Drukuj Powrót do artykułu

O przewodnikach z Kalwarii Zebrzydowskiej

10 kwietnia 2017 | 15:02 | Magdalena Dobrzyniak | Kalwaria Zebrzydowska Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. pixabay.com

Przewodnicy kalwaryjscy – prowadzą modlitwy i śpiewy na Dróżkach, organizują pielgrzymki, są ludźmi głębokiej wiary. To właśnie spośród nich wybierani są aktorzy odtwarzający role apostołów w słynnych misteriach kalwaryjkich. O tradycjach przewodnickich, które sięgają początków istnienia sanktuarium w Kalwarii Zebrzydowskiej opowiada w rozmowie z KAI o. Antoni Kluska OFM, wikary klasztoru i opiekunem kalwaryjskich przewodników.

Magdalena Dobrzyniak (KAI): Jest ojciec opiekunem przewodników kalwaryjskich i sam pochodzi z rodziny przewodnickiej. Co to właściwie znaczy?

O. Antonia Kluska OFM: – Mój ojciec wzrastał w miłości do Kalwarii. W domu rodzinnym kultywowane były tradycje kalwaryjskie, zwłaszcza udział w odpustach. Nagromadziło się wiele pamiątek z tego czasu: książeczki dróżkowe, obrazki i teksty pieśni kalwaryjskich drukowane przez klasztor. Do dzisiaj przechowywane są w domu jak największa świętość.

Z dzieciństwa pamiętam, że gdy tylko przychodził czas odpustu w Kalwarii, ogarniało nas wszystkich uczucie, którego nie da się opisać. Ja i moje rodzeństwo z napięciem czekaliśmy, kogo z nas ojciec weźmie tym razem do Kalwarii. Po wysłuchaniu wielu opowieści o tych wspaniałych, kilkudniowych uroczystościach każdy z nas chciał zobaczyć je na własne oczy.

Tak zrodziła się miłość do Kalwarii?

– To atmosfera, którą człowiek oddychał od najwcześniejszych lat. Dla mojego ojca nie istniała żadna przeszkoda, która uniemożliwiłaby mu udział w kalwaryjskich odpustach.

Ludzie się zbierali w kompanie i pieszo wyruszali w drogę. Przewodnikiem był mój ojciec i to do niego należało zorganizowanie tych grup. Przygotowywano prowiant, który miał wystarczyć nie tylko na drogę, ale i na czas odpustu. Pieczono ciasta i kołacze, do butelek szykowano herbatę czy kawę. Pieniądze były przeznaczone na noclegi i intencje Mszy św. zbierane od tych, którzy nie mogli pójść do Kalwarii, ale także na zakup drobnych pamiątek czy przywożonych do domu rarytasów, jak tabliczki imbiru czy dziadowskie łańcuchy.

Każdy pielgrzym musiał też zadbać o dodatkowe ubranie, ochronę przed deszczem czy skwarem, a także modlitewnik i różaniec, który zakładało się na szyję, by go nie zgubić. Droga do Kalwarii trwała 8-10 godzin, przez wioski oddzielone od siebie pasmami górskimi. Wiązało się to z niedogodnościami i prawdziwym trudem, ale na widok górującego w oddali na horyzoncie klasztoru kalwaryjskiego wszyscy klękali ze wzruszeniem i odmawiali modlitwę. Tego się nie zapomina.

W książce „Kalwaryjscy przewodnicy”, którą można pewnie nazwać leksykonem wiedzy o tej szczególnej grupie pielgrzymów, umieścił ojciec połowę z ok. 400 znanych dziś nazwisk przewodników. Kim są ci ludzie i co ich wyróżnia?

– Bez wątpienia przewodnicy kalwaryjscy, a także kierownicy asyst i orkiestr są wyjątkową grupą pielgrzymów, którą stanowią nie tylko mężczyźni, ale również kobiety. Sami pielgrzymując, przewodniczą innym pielgrzymom przybywającym do Kalwarii, opiekują się nimi, prowadzą modlitwy, rozważania i śpiewy na Dróżkach Pana Jezusa, Matki Bożej czy na dróżkach za zmarłych. Najważniejszą cechą przewodników jest ich głęboka wiara i miłość do Kalwarii. Dla nas, opiekunów sanktuarium kalwaryjskiego, są niezbędnymi i bardzo poważanymi współpracownikami. Bez nich nie poradzilibyśmy sobie z opieką nad coraz liczniej przybywającymi do Kalwarii grupami pielgrzymów.

Z jakich środowisk wywodzą się przewodnicy kalwaryjscy?

– Z ankiet, które opracowywaliśmy na potrzeby książki, o której pani wspomniała, wyłania się obraz człowieka starszego wiekiem, o wykształceniu podstawowym lub zawodowym, pochodzącego z rodziny wielodzietnej. Ta ostatnia cecha jest tak charakterystyczna, że śmiało można powiedzieć, że liczne rodzeństwo sprzyja rodzeniu się kalwaryjskich powołań przewodnickich. Jest w tym gronie duża grupa osób, które mają nawet czterdziestoletni staż przewodników. To bardzo zasłużeni ludzie, którzy swoje oddanie nierzadko przypieczętowali świadectwem życia. W okresie komunistycznym Urząd Bezpieczeństwa przeszkadzał w organizowaniu pielgrzymek, prześladował przewodników po ich powrocie z Kalwarii, grożąc więzieniem i innymi karami. To dla tych prostych, ciężko pracujących ludzi była wielka próba.

