Drukuj Powrót do artykułu

Odpór gender można dać jedynie ukazując istotę wolności

03 lipca 2019 | 17:16 | dg | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. pixabay.com

We wprowadzeniu do dokumentu „«Stworzył ich jako mężczyznę i kobietę». Z myślą o drodze dialogu na temat kwestii gender w edukacji”, zarysowana jest pewna idea – nazwana jego „metodologią” – zawierająca się w słowach „słuchanie, uzasadnianie, proponowanie” (5). Stosownie do tego postulatu tekst składa się z części „Słuchanie” zawierającej krótki rys wpływu gender na społeczeństwa ostatnich dziesięcioleci i zastrzeżenia do tego poglądu. Druga część, „Uzasadnienie”, zawiera jeden tylko punkt „Argumenty racjonalne”, którego celem jest poddanie pewnych kwestii genderowych racjonalnej krytyce. Trzecia, ostatnia, „Przedstawienie propozycji”, wprowadza katolicką wizję antropologiczną („Antropologia chrześcijańska”), by przejść do omówienia kwestii szczegółowych, związanych z wychowaniem dzieci w rodzinie, szkole i całym społeczeństwie. Dokument zamyka podsumowanie adresowane głównie do pracowników katolickich ośrodków wychowawczych, zawierające zachętę do wychowania uczniów na ludzi otwartych, dbających o innych i czułych.

Zwolennik tak teorii, jak ideologii gender będzie zapewne chciał zgłosić do dokumentu kilka istotnych zastrzeżeń. Jego uwagę może zwrócić niepełne i mylące twierdzenie, że płeć społeczno-kulturowa jest to „sposób, w jaki przeżywa się w każdej kulturze różnicę między płciami” (11, por. też 6). Prawdziwość tego twierdzenia zależy od tego, jak rozumieć się będzie owo „przeżywanie”. W gender nie o to bowiem chodzi, jak – dajmy na to – arystokratki w epoce edwardiańskiej, a gospodynie z koła gospodyń wiejskich dziś odczuwają („przeżywają”) swoją kobiecość i jej różnicę od męskości. Problemem jest to, jak kobiecość i męskość są konstruowane jako ważny podsystem społeczny. Innymi słowy, jak budowana jest rola kobieca i męska, jak wyglądają procesy jej internalizacji oraz jakie ograniczenia się z nią wiążą. Zakłada się, że jako określona społecznie, rola ta ma charakter opresyjny i działa przeciw wolności jednostki. Sprowadzenie tego skomplikowanego procesu do sfery „przeżyciowej” maskuje istotę „problemu genderowego”. Zwolennik tej teorii bądź ideologii zauważy też zapewne twierdzenia, przeciw którym gender się zwraca, na przykład przekonanie, że płciowość to podstawowy składnik osobowości, niejako determinujący całą osobę: od biologii, przez psychologię, po duchowość (4). Zauważy też dyskurs „szczególnej wartości kobiecości” z pogranicza katolickiego esensjalizmu i etyki troski, przedstawiający kobiety jako szczególnie dbające o bliskie środowisko społeczne (17). Zauważy, że kobieta jest w dokumencie przedstawiona wyłącznie jako opiekunka i wychowawczyni, a nawet „uniwersalna matka” („macierzyństwo afektywne, kulturowe i duchowe”, 18). Z jego punktu widzenia wszystko to jest dowodem oczekiwań, jakie wiąże się z kobiecością – oczekiwań będących wyrazem wywieranej na kobiety presji. Będzie się też dziwił temu jednowymiarowemu portretowi kobiety, skoro dziś kobiety na Zachodzie są aktywne na niemal wszystkich polach zawodowych. Zauważając w dokumencie szczególne powiązanie kobiecości z macierzyństwem i wychowaniem, będzie też pytał o nieobecność mężczyzn. Kwestia genderowa nie dotyczy bowiem tylko rozumienia kobiecości, ale płciowości i relacji płci w ogóle. Ważne też, by zrozumieć, że to, co dla Kościoła jest formą docenienia kobiet, dla zwolenników teorii bądź ideologii gender jest – wprost przeciwnie – rodzajem presji. Wszystko to czyni spór szczególnie trudnym.

