom, którzy z entuzjazmem i dobrą wolą przygotowują się do wykorzystywania inteligencji i sił w ramach komunikacji społecznej.

Nie jestem profesorem nauk o komunikowaniu, nie odbyłem – w przeciwieństwie do Was – systematycznych studiów w tym zakresie, nie prowadziłem szeroko zakrojonych badań i nie napisałem jakiejkolwiek publikacji naukowej. To dzięki służbie w Kościele przeżyłem lwią część mojego życia zawodowego w świecie komunikacji w jej różnych formach i z różnymi mediami. W roku 1973 – to jest 44 lata temu – zacząłem pracę w dwutygodniku kulturalnym „La Civiltà Cattolica”, następnie w Radiu Watykańskim, potem w Watykańskim Centrum Telewizyjnym i w końcu w Biurze Prasowym Stolicy Apostolskiej. Jest więc to z jednej strony doświadczenie dość zróżnicowane, z wieloma międzynarodowymi kontaktami i bardzo szerokim horyzontem, jakim jest świat, a z drugiej – doświadczenie raczej jednorodne i w pewnym sensie o ograniczonym celu, którym jest komunikowanie głównie z punktu widzenia Kościoła katolickiego, a konkretnie służby Papieża dla ludzkości.

Co więc powiedzieć młodym ludziom, wychodząc z mojego doświadczenia, jako już dojrzałego pracownika komunikacji? Obserwowałem ciągłe i radykalne zmiany środków komunikacji, w ich „szybkim rozwoju” (jak głosi tytuł ostatniego dokumentu Jana Pawła II do odpowiedzialnych za środki społecznego przekazu). Kiedy zaczynałem, używaliśmy maszyn do pisania i dyktafonów – komputery nie były częścią naszego instrumentarium – i oczywiście doświadczyłem tej zmiany razem z kolegami i współpracownikami. To było wymagające, czasami męczące ze względu na nowe pojawiające się problemy, ale w niektórych aspektach także ekscytujące, biorąc pod uwagę nowe i większe możliwości, które otworzyły się, zarówno ze względu na sposób pracy, jaki i nowe przestrzenie, które można było osiągnąć.

Ale wielu innych może mówić bardziej kompetentnie i z większym entuzjazmem o zmianach technologicznych i ich konsekwencjach, konwergencji mediów w świat cyfrowy, zmianach językowych i tak dalej. Dzisiaj chcę Wam raczej powiedzieć o tym, co może i powinno motywować nasze zaangażowanie w komunikację; co będzie istotne mimo kolejnych innowacji technologicznych, nawet tych, których jeszcze sobie nie wyobrażamy, a z którymi będziecie się z pewnością mierzyli przez całe życie. Nie będzie to lekcja, a raczej świadectwo. To nie są przestudiowane formuły, ale ideały, które motywowały, prowadziły i wspierały moją pracę. Być może będą wydawać się oczywiste. Jednakże uważam, że są najważniejszymi do zakomunikowania z mojej strony, jako skromna oferta dla formacji profesjonalnej i ludzkiej.

Komunikować dla przymierza

Pierwszy ideał to – komunikować dla przymierza. Można komunikować, by łączyć albo dzielić. Można komunikować, by nawiązać dialog, doprowadzić do spotkania z drugą osobą i w ten sposób budować wspolnotę w społeczeństwie, rodzinie narodów, Kościele. Można też komunikować, by dzielić, obrażać, szerzyć nienawiść, poniżać innych i wywyższać siebie, aby wspierać interesy jednej strony kosztem drugiej. Propaganda wojenna zawsze siała nienawiść, by doprowadzić ludzi do zbrodni. W 1994 roku, kiedy dopiero od kilku lat pracowałem w radiu, uświadomiłem sobie, jak ludobójstwo w Rwandzie było podjudzane, ze strasznym skutkiem, przez niesławne „Radio Tysiąca Wzgórz” systematycznego siewcę nienawiści. Nigdy tego nie zapomniałem. Mówi się, że komunikacja jest bardziej efektywna, ciekawa i dynamiczna tylko jeśli jest konfrontacyjna, jeśli żyje sprzecznościami i walką. Gloryfikuje się agresywną postawę niektórych przywódców lub komentatorów. Ton i agresywny język są często uważane za coś dodatniego. Wiele programów telewizyjnych, talk show, debat oglądanych co noc, jest zorganizowanych i prowadzonych z założonym wyłączeniem wzajemnego wysłuchania się, życzliwego interpretowania tego, co drugi mówi. Również oskarżenia mnożą się bez jakiejkolwiek weryfikacji ich podstaw. Ale jakie społeczeństwo będziemy mogli skonstruować na tym fundamencie?

