Drukuj Powrót do artykułu

Papież Franciszek w Pompejach i Neapolu

22 marca 2015 | 08:21 | pb, st (KAI), RV / br Ⓒ Ⓟ

O korupcji, która cuchnie mówił papież Franciszek podczas swej jednodniowej wizyty w Neapolu 21 marca. Zaapelował do mafiosów, by się nawrócili, zapewnił więźniów, że kraty nie mogą ich oddzielić od miłości Boga, zaś młodzież przekonywał, że receptą na długie życie jest miłość. W katedrze był świadkiem cudu św. Januarego. Modlił się też w sanktuarium maryjnym w Pompejach.

U Maryi w Pompejach

Swą podróż papież rozpoczął od modlitwy w maryjnym sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Pompejach, dokąd przyleciał z Watykanu. Przeszedł przez wypełnioną wiernymi świątynię do ołtarza, gdzie pozostał na chwilę w milczeniu. Następnie wypowiedział słowa modlitwy, powierzając Maryi trudne sprawy tego regionu, prosząc o pokój i pojednanie oraz udzielił apostolskiego błogosławieństwa.

Korupcja cuchnie

Wizytę w Neapolu Franciszek zaczął od dzielnicy peryferyjnej dzielnicy Scampia. To otoczone złą sławą blokowisko wzniesione w latach 70. XX wieku, a potem stopniowo rozbudowywane, było zasiedlane częściowo przez poszkodowanych w wyniku trzęsień ziemi. Nie brakuje tu również imigrantów. Wysokie bezrobocie wśród mieszkańców Scampii czyni z nich łatwy łup mafii, zwłaszcza handlarzy narkotyków.

Podczas spotkania z przedstawicielami różnych grup społecznych na placu Jana Pawła II, Ojciec Święty otrzymał symboliczne „klucze do miasta”. Wręczył mu je burmistrz Neapolu od burmistrza Luigi De Magistris. Otoczonego grupą kilkudziesięciorga dzieci dzieci papieża powitał arcybiskup Neapolu kard. Crescenzio Sepe, po czym głos zabrali przedstawiciele: emigrantów z Filipin, robotników i prezes sądu apelacyjnego. W swoim przemówieniu Franciszek odniósł się do wypowiedzianych przez nich słów.

Przedstawicielce imigrantów i bezdomnych, która poprosiła o słowo, które by ich zapewniło, że są dziećmi Bożymi i obywatelami, Franciszek odpowiedział, że „to słowo istnieje i nie jest ono jedynie zapisane na kartce, w książce. Jest ono wypisane w ciele, w sercu, ma oblicze i imię: Jezus”. – Jezus jest Słowem żywym, które nas zapewnia, że jesteśmy dziećmi Bożymi, dziećmi kochanymi, chcianymi, ale nie tylko, również dziećmi zbawionymi: zbawionymi od grzechu, który niszczy tę synowską więź, grzechu, który okrada nas z tej godności i nas zniewala. Jezus jest Jednorodzonym Synem, który czyni nas w pełni dziećmi naszego Ojca Niebieskiego – stwierdził Ojciec Święty. Dodał, że emigranci nie są obywatelami drugiej kategorii, bo wszyscy jesteśmy emigrantami w drodze do ojczyzny w niebie i nikt nie ma stałego miejsca zamieszkania na tej ziemi.

Papieskie przemówienie

Odpowiadając robotnikowi, papież wskazał na „negatywny znak naszych czasów”, jakim jest brak miejsc pracy dla ludzi młodych. A ktoś kto, nie może zarobić na chleb, ma poczucie utraty godności. Osobie takiej grozi też uleganie wyzyskowi, gdy musi podejmować pracę na czarno.

Odwołując się do słów prezesa sądu apelacyjnego o korupcji, Franciszek podkreślił, że „«dobra polityka» to służba osobom, którą realizuje się przede wszystkim na poziomie lokalnym, gdzie ciężar uchybień, opóźnień, prawdziwych i w pełnym tego słowa znaczeniu zaniechań jest bardziej bezpośredni i wyrządza więcej zła. Dobra polityka jest jednym z najwznioślejszych wyrazów miłosierdzia, służby i miłości”. Dodał, że „korupcja cuchnie” jak rozkładające się zwłoki zwierzęcia, zaś Ewangelia jest jedyną siłą, która może naprawdę zmienić społeczeństwo.

Przestępcy, nawróćcie się!

Na placu Plebiscytu w centrum Neapolu Ojciec Święty odprawił Mszę św., która była głównym punktem jego pobytu. W homilii przekonywał, że Ewangelia uczy, iż „prawdziwie błogosławionymi są ubodzy w duchu, ludzie nie uciekający się do przemocy, cisi, ludzie, którzy wprowadzają pokój i sprawiedliwość. To jest siła, która zmienia świat!”.

