Drukuj Powrót do artykułu

Ocalić światło i wolność – mówi abp Stanisław Gądecki

01 listopada 2014 | 12:16 | rozmawiali Tomasz Królak i Krzysztof Tomasik / tw Ⓒ Ⓟ

Kościół ma dziś to samo zadanie, co w dawnych czasach – ocalić jak najwięcej światła i wolności, stawiać opór światu, który ściąga go nisko ku swemu poziomowi, i czekać na lepsze czasy – mówi KAI abp Stanisław Gądecki.

KAI: Czy Synod spełnił oczekiwania i nadzieje Księdza Arcybiskupa?

Abp Stanisław Gądecki: W jakieś mierze tak. Przede wszystkim pokazał niezbędność szerszego zaangażowania duszpasterskiego na rzecz małżeństwa i rodziny. Pod tym względem Synod był bardzo cennym spotkaniem – wprowadził zmianę polegającą na tym, że w tę dziedzinę ma być zaangażowane nie tylko duchowieństwo ale wszystkie warstwy Kościoła: duchowieństwo, zakony i świeccy a także stowarzyszenia i ruchy wspierające rodzinę. Niezwykle ważne jest świadectwo tych, którzy żyją w normalnych i pięknych małżeństwach i rodzinach, których mamy wiele.

Największy ciężar duszpasterskiej odpowiedzialności za rodzinę i małżeństwa – zwłaszcza te, przeżywające trudności – spoczywa nie na duchowieństwie, bo duchowieństwa jest za mało, lecz na dobrych rodzinach. Duchowni nie mają takich argumentów, jakie ma rodzina i małżeństwo, które trwa w wierności, borykając się z różnymi trudnościami. Rodziny trwałe mogą zaświadczyć, że życie małżeńskie bez trudności nie istnieje. Zaangażowanie tych rodzin może mieć zasadnicze znaczenie dla przyszłości duszpasterstwa rodziny.

Pod tym względem synod był bardzo cennym spotkaniem, gdyż zwrócono na nim uwagę, że nie tylko kapłan, czy zakonnicy i zakonnice, ale cała wspólnota winna angażować się na rzecz małżeństwa i rodziny, szczególnie tego, które przeżywa trudności.

KAI: Czy można mówić o jakimś jednym, dominującym obrazie rodziny, czy jest to rzeczywistość na tyle urozmaicona, że nie poddaje się jednemu opisowi?

– Obraz rodziny jaki wyłania się z obrad Synodu jest bardzo zróżnicowany, gdyż pochodzi on z całego świata, ze wszystkich krajów. Sytuacje, w jakich znajduje się rodzina są niekiedy diametralnie różne. Gdy np. mówimy o rodzinie afrykańskiej, to odczuwa ona silny związek z tradycją, także z tradycją poligamii. Niektórzy Afrykańczycy mówią, że w Europie istnieje poligamia sukcesywna; mężczyźni żeniąc się po kilka razy, mają też po kilka żon, tyle tylko, że jest to rozłożone w czasie.

Z punktu widzenia Kościoła istnieją dwie wielkie grupy: małżeństwa regularne (sakramentalne) i związki nieregularne. Podział na małżeństwa regularne i nieregularne da się zastosować do całego świata. W pewnych regionach świata jest dużo związków nieregularnych, w innych mniej. Z początku odnosiliśmy wrażenie, że Synod większy nacisk kładł na związki nieregularne niż na regularne. Potem sytuacja się poprawiła.

KAI: Spodziewał się Ksiądz Arcybiskup, że tak będzie?

– Nie spodziewałem się takiej sytuacji, ponieważ myślałem, że jadę na synod o małżeństwie i rodzinie; o tym, co Kościół może zrobić, aby wzmocnić wspólnoty małżeńskie i rodzinne. W pewnym momencie zorientowałem się, że główne zainteresowanie kieruje się w stronę związków nieregularnych. Miało to jakieś uzasadnienie w tym, że są to sytuacje kryzysowe, które domagają się jak najśpieszniejszej pomocy. Na pewno jednak główny akcent obrad – jak chciały to niektóre media – nie był położony na kwestię homoseksualizmu.

