Drukuj Powrót do artykułu

Penderecki na KUL: artysta musi dawać świadectwo

29 marca 2020 | 18:56 | tk | Lublin Ⓒ Ⓟ

Artysta nie może stać z boku, lecz musi dawać świadectwo i opowiedzieć się po określonej stronie wartości – mówił Krzysztof Penderecki z okazji przyznania mu doktoratu honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W wykładzie pt. “Humanistyczny wymiar muzyki” wybitny kompozytor podkreślał znaczenie duchowości w swoich działaniach artystycznych. Krzysztof Penderecki zmarł dziś w Krakowie z wieku 86 lat. Przypominamy wykład wygłoszony 14 października 2016 r.:

HUMANISTYCZNY WYMIAR MUZYKI

W życiu każdego człowieka są momenty znaczące – takie, które zmieniają bieg drogi, po której się stąpa, które odmieniają postawę wobec świata i które przynoszą nurtujące znaki zapytania. O sens życia i twórczości. O piękno i prawdę. O miejsce na ziemi. Często mówiłem, że z sentymentem wracam do Pasji według św. Łukasza, skomponowanej półwiecze temu – dla mnie była ona punktem zwrotnym w twórczości, którą uprawiam, jak drzewa w parku w Lusławicach. Bo utwór muzyczny jest jak drzewo: soki czerpie z różnych źródeł inspiracji – jednak to, co przychodzi z zewnątrz, musi zostać wchłonięte przez osobowość indywidualną, przez wnętrze. A do tego potrzebna jest scalająca siła przeżycia. Bez przeżycia nie ma prawdziwej twórczości. I nie ma prawdziwej, intensywnej emocjonalnie muzyki. A nic nie może też zastąpić muzyki słuchanej na żywo, w doświadczeniu bezpośrednim.

Pasja według św. Łukasza stała się dla mnie takim drzewem nowym. Czy zdradziłem nią ideały muzycznej awangardy, jak pisano? Nie, to nie była zdrada. Zdrada jest wówczas, kiedy idzie się przeciw sobie, wbrew obranym ideałom. A ja postępowałem w zgodzie z samym sobą. Choć pod prąd sztuce awangardy, którą kiedyś wyznawałem. Awangardowość dawała mi wcześniej iluzję uniwersalizmu. Światy muzyczne takich awangardowych twórców, jak Stockhausen, Nono, Boulez czy Cage, były dla nas, wówczas młodych, krępowanych obowiązującą wtedy w Polsce, odgórnie narzuconą doktryną socrealizmu (z jej nieznośnym nakazem: „muzyka narodowa w formie, socjalistyczna w treści”) wyzwoleniem z pęt ideologii, zniewalającej umysł. Szybko jednak zorientowałem się, że w tym nowatorstwie, które sprowadzało się głównie do eksperymentów z językiem dźwiękowym i spekulacji formalnych, więcej jest destrukcji niż budowania muzyki od nowa. Poczułem, że ten awangardowy prometejski ton to tylko utopia. Budowanie świata człowieka – człowieka pełnego: oto mój cel. Nie można budować bez fundamentów, w całkowitej izolacji od tego, co było.

Mierząc się z tradycją wielkiego muzyka, uczonego i teologa Jana Sebastiana Bacha, podejmując temat pasji, chciałem przedstawić nie tylko dramat Jezusa Chrystusa, ale tragedie dwudziestowiecznych kataklizmów. W moim odczuciu artysta nie może bowiem stać obok wydarzeń toczących się tu i teraz, musi znaleźć się w samym ich centrum. I dać w sztuce świadectwo, opowiedzieć się po określonej stronie wartości, wyrazić intensywne emocje, poruszające słuchacza i dające mu do myślenia.

Współczesny człowiek z pewnością zadaje sobie pytanie: Czym jest sztuka? Czemu ma służyć? Jak określić jej ideały i cel? Friedrich Schlegel pisał, że artystą jest ten, kto kształci własny umysł – rozwinę tę myśl i dodam: i ten, kto poszukuje. Lubię używać metafory labiryntu: sensem twórczości jest dla mnie poszukiwanie – przede wszystkim poszukiwanie drogi, w gąszczu różnych dróg-możliwości. I staje się ono ważniejsze od znalezienia celu. Szukając „wyjścia”, rozwijamy i poszerzamy wyobraźnię, dynamizujemy samych siebie – od wewnątrz. Sztuka nie znosi stagnacji, a imperatyw poszukiwania łączy się integralnie z imperatywem wędrówki. Wędrując poprzez różne krajobrazy, style i języki dźwiękowe, nie można utracić z pola widzenia znaku najważniejszego – duchowości. Tylko błądzenie czy droga okrężna prowadzą do spełnienia. Dlatego refrenicznie „krążę” wokół pewnych motywów czy tematów: Tren i Polskie Requiem, claritas w Kwartecie klarnetowym, taniec śmierci w Czarnej Masce, ale i wyznanie wiary w Credo, zaduma nad przemijaniem w VIII Symfonii i w cyklu Powiało na mnie morze snów. Pieśni zadumy i nostalgii.