Wezwał mieszkańców Neapolu, by nie poddawali się „pokusie łatwych pieniędzy lub nieuczciwych zysków”. – Stanowczo reagujcie na organizacje, które wykorzystują i korumpują młodych, biednych i słabych, poprzez cyniczny handel narkotykami oraz inne przestępstwa. Niech korupcja i przestępczość nie oszpecają oblicza tego pięknego miasta i radości waszego neapolitańskiego serca! Przestępcom i wszystkim ich wspólnikom dziś pokornie jako brat powtarzam: nawróćcie się na miłość i sprawiedliwość! Pozwólcie, by odnalazło was Boże miłosierdzie! Dzięki łasce Boga, który wszystko i zawsze przebacza, można powrócić do uczciwego życia. Proszą was o to także łzy matek Neapolu, zmieszane z łzami Maryi, niebieskiej Matki (…). Niech te łzy zwyciężą zatwardziałość serc i zaprowadzą wszystkich z powrotem na drogę dobra – wołał papież.

Papieska homilia

– Dziś nadszedł czas wyzwolenia Neapolu: to jest moje życzenie i moja modlitwa za to miasto, które ma w sobie tak wielki potencjał duchowości, potencjał kulturowy i ludzki, a przede wszystkim wielką zdolność do miłości. Władze, instytucje, różne instytucje społeczne i obywatelskie, wszyscy razem, zgodnie mogą budować lepszą przyszłość – stwierdził Franciszek. Zapewnił, że „Bóg żyje w Neapolu”.

Pod koniec Mszy papieża pozdrowił arcybiskup Neapolu, kard. Crescenzio Sepe. Mówiąc o licznych problemach mieszkańców miasta, zapewnił, że nawet mafia (camorra) nie zdoła odebrać im nadziei.

Spotkanie z więźniami

Z placu Plebiscytu Ojciec Święty odjechał do więzienia w dzielnicy Poggioreale, noszącego imię jednej z ofiar mafii (Giuseppe Salvia). Na placu przed więziennym kościołem witał się z osadzonymi, zaś w świątyni zjadł obiad z grupą ich przedstawicieli i wręczył im przygotowane na tę okazję przemówienie.

Przyznał, że „czasami czujemy się rozczarowani, zniechęceni, opuszczeni przez wszystkich”. – Ale Bóg nie zapomina o swoich dzieciach, nigdy ich nie porzuca! On jest zawsze przy nas, szczególnie w chwilach próby; jest Ojcem „bogatym w miłosierdzie”, który zawsze kieruje ku nam swoje spojrzenie pogodne i życzliwe, zawsze na nas czeka z otwartymi ramionami. Jest to pewność, która rozbudza pociechę i nadzieję, zwłaszcza w chwilach trudnych i smutnych – zaznaczył Franciszek.

Papieskie przemówienie

– Mimo, że pobłądziliśmy w życiu, Pan niestrudzenie pokazuje nam drogę powrotu i spotkania z Nim. Miłość Jezusa do każdego z nas jest źródłem pociechy i nadziei. Jest to dla nas pewność fundamentalna: nic nas nie może odłączyć od miłości Boga! Nawet kraty więzienia. Jedyna rzecz, która nas może od Niego oddzielić to nasz grzech. Ale jeśli go uznamy i wyznamy ze szczerą skruchą, to właśnie ten grzech staje się miejscem spotkania Go, ponieważ On jest miłosierdziem – podkreślił Ojciec Święty.

Wyraził przekonanie, że miłość może zawsze zmienić człowieka. – Wówczas miejsce odosobnienia, jakim może być więzienie w sensie negatywnym, może się stać miejscem integracji i bodźcem dla całego społeczeństwa, aby było bardziej sprawiedliwe, bardziej wrażliwe na osobę – wyjaśnił papież.

Cud św. Januarego

W katedrze Franciszek uczcił relikwie św. Januarego – patrona Neapolu. Ojciec Święty spotkał się z duchowieństwem, osobami konsekrowanymi, stałymi diakonami i seminarzystami.

Wchodzącego do świątyni papieża powitały oklaski i śpiew pieśni „Tu sei Pietro” (Ty jesteś Piotr). Krótko przemówili wikariusze biskupi ds. duchowieństwa i ds. życia konsekrowanego. Ojciec Święty powiedział, że przygotował przemówienie, ale „przemówienia są nudne”, więc wręczył je tylko arcybiskupowi Neapolu, kard. Crescenzio Sepe do publikacji, a sam postanowił podzielić się kilkoma refleksjami, którzy przyszły mu na myśl podczas pobytu w Neapolu.

