Drukuj Powrót do artykułu

Polacy coraz częściej traktują spowiedź jak terapię

30 marca 2009 | 11:16 | ter,hel/ ju. Ⓒ Ⓟ

„Zamiast pokuty oczekują zrozumienia, pomocy i wsparcia. Konfesjonał staje się dziś tym, czym kiedyś była kozetka psychoanalityka” – piszą na łamach Newsweeka Maja Gawrońska i Jolanta Molińska.

Dwa miesiące temu musiałem nabyć podręcznik do ekonomii – ks. Jan Michalak z Warszawy wskazuje na półkę z książkami. Dwa tomy o giełdzie i zawiłościach funduszy inwestycyjnych stoją tuż obok Pisma Świętego. – Nie miałem wyboru. Przez kryzys parę razy zostałem w konfesjonale zarzucony tyloma specjalistycznymi terminami finansowymi, że kompletnie zbiło mnie to z tropu. A przecież muszę jakoś odpowiadać na potrzeby moich parafian – tłumaczy. Po chwili wzdycha: – Kilka lat temu dlatego przeszedłem przyspieszony kurs internetu. Chciałem lepiej zrozumieć takie pytania: „Czy ściąganie nielegalnych programów jest grzechem, mimo że w ten sposób nie okrada się nikogo konkretnego?”. Teraz odpowiadam, że to złamanie siódmego przykazania i basta. Żaden penitent nie zagnie mnie nowinkami technologicznymi – twierdzi ks. Michalak.

– Tego typu problemy i pytania coraz częściej pojawiają się podczas spowiedzi – mówi jezuita, o. Dariusz Kowalczyk. – Ludzie nie przychodzą już do konfesjonałów jedynie po to, aby wyliczać złe uczynki i bić się w pierś. Chcą rozważać z duchownym swoje codzienne dylematy. „Dylematy, które trudno dziś przełożyć na abstrakcyjnie brzmiące starotestamentowe reguły zachowania – piszą autorki tekstu. – Czy skłonności biseksualne są grzechem? Co Bóg na to, że nic czuję sensu życia? Nie sprzątam kupy po Azorze, to lenistwo czy brak troski o środowisko? – takie właśnie pytania coraz częściej słyszy polski spowiednik. I jak ma na nic reagować? Zajmująca się sprawami sumienia i spowiedzi Penitencjaria Apostolska – aby obalić stereotyp Kościoła jako instytucji pozostającej parę kroków w tyle za współczesnym światem – ogłosiła w zeszłym roku listę współczesnych grzechów ciężkich. Należą do nich manipulacje genetyczne, powodowanie biedy, nierówności i niesprawiedliwości społecznej, nieprzyzwoite bogacenie się, zażywanie narkotyków, a także zatruwanie przyrody. Ale to tylko kropla w morzu potrzeb, jakie mają wierni, którzy wciąż tłumnie, szczególnie przed Wielkanocą, ustawiają się w kolejkach do konfesjonałów”.

Z badań Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że 56 proc. Polaków spowiada się kilka razy w roku, a 11 proc. – raz na rok. Wśród nich są oczywiście tacy, którzy sakrament pokuty chcą po prostu odbębnić albo przychodzą do konfesjonału jedynie po zaświadczenie potrzebne do ślubu czy chrztu. Ostatnio jednak duchowni obserwują też drugą, coraz liczniejszą grupę. – To ludzie, którym pięciominutowe sam na sam z księdzem przed świętami nie wystarcza. Oczekują od spowiednika pogłębionej refleksji, zrozumienia, czegoś w rodzaju duchowego kierownictwa – twierdzi jezuita, o. Jacek Prusak. – A do sakramentu pokuty podchodzą trochę jak do psychoterapii, podczas której analizują swoje wybory i zachowania – dodaje o. Robert Głubisz, przeor dominikanów z Lublina. „Ta zmiana podejścia do spowiedzi stała się wielkim wyzwaniem dla księży. I wszystko wskazuje na to, że będzie im coraz trudniej, bo problemy, z którymi przychodzi do nich zwykły Polak katolik, są coraz bardziej skomplikowane” – czytamy.

Zdaniem o. Jacka Prusaka źródłem dylematów w konfesjonale jest zmiana psychologiczna., jaka zaszła we współczesnym świecie – poczucie winy zostało wyparte przez wstyd. Sumienie nie jest już głosem z wewnątrz. Zastępują go inni ludzie, za którymi cały czas się oglądamy. – Więc jeśli inni coś robią, chcemy robić to samo. Czasem nawet wtedy, gdy jest to moralnie dwuznaczne – wyjaśnia o. Prusak. Tyle że według Katechizmu Kościoła katolickiego żal i poczucie winy to warunki konieczne dla rozumienia grzechu. Bez nich pojęcie zupełnie się rozmywa. I dlatego właśnie część tematów prawie zniknęła ze współczesnej spowiedzi. – Rzadko pojawia się na przykład wymienianie imienia Pana Boga nadaremno. Po prostu mało kto dzisiaj czuje z tego powodu winę – tłumaczy jezuita, o. Wacław Oszajca.

