Bądź na bieżąco!

Otrzymuj najnowsze informacje wybrane specjalnie dla Ciebie.

Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej. Szczegóły na stronie www.kai.plX
Drukuj Powrót do artykułu

O. Koczetkow: Chcemy obudzić sumienia Rosjan!

25.09.2017 , Moskwa / Krzysztof Tomasik i Krzysztof Żurowski / mz Ⓒ ℗

Sample Fot. Krzysztof Tomasik

– O drodze do kapłaństwa w ZSRR, rosyjskim prawosławiu oraz Akcji Narodowej Pokuty z okazji 100-lecia rewolucji październikowej – opowiada KAI o. Gieorgij Koczetkow, duszpasterz moskiewskiej inteligencji, rektor Prawosławno-Chrześcijańskiego Instytutu im. św. Filareta i duchowy opiekun Bractwa Przemienienia Pańskiego.

KAI: Jak wyglądała droga Ojca do Boga i Cerkwi? W czasach komunistycznych wymagało to olbrzymich osobistych ofiar. 

Ojciec Gieorgij Koczetkow: Pierwsze osobiste spotkanie z Bogiem miało miejsce jeszcze w latach 60. XX wieku, kiedy kończyłem szkołę średnią. Po prostu nie dawało się normalnie żyć w atmosferze, jaką stworzył Związek Radziecki. Zawsze czułem, że system komunistyczny narzuca drastyczne ograniczenie wolności, a wręcz tworzy współczesną formę niewolnictwa. Tak naprawdę to niewiele wtedy wiedziałem o otaczającej mnie rzeczywistości, co zmusiło mnie do poszukiwań. Począwszy od ósmej klasy szkoły średniej, aż do klasy dziesiątej chodziłem do cerkwi. Chociaż byłem wtedy komsomolcem to idee komunizmu były mi obce. Moją pasją była kultura i sztuka, w szczególności sztuka epoki Odrodzenia. Interesowało mnie również Średniowiecze. Byłem zafascynowany rosyjskimi ikonami.

Gdzieś tak około 1967-68 roku zrozumiałem, że za sprawą jakiejś cudownej przemiany stałem się człowiekiem wiary. Nie było w tym czasie obok mnie nikogo z kim mógłbym o tym porozmawiać. Nie miałem książek o chrześcijaństwie, nie miałem przyjaciół i znajomych z kręgu ludzi biorących czynny udział w życiu cerkiewnym. Jednak Bóg mi cały czas pomagał.

Razem z kolegami z klasy, z rówieśnikami, którzy potem studiowali ze mną na Rosyjskim Ekonomicznym Uniwersytecie omawialiśmy często nurtujące nas problemy związane z religią i wiarą. Okazało się, że dla młodzieży rosyjskiej były to bardzo ciekawe tematy. W latach 60. i na początku lat 70. XX wieku prawie nikt nic na temat religii, prawosławia i innych wyznań nie wiedział. Jednak wielu młodych z wielką radością chodziło ze mną to do cerkwi prawosławnej, to do kościoła katolickiego, bywaliśmy nawet w synagodze.

Czyli stanął Ojciec przed wyborem religii, wyznania?

– Ostatecznie wybraliśmy prawosławie przy zachowaniu bardzo przyjacielskich stosunków z katolikami. Osobiście mam szczególnie braterski stosunek do Kościoła katolickiego. Dlatego, że głęboko odczuwałem i odczuwam do dziś dar Bożej Miłości zarówno w Kościele katolickim, jak i w naszej prawosławnej Cerkwi. Wtedy zrozumiałem, że Boża Miłość jest najważniejsza a dopiero w następnej kolejności znajdują się zawiłości dogmatów, czy obrządków.

W ten sposób zbliżyliśmy się do Boga, Chrystusa i Cerkwi. Od razu zaczęliśmy tworzyć krąg przyjaciół połączonych wiarą. Na samym początku spotykaliśmy się raz w tygodniu i czytaliśmy Ewangelię i od tego wszystko się zaczęło. Później uświadomiłem sobie, że Bóg mnie powołał bym został duchownym. Zrozumiałem, że chcę wstąpić do seminarium duchownego, chociaż to było niemożliwe, ponieważ moja mama pracowała w Radzie Ministrów ZSRR. Powiedziała mi od razu, że jeżeli ktoś się dowie, że chodzę do cerkwi to wyrzucą ją z pracy. I tak by się stało.

