Drukuj Powrót do artykułu

Po pokazie prasowym “Katynia”: wzruszenie i niedosyt

12 września 2007 | 12:10 | im, rb//mam Ⓒ Ⓟ

Wzruszenie, ale i niedosyt – takimi wrażeniami dzielili się pierwsi widzowie “Katynia” w reżyserii Andrzeja Wajdy, 12 września w Warszawie. Na specjalny pokaz prasowy przybyli twórcy filmu, aktorzy oraz przedstawiciele Rodzin Katyńskich i stowarzyszenia “Memoriał” z Moskwy.

Film Wajdy jest pierwszą próbą artystycznego podejścia do trudnego historycznego tematu zbrodni katyńskiej. Reżyser wykorzystał scenariusz Andrzeja Mularczyka, znanego m.in. dzięki serialowi “Dom”. Pisarz stworzył na kanwie scenariusza książkę pt. “Post mortem”.

Premierę “Katynia” zaplanowano na 17 września – w dniu 68. rocznicy ataku ZSRR na Polskę – w Teatrze Wielkim w Warszawie. Data ta nie została wybrana przypadkowo, film rozpoczyna się bowiem od sceny na moście – z jednej strony biegną ludzie, którzy uciekają przed niemieckimi żołnierzami, z drugiej ci, którzy próbują uciec przed sowieckimi.

Wśród uciekających są Anna, żona polskiego oficera i Róża, żona generała. To one są jednymi z głównych postaci kobiecych tego filmu. Wajda bowiem pokazuje nie tylko dramat pomordowanych, lecz przede wszystkim los ich bliskich – żon, matek, sióstr. To kobiety czekają w bólu i niepewności na wieści o krewnych, a potem odważnie walczą o prawdę katyńską, nawet za cenę utraty wolności i życia. “Katyń” jest przede wszystkim filmem o żyjących, dla których rok 1945 nie był datą końca wojny. Dla nich walka nadal trwa, upragniona wolna Polska nie ziściła się jeszcze.

Poprzez szereg epizodów Wajda pokazuje, jak z powojenną rzeczywistością radzili sobie ludzie dotknięci zbrodnią katyńską – jedni dostosowując się do nowych warunków i próbujący zbudować namiastkę normalności nawet za cenę akceptowania kłamstwa i zniewolenia, inni buntując się i ponosząc za to najwyższą cenę. Najciekawsza jest postać porucznika Jerzego – który ocalał z obozu w Kozielsku i po wojnie stara się żyć w nowej rzeczywistości, ukrywając prawdę o Katyniu. Okazuje się jednak, że nie można pogodzić życia w kłamstwie z pragnieniem tworzenia lepszej przyszłości.

Scena finałowa – mordu na polskich oficerach – pokazana jest z perspektywy jednego z zamordowanych oficerów. To on – pisząc dziennik, relacjonuje ostatnie godziny życia tych, których w bestialski sposób pomordowano. Zapiski, które trafiają do jego żony już po wojnie, są dla niej ostatecznym dowodem na to, że mąż nie wróci.

Po pokazie, na konferencji prasowej reżyser dziękował artystom, z którymi współpracował oraz samym dziennikarzom, za umożliwienie tworzenia filmu bez specjalnych nacisków. Przyznał, że zwlekał ze zrobieniem tego filmu, który powinien powstać wcześniej, jednak czekał na odpowiedni scenariusz, chciał też umieścić w filmie jak najwięcej prawdziwych elementów.

Na pokazie obecni byli członkowie stowarzyszenia “Memoriał” z Moskwy, które jako nieliczne spośród rosyjskich instytucji domaga się od władz wyjaśnienia prawdy o zbrodni katyńskiej. W Moskwie ma się także odbyć pokaz filmu. – Za wcześnie mówić o spodziewanych reakcjach Rosjan, ale wiem, że możemy liczyć tam na grono przyjaciół – powiedział Andrzej Wajda. Podkreślił, że pozytywna postać sowieckiego oficera, który pomaga żonie oficera polskiego w ucieczce przed wywózką na Sybir, jest wzorowana na prawdziwej osobie. Pamięć o tym oficerze zachowała się w dziennikach osób, którym pomógł.