Papieskie przemówienie

Wskazał, że życie kapłańskie i zakonne to pójście za Chrystusem, które nie zna emerytury. Jezus musi być w centrum tego życia, a charakteryzować je ma duch ubóstwa, braterstwa i radości. Papież zalecił zgromadzonym adorację Boga, miłość do Kościoła i wynikającą z niej gorliwość apostolską.


Po modlitwie „Ojcze nasz”, Franciszkowi podano ampułkę z krwią św. Januarego, którą papież ucałował i udzielił nią błogosławieństwa. Krew św. Januarego w ampułce w połowie się rozpuściła. Ojciec Święty skomentował to słowami, że musimy się bardziej nawracać, bo tylko w połowie św. January jest z nas zadowolony.

Św. January był biskupem Benewentu – miasta położonego ok. 70 km na wschód od Neapolu. W okresie wielkich prześladowań chrześcijan za rządów cesarza Dioklecjana poniósł śmierć męczeńską w 305 r. Jego relikwie pod koniec XV wieku trafiły do katedry w Neapolu. Ale już wcześniej datuje się tzw. cud św. Januarego, gdy jego krew przechowywana w ampułce zaczyna się burzyć, staje się płynna i pulsuje, jak gdyby została świeżo rozlana. Chociaż zjawisko było wielokrotnie badane, do dzisiaj nie wiadomo, co jest jego przyczyną. Cud następuje zwykle kilka razy w roku, przede wszystkim we wspomnienie liturgiczne świętego, 19 września.

Humanizacja medycyny

Jakże konieczna jest humanizacja medycyny i ile korzyści może ona przynieść tam, gdzie uda się nią żyć, wszystkim chorym i ich rodzinom! – powiedział papież Franciszek podczas spotkania z chorymi w bazylice pw. Jezusa (del Gesù Nuovo) w Neapolu.

Wskazał, że „osoby, które w większym stopniu przeżywają jakąś słabość są pierwszymi adresatami Dobrej Nowiny o królestwie Bożym”. – Jest to oczywiste, kiedy czytamy Ewangelię i powinno być też oczywiste w życiu Kościoła. To prawda, Pan Jezus w każdym okresie dziejów jest nieustannie blisko chorych poprzez wielu swoich uczniów – zaznaczył Ojciec Święty.

Papieskie przemówienie

Nawiązał do faktu, że w tej bazylice spoczywa święty lekarz: Józef Moscati, który „zawsze pamiętał on o słowach Jezusa, który mówi: «Byłem chory, a odwiedziliście Mnie». Potrafił dostrzec samego Chrystusa w chorych, którzy do niego się zwracali. Potrafił w stojącej przed nim osobie widzieć nie tylko ciało potrzebujące opieki, ale przede wszystkim osobę pragnącą pomocy i pociechy”.

– Wy, tu obecni dobrze wiecie, jak bardzo ważne jest aby lekarze mieli tę wrażliwość, o jakiej zaświadczył św. Józef Moscati w kontaktach z chorymi i cierpiącymi! Jakże konieczna jest humanizacja medycyny i ile korzyści może ona przynieść tam, gdzie uda się nią żyć, wszystkim chorym i ich rodzinom! – mówił papież.

Podkreślając „zaangażowanie Kościoła tutaj w Neapolu, który podobnie jak święty doktor Moscati, idzie na ulice, wśród zaułków, między ludzi cierpiących, aby uświadomić, że Jezus jest blisko, że pochyla się nad ranami, opatruje je i leczy jak Miłosierny Samarytanin, stawiając na nogi”, Franciszek zachęcił „kontynuowania tej pracy, będącej dziełem miłosierdzia”. – Miłosierdzie zaczyna się od serca i wyraża się w postawach bliskości i gestach konkretnej pomocy, jak zawsze uczy przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Jeśli jest w nas trochę tego współczucia, jakie odczuwał Jezus, to także i my możemy również stawać się bliźnimi naszych braci i leczyć ich rany, fizyczne i duchowe – stwierdził Ojciec Święty.

Przekonywał, że „także osoba chora, dotknięta łaską Pana Jezusa Miłosiernego Samarytanina, nie zamyka się w sobie, ale udaje się jej z kolei stać się bliską, pomóc innej osobie, której jest może trudniej, znajdującej się w bardziej beznadziejnej sytuacji”. – On sprawia, że jesteśmy zdolni żyć miłością Boga i bliźniego, także w smutku, w chorobie i cierpieniu. Miłość może wszystko przemienić. A jakże jest ważna, jak bardzo konieczna dla ludu Bożego jest modlitwa chorych! Ma ona wielką moc. Módlcie się za potrzeby ludzi, módlcie się o pokój, módlcie się za Kościół… – wezwał papież.