Tym bardziej warto docenić ważny wysiłek wyjścia Kościoła naprzeciw gender. Twórcy dokumentu starali się odnieść do tej kwestii z życzliwością i zrozumieniem, bez pochopnego osądu. Świadczy o tym nie tylko sama konstrukcja dokumentu, gdzie szuka się płaszczyzn wspólnych, ale staranne odróżnienie „poszukiwań naukowych nad gender” od ideologii gender (6). To właśnie z teorią gender chce Kościół wejść w krytyczny dialog, by przeciwdziałać „dezorientacji antropologicznej” (1), która destabilizuje instytucję rodziny, dążąc do rezygnacji z określania płci wprowadza „utopię rodzaju nijakiego” (21), prowadzi do szeregu niedopuszczalnych praktyk reprodukcyjnych i związanych z nimi zjawisk, takich jak instrumentalizacja i komercjalizacja ciała ludzkiego (28). By to uczynić, Kościół przedstawia pokrótce założenia antropologii chrześcijańskiej, nazwanej tu „propozycją” (30). Możliwość porozumienia między tymi dwiema konkurencyjnymi wizjami człowieka jest niezwykle trudna, w świetle dokumentu wydaje się jednak możliwa. Tam bowiem, gdzie za adhortacją Amoris laetitia, autorzy dokumentu wskazują, że kobiecy lub męski sposób istnienia jest nie tylko skutkiem biologii czy genetyki, ale też historii rodzinnej, kultury, doświadczeń własnych jednostki, otrzymanej formacji i wpływu otoczenia (33), tam przywołują właśnie te kategorie, które za kluczowe dla ludzkiego formowania się rozumienia roli płciowej uznaje teoria gender. Możliwy jest zatem nad nimi wspólny namysł.

Różnica może się zaznaczyć wyraźnie wraz z kwestią oceny przemian rodziny. Autorzy dokumentu podkreślają, że zakwestionowanie podziału na mężczyznę i kobietę jako faktu przyrodzonego sprawia, że sama rodzina traci swój charakter rzeczywistości określonej w sposób przyrodzony, czyli wynikający z charakteru stworzenia. Dalej zaś skutkuje to utratą swego miejsca przez potomstwo (34). To, co dla autorów dokumentu i zapewne większości katolików jest powodem głębokiego smutku i gorącego sprzeciwu, w świetle niektórych koncepcji genderowych może być uważane za postęp i sukces społeczeństwa. Brak wspólnych norm etycznych czyni znalezienie porozumienia właściwie niemożliwym, a gdyby udało się je znaleźć, może mieć ono jedynie doraźny cel i charakter.

Tym niemniej przyjęcie zawartej w dokumencie diagnozy każe upominać się o rodziny i jej prawa. Tym właśnie zajmują się autorzy w jego końcowych, zasadniczych partiach. Formułują dwa prawa podstawowe. Pierwsze to prawo rodziny do bycia uznaną za podstawową przestrzeń pedagogiczną dla wychowania dzieci. Drugie to prawo dzieci do wzrastania w rodzinie (37-38). Z uznania tych dwóch przesłanek wynika rozumienie szkoły i jej zadań, w tym sposobu, w jaki ma ona wspierać rozwój całej osoby. Rozwój ten winien również obejmować sferę uczuciową. Szczególnie dobitnie rysuje się zalecenie, by pomagać uczniom w rozwijaniu zmysłu krytycznego, aby potrafili się odnaleźć wobec propozycji dwuznacznych i niejasnych. Ważną rolę w tym procesie mają odegrać wzory pozytywne (42). Dlatego też autorzy dokumentu upominają się o przywrócenie właściwego miejsca rodzicom i rodzinie jako pierwszym wychowawcom dzieci. Przypominają, że wszelkie działania w tym obszarze mają być regulowane zasadą pomocniczości: uczestnicy procesu wychowawczego winni tylko wspierać rodziców, w imieniu których działają. Nie mogą ich jednak zastępować (46).