Już Adorno zwracał uwagę na niebezpieczeństwo „odduchowienia ducha przez naukę”. A przecież humanistyka – i to w jej nurt wpisuje się kultura dźwięków – jest nauką o duchu. Nie wolno więc pozbawiać muzyki immanentnych jej wartości duchowych. Nie wolno sprowadzać muzyki jedynie do rozrywki czy gry. Muzyka winna nieść z sobą przesłanie – przesłanie ważne dla współczesnego, często zagubionego człowieka. Także: rozbudzać jego wyobraźnię, podsycać apetyt na konstruowanie – w aktywnym i kompetentnym słuchaniu – znaczeń. Tak właśnie rozumiem muzykę: jako mowę dźwięków. Mowę dramatyczną i liryczną jak w II Koncercie skrzypcowym „Metamorfozy”.

Chętnie sięgam w swoich utworach po tekst słowny – nacechowany znaczeniowo. Semantyka słowa jest mi potrzebna, aby dookreślić sens czysto dźwiękowy. Doświadczenie dzieła sztuki, jak pisał Hans-Georg Gadamer, to przecież również doświadczenie jego sensu: dzieło bowiem odkrywa przed odbiorcą coś, co do tej pory było zakryte. A takie doświadczenie może zmienić życie człowieka. Długo wybieram teksty – to trudny proces poszukiwania, po wielu źródłach, odpowiednich wierszy, strof czy wersów. Tak było, przykładowo, w VIII Symfonii „Pieśni Przemijania” czy w Pieśniach zadumy i nostalgii. Stawałem przed wyborem i scaleniem odrębnych wycinków, aby stworzyły koherentną całość – całość sensowną. Tak zestrojony tekst poetycki stał się swego rodzaju kanwą całego utworu: „siatką”, na której nabudowywałem dźwięki. Myślenie dramaturgią z lotu ptaka jest dla mnie kluczowe w projektowaniu utworu. Najpierw z reguły szkicuję kompozycję, planując jej ogólny zarys formy. Powtarzam, że ma to coś w sobie z projektowania ogrodu – tworzenia, z drzew, krzewów i kwiatów, jego „partytury”. Muzyka może być takim czarownym czy tajemniczym ogrodem. Wymagającym pielęgnowania i odnawiania.

Zawsze uważałem, że sztuką dla artysty jest być po prostu sobą, w zgodzie z „ja”, uformowanym w przestrzeni Natury i Kultury, w Tradycji i w otwarciu na wezwania Współczesności. Nie wolno kopiować innych – inspiracja nie może oznaczać repliki czegoś, co już zaistniało. Twórca musi odciskać swoje autorskie piętno. I mimo że próbowano wieszczyć śmierć autora, nadal jego postać ma w twórczości znaczenie kluczowe. Bezsensowne okazało się odcinanie od dzieła jego twórcy: można przecież dźwiękami, jak twierdzili romantycy, pisać swoją biografię.

Pozostanie sobą nie musi oznaczać „kolizji” z tradycją – tradycja nie jest sztywną krępującą „skorupą”, lecz zbiorem wartości i pryncypiów. Przypominają mi się w tym miejscu słowa Zbigniewa Herberta kierowane do artystów plastyków: poeta przestrzegał młodych ludzi, aby najpierw byli rzetelni, a dopiero potem nowocześni. Rzetelność, warsztat, pewność artystycznej ręki, kompetencja – są wpisane w kanon tradycji. I tego można nauczyć młode pokolenie: świadomego rzemiosła, umiejętności tworzenia, dbałości o zasady i reguły postępowania, które jednocześnie nie krzywdzą osobowości. Życie człowieka jest ciągłym kształceniem, które nie ma kadencji, interpunkcyjnej kropki czy zakończenia – ma formą otwartą. A muzyka, jestem o tym głęboko przekonany, stanowi najlepsze narzędzie formowania życia. W epoce romantyzmu przyznano jej moc najwyższą, zaznaczając, że ma za przedmiot – nieskończoność.