Obecnie intensywniej analizuje się sposób wykorzystywania Internetu do wspierania terroryzmu, do katalizy i podsycania nienawiści dla zawsze nowych zabójczych dla pokoju w społeczeństwie i świecie celów. Nawet bez ich osiągnięcia, zaczyna się dostrzegać, jak poważne ryzyko niesie ze sobą szerzenie w Internecie języka, który inspiruje i sieje nienawiść. Dlatego ucieszyłem się na wieść o wspólnocie ponad 1000 osób, w tym dziennikarzy, menedżerów, profesorów i komunikatorów, którzy spotkali się w lutym w Trieście, by zastanowić się nad stylem komunikacji, nad zjawiskiem przemocy online, nad wpływem słowa na społeczeństwo i nad koniecznością właściwego ich doboru w czasie, gdy tak wiele fałszywych wiadomości jest rozpowszechnianych, gdy tak wiele obraźliwych i dyskryminujących treści, licznych prowokacji i bezpodstawnych oskarżeń można znaleźć w Sieci. Spotkanie, śledzone przez prawie 4 mln ludzi na Facebooku i Twitterze, zakończyło się sformułowaniem manifestu, za przyjęciem którego głosowało ponad 17.000 osób. Zawiera on dekalog prostych zasad, które mają „uczynić Sieć lepszym miejscem”. Wspomnę tylko trzy: „Wysłuchuję, zanim powiem. Nikt nie ma zawsze racji, nawet ja. Słucham z uczciwością i otwartością”; druga – „Idee można dyskutować, ludzi należy szanować. Nie uznaję za wroga przeznaczonego na unicestwienie tego, kto nie podziela moich opinii”; trzecia – „Obelgi to nie argumenty. Nie zgadzam się obelgi i agresję, nawet na moją korzyść” (por. F. Occhetta, Tempo di post-verità o di post-coscienza?, „CivCatt” 2017 II, 222s.). Jesteśmy na dobrej drodze, by Internet stał się lepszy, ale to droga bardzo długa. Takie inicjatywy należy powielać. Wy możecie to zrobić.

„Komunikowanie dla przymierza, komunikacja dla budowania wspólnoty” te słowa uważałem za fundamentalny aspekt każdej formy komunikacji. Zawsze prosiłem moich kolegów, by zdecydowanie opowiedzieli się za nimi. To nie jest coś abstrakcyjnego, ale coś jak najbardziej realnego. Mowa o nastawieniu, z jakim każdego dnia stawiamy czoła problemowi bardzo ważkiemu – mowa o sposobie w jakim przeprowadzamy wywiad lub prowadzimy dyskusję, mowa o postawie wysłuchiwania współrozmówców, wreszcie mowa o wyrazie twarzy, tonie głosu – potężnym świadku naszej osobowości, stanu naszej duszy.

Franciszek używa pięknego wyrażenia, którego treść zrozumiałem dopiero po pewnym czasie: „kultura spotkania” [la cultura del incontro], która oczywiście sprzeciwia się „kulturze konfrontacji” [la cultra dello scontro]. Kultura spotkania to nieustanne próby nawiązania pozytywnej i konstruktywnej relacji z bliźnimi, nawet o różnym pochodzeniu, kulturze, wykształceniu, postawie. Kultura spotkania to dialog, wyrażanie i przedstawianie się z autentycznością, pewnością siebie, odwagą, aby ofiarować się sobie wzajemnie i przyjąć bliźniego wraz z tym, co może nam zaoferować. Nasza otwartość zachęca innych do otwarcia się. W ten sposób obydwaj możemy otrzymać nowy dar, zrobić krok naprzód w stosunku do tego, gdzie byliśmy wcześniej. Franciszek mówi również o „empatii”, o takim życzliwym współczuciu i optymizmie, dzięki którym dostrajamy się do częstotliwości drugiej osoby i stajemy się skłonni do pozytywnego zaskoczenia, chłonni tego, co drugi może naprawdę powiedzieć i poświadczyć.

Wiele razy powtarzałem moim pracownikom, że komunikacja radiowa nie wychodzi z ust do ucha, a nawet po prostu z mojego mózgu do umysłu słuchacza. Na pewno przechodzi przez mózg, usta, mikrofon, fale elektromagnetyczne, odbiornik, ucho, drugi mózg, ale od początku do końca musi wychodzić z serca i sumienia i dotrzeć do serca. Ci, którzy komunikują, są ludźmi, z całym ich wnętrzem. Piszemy, rozmawiamy i wysyłamy obrazy nie tylko, by umożliwić tym osobom spotkanie, lecz także, by to spotkanie stało się początkiem wspólnej drogi.