Dlatego musiałem najpierw ukończyć uniwersytet a potem rozpocząłem studia doktoranckie w Akademii Nauk. Po ich ukończeniu, w roku 1980, mogłem wstąpić do Akademii Duchownej. Miałem dużo czasu na przygotowanie się i nie był to czas stracony. Przyjaźń, obcowanie z bardzo różnymi ludźmi, otwarcie na ludzi, w tym i na niewierzących i na nieprawosławnych, było dla mnie ważnym doświadczeniem. Także spotkania z katolikami i protestantami były wielkim bogactwem.

Powołanie kapłańskie cały czas dojrzewało…

– Gdzieś w połowie lat 70. zrozumiałem, że ograniczając się wyłącznie do oficjalnej struktury cerkiewnej nie da się odnaleźć pełnego życia chrześcijańskiego, ponieważ życie wiernych i Cerkwi było całkowicie kontrolowane przez władze radzieckie. A przecież Kościół Chrystusa powinien być wolny.

Dlatego wstąpiłem w 1980 roku do Akademii Duchownej, której rektorem był ks. Władimir Michajłowicz Gundiajew czyli obecny patriarcha Moskwy i Całej Rusi – Cyryl. Nie był to łatwy okres w moim życiu. Na ostatnim roku studiów zostałem wydalony z Akademii, ponieważ moja działalność nie podobała się KGB.

Byłem już po święceniach kapłańskich. Wraz z kolegami prowadziliśmy działania misyjne i myśleliśmy o utworzeniu bractwa, wspólnoty. Wtedy pewien doświadczony i mądry człowiek powiedział mi: „Tam, gdzie są bracia – jest bractwo. Tam gdzie ludzie się spotykają – jest wspólnota”.

Pragnęliśmy więc nawiązać prawdziwie braterskie stosunki z których powstałaby wspólnota. Tak powstawał pierwotny Kościół i życie monastyczne. A w XX wieku po zwycięstwie bolszewików, patriarcha Tichon wezwał w 1918 roku całą Cerkiew do powoływania bractw i wspólnot.

Aby nikt nie musiał stanąć przed sądem i nikt nie został osadzony w więzieniu bardzo starannie przygotowywaliśmy się – od połowy lat 80. – do zawiązania struktur bractwa. Najpierw utworzyliśmy bibliotekę, a później, w 1988 roku powołaliśmy nielegalny prawosławny Instytut Chrześcijański – będący uniwersytetem, ale w podziemiu. Wiedzieliśmy, że w Związku Radzieckim nic nie może istnieć i działać oficjalnie bez kontroli władz. Nie może istnieć ani bractwo, ani wspólnota, a normalne kształcenie duchownych nie ma prawa bytu. Byliśmy przekonani, że jeżeli władze radzieckie aresztują wszystkich biskupów i duchownych, jeżeli zamkną seminaria duchowne, to coś musi pozostać. Byliśmy wspierani przez licznych wiernych a pomagali nam najznakomitsi duchowni i teolodzy. Mogliśmy się z nimi swobodnie konsultować i wspólnie pracować. Tak powstał i działa do dzisiaj Prawosławny Instytut imienia Świętego Filareta w Moskwie oraz liczne jego filie.

Kto w nich się uczy?

– Uczą się ludzie z różnych krajów i studenci z całej Rosji. Działa Bractwo Przemienienia Pańskiego, które skupia już tysiąc osób z całego kraju i zagranicy. Możemy się nareszcie cieszyć prawem do wolnego uczestnictwa w życiu duchowym, swobodą dyskusji, możliwością organizowaniem różnych spotkań w duchu chrześcijańskim. A także możliwością zorganizowania Akcji Narodowej Pokuty, w związku z setną rocznicą rewolucji październikowej 1917 roku.

Przygotowywaliśmy się do tego wydarzenia już pod koniec ubiegłego roku. Poza nami nikt nie chciał się tym tematem zająć. Dla wielu jest to nadal tragiczny rozdział historii, o którym wolą zapomnieć.

Co oznacza Akcja Narodowej Pokuty? 

