Drukuj Powrót do artykułu

Oczyszczenie Kościoła to nie usuwanie grzeszników

23 listopada 2019 | 19:13 | ks. Mirosław Tykfer | Poznań Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. Piotr Molecki/East News

Proces oczyszczenia nie może kojarzyć się z „czyszczeniem Kościoła z grzeszników”. Wszyscy nimi jesteśmy. Kościół bez grzeszników nie istnieje. Jest iluzją i wyrazem pychy, Nie chodzi też o to, aby palcem wskazywać grzeszników większych, siebie uważając za lepszych. Oczyszczenie może i powinno natomiast dotyczyć rzetelności postępowania instytucji kościelnych w kontekście nadużyć ze strony duchownych oraz sposobu, w jaki to postępowanie jest opinii publicznej komunikowane. I kiedy rzeczywiście powinno ono być publicznie komunikowane.

Oczyszczenie wymaga więc prawdy w zakresie działania instytucji i ich komunikacji ze społeczeństwem. Nie dotyczy to więc tylko Kościoła poznańskiego, ale wszystkich szczebli władzy kościelnej. Prawda ta nie może być jednak oddzielona od miłości, czyli od szacunku i ochrony dobrego imienia wszystkich zaangażowanych osób. Dlatego opinia publiczna nie musi zostać poinformowana o wszystkich związanych ze sprawą zmarłego abp. Julisza Paetza faktach. Niektóre z nich mogą naruszać dobre imię osób poszkodowanych. Należy też zastosować moralne prawo do obrony dobrego imienia osoby oskarżonej, tym bardziej, że nie ma już ona możliwości obrony. Tutaj potrzebna jest po prostu roztropność.

Opinia publiczna ma natomiast prawo poznać powód, dla którego Watykan przyjął rezygnację abp. Juliusza Paetza ze stanowiska metropolity poznańskiego. Zasada prawdy i miłości nakazuje jednak – jak już wspomniałem – aby przy tej okazji nie ujawniać zbędnych szczegółów. W tej kwestii za wystarczające dla oczyszczenia atmosfery niejasności uznałbym stanowisko Stolicy Apostolskiej: na podstawie zeznań osób pokrzywdzonych nasza komisja uznała, że abp Juliusz Paetz powinien podać się do dymisji. Chyba, że komisja stwierdziła co innego. Tak czy inaczej, ta niejasność powinna zostać rozwiana.

Natomiast osoby pokrzywdzone – które nie miały takiej okazji wcześniej lub po prostu nie chciały mówić – powinny zostać z wielką delikatnością przyjęte i wysłuchane przez władze kościele, jeśli sobie tego życzą.

Opinia publiczna ma też prawo usłyszeć słowo „przepraszam” ze strony tych, którzy w tamtym czasie mieli wystarczającą wiedzę na temat niewłaściwych działań abp. Juliusza Paetza, ale publicznie lub przed władzą kościelną zaświadczali o całkowitej jego niewinności lub wywierali nacisk na innych, aby taką opinię potwierdzili.

Nie uważam jednak za stosowne – co ma niestety miejsce obecnie w mediach i to wielokrotnie ze strony duchownych – aby wysuwać pod adresem zmarłego arcybiskupa oskarżenia formułowane tylko w oparciu o opinie innych. Tym bardziej teraz, gdy oskarżany nie może się bronić. Jedno to być ofiarą lub mówić w imieniu ofiar, a drugie – co uważam za nadużycie – publicznie powtarzać opinie innych, bez ich wyraźnej prośby. Nie powinno się lekkomyślnie powtarzać i z dużym poczuciem pewności stwierdzać prawdziwość oskarżeń formułowanych przez osoby pokrzywdzone, jeśli nie zostały one zweryfikowane przez odpowiednią instytucję państwową czy kościelną. Na tym polega moralny obowiązek ochrony dobrego imienia osoby oskarżanej oraz rzetelnego poznania prawdy. I to wcale nie oznacza, że do zarzucanych oskarżonemu czynów nie doszło.

Trzeba pamiętać: po pierwsze, nie wszystkie zarzucane komuś czynny z zasady powinny być upubliczniane; i po drugie, należy postępować uczciwie i z szacunkiem do wszystkich zaangażowanych w sprawę osób. Łatwo jest bowiem o pomówienia. A jeśli nawet mamy do czynienia z opiniami prawdziwymi u swojego źródła, gdy są one medialnie powtarzane jak w „głuchym telefonie”, zwykle zniekształcają fakty, których dotyczą oraz zakres ewentualnego zła, które z tych faktów mogło wyniknąć. I powtórzę, to nie znaczy, że nic się nie stało. Śledząc działania Stolicy Apostolskiej w tej sprawie i czytając oświadczenie abp. Stanisława Gądeckiego wygłoszone w dzień pogrzebu abp. Juliusza Paetza, trudno uważać – mówiąc łagodnie – że nic się nie stało.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.