Podsumowując, komunikować dla przymierza, zawsze i tylko dla jednoczenia i umożliwienia spotkania, nigdy dla dzielenia i ustawienia jednego przeciw drugiemu. Pismo św. pomaga nam odczytać całą historię świata i ludzkości jako dialog między Bogiem a ludźmi i ludzi między sobą. My nieustannie doświadczamy nowych podziałów jak ten w wieży Babel, i nie powinniśmy brać udziału w budowaniu na ziemi podobnej konstrukcji. Musimy się dać prowadzić przez Ducha Pięćdziesiątnicy, by najbardziej różne języki stały się wzajemnie zrozumiałe. Od Babel do Pięćdziesiątnicy, od podziału i zamieszania do zrozumieniu i komunii. Każdy z Was jest zobowiązany odpowiedzieć na pytanie jak będzie wykorzystywał swoje medium, słowo pisane lub głos, obraz lub wiadomość w Sieci, by jednoczyć, a nie dzielić, aby codziennie pomóc w wychowywaniu do pokoju, aby ten pokój budować.

Komunikować dla prawdy

Drugi ideał: komunikować dla prawdy. Mój profesor ze szkoły średniej powtarzał nam: „Słowo jest stworzone dla prawdy”. Ta maksyma towarzyszyła mi przez całe życie. Chociaż i ona może wydawać się abstrakcyjna, to wcale nie jest. Istnieje wiele sposobów pogwałcania prawdy w dziedzinie komunikacji: chociażby rozpowszechnianie częściowej prawdy, która tylko dlatego, że nie jest kompletna lub zbalansowane sprowadza na manowce. Często jest to efekt zamierzony i celowo manipulacyjny, który wynika z interesów ludzi lub grup, z ich chęci władzy lub korzyści ekonomicznej. Jeszcze gorzej, kiedy mamy do czynienia ze świadomym szerzeniem kłamstw, by wprowadzić w błąd. Prawdziwa informacja jest podstawą odpowiedzialnego życia w społeczeństwie, sprawowania demokratycznego udziału w społeczności. Dlatego słusznie mówimy o „prawie do informacji” i trzeba walczyć o wolną i pluralistyczną informację, tak by różnorodność poglądów broniła nas przed manipulacją jednostronnej informacji. Rozprzestrzenianie nieprawdziwych informacji jest pozbawianiem godności odbiorcy i jego prawa do własnego osądu rzeczywistości. Dobra informacja nie tylko stara się zobiektywizować perspektywę, lecz także pomaga dostrzec więcej – zobaczyć zapomniane wojny i ubóstwo, oddać głos tym, którzy nie mają głosu, uwidocznić to, czego nie chcemy widzieć i słyszeć, ponieważ może to zakłócić spokój naszego sumienia.

Próbuje się też ukryć prawdę lub manipulować nią, aby chronić swój wizerunek, zapobiegając ujawnieniu skandali. W Kościele było to bardzo trudne doświadczenie związane z wykorzystywaniem seksualnym nieletnich. Nie będę analizował tej kwestii, bo mówiłem o tym wczoraj, wyrażając mój szacunek dla poczynań Papieża Benedykta XVI, ale stanowczo podkreślam, że powinniśmy się nauczyć raz na zawsze, że polityka cover up, tuszowania skandali, polityka kolorowej, ale fałszywej, „laurki” nas samych i naszych wspólnot i instytucji jest źródłem nieopisanych cierpień i tragedii. Rozpoznawanie prawdy, stawanie się coraz bardziej przejrzystymi w jej świetle i cierpienie jej, nawet wtedy, gdy jest to bolesne, jest to jedyna droga godna naśladowania w świecie komunikacji. Mówię to na podstawie mojego doświadczenia w Kościele katolickim, ale powinno to mieć zastosowanie we wszystkich instytucjach. Dziennikarze, mimo że czasami tylko częściowo, ale odegrali istotną rolę w procesie oczyszczania Kościoła w zakresie nadużyć seksualnych. Proszę Was, spójrzcie w prawdzie wokoło, i walczcie z tą plagą nie tylko w Kościele, ale w całym społeczeństwie. Jest jeszcze wiele do zrobienia, ponieważ skłonność do ukrywania tego, co szkodzi wizerunkowi lub interesom zawsze pozostanie silna, u wszystkich. Dlatego zawsze musimy angażować się w walkę przeciwko korupcji moralnej i gospodarczej oraz przeciwko tuszowaniu jej, by zbudować społeczności, która przestrzega praworządności, sprawiedliwości i praw jednostek. W zakresie wzrastania w prawdzie i przejrzystości rola dziennikarzy pozostaje fundamentalna.