Współczesny kontekst społeczny nazwany jest tu „zmierzchem kultury małżeństwa” (43). Warto by rozwinąć ten wątek. „Zmierzch kultury małżeństwa” to mocne i trafne określenie współczesnych procesów. Zawarta w tych trzech słowach diagnoza wymaga jednak bardziej rozbudowanych wniosków i predykcji. Słabo obecny jest też w dokumencie – centralny tak dla teorii gender, jak antropologii katolickiej – problem wolności. Co prawda, już w pierwszych partiach dokument zauważa, że jednym z elementów teorii gender było od ich zarania „podkreślanie wolności jednostki”. To kluczowe pytanie o wolność nie zostaje jednak podjęte. Nadzwyczaj ważne, lecz zupełnie niejasne dla kogoś bez głębokiej orientacji w filozoficznej antropologii katolickiej jest bowiem stwierdzenie, że istota bytu „przekracza, łączy i harmonizuje” (26) różnicę płci. Owa istota, to właśnie wolność i rozumność ludzka.

Słowo „wolność”, tak dziś cenione w społeczeństwach zachodnich, pada w dokumencie jeszcze osiem razy, ale ani razu nie odnosi się do ontologii osoby. Kwestia ta jest przy tym przedstawiana w sposób defesywny, głównie jako zniekształcona przez procesy „genderyzacji” społeczeństw. Powstaje wrażenie, że Kościół nic nie ma do powiedzenia o wolności osoby. To wrażenie jest równie fałszywe, jak fałszywa jest koncepcja wolności proponowana przez teorię, a zwłaszcza ideologię, gender. Tym niemniej trzeba umieć to wykazać. Całe cywilizacyjne zamieszanie wokół płci jest bowiem jedynie pochodną sporu o wolność. Z płciowością nie walczy się dlatego, że jest płciowością, ale dlatego, że wynikają z niej poważne ograniczenia dla wolności ludzkiej. Odpór ideologii gender można zatem dać jedynie ukazując istotę wolności.

Kierowanie uwagi na problem płci skutkuje też awansem perspektywy biologicznej, a nawet jej wyniesieniem nad filozofię, do której kompetencji należy również pytanie o wolność. Ścieśnienie problemu do pytania o znaczenie płci biologicznej prowadzi do swoistego awansu nauk przyrodniczych, których ekspertyza jest też przywoływana w dokumencie. Należy też wątpić, czy szukanie u nich rady, a może nawet oddawanie się pod ich osąd, jest dobrym kierunkiem dla Kościoła.

Wątpliwe jest również stwierdzenie, że „demokratyczne państwo nie może sprowadzić propozycji edukacyjnej do jedynie dominującej mentalności” (55). Czy bowiem tak jest istotnie? A gdyby państwo demokratyczne chciało sprowadzić propozycję edukacyjną do wychowania dojrzałych intelektualnie, uczuciowo i seksualnie ludzi, uformowanych na etyce chrześcijańskiej i etyce cnót, przygotowanych do życia w trwałych, monogamicznych małżeństwach nastawionych na zrodzenie i wychowanie potomstwa… Czy i wówczas Kościół widziałby potrzebę szukania innej propozycji edukacyjnej, by nie redukować jej do „dominującej mentalności”? Znaczenie przywołanego fragmentu wynika z tego, że ukazuje on, w jak głębokiej defensywie znalazł się dziś Kościół i w ogóle przeciwnicy genderowej rewizji społecznej.

Tym ważniejsze, że Kongregacja ds. Edukacji katolickiej zabrała głos w obronie rodzin i ich prawa do wychowania własnych dzieci. Rodziny katolickie i ludzie zdrowego rozsądku potrzebują dziś swojego rzecznika. Wydaje się, że można było stworzyć dokument zarazem bardziej kompetentny i bardziej zasadniczy w tonie. Najbardziej uderzającą cechą obecnej próby podejścia do kwestii genderowej jest pozytywny, dialogiczny ton pisma. Ton ten zadecyduje o sile, bądź o słabości przekazu. Gdybym była zwolenniczką teorii bądź ideologii gender, spałabym spokojnie.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.