Grzech pierwszy, czyli „Kocham pracę bardziej niż żonę i dzieci.” Jest też spora grupa penitentów, których dylematy zaczynają się właśnie wtedy, gdy się kończy praca. Czyli po godzinie 18 – czytamy. Grzech drugi: „Dociskam gaz do dechy” to m.in. łamanie przepisów i road-rage (w wolnym tłumaczeniu drogowa wściekłość), która każe nam obrzucić obelgami innego kierowcę tylko dlatego, że niechcący zajechał nam drogę. Grzech trzeci: „Wolę zakupy niż mszę”. Jak czytamy, dla spowiedników problem jeszcze większy niż brak poczucia winy u penitenta czy niepewność co do oceny moralnej jakichś czynów. Oznacza to, że nawet wierzący i praktykujący zupełnie inaczej niż Kościół interpretują katalog grzechów. I czasem mówią o tym wprost. (…) Podniesiony głos penitenta, który zamiast w pokorze wyznawać grzechy, wykłóca się o ich kwalifikację, to zjawisko coraz częstsze. – Trafiło do konfesjonałów wraz z pokoleniem dzisiejszych 20-latków – uściśla o. Dariusz Kowalczyk. Pewni siebie, przebojowi, zostali wychowani pod hasłem: „Bądź asertywny” powtarzanym jak mantra najpierw przez rodziców posyłających dziecko do szkoły, a potem przez szefa w pracy. I siłą rozpędu stosują je także w relacji ze spowiednikiem.

„W natłoku nowych problemów, z którymi do konfesjonału przychodzą wierni, sami duchowni zaczęli zachowywać się jak pracownicy skarbówki” – co urzędnik, to inna interpretacja przepisu. A wierni skwapliwie korzystają z tego braku jednomyślności w ocenie grzechów. Lotem błyskawicy między młodymi warszawiankami rozchodzi się wieść, który spowiednik w kościele św. Anny daje rozgrzeszenie mimo stosowania tabletek antykoncepcyjnych, a do którego konfesjonału w tej sprawie nawet nie ma po co zaglądać. (…) Jeszcze poważniejsze rozbieżności panują w sprawach mniej popularnych, ale przecież coraz częściej spotykanych. Dziś do konfesjonałów trafiają na przykład kobiety z wątpliwościami: czy wstrzykiwanie sobie botoksu w czoło, wypełnianie zmarszczek kolagenem albo wszczepianie implantów w piersi można potraktować jako grzech” – piszą dziennikarki. – „Kościół nic jest w stanic nadążyć za interpretacją każdego nowego wyzwania, które niesie współczesność, bo zawsze jest kilka kroków z tyłu za rozwojem nauki i techniki. Prawdopodobnie więc już nigdy nie da wiernemu prostej odpowiedzi na pytanie o to, co jest złe, a co dobre. Zamiast ciągle aktualizować watykańską listę grzechów, będzie mógł tylko zachęcić do tego, żeby każdy wierny znalazł życiowego przewodnika. Duchownego, który go zrozumie, a w razie wątpliwości podpowie rozwiązanie i dostosuje do niego pokutę”. W wielu kościołach wierni mogą też wybrać stałego spowiednika albo skorzystać z rozmównic oddzielonych od reszty nawy, gdzie ksiądz przyjmuje na przykład przy zwykłym stoliku. Ks. Michał Misiak organizuje dyskoteki ewangelizacyjne połączone ze spowiedzią. Podczas ostatniej w bełchatowskim klubie Manhattan skorzystało z niej 110 nastolatków. Sami księża mogą się podszkolić merytorycznie w prowadzonej przez kapucynów Szkole Spowiedników.

W Stanach Zjednoczonych księża szacują, że ze spowiedzi korzysta już tylko 15 proc. najaktywniejszych parafian. W nowojorskich kościołach, aby w ogóle sprowokować do rozmów z duchownymi, zorganizowano nawet ostatnio noc otwartych konfesjonałów. „Nowy Jork nigdy nie zasypia. My też” – zachęcali spowiednicy. Okazało się, że był to marketingowy strzał w dziesiątkę. Przy konfesjonałach zjawiło się kilka tysięcy Amerykanów. „Wygląda na to, że jeśli nasi spowiednicy nie znajdą sposobu na niepokornych penitentów, za kilkanaście lat polski konfesjonał również stanie się tylko zabytkowym meblem. Przyjemnie będzie na niego popatrzeć. Tyle że nikt już nie będzie pamiętał, do czego właściwie służy” – piszą Gawrońska i Molińska.

tel/hel / Warszawa

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.