Bądź na bieżąco!

Otrzymuj najnowsze informacje wybrane specjalnie dla Ciebie.

Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej. Szczegóły na stronie www.kai.plX
Drukuj Powrót do artykułu

Kim są polskie ikony misji?

18.10.2017 , Warszawa / am / bd Ⓒ ℗

Sample Dr Wanda Błeńska, fot. Krzysztof Tadej / Fotonova

Pracy na misjach poświęcili często całe życie. Kim są polskie ikony misji? Przypominamy sylwetki polskich filarów Kościoła misyjnego – ś.p. o. Adama Kozłowieckiego, ś.p. dr Wandy Błeńskiej, ś.p. o. Mariana Żelazka, męczenników z Peru – o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka, dr Heleny Pyz oraz bp. Jerzego Mazura.

Kard. Adam Kozłowiecki SJ

Kard. Adam Kozłowiecki, jezuita, urodził się 1 kwietnia 1911 r. w Hucie Komorowskiej k. Kolbuszowej. W czasie wojny był więźniem obozu koncentracyjnego w Auschwitz i Dachau. Całe swoje życie oddał misjom w Rodezji Północnej, późniejszej Zambii. Promieniował głęboką wiarą, życzliwością i pokorą. Zasłynął z walki z rasizmem oraz popierania dążeń niepodległościowych Zambijczyków. Żył skromnie, wszystko co posiadał oddając ubogim. Do końca życia pozostał czynnym misjonarzem. Był pierwszym arcybiskupem metropolitą Lusaki w Zambii.

W uznaniu za wieloletnią pracę misyjną Jan Paweł II kreował go w 1998 r. kardynałem. Rok wcześniej z okazji 60-lecia swego kapłaństwa przybył do kraju ojczystego i uczestniczył we Mszy św. koncelebrowanej z Janem Pawłem II w Kaliszu i innych miastach.

Odznaczony został wieloma orderami zambijskimi, był żywym symbolem przemian dokonanych na czarnym kontynencie. Przez wiele lat był również członkiem Kongregacji Ewangelizacji Narodów, a w samej Zambii kierował Papieskimi Dziełami Misyjnymi. 25 lipca 2007 kard. Kozłowiecki odebrał w Mpunde doktorat honoris causa Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Krzyż Wielki Orderu Odrodzenia Polski. Zmarł 28 września 2007 r. w wieku 96 lat. Pogrzeb odbył się w Lusace.

Polski jezuita jako misjonarz w tym afrykańskim kraju szczególnie troszczył się o chorych. Dlatego w stolicy Zambii, Lusace, gdy episkopat otworzył szpital o zasięgu ogólnokrajowym, biskupi jednogłośnie postanowili poświęcić go pamięci kard. Adama Kozłowieckiego.

Dr Wanda Błeńska

Wanda Błeńska urodziła się w 1911 r. w Poznaniu. Do gimnazjum uczęszczała w Toruniu. Studia medyczne ukończyła w Poznaniu w 1934 r. Była członkiem Akademickiego Koła Misyjnego i redaktorem „Annales Missiologicae”. Od października 1942 r. była członkiem AK. Po wojnie w ukryciu przedostała się do Niemiec, potem do Anglii. W lutym 1950 r. wyjechała jako lekarka – misjonarka do Ugandy, która stała się jej drugą ojczyzną na kolejne 42 lata.

Zrealizowała swe powołanie misyjne wśród trędowatych w Ugandzie. Zorganizowała w Bulubie szpital dla trędowatych – obecnie centrum edukacyjne tamtejszego szpitala nosi jej imię: „Dr Blenska Training Center”. Zajęła się także tworzeniem struktur medycznych do walki z trądem. Została nazwana „Matką trędowatych”.

W latach 1951–1994 pracowała wśród nich w Ugandzie. Jan Paweł II nazwał ją „Ambasadorem misyjnego laikatu”, a doceniając jej zasługi jako lekarki i misjonarki nadał dr Błeńskiej Order Świętego Sylwestra – najwyższe odznaczenie przyznawane świeckim zaangażowanym w życie Kościoła.

Otrzymała dyplom Piusa XI za działalność misyjną wśród studentów, Pro Ecclesia et Pontifice Jana XXIII, Benemerenti Jana Pawła II oraz nadany przez Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Jako jedyna cudzoziemka otrzymała dożywotnie obywatelstwo Ugandy.

Jej praca doceniana jest w kraju i na świecie. W Indiach uruchomiono studnię im. Doktor Wandy Błeńskiej. To ujęcie wody powstało w kolonii trędowatych w Puri, którą prowadził zmarły w 2006 r. o. Marian Żelazek, misjonarz i wielki przyjaciel dr Błeńskiej.

– Prócz fizycznego zmęczenia mam pokój w sercu i jakąś cichą, spokojną radość – jestem właściwie zupełnie szczęśliwa – jako nic nie mająca, a posiadająca wszystko – mówiła dr Błeńska, gdy