Dziś coraz częściej mówimy o fałszu krążącym w Sieci, o fake news, które rozprzestrzeniają się bardzo szybko, których pochodzenia nie sposób zidentyfikować i których nie można sprawdzić i sprostować. Czasami rozprzestrzenianie bezpodstawnych wiadomości może wydawać się zabawą. Ale zawsze przeradza się w tragedię. To bardzo poważny problem, który podważa zaufanie, które jest niezbędne dla zdrowia życia społecznego, dla spokojnego dialogu w poszukiwaniu rozwiązań wspólnych problemów. Słusznie są rozwijane kryteria alertów i wskazówki jak ustrzec się przed zjawiskiem fake news (por. F. Occhetta, ivi). Ale skala problemu jest większa. Paradoksalnie, właśnie Sieć, która została okrzyknięta przez wielu jako nowa możliwość swobodnego wyrażania się, demokracji i uczestnictwa, ujawnia równolegle swoją wieloznaczność jako ziemia nowej i bardziej podstępnej manipulacji. To, co dzieje się dzisiaj w wielkich kampaniach wyborczych lub reklamowych, pomaga nam zrozumieć, w jaki sposób główne potęgi gospodarcze, polityczne i ideologiczne wykorzystują nowe narzędzia technologiczne w komunikacji dla własnych interesów. Musimy być tego świadomi i starać się je demaskować lub chronić siebie jak tylko się da.

Ale kiedy mówię o „komunikowaniu dla prawdy” nie myślę tylko o obiektywnej prawdziwości faktów. Myślę także o egzystencjalnym wymiarze prawdy, o prawdzie głębszego odczytania sensu bytów i zdarzeń, o prawdzie dotyczącej osób.

Ona nie jest od razu widoczna, jest raczej poszukiwana z ciekawości i z cierpliwością, jest objawiana stopniowo, kiedy nie chce się pozostać na powierzchni zdarzeń, czy być zwiedzionym przez maski, za którymi wiele osób ukrywa się świadomie lub też nie. W tym miejscu należy wziąć pod uwagę znaczenie wywiadu i dialogu. Jak dobrze mówi moja dobra znajoma, prawdziwa mistrzyni wywiadu radiowego, wywiad musi „dojść do sedna sprawy”, a ja chciałbym dodać, do „serca osoby”. Sokrates to wiedział. W poszukiwaniu prawdy przeprowadzał wywiady, zadawał pytania… Sokrates wiedział, że prowadzący wywiad, jako poszukujący prawdy, jest położnikiem, bo prawda musi urodzić się z cienia poprzez zróżnicowane i postępujące stopnie odsłon (L. De Luca, La radio disegnata. Ipotesi per una filosofia dell’ascolto, Mimesis, 61).

To poczucie podążania w poszukiwaniu prawdy wydaje mi się najlepszym uzasadnieniem faktu, że Franciszek ukazuje się coraz bardziej skłonny do dialogowania i udzielania wywiadów. To jest dowodem faktu, że prawdziwość odpowiedzi, które odnoszą się do życia, nie jest podana w sposób abstrakcyjny w zastanych formułach, ale jest poszukiwana, przybliżana dzięki dynamizmowi dialogu, a czasami nie osiąga „ostatniego słowa”, ale skłania ku dodatkowym poszukiwaniom. Musimy szukać razem objawienia prawdy w konkretnych sytuacjach. I czasami musimy również przyznać, że nie znamy odpowiedzi. Sam Franciszek powiedział: „Jeżeli ktoś posiada odpowiedzi na wszystkie pytania, to jest to dowód, że Boga z nim nie ma”. Moja przyjaciółka to sparafrazowała: „Jeśli ktoś ma odpowiedzi na wszystkie pytania, oto dowód, że nie ma w nim autentyczności” i komentowała: „Autentyczni są ci, którzy nie potrafią odpowiedzieć na wszystkie pytania” (L. de Luca, ivi, 71).