KAI: Zdaniem o. Spadaro z “La Civiltà Cattolica”, podczas obrad dochodziło do twórczych, jak zaznaczył, konfrontacji między różnymi wizjami relacji między doktryną i duszpasterstwem. Czy Ksiądz Arcybiskup widzi to podobnie? Jak można wyjaśnić główną oś dyskusji? Czy miłosierdzie jest kategorią duszpasterską, czy tylko doktrynalną?

– Nie ma dobrego duszpasterstwa, które nie wypływa ze zdrowej doktryny. Zawsze należy zaczynać od dobrej doktryny. Dopiero na jej podstawie można zaczynać poprawne duszpasterstwo. Inaczej popadniemy w jakieś utopie, które nie wypływają z dwutysiącletniej tradycji Kościoła.

Każdy pragnie być miłosierny, pamiętajmy jednak, że miłosierdzie oderwane od prawdy staje się niemiłosierne i prowadzi na bezdroża.

KAI: Po pierwszym tygodniu obrad i pierwszym sprawozdaniu po dyskusji głos Księdza Arcybiskupa mówiący o symptomach ideologii antymałżeńskiej i odejściu od nauczania Jana Pawła II na temat rodziny był najczęściej cytowany. Odpowiadając Księdzu Arcybiskupowi, przewodniczący niemieckiego Episkopatu kard. Reinhardta Marx powiedział na konferencji prasowej w Watykanie, że “Ewangelia się nie zmienia, natomiast my stawiamy sobie pytanie, czy już odkryliśmy w niej wszystko”… W jakie mierze zatem nauczanie Kościoła odnośnie do tak ważnej kwestii jak sakrament małżeństwa może ulec zmianie, a dyscyplina związana z udzielaniem komunii św. – liberalizacji?

– Ksiądz kardynał sprawiał wrażenie, że nauczanie św. Jana Pawła II jest już przestarzałe, że minęło już sporo czasu od Familiaris consortio. Jeśli nauczanie Jana Pawła jest przestarzałe, to jak przestarzałe musi być dzisiaj nauczanie Jezusa Chrystusa?

W moim stanowisku wyrażającym przekonanie, że nauczanie o sakramencie małżeństwa nie może ulec zmianie nie byłem odosobniony. Wyraziłem tylko głosy zaniepokojenia, które pojawiły się w czasie pierwszego tygodnia obrad. Potwierdzeniem tego były później 74 głosy ojców synodalnych odnoszące się krytycznie do punktu 52, dotyczącego udzielania Komunii św. osobom rozwiedzionym, żyjącym w nowych związkach cywilnych.

Z pełnym przekonaniem argumentowałem, że praktyka życia nie może nas zmuszać do zmiany nauczania; że skoro – statystycznie rzecz biorąc – jest dziś tak wielu rozwiedzionych, to powinniśmy zmienić dotychczasowe nauczanie. Dotychczasowe nauczanie jest zaś jednoznaczne. Katechizm ujmuje je w następujący sposób: „W wielu krajach są obecnie liczni katolicy, którzy na podstawie prawa cywilnego decydują się na rozwód i zawierają cywilnie nowy związek. Kościół, będąc wierny słowom Jezusa Chrystusa: “Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10, 11-12), nie może uznać nowego związku za ważny, jeśli ważne było pierwsze małżeństwo. Jeśli rozwiedzeni zawarli cywilnie drugi związek małżeński, znajdują się w sytuacji, która obiektywnie wykracza przeciw prawu Bożemu. Dlatego nie mogą oni przystępować do Komunii eucharystycznej tak długo, jak długo trwa ta sytuacja. Z tego samego powodu nie mogą oni pełnić pewnych funkcji kościelnych. Pojednanie przez sakrament pokuty może być udzielane tylko tym, którzy żałują, że złamali znak Przymierza i wierności Chrystusowi, i zobowiązują się żyć w całkowitej wstrzemięźliwości” (Katechizm Kościoła Katolickiego, 1650).