Obecny na konferencji odtwórca tej roli, Siergiej Garmasz, wyraził nadzieję, że film posłuży zbliżeniu narodów, a nie będzie przedmiotem sporu. Pytany o reakcję jego znajomych Rosjan na wieść, że będzie grał w filmie o zbrodni katyńskiej, odpowiedział, że jego znajomi wiedzą, iż praca dla Andrzeja Wajdy to zaszczyt. – Jestem bardzo wdzięczny za zaproszenie do pracy przy tym filmie – podkreślił. – Myślę, że probierzem tego, jaki jest ten film, była minuta ciszy, jaka zapadła po zakończeniu projekcji tu na sali – dodał aktor.

Po konferencji aktorzy dzielili się swoimi wrażeniami i wspomnieniami z planu filmowego. Jedną z postaci – rolę Anny, czekającej na powrót męża, oficera zamordowanego w Katyniu- zagrała Maja Ostaszewska. W rozmowie z dziennikarzami mówiła o poczuciu wielkiej odpowiedzialności, jaka na niej ciążyła. – Wiedziałam, że ta postać jest jakoś szczególnie bliska panu Andrzejowi Wajdzie i wiem, że jest wiele rodzin katyńskich, wiele kobiet-córek pomordowanych oficerów, które mogą utożsamiać się z tą postacią – powiedziała aktorka. Ona sama ma rodzinne powiązania z Katyniem – jej pradziadek zginął w lesie katyńskim. – Moja prababcia także długo nie mogła pogodzić się z informacją o śmierci męża – powiedziała, dodając, że propozycja zagrania Anny, była dla niej wielkim zaszczytem.

Wspominała też przygotowaniach do roli: – Codziennie omawialiśmy poszczególne sceny, ale mówiliśmy też o historycznych wydarzeniach, oglądaliśmy materiały propagandowe – niemieckie i sowieckie – przeglądaliśmy dokumenty, czytaliśmy dzienniki oficerów, by wiedzieć co i dlaczego chcemy opowiedzieć w tym filmie.

Władysław Kowalski – grający rolę profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego, Jana, który został aresztowany i wywieziony do niemieckiego obozu – po projekcji filmu wyznał, że jest wstrząśnięty. – Myślę, że to film o stosunkach między ludźmi, o tym do czego może prowadzić brak porozumienia, do czego zdolny jest człowiek – powiedział. Jego zdaniem, ten film musiał powstać i nikt nie będzie mógł zostać wobec niego obojętnym.

Magdalena Cielecka – na ekranie siostra zamordowanego oficera, uczestniczka Powstania Warszawskiego, za próbę rozpowszechniania prawdy katańskiej aresztowana przez Urząd Bezpieczeństwa – w rozmowie z dziennikarzami mówiła, że reżyserowi zależało na tym, by ta postać była mniej romantyczna od pozostałych postaci kobiecych. Miała to być osoba najbardziej radykalna, krnąbrna i kontrowersyjna, i tak starała się ją zagrać.

Z kolei Artur Żmijewski – grający jednego z zamordowanych oficerów o imieniu Andrzej – przyznał, że największą tremę miał przed zagraniem końcowych scen, kiedy miał wypowiedzieć ostatnie zapisane słowa oficera idącego na śmierć. – Ten temat wymagał niezwykłej delikatności i balansowania, by tekst nie wypadł banalnie ani ze zbytnim patosem – tłumaczył aktor. Wspominał też, że niezatarte wrażenie pozostawił dzień kręcenia końcowej sceny, w której polscy oficerowie są mordowani. – Podchodząc do otwartych grobów, w których układano manekiny, my, aktorzy poczuliśmy się tak, jak widzowie oglądający tą scenę – stwierdził Żmijewski.

O kręceniu tej sceny mówił w rozmowie z KAI Paweł Edelman, operator kamery. – Nie chcieliśmy tego realizować w czarno-białych barwach. Nie chcieliśmy udawać, że to jest film archiwalny – powiedział, podkreślając, że inspiracje do tego, jak kręcić poszczególne sceny czerpał od kilku osób. – W filmie trudno jest powiedzieć dokładnie czyj jest konkretny pomysł, wykorzystuje się sugestie wielu – tłumaczył. Dodał, że praca z Andrzejem Wajdą to przywilej, bo jest to reżyser, który wie do czego zmierza i potrafi korzystać z talentu innych.