– Musimy być uczciwi, otwarcie stanąć przed Bogiem i w duchu chrześcijańskim poddać ocenie bolesne wydarzenia związane z 70 latami panowania systemu komunistycznego. W duchu miłości odnieść się do Boga i ludzi, pokonywać przeszkody i utrudnienia we wzajemnych relacjach. Zbyt dużo przestępstw popełniono w XX wieku, zbyt dużo krwi przelano, zbyt dużo było zdrad i wojen. Wszystkie te wydarzenia obciążają nas ponieważ są bezpośrednim następstwem tragicznej przeszłości. Razem musimy nieść ten bagaż spuścizny strasznych czasów.

Co prawda sami w tym nie uczestniczyliśmy, nikogo nie zabijaliśmy, nikogo nie zdradziliśmy ale bezwiednie, niejako automatycznie jesteśmy uwikłani, gdyż wszyscy ludzie są ze sobą powiązani. Dlatego trzeba wziąć się za ręce, żeby grzechy przeszłości, grzechy ojców, zostały odkupione i przebaczone przez Boga. Chcemy rozstać się raz na zawsze ze spuścizną czasów komunistycznych.

Jak Cerkiew prawosławna odnosi się do „Rosyjskiej Katastrofy”, której początkiem przed 100 laty była rewolucji październikowa? 

– Nie możemy przejść obojętnie obok tej rocznicy. To co się stało sto lat temu było dla naszego kraju katastrofą narodową. Bolszewicy na potęgę niszczyli, unicestwiali naród rosyjski, tępili wiarę, eliminowali z życia Cerkiew i wypaczyli naszą historię. Musimy teraz zadbać o to, by wszystko powróciło na swoje miejsce.

Wielu ludzi nie rozumie powagi sprawy. Mówią o pojednaniu i miłosierdziu. Chcą zapomnieć o wszystkim co bolesne. Chcą tego byli bolszewicy, a także byli ich przeciwnicy – biali, wierzący i niewierzący. Mówią: „zostawmy to i zacznijmy wszystko od nowa”.

Jako Kościół jesteśmy za pokojem na świecie i pragniemy pojednania. Jednakże, żeby pojednanie stało się realne i trwałe, konieczne jest zrozumienie przeszłości. Bo byli męczennicy, ale byli też ludzie, którzy współpracowali z komunistycznym reżimem, byli oprawcy, zdrajcy i siewcy strachu. Byli także ci, którzy prześladowali mieszkańców sąsiednich krajów i narzucali im komunistyczną ideologię.

To wszystko trzeba nazwać po imieniu. Należy modlić się również za wroga ale trzeba wiedzieć, że modlimy się za wroga, a nie za przyjaciela. Chrystus modlił się za wszystkich, także za wrogów. Wiedział jednak kto jest wrogiem a kto przyjacielem.

Po latach milczenia, obojętności wobec straszliwych zbrodni jak przekonać ludzi do pokuty i nawrócenia?

– Bardzo trudno przekazać gorzką prawdę. Ludzie są głęboko przekonani, że to ich nie dotyczy, ponieważ oni tych grzechów nie popełnili. Mówią: to wydarzyło się dawno a my w tym nie uczestniczyliśmy. Ale tak nie jest. Tylko niektórzy są winni, ale wszyscy są odpowiedzialni. Owszem, każdy z nas odpowiada za swoje grzechy ale jednocześnie jesteśmy ze sobą ściśle powiązani, a obok siebie były i ofiary i oprawcy. Aby pomóc to zrozumieć, organizujemy różnego rodzaju spotkania i zachęcamy do refleksji. Muzyka i malarstwo również pomagają w zrozumieniu prawdy. Dlatego tworzymy portrety ludzi, którzy zostali rozstrzelani, wspieramy akcje pod hasłem: „Pora się rozstać”, akcję obalania pomników Lenina i innych rewolucjonistów. Spuścizną rewolucji jest zło, a nie dobro i nie można tak sobie tego pozostawić. Nie wolno nam mieszać świętych z grzesznikami.

Dlatego sami sięgamy do naszych własnych korzeni, do swoich przodków, pytamy kim oni byli, nasi ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie. Musimy przemyśleć, co było dobre a co złe. Ludzie nas słuchają, czasami dziwią się, ale zgadzają się z tym co robimy i rozumieją, że jest taka potrzeba i że to jest bardzo ważne.

Jakie inicjatywy jeszcze podejmujecie w ramach Akcji Pokuty?

– Mamy specjalne modlitwy osobiste i wspólne. Wydajemy książki i prowadzimy prezentacje, szczególnie tych książek, które najlepiej opisują nasze tragiczne czasy. Ludzie często albo nie mają podstawowej wiedzy na ich temat albo się boją i nie chcą wiedzieć. Rozumiemy ich i dlatego wychodzimy im naprzeciw. Chcemy obudzić w nich sumienie, pobudzić rozum i serce. Jeśli ludzie zrozumieją, że przestępstwo to przestępstwo i że nie wolno go więcej już nigdy popełnić, to wtedy właśnie możemy mówić o pokucie i nawróceniu.

Czy widać już jakieś pozytywne rezultaty Waszej pracy? 

– Za wcześnie na to, aby mówić o pozytywnych rezultatach, ponieważ cały proces jest w toku i jeszcze się nie zakończył. Przed nami najważniejsze dni. Rocznica rewolucji roku 1917 w październiku i listopadzie. Będą odsłaniane pomniki i tablice pamiątkowe ku czci ofiar. Informujemy o wydarzeniach przez Internet. W różnych miastach organizujemy pokazy filmów o tamtych czasach. Nie zrobimy wszystkiego w ciągu roku. Nie zakończymy procesu pokuty i nawrócenia gdyż przebudzenie dopiero się zaczyna. Ludzie zaczynają otwierać oczy i myśleć. Obserwuję dwie skrajności. Jedni uważają, że jakiekolwiek działania nie mają żadnego sensu, ponieważ to i tak nic niczego nie zmieni i nie pomoże nikomu. Drudzy mówią, że to zamknięta przeszłość, więc zostawmy, zapomnijmy i zacznijmy wszystko od nowa. Najlepiej wyjedźmy stąd do innego kraju.

Uważam, że takie postawy są niewłaściwe. Nie wolno uciekać z pola bitwy. Nie wolno też, znajdując się na polu walki twierdzić, że zwycięstwo jest niemożliwe, że jakiekolwiek działanie jest bezcelowe.

Obchodzimy w tym roku 100-lecie objawień fatimskich, w których Matka Boża mówiła o nawróceniu Rosji…

– Uważamy, że Cud Fatimski był prawdziwym cudem. Byłem w Portugalii, widziałem ludzi, którzy przyjeżdżają z całego świata, aby pokłonić się Matce Boskiej Fatimskiej. Ostrzeżenie, przestroga, że wydarzenia w Rosji będą miały wpływ na wydarzenia na całym świecie miały 100 lat temu w Fatimie ogromną siłę profetyczną.

Większość Rosjan nic nie wie o Cudzie Fatimskim. Chciałbym, żeby to się zmieniło, żeby prawosławni Rosjanie zrozumieli, że Bóg spogląda na wszystkich bez względu na narodowość czy wyznanie, że to co się dzieje w danym konkretnym miejscu za Jego przyczyną czy pozwoleniem ma wpływ na to co dzieje się gdzie indziej.

Matka Boska w Fatimie, w Portugalii, daleko od naszego kraju, przepowiedziała, co się wydarzy w Rosji i te wydarzenia miały wpływ na losy całego świata.

Jakie największe wyzwanie stoi teraz przed Rosją?

– Pokonać największy błąd Rosji jakim było na początku XX wieku to, że ludzie zapomnieli o Bogu, wszyscy, począwszy od prostych chłopów, poprzez inteligencję i arystokrację, a skończywszy na rodzinie carskiej. Więcej było przesądów niż wiary. Ludzie zaczęli odchodzić od wiary, od Boga, od cerkwi a sama cerkiew nie potrafiła nauczyć prawdziwej wiary. Nie potrafiła przeciwstawić się naciskowi ateizmu. Te grzechy trwają nadal i musimy je pokonać.

Rozmawiali: Krzysztof Tomasik i Krzysztof Żurowski
Tłumaczenie: Ewa Kretowicz

Wersja do druku

Przeczytaj także

23 września 2017 11:15

Papież wznowił "piątki miłosierdzia"

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.