Kościół ma dziś to samo zadanie, co w dawnych czasach – ocalić jak najwięcej światła i wolności, stawiać opór światu, który ściąga go nisko ku swemu poziomowi, i czekać na lepsze czasy. G.K. Chesterton mawiał: „Nie chcemy Kościoła, który – jak piszą gazety – zmienia się wraz ze światem. Chcemy Kościoła, który zmieni świat” (1945).

Skądinąd wypada przyznać, że próby rozluźnienia doktryny były wyrażone w sposób bardzo delikatny. Nie zakładały powszechnego rozgrzeszenia dla wszystkich rozwiedzionych, ale zakładały traktowanie każdego przypadku indywidualnie. Wspomniano, że w przypadku takich osób konieczne byłyby znaki nawrócenia, przejście drogi pokutnej uznanej przez biskupa miejsca i dopiero wtedy – w nadzwyczajnych okolicznościach – owe osoby żyjące w nowych związkach mogłyby przystąpić do spowiedzi i Komunii św.

U nas w Polsce też się zdarza, że dziecko idzie samo do Komunii św. z dziadkami, ponieważ rodzice nie mogą jej przyjąć. Jest to smutne i trzeba patrzeć na to ze współczuciem. Gdyby jednak dopuścić do udzielania Komunii św. osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach, to mielibyśmy do czynienia z uderzeniem w trzy sakramenty: małżeństwo, Eucharystię oraz pokutę i pojednanie. Nie wiem, czy pragmatyczne podejście do tej kwestii odwróciłoby falę odejść osób rozwiedzionych z Kościoła i spowodowało ich powrót.

Bardzie praktyczne wyjście z tej sytuacji podał w grupie językowej arcybiskup Utrechtu, kard. Willem Eijk. Wskazał, że w holenderskim Kościele praktykuje się od lat “błogosławieństwo” dla osób rozwiedzionych. Do ołtarza zbliżają się wszyscy, osoby rozwiedzione podchodzą do niego ze złożonymi rękami na piersiach i w miejsce Komunii otrzymują indywidualne błogosławieństwo na rzetelne wypełnianie swojej chrześcijańskiej misji. Jest to ciekawe rozwiązanie, które pozwala, aby osoby rozwiedzione nie czuły się osamotnione.

Ważna jest duszpasterska troska okazywana im, co zresztą zazwyczaj praktykowane jest w polskim Kościele. Osoby te mogą się rozwijać duchowo, umacniać i wychowywać po chrześcijańsku swoje dzieci. Zawsze też uważaliśmy, że mogą przystępować do komunii duchowej w miejsce komunii sakramentalnej.

KAI: Co kierowało tymi uczestnikami Synodu, szczególnie z Niemiec, którzy opowiadali się za zmianami w doktrynie dotyczącej małżeństwa? Mówił Ksiądz Arcybiskup o próbach protestantyzacji nauczania Kościoła…

– Myślę, że ojcowie synodalni z Niemiec chcieli uzyskać jakąś formę akceptacji dla sytuacji, które od dawna panuje w ich kraju. Tam spowiedź należy do rzadkości. Prawie wszyscy idą do Komunii św. Widać też akceptację dla takiego stanu rzeczy. Powstaje pytanie, czy miłosierdzie traktowane jako współczucie można przedkładać ponad Chrystusowe przykazanie o nierozerwalności małżeństwa? Czy dobrze rozumiemy związek między Chrystusem a Kościołem i związek między małżonkami? Kto świadomie i dobrowolnie wstępuje w związek sakramentalny, ten wyraża wiarę w to, co głosi Kościół, czyli w trwałości i nierozerwalności małżeństwa.

KAI: Przypomnimy, że żyjąc w grzechu sami wykluczamy się z Kościoła, a nie Kościół nas wyklucza…

– Na to zwracał uwagę o. Karol Meissner, benedyktyn, który był na poprzednim synodzie poświęconym rodzinie. Przypomniał, że wtedy także były próby zdominowania obrad kwestią rozwiedzionych i związków niesakramentalnych.