Na zakończenie odmówił z chorymi modlitwę „Zdrowaś Maryjo”.

Miłość receptą na długie życie

Gromkim: „Dobry wieczór, Franciszku” powitało papieża 100 tys. młodych mieszkańców Neapolu na promenadzie Lungomare Caracciolo nad Zatoką Neapolitańską. Franciszek nie wygłosił przygotowanego przemówienia, lecz improwizując, odpowiadał na pytania przedstawicieli ludzi młodych, starszych i rodzin. Obok Ojca Świętego siedziała para narzeczonych i para ludzi starszych.

Papież wskazał, że Bóg mówi do nas słowami, czynami i milczeniem. Na krzyżu to milczenie Jezus odbierał wręcz jako opuszczenie przez Boga. Do Jego milczenia, np. wobec cierpienia dzieci, możemy się tylko przybliżyć, wpatrując się w krzyż Chrystusa.

Odpowiadając 95-letniej kobiecie, najpierw poprosił o krzesło dla niej, a później zauważył, że świetnie ona znosi swój wiek i zażartował, że jeśli ona ma 95 lat, to on jest Napoleonem. Mówił o tym, że w dzisiejszym społeczeństwie wyrzuca się to, co niepotrzebne. Za niepotrzebne uznaje się dzieci, czułością obdarzając raczej koty i psy. Niepotrzebni są ludzie starzy, bo powodują problemy, więc zostawia się ich samym sobie, by umarli. Tymczasem miłość, bliskość, czułość to najlepsze lekarstwo, dzięki któremu można długo żyć.

Wezwał zebranych do przeprowadzenia rachunku sumienia z czwartego przykazania Bożego: „Czcij ojca swego i matkę swoją”. – Czy jesteście blisko swych starych rodziców? Czy odwiedzacie ich w domach starców? Czy tracicie dla nich czas? Czy mówicie im, że ich kochacie? – pytał Franciszek, dodając, że wszyscy potrzebują miłości, z biegiem lat coraz bardziej.

Mówiąc o kryzysie rodziny, zauważył, że przejawia się on nie tylko w tym, że ludzie młodzi wolą żyć ze sobą bez ślubu i żadnych zobowiązań, ale także w tym, że zawiera się małżeństwo nie dla przyjęcia sakramentu, ale z powodów społecznych. Czy w tej sytuacji trzy konferencje wystarczą, by zachęcić do małżeństwa? – zastanawiał się Ojciec Święty. Wskazał, że nie jest to kwestia kursu typu: „jak zawrzeć małżeństwo w osiem lekcji”. Przygotowanie do małżeństwa zaczyna się już w domu rodzinnym i trwa w narzeczeństwie. Tylko że obecnie narzeczeństwo często jest w praktyce wolnym związkiem. Tymczasem dobre narzeczeństwo dojrzewa jak owoc do małżeństwa – zauważył papież.

Wskazał, że rodzinie szkodzą też „ideologiczne kolonizacje”, w tym „błąd”, jakim jest teoria gender, powodująca wiele zamieszania.

Franciszek przyznał, że nie ma recepty na zaradzenie kryzysowi rodziny i wyraził radość, że „Pan zainspirował” Synod Biskupów na ten temat. Wskazał jedynie na olbrzymią rolę modlitwy oraz świadectwa miłości. Przestrzegł, że w małżeństwie zawsze będą konflikty, ale nie wolno kończyć dnia bez pojednania. Zauważył, że w małżeństwie liczy się nie „ja”, lecz „my” – a wtedy radość we dwoje jest potrójna, zaś ból mniejszy o połowę.

Na zakończenie papież przypomniał, że osoby starsze są jak dobre wino, kiedy się starzeje. Młodzi mają siłę, a starsi pamięć i mądrość. Naród, który nie troszczy się o młodych, zostawiając ich bez pracy, bezrobotnych i nie troszczy się o osoby starsze, nie ma przyszłości. Dlatego jeśli chcemy, aby naród miał przyszłość, musimy się troszczyć o młodych szukając dla ich pracy, dróg wyjścia z obecnego kryzysu, dając im wartości, edukację, a także troszczyć się o starszych, którzy przekazują życiową mądrość – zaznaczył Ojciec Święty.

Na zakończenie papież odmówił ze zgromadzonymi modlitwę „Ojcze nasz” i udzielił błogosławieństwa po czym odjechał do helikoptera, którym odleciał do Watykanu.

 

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.