Hegel rozumiał tradycję jako proces czy samo życie. Podkreślał też, że treścią tradycji jest wszystko to, co wytwarza świat duchowy, a duch nie zatrzymuje się przecież w bezruchu, nie pogrąża w obojętnym i statycznym spoczynku. przyswajając tradycję, czynimy z niej coś bardzo własnego, a to, co przejmowane z kulturowego dziedzictwa, zostaje przez nas odmienione czy zmienione.

Według Karla Jaspersa nie ma egzystencji bez transcendencji: być człowiekiem oznacza bycie w harmonii z bytem, w którym istniejemy. Mogę tę myśl odnieść do muzyki i zadać ważne w mym odczuciu pytanie: czy kultura dźwięków może istnieć bez kierowania się ku wartościom transcendentnym? Z niepokojem obserwuję wyniesienie ponad kulturę wysoką kultury popularnej, medialnej, często sprowadzanej nie tyle do prostoty, co do niebezpiecznego prymitywizmu. Nie mam nic przeciwko dobrej kulturze, nieważne, czy jest po stronie tak zwanej poważnej czy rozrywkowej. Kiedyś, w epoce Wolfganga Amadeusza Mozarta (przypomnę, że w tym roku świętujemy 260 rocznicę urodzin i 225 rocznicę śmierci autora Don Giovanniego i Requiem) ten sam kompozytor pisał „wysoką” symfonię i „niską” serenadę, przeznaczoną do ogrodu i biesiadowania przy stole. Oba utwory – to niekwestionowane arcydzieła: na przykład Symfonia „Jowiszowa” i Gran Partita. Teraz to chyba niemożliwe… Walka o wysoką kulturę muzyczną to walka o wartości.

Polski Papież, Jan Paweł II, w znaczącym dla kultury tekście – w Liście do artystów (1999), pisząc o potrzebie Piękna, apelował o to, aby odkryć na nowo głęboki wymiar duchowy i religijny sztuki. Zaznaczał przy tym, że „Piękno jest kluczem tajemnicy i wezwaniem transcendencji. Zachęca człowieka, aby poznał smak życia i umiał marzyć o przyszłości. Dlatego piękno rzeczy stworzonych nie może przynieść mu zaspokojenia i budzi ową utajoną tęsknotę za Bogiem, którą święty Augustyn, rozmiłowany w pięknie, umiał wyrazić w niezrównanych słowach: «Późno Cię umiłowałem, Piękności tak dawna a tak nowa, późno Cię umiłowałem»” (16). Niektórzy próbowali sprowadzić Piękno do zmysłowych przyjemności czy estetycznego zadowolenia. Ale może być przecież i Piękno trudne, takie, które nie poddaje się definicjom oczywistym i prostym. Piękno Bachowskiej fugi, doskonałej w uczonej konstrukcji; piękno dynamicznej Piątej symfonii Beethovena z niepokojącym motywem losu, ale i skomplikowane piękno jego późnych dysonujących kwartetów smyczkowych, wykraczających poza kanon sztuki oświeceniowej; piękno secesyjnych symfonii Mahlera z ich wydłużonym czasem miłosnego Adagietta czy wplataniem w tkankę dźwiękową marszy i popularnych semickich motywów; wzniosłe piękno poruszającej III Symfonii „Pieśni żałosnych” mego zmarłego Przyjaciela – Henryka Mikołaja Góreckiego.

Istnienie muzyki, tak jak humanistyki, jest we współczesnym świecie niezbędne. Tym, co pomóc może w kryzysie sensu, który dotyka człowieka współczesnego w kontekście nadmiernej technicyzacji, komputeryzacji i materializacji jego życia, jest z pewnością idea wspólnoty. A muzyka jednoczy. Może też służyć budowaniu wspólnoty słuchających i współodczuwających. W tym jej nieprzemijająca siła. Siła oddziaływania – estetycznego i etycznego – na człowieka. Także jako katharsis.

*

Jest dla mnie zaszczytem otrzymanie tytułu doktora honoris causa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II. Od początków istnienia Uczelni zadaniem jej środowiska stało się służenie Bogu i Ojczyźnie – Deo et Patriae. Kiedy na wieść o śmierci Papieża Polaka zacząłem pisać Chaconnę, która stała się integralną częścią Polskiego Requiem, wiedziałem, był to wewnętrzny imperatyw, że tak muszę zrobić. Złożyć hołd i dać świadectwo postawy. W mowie dźwięków, która, będąc językiem uniwersalnym, przemówić może do każdego, kto wrażliwy jest na jej przesłanie. Przesłanie Dobra, Prawdy i Piękna.

Krzysztof Penderecki

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.