Jeden z audytorów amerykańskich zwrócił uwagę na to, że próby łagodzenia doktryny odnośnie do nierozerwalności małżeństwa opierają się na niepoważnym traktowaniu osób dorosłych. Osoba zawierająca małżeństwo jest – w większości przypadków – osobą dojrzałą, ma swoje doświadczenie i świadomie żeni się i równie świadomie podejmuje decyzję o rozwodzie. Osoba dojrzała winna być odpowiedzialna za swoje postępowanie i musi wiedzieć, jakie konsekwencje niesie to dla małżeństwa sakramentalnego. Dlatego oponował on przeciwko infantylnemu traktowaniu dorosłych ludzi.

KAI: Jakie zasadnicze kierunki duszpasterskie płyną z Synodu dla Kościoła w Polsce?

– Relatio Synodi zostało przekazane konferencjom episkopatów jako Lineamenta do Zebrania Zwyczajnego Synodu Biskupów w przyszłym roku. Mamy przed sobą dużo pracy. Na Konferencji Episkopatu Polski musimy zmierzyć się z zasadniczymi kwestiami: Komunią św. dla rozwiedzionych, komunią duchową, sprawą ewentualnego przyspieszenia procesu kanonicznego stwierdzającego nieważność związku małżeńskiego. Są to trzy kluczowe zagadnienia postawione przez Synod, które powinny być przybliżone duchowieństwu i wiernym.

W ślad za tym winno pójść zaangażowanie wydziałów teologicznych w organizowanie dyskusji na ten temat. Powinniśmy pochylić się choćby nad opublikowaną przed synodem książką pięciu kardynałów pt. „Trwać w prawdzie Chrystusa: małżeństwo i komunia w Kościele katolickim”. Nad tekstem „divorziati risposati” Kongregacji Nauki Wiary dotyczącym przyjmowania Komunii przez wiernych rozwiedzionych żyjących w nowych związkach (z 14 września 1994 r.).

Różnym środowiskom, od uniwersyteckich katedr po parafie, trzeba przybliżyć tematykę obrad Synodu, szczególnie w aspekcie duszpasterskim, gdyż było to głównym tematem naszego spotkania. Musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, na czym polega szersze niż dotychczas zaangażowanie Kościoła na rzecz małżeństwa i rodziny. Jak ma wyglądać kwestia towarzyszenia narzeczonym, młodym małżonkom na ich drodze, aby uwierzyli, że cały czas, towarzyszy im łaska sakramentalna i że znajdują się w innej sytuacji niż w ci, którzy trwają związku pozasakramentalnym.

KAI: Tej świadomości chyba brakuje…

– Tak, i dlatego małżeństwa łatwo się załamują. Brakuje im wiary w to, że w ich związek włączył się Chrystus. O tym należy wyraźnie przypominać podczas kursów przedmałżeńskich. Kard. Elio Sgreccia powiedział, że nigdy nie błogosławi od razu par narzeczeńskich, które zgłaszają się do niego z prośbą o ślub. Najpierw rozmawia z nimi przez kilka miesięcy. Podczas tych spotkań pyta o ich wiarę, czy mają świadomość zobowiązań jakie niesie ze sobą sakrament małżeństwa. Jakie są cechy charakterystyczne małżeństwa katolickiego itp. Gdy przekona się, że narzeczeni mają tego pełną świadomość, dopiero wtedy decyduje się pobłogosławić ich związek.

KAI: To jest ideał, także dla przygotowania narzeczonych w Polsce. Z ich świadectw wynika, że wiele par nie jest tego świadomych tego, o czym Ksiądz Arcybiskup mówi. Jest to dylemat i wielkie wyzwanie….

– Owszem, jest to wielkie wyzwanie. Musimy się mocno zastanowić, czy kursy przedmałżeńskie – będące niewątpliwie bogactwem Kościoła katolickiego w Polsce (w wielu Kościołach lokalnych ich się nie prowadzi) – są rzeczywiście dobrze prowadzone i w pełni wykorzystywany jest ich potencjał. Czy mówi się o tych sprawach wystarczająco?

W przedsynodalnych ankietach można było przeczytać, że podczas kursów czasami zbyt wiele czasu poświęca się naturalnemu planowaniu rodziny, a zbyt mało mówi o pięknie małżeństwa, łasce małżeństwa, towarzyszeniu Kościoła w ich problemach. W naszym duszpasterstwie nie trzeba młodych ludzi mamić złudzeniami. Muszą oni zrozumieć powagę małżeństwa.