Wiele pytań nie ma lub jeszcze nie ma odpowiedzi albo jeszcze jej nie znamy. Nie musimy bać się do tego przyznać. W gruncie rzeczy tylko jeśli przyjmiemy to ze spokojem, będziemy wiarygodni. Oczywiście Papież mówi, że nie ma odpowiedzi na wielkie pytania, które stawiamy wobec tajemnicy, jak na przykład cierpienie dzieci i niewinnych. Są jednak bardziej powszechne sytuacje, w których ta zasada ma zastosowanie. Podczas mojej służby w Biurze Prasowym Watykanu było wiele sytuacji, kiedy nie umiałem odpowiedzieć na pytania dziennikarzy. Czasami, bo nie byłem wystarczająco przygotowany, czasem dlatego, że odpowiedzi nie było, bo nie zostało to jeszcze ustalone. Nigdy nie próbowałam ukryć mojej niewiedzy lub wymyślać odpowiedzi. Mówiłem, że zorientuję się, by móc odpowiedzieć albo że będę uważnie obserwować wydarzenia, by udzielić oczekiwanych informacji. Zdarzało się to bardzo często po dymisji Papieża Benedykta XVI, ponieważ sytuacja była zupełnie nowa. Pamiętam, że kiedyś byłem zaskoczony, gdy przeczytałem artykuł we francuskim Le Monde komentującym bardzo pozytywnie moje zachowanie. Stwierdzono, że Watykan zainaugurował nowy styl, ponieważ rzecznik, gdy nie wie czegoś, informuje o tym natychmiast i jednoznacznie, nie próbując tego ukryć. To był styl nowy, oryginalny i pozytywny. Widać rzecz nie była tak oczywista, jak mnie się wydawało. Nie przydało mi to sławy wszechwiedzącego, ale w zasadzie uwiarygodniło moją posługę.

Pragnę zwrócić uwagę, że to poczucie dynamizmu w poszukiwaniu prawdy, które starałem się omówić nie może być w żaden sposób mylone z relatywizmem, z królestwem post-prawdy, w którym nie jest już możliwe odróżnić prawdę od fałszu i dobro od zła, a raczej jest dokładnie odwrotnie. Talk show, w którym wszystkie możliwe pozycje występują obok siebie i egzaltuje się indywidualną wolność do mówienia i robienia tego, czego się chce i afirmowania dowolnego stanowiska; mnożenie w nieskończoność wystaw subiektywnych opinii i doświadczeń w bezgranicznym morzu Sieci – to wszystko doprowadza nas do uznania za normalne, że można żyć bez prawdy. To niezmiernie ryzykowna gra i proszę Was, abyście w tym zakresie zawsze szli pod prąd. Słowo jest dla prawdy, a nie fałszu i oszustwa. Dialog jest dla wzajemnej pomocy w zbliżaniu się do przejrzystej prawdy faktów i w odkryciu autentyczności, przeżytej prawdy ludzi. Dla nas, dziennikarzy, nie może być żadnych kompromisów jakiegokolwiek rodzaju w tym aspekcie. Musimy głosić prawdę, kiedy ją znamy. Musimy cierpliwie i odważnie szukać jej. Musimy uczynić ją widoczną poprzez nasze życie i świadectwo.

Komunikować dla dobra, dla jakości

Zło jest straszne, wszechobecne i potężne. Konflikty zbrojne, rzezie, zabójstwa; formy ucisku, wyzysku i handlu ludźmi; korupcja, która atakuje i niszczy instytucje i życie polityczno-gospodarcze… to wszystko napływa do nas i stale wchodzi z butami do naszego życia poprzez media, z nowymi i coraz bardziej szokującymi obrazami. Mimo że manifestujemy nasze przerażenie i niezgodę, czujemy coraz silniejsze poczucie niemocy wobec zła, która powoduje w nas bierność, zniechęcenie, w końcu – rozpacz. Papież Benedykt XVI wielokrotnie mówił, że moc zła w świecie jest najtrudniejszym wyzwaniem dla naszej wiary i naszej nadziei: Gdzie jest Bóg? Gdzie jest sprawiedliwość? Niedawno, zwracając się do pracowników komunikacji społecznej, Franciszek powiedział: „Myślę, że musimy przerwać błędne koło niepokoju i spiralę lęku, będące owocem nawyku koncentrowania uwagi na „złych wiadomościach” […] chciałbym, abyśmy wszyscy starali się przezwyciężyć to często nas ogarniające uczucie niezadowolenia i zrezygnowania, pogrążające w apatii, rodzące lęki lub wrażenie, że złu nie można postawić granic” (Orędzie na 51. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, 24.01.2017).