Pod dużym wrażeniem finałowej sceny mordu jest krytyk filmowy Anita Piotrowska, publikująca w “Tygodniku Powszechnym”. – Film właściwie ogląda się dla tej jednej sceny – stwierdziła. Jej zdaniem, wartość tego filmu, to wartość dokumentalna. – Cała historia fabularna nie była dla mnie tak przejmująca, jak ta finałowa rekonstrukcja zbrodni – powiedziała. Piotrowska uważa jednak, że film jest dość anachroniczny i może być dla młodego pokolenia zbyt “staroświecki”. – Trudno jest się utożsamić z postaciami, bo są jedynie ikonami, nosicielami swoich racji – uważa publicystka.

Ks. Andrzej Luter, duszpasterz dziennikarzy, krytyk filmowy, uważa, że wielość bohaterów jest utrudnieniem dla widza w utożsamianiu się z którąś z postaci. Jego zdaniem, był to jednak celowy zabieg reżysera, który chciał pokazać jak po wojnie kłamstwo katyńskie wpływało na losy ludzi. Zdaniem ks. Lutra, film jest wstrząsający a Andrzej Wajda udowodnił, że nadal jest wielkim reżyserem. – Ten film wzrusza, wstrząsa sumieniami – powiedział.

Wielość postaci, z którymi widz nie ma szansy się zaprzyjaźnić to mankament filmu również dla Andrzeja Mularczyka, którego powieść posłużyła do stworzenia scenariusza do “Katynia”. Jednak uważa on, że film spełnia oczekiwania widowni, widział bowiem wiele osób, które głęboko wzruszyły się na projekcji.

Publicysta i pisarz Jerzy Sosnowski przyznał, że szedł na “Katyń” z obawami, ale rozczarował się pozytywnie. – Są w tym filmie sceny poruszające, np. ostatnia sekwencja pokazująca mord w lesie katyńskim. To jest film potrzebny i bardzo długo na niego czekaliśmy – powiedział. Jednak odczuwa pewien niedosyt. – Film został zrealizowany w 2007 roku i prawda o Katyniu nie jest już dla mnie niczym wstrząsającym – tłumaczył. – Chciałbym, by reżyser wszedł ze mną w dialog, dał komentarz do tego, co się wydarzyło w 1940 roku, a nie – poruszający – ale tylko obraz. To jest zainscenizowana wiedza na temat Katynia a to trochę za mało – zastrzegł.

Redaktor Grzegorz Polak uważa, że “Katyń” nie jest najlepszym filmem Andrzeja Wajdy, ale jest jednym z najbardziej poruszających. – Ten film jest hołdem dla ofiar mordu katyńskiego oraz dla tych, którzy walczyli o pamięć o nich – powiedział.

Na projekcji byli obecni także przedstawiciele Rodzin Katyńskich. – Dla mnie najważniejsze jest to, że film nie budzi nienawiści do oprawców – powiedziała KAI Irena Bojarska, siostra jednego z 400 ocalałych przed mordem oficerów. – Uważam, że film jest dobry, pokazuje uwikłanie ludzi w sytuacje, które są od nich niezależne i jestem pełna uznania dla reżysera i całej ekipy – dodała.

“Katyń” jest jednym z większych polskich przedsięwzięć filmowych ostatnich lat. Zgromadzono ogromny budżet: cztery miliony euro. Jak zwraca uwagę Kamil Przełęcki, kierownik produkcji, ewenementem jest zastosowanie najlepszej obróbki cyfrowej obrazu. Komputerowe ingerencje, niwelujące współczesność Krakowa sprawiły, że koszty filmu były kilkakrotnie wyższe niż w innych filmach. Zdjęcia filmowe trwały 60 dni, od października 2006 r. do połowy stycznia 2007 r. Zatrudniono setki statystów i gwiazdorską obsadę. Proces doboru aktorów trwał prawie półtora roku. W filmie zagrali m.in. Danuta Stenka, Maja Ostaszewska, Maja Komorowska, Magdalena Cielecka, Krzysztof Kolberger, Stanisława Celińska, Jan Englert, Artur Żmijewski, Paweł Małaszyński i Krzysztof Globisz.

Wejściu filmu “Katyń” do kin – 21 września – towarzyszy kampania społeczno-edukacyjna Narodowego Centrum Kultury “Pamiętam. Katyń 1940”. Patronat nad kampanią objęło Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Film będzie można obejrzeć w kinach w całym kraju, rozpowszechnionych zostanie 190 kopii.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.