KAI: Czy sprawa przygotowania do małżeństwa będzie jedną z najważniejszych w duszpasterstwie rodzin?

– W duszpasterstwo rodzin powinni się zaangażować wszyscy, którzy są do tego zdolni, aby pogłębić to, co już osiągnęliśmy. Jest duże pole dla świeckich, małżonków z długim stażem i doświadczeniem życiowym, którzy mogą pomóc młodym małżeństwom w ich trudnościach, świadcząc o pomocy, jaką sami otrzymali od Chrystusa.

KAI: Jak sądzi Ksiądz Arcybiskup, dlaczego mamy taką masę szybkich rozwodów?

– To bardzo trudna kwestia. Nie można używać pochopnych uogólnień, gdyż mogą one być krzywdzące dla wielu osób, które się rozwiodły. Myślę, że jednym z głównych powodów takiej sytuacji jest współczesna kultura, która proponuje wychowanie człowieka żyjącego tylko dla siebie a nie dla innych. Gdy ktoś od początku nie uczy się żyć dla drugiego a wejdzie w związek małżeński, to takie małżeństwo nie może się udać. Zamiast zmienić swoją egoistyczną naturę, taka osoba zazwyczaj wymienia małżonka, bo tak jest łatwiej i wygodniej.

KAI: Z drugiej strony mamy wiele wspaniałych małżeństw, które można stawiać za wzór. Czy w Kościele wystarczająco docenia się i promuje zdrowe, wielodzietne rodziny? Zresztą w swoim wystąpieniu na Synodzie pięknie się Ksiądz Arcybiskup o nie upomniał…

– Dzięki temu poruszono potem wnikliwiej sprawę małżeństw regularnych. W orędziu dziękuje się im za świadectwo wierności, za dobro, które wnoszą do Kościoła, za wychowanie dzieci i chrześcijański styl życia. Oczywiście – jak mówi papież Franciszek – Kościół jest “szpitalem polowym”, który ma się zajmować słabymi, ale też mamy mocnych, mamy tych, którzy mozolnie idą za Chrystusem i wygrywają swe życie. Dobre małżeństwa nie powinny też skupiać się tylko na sobie, ale winny odkryć swoją misyjność. Prawdziwie chrześcijańskie rodziny winny być misyjne.

KAI: Czy nie jest to rola duchowieństwa, które powinno powinność misyjną uświadamiać i wspierać?

– Byłem niedawno w Katowicach, gdzie opowiadano mi z przejęciem o Tygodniu Rodziny, organizowanym przez kilka samorządów. Jest to przykład jak promować rodzinę, jak ją umacniać, jak pokazywać jej dobro i piękno.

Trzeba stworzyć wspólną platformę dla silnych, zdrowych małżeństw i rodzin, które mogłyby pomóc tym, którzy się źle mają i przeżywają trudności.

KAI: Jakie nadzieje wiąże Ksiądz Arcybiskup z przyszłorocznym synodem biskupów, które wytyczy już konkretne i zobowiązujące Kościół kierunki działania wobec rodziny?

– Są to przede wszystkim nadzieje duszpasterskie. Myślę, że na zakończenie Zebrania Zwyczajnego Synodu Biskupów w 2015 roku wyjdzie jasny sygnał troski całego Kościoła o małżeństwo i rodzinę.
Kościół musi wyraźnie przypominać, że gdy rozpadnie się rodzina – do czego dąży się dzisiaj bardzo wyraźnie na świecie – to rozpadnie się społeczeństwo. Nie będzie żadnej silnej więzi społecznej. Owszem, istnieją środowiska, którym rodzina się nie podoba, ale rozum przemawia za rodziną.

KAI: Można więc mieć nadzieje, że na Synodzie w 2015 r. Ksiądz Arcybiskup wymieni serdeczny uścisk z kard. Marxem…

– Od dawna znam stanowisko kardynała Marxa i jego spontaniczność, na pewno też nie dojdzie do teologicznej wojny polsko-niemieckiej.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.