W jaki sposób można zostać przewodnikiem kalwaryjskim?

– To są tradycje rodzinne. Naszych przewodników kiedyś przyprowadzali do Kalwarii ich rodzice, byli zwykłymi pielgrzymami, którzy w pewnym momencie, wtajemniczani przez ojców, stawali się przewodnikami. To nie jest takie proste, nie organizujemy przecież „naborów” na przewodnika. Jest to rodzaj powołania, które rodzi się z żywej wiary i miłości do tego miejsca. To wypływa z głębi serca, z pragnienia modlitwy. Trzeba też mieć predyspozycje do przewodnictwa, odwagę bycia liderem grupy.

Mówił ojciec, że średnia wieku przewodników jest wysoka. Mają następców? Nie trzeba się obawiać, że kiedyś ich zabraknie?

– Tak było od zawsze: ojcowie przekazywali swoją misję synom i tak jest też teraz. Na wszystkich spotkaniach przypominamy i uczulamy naszych przewodników, by dbali o swoich następców, by wprowadzali ich w przewodnicki świat.

Patronem kalwaryjskich przewodników jest św. Jan Paweł II. W Kalwarii pamięta się o nim jako o największym z pielgrzymów przybywających na Dróżki…

– Tak. Rodzina przewodników nosi imię św. Jana Pawła II, bo on był największym pielgrzymem kalwaryjskim, ale także największym przewodnikiem i to nie tylko wtedy, gdy jako chłopiec wędrował tu z ojcem, czy później, już jako ksiądz, medytował na Dróżkach. On był przewodnikiem kalwaryjskim także w czasie, gdy pełnił swoją posługę na Stolicy św. Piotra. Jego umiłowanie Krzyża, jego oddanie dla Matki Bożej, osobista kalwaria cierpień, które znosił na oczach całego świata, a także świadectwo jego miłości do Kalwarii – to czyni go największym z przewodników. Do dziś wielu pielgrzymów tu przybywa, idąc jego śladami.

Rozmawiamy w okresie Wielkiego Postu, nie od rzeczy więc będzie wspomnieć, że dla rodziny przewodnickiej to szczególny czas?

– Jest rzeczą charakterystyczną, że wszyscy przewodnicy kalwaryjscy w swoich rodzinnych parafiach prowadzą w tym czasie wielkopostne nabożeństwa pokutne i w ten sposób budują pomost między miejscem, w którym żyją a Kalwarią.

W Wielkim Poście przyjeżdża do Kalwarii wiele grup, które odprawiają Drogi Krzyżowe. W tym czasie Kalwaria ożywa, jest to bowiem początek sezonu pielgrzymkowego w naszym sanktuarium. Na dróżkach, wśród pól, wzgórz i lasów, zewsząd słychać modlitwy i rozważania, a także donośny śpiew „przepowiadających” przewodników. Szczytem tych niezwykłych, intensywnych i przesyconych głębią modlitwy dni jest odpust Wielkiego Tygodnia i misteria kalwaryjskie. To właśnie spośród przewodników wybierane są osoby do zaszczytnej roli apostołów. Aby zostać apostołem, trzeba być przewodnikiem z kilkudziesięcioletnim stażem. Przygotowują się do tej roli z wielką pieczołowitością i zaangażowaniem.

Czy przewodnicy kalwaryjscy mają przypisane sobie jakieś tradycje, zwyczaje?

– Każdy przewodnik ma swój krzyż pielgrzymkowy, którym się opiekuje: ubiera kwiatami, wstążkami, umieszcza napis swojej parafii. To znak dla jego pielgrzymów, za którym podążają na Dróżkach. Nierzadko te krzyże zostawiane są w klasztorze, na krużgankach drogi krzyżowej, w miejscu do tego przeznaczonym, ale zdarza się też, że przewodnicy zabierają je ze sobą z powrotem. To jednak tylko ciekawostka, bo o istocie bycia przewodnikiem decyduje coś więcej niż zwyczaje. W budowaniu więzów z Kalwarią najważniejsza jest modlitwa, rekolekcje, okolicznościowe spotkania przewodników z opiekunami sanktuarium.

Czy można sobie wyobrazić sanktuarium bez przewodników kalwaryjskich?

– Nie. Zdecydowanie nie! Ta tradycja jest tak długa, jak długo istnieje to miejsce. Mamy wzmianki o tym, że na samym początku, gdy na Dróżkach jeszcze nie było kaplic, tylko krzyże, już wtedy zatrzymywały się przy nich grupki na modlitwie i śpiewach. Kalwaria została wzniesiona na autentycznej wierze wielu pokoleń pielgrzymów przed nami i istnieć będzie tak długo, jak długo kolejne pokolenia będą tu przybywały, by wraz ze swoimi przewodnikami lub podczas samotnej modlitwy rozważać tajemnice Męki Pańskiej i współcierpienia Matki Bożej, i wypraszać potrzebne łaski.

Rozmawiała Magdalena Dobrzyniak

Wersja do druku

Przeczytaj także

10 kwietnia 2017 12:00

Kalwaria Zebrzydowska: Wielki Post w „polskiej Jerozolimie”

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.