Drukuj Powrót do artykułu

O. Lufti: w Syrii mieliśmy nadzieję na pokój, a znowu mamy wojnę

12 października 2019 | 11:25 | vaticannews.va | Aleppo Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. youtube

Na nowo została otwarta rana wojny, która, mieliśmy taką nadzieję, już się zabliźniała. Bez wątpienia ten turecki atak przyniesie bardzo dramatyczne konsekwencje, gdyż ani Kurdowie, ani mieszkający tam chrześcijanie nie zgodzą się na inwazję obcego kraju na terytorium zamieszkałe przez Syryjczyków. Opinię tę wyraził syryjski franciszkanin o. Firas Lufti odnosząc się do ataku wojsk tureckich na północno-wschodnie tereny Syrii.

W wywiadzie dla Radia Watykańskiego o. Lufti podkreślił, że Turcja nie ma żadnego prawa do atakowania Syrii i przestrzegł przed konsekwencjami działań wojennych.

– Od momentu, kiedy usłyszeliśmy o tym ataku, od razu powróciły wspomnienia o tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w Syrii w ciągu ostatnich dziewięciu lat. Nie spodziewaliśmy się nowej masakry i pogwałcenia praw międzynarodowych. Turcja nie ma żadnego prawa, by atakować inny kraj, który cieszy się suwerennością uznaną przez Organizację Narodów Zjednoczonych – podkreślił syryjski franciszkanin. – Z jednej strony więc działania takie są niedopuszczalne. Z drugiej natomiast wiemy, że przemoc rodzi ofiary wśród ludzi, w infrastrukturze i w całym kraju, tworzy także napięcia, pośrodku których znajdują się przede wszystkim dzieci, kobiety, osoby starsze i chore. To jest jeszcze jedna tragedia, którą musimy przecierpieć. Podczas gdy mieliśmy nadzieję na pokój, na zakończenie tej wojny, na nowo otwiera się dramatyczny horyzont, który niesie ze sobą ogromne problemy.

O. Lufti zwrócił także uwagę na wielkie rany, jakie przyniosła ze sobą wojna. Owocują one podziałami na tle religijnym, etnicznym, ekonomicznym. Dlatego franciszkanie pracujący w Aleppo stworzyli projekt, który ma na celu położyć kres wewnętrznym podziałom społecznym. Wskazał na ogromny dramat wielu dzieci, które narodziły się w czasie wojny i nigdzie nie zostały zarejestrowane. Konieczne więc jest nadanie im należnych im praw. Bez oficjalnego imienia, tożsamości nie mają żadnej przyszłości. Taka sytuacja to cykająca bomba, która kiedyś, w przyszłości, może wybuchnąć.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.