Na ogół dynamika komunikacji przyznaje priorytet złym wiadomościom, nieszczęściom, konfliktom, skandalom; cierpienie przekształca się w spektakl, bez szacunku i współczucia, ale w ten sposób zło staje się coraz bardziej gęste i ciążące na naszej codzienności. Jest to smutna prawda i byłoby bardzo niepokojące, jeśli nie zdawalibyśmy sobie sprawy z problemów, cierpień i ryzyk, z którymi ludzkość musi się mierzyć. Jest więc absolutnie konieczne, by rozmawiać o tym obiektywnie, by to potępić i nawoływać do odpowiedzialności, zważywszy, że większość przyczyn zła leży w sercu człowieka i złego wykorzystania jego wolności.

Zło nie jest jednak całą prawdą. W świecie obecne jest również dobro. Jest bardziej dyskretne niż zło, na ogół mniej oczywiste, ale istnieje. Musimy otworzyć nasze oczy, by dostrzec je, uszy, by je usłyszeć. Jeśli zaś jesteśmy komunikatorami, musimy pomóc innym, by dostrzegali i słyszeli je. Pozwólcie mi na podanie kilka przykładów. Wszyscy pamiętamy atak z 11 września 2001 roku jako najbardziej niesamowity i straszny zamach na początku trzeciego tysiąclecia; ale musimy pamiętać, że był to również dzień, w którym dziesiątki, setki strażaków i ratowników bohatersko oddawało swoje życie, by ratować ofiary. To był ogrom nienawiści, ale również miłości. Kiedy we Włoszech w ostatnich miesiącach trzęsienia ziemi zniszczyły wiele wsi, zaistniał ruch solidarnościowy, w dużej mierze dobrowolny i bezpłatny, który trwał przez kilka miesięcy. Nawet tragediom migrantów i uchodźców, powracającym stale na nasze ekrany, towarzyszyło wiele wspaniałych gestów i postaw współczucia i wielkoduszne przyjęcie. Cierpienie inspiruje i przywołuje hojną, pełną kreatywności, przewyższającą oczekiwania miłość: ile pięknych niespodzianek dostrzegamy, jeśli otwieramy nasze oczy! Potrzeba spoglądać dalej i z większą wrażliwością, by dostrzec, że również w tragediach nie brakuje oznak prawdziwego głębszego człowieczeństwa.

To jest prawdziwe w odniesieniu do wielu problemów w naszym społeczeństwie. Podczas Wielkiego Jubileuszu 2000, w audycji Radia Watykańskiego nadawaliśmy audycje zatytułowane „Od Jerozolimy do Jerycha”, zainspirowane przypowieścią o dobrym Samarytaninie. Każdego dnia opowiadaliśmy konkretne doświadczenie, inicjatywy solidarności czy dobroczynności…

Powiedzieliśmy sobie: zacznijmy, a kiedy skończymy za kilka tygodni, zmienimy audycję… Jednakże nadawaliśmy 365 dni i końca nie było widać: jedno odkryte dobre doświadczenie powodowało kolejne świadectwa i tak bez końca! Słusznie stowarzyszenia katolickich dziennikarzy włoskich coraz częściej organizują gale zatytułowane „Dobra wiadomość” na rzecz promowania odkrycia i rozpowszechniania dobrych informacji. Trzeba mocniej pracować w tym kierunku. Obecnie na całe szczęście jest to rozumiane nie tylko w świecie katolickim, lecz także wśród wielu komunikatorów dobrej woli. Byłem pod wrażeniem, ponieważ miesiąc temu największa włoska gazeta „Corriere della Sera” zaczęła publikować bezpłatny cotygodniowy dodatek „Dobra wiadomość”, w całości poświęcony sprawozdawczości i informacji o działalności organizacji pozarządowych w służbie społeczeństwu, o wolontariacie, o inicjatywach charytatywnych i humanitarnych i tak dalej. Nawołuje się, by przesyłać nowe informacje, aby poszerzyć tę rzekę dobrych informacji Zwiększa się zaufanie: nie tylko zło, lecz także dobro jest zaraźliwe.

W ten sposób odpowiada się na rozpacz i zniechęcenie, dodaje nadziei i zachęca do pracy na rzecz dobra. Należy mówić o pokoju, sprawiedliwości, pojednaniu, przebaczeniu, ludzkim i duchowym wzroście, solidarności, miłosierdziu, trosce, czułości… zawsze, najwięcej jak się da. Osobiście mogę powiedzieć, że to było prawdziwym przywilejem mojego życia: służąc Papieżom, którzy są heroldami tych pozytywnych wartości, mogłem i musiałem pracować na rzecz tych wartości. Cóż piękniejszego można czynić od głoszenia dobra naszym braciom i siostrom? Były momenty podczas mojej służby, zwłaszcza za pontyfikatów Jana Pawła II i Franciszka, w którym miałem wrażenie, że dziennikarze naprawdę odkrywali radość, satysfakcję, mówiąc o wielkich i pięknych przesłaniach. Byli szczęśliwi, że nie trzeba mówić tylko o skandalach, walkach o władzę i interesy polityczne czy gospodarcze, przemocy i zbrodni, ale że mogli głośno mówić o pokoju, sprawiedliwości, pojednaniu, przebaczeniu… Wreszcie! Wreszcie możemy wykorzystać nasze głosy, naszą prasę, radio i telewizję, nasze strony internetowe, aby mówić o rzeczach dobrych i wielkich! Nasz zawód staje się szlachetny i jest, w pewnym sensie, odpowiedzią na powołanie, staje się służbą dla nadziei świata. Mam szczerą nadzieję, że wszyscy z Was doświadczą tego wzniosłego i szlachetnego poczucia profesjonalnego zaangażowania nie tylko w jakiejś wyjątkowej chwili, ale często, a jeśli to w ogóle możliwe – ciągle.

Komunikować dla piękna

Czwarty ideał, komunikowanie dla piękna. Wokół nie ma tylko gwałtownego i morderczego zła. Jest też wiele subtelnych i podstępnych form zanieczyszczenia ducha. Panuje powszechna wulgarność języka i obrazów, która wkracza w nasze uszy i oczy i niszczy sposób mówienia i spoglądania. Występuje wielki materializm, chorobliwa ciekawość, która przenika perwersje i skandale. A nawet jeśli staramy się bronić i reagować, czujemy się oblegani i atakowani przez ten brud, w rozprzestrzenianiu się którego pomaga dzisiaj na nowy sposób wszechobecność Sieci. Wydaje się coraz trudniejsze mieć łagodne spojrzenie i czyste serce, nawet jeśli tęsknimy za tym.

Franciszek użył dosadnych słów, czuję się zawstydzony, ale myślę, że warto je przywołać. Mówił o „koprofilii” i „coprofagii”, czyli przewrotnej tendencji do radowania się najbardziej brudnymi ekskrementami, co prowadzi nawet do smakowania ich. Przestrzegł media i ich pracowników przed pokusą „coprofilii”, czyli ciągłym przedstawianiem najgorszych rzeczy w celu przyciągnięcia uwagi i sprzedaży; i ostrzegł nas wszystkich przed chorobliwą pokusą uciechy i zabawy tym, co jest przewrotne i wulgarne w różnych formach. Nie mówię o teoretycznych lub abstrakcyjnych problemach. Pomyślmy – pornografia, ekshibicjonizm lub sexting i sextortion wkraczają coraz głębiej w codzienne życie niezliczonych ludzi, coraz młodszych ludzi. Na początku października uczestniczyłem i współpracowałem w międzynarodowy kongresie na Uniwersytecie Gregoriańskim poświęconym „godności małoletnich w świecie cyfrowym”. Papież przyjął uczestników i skierował doń ważne przesłanie końcowe. Rozprzestrzenianie pornografii przez Sieć – i to pornografii coraz bardziej ekstremalnej, ponieważ apetyt rośnie w miarę jedzenia – osiąga niewyobrażalne rozmiary, nieskończenie większe niż to miało miejsce w przeszłości: z udziałem setek milionów ludzi i dzieci korzystających z Internetu. Uzależnienie od pornografii zmienia osobowość i tożsamość, silnie wpływając na relacje w małżeństwie. Mam wrażenie, że zbyt się boimy o tym rozmawiać, być może dlatego, że sami jesteśmy trochę w to zaangażowani. Ale to jest wielka hipokryzja; istnieje powszechna postawa unikania kłopotliwych i trudnych problemów. Ale rzecz jest o wiele poważniejsza, niż chcemy to przyznać. Wiele referatów na wspomnianym Kongresie omawiało kwestię wpływu pornografii na plastyczne umysły dzieci z neurologicznego punktu widzenia. Jakie obrazy i myśli mamy w umyśle, co Wy sobie wyobrażacie i jakie obrazy zamieszkają w umysłach młodych na całe ich życie? Pomyślmy o 250 milionach dzieci z samych Indii, które w ciągu najbliższych dwóch lat będą miały dostęp do świata wirtualnego: jak i od kogo będą mogli nauczyć się postawy szacunku dla ciała i dla godności drugiego człowieka; z jakimi problemami będą musieli się zmierzyć odnośnie do własnej tożsamości seksualnej? Większość z ich rodziców nie będzie z pewnością w stanie rozmawiać z nimi o tym.

Musimy nauczyć się zapobiegać nowym formom uzależnienia, niewoli i choroby duchowej, które zagrażają i atakują nowy, cyfrowy świat. W tym celu musimy najpierw spojrzeć w górę i pomóc innym podnieść wzrok. Uwolnić się od wulgarności i poszukiwać oraz kochać światło i oddychać duchowo. Kiedy mówię o komunikowaniu piękna, komunikowaniu dla piękna, nie myślę w ogóle o estetycznej przyjemności dla niej samej, o luksusie dla uprzywilejowanych estetycznie, ale myślę o szacunku dla piękna godności każdej osoby ludzkiej, o głodzie jej głębi i tajemniczości jej wnętrza, którego można się domyślić w jej oczach i w głębi jej uczuć…

Oczywiście można to osiągnąć, jeśli dopuści się do głosu sztukę, poezję, muzykę, które uwniaślają, a nie ogłupiają. Sztuka jest przejawem ducha, przejrzystością ducha w naszym świecie, może wyrażać za pomocą materii, dźwięku, kolorów… Joseph Ratzinger powiedział, że czasami piękno przeszywa nas jak strzała, która otwiera nam oczy na świat ducha. Ale wielkie piękno, na które chciałem zwrócić uwagę, to świadectwo życia, które fascynuje nas swoją jakością moralną. Wierzący mówią o świętych, to znaczy ludziach, w których wiara przeżyta w miłości okazuje się zdolną do przekształcenia i wyniesienia ludzkiego życia na wyższy poziom harmonii i piękna, przylgnięcia do dobra. Święci, to żywe światła, które oświetlają i orientują naszą drogę w ciemności naszych czasów. Ale obok chrześcijańskich świętych i świadków duchowości, są również wspaniałe świeckie postaci wsławione hojnym, czystym, odważnym i konsekwentnym oddaniem się na służbę innym i wspólnoty: lekarze, nauczyciele, ojcowie i matki, pracownicy socjalni, pedagodzy, a nawet pracownicy służb bezpieczeństwa i prawa, także politycy. Nie mało z nich w heroiczny sposób przypłaciło swoim życiem to zaangażowanie. Są to wzorce, konkretne przykłady, które wzruszają nas, poruszają nasze serca do głębi i pomagają podnieść nasze spojrzenia od rzeczywistości i od otchłani zła w górę. Tu, w Polsce myślę spontanicznie o Księdzu Jerzym Popiełuszce, ale na pewno możecie wskazywać na wielu innych. Musimy zaangażować się w odnajdywanie i opowiadanie ich historii, w upowszechnianie wiedzy o tych wspaniałych bohaterach i świętych naszej historii i naszych czasów. Również to jest komunikowaniem dla piękna. Wstrząsnąć naszymi sumieniami, by pomóc ujrzeć światło dzienne tej zbyt często tłumionej tęsknocie za niewinnością, dobrocią, harmonią cnót, radością z ofiarnej miłości. I odkryć w ten sposób sens godności ludzkiej, jej myśli i duszy, przez to, co ma niewidzialnego i nieśmiertelnego, zdolnej do wyboru, tworzenia budowania z miłości…:, „obraz Boży”, jak mówią nam Pismo święte i wiara chrześcijańska.

******
Drodzy przyjaciele, ci z Was, którzy znają filozofię średniowieczną, pamiętają, że mówi się w niej o cechach, które znajdują się we wszystkich bytach, ale które odnajduje się z większą intensywnością i bogactwem, jeżeli byt jest wywyższony w swojej wartości, doskonałości. Kulminację osiągają one w Bogu. Te cechy nazywano „transcendentalnymi”, ponieważ występują w całej rzeczywistości i charakteryzują jej najgłębsze i najwyższe wymiary. Są to: jedność, prawda, dobro i piękno. Są w samym sercu wszystkiego i odkrywając je, możemy zbliżyć się do zrozumienia sensu rzeczy, naszego życia i historii świata.

Na koniec tych rozważań składam Wam życzenia – abyście wszyscy mogli być zawsze komunikatorami autentycznymi i przejrzystymi, i byście umieli wykorzystać Wasz entuzjazm w służbie jedności, prawdy, dobra, piękna. W ten sposób Wasza praca będzie miała niezaprzeczalną wartość i będzie pomagać.

Wszystkim czytelnikom i słuchaczom, braciom i siostrom, którzy spotykają Was na ulicach świata cyfrowego, wasza praca będzie pomagać w odnajdywaniu nadziei, sensu ich życia i w naszej wspólnej drogi.

Owocnej nauki i pracy!

Tłum. Szymon K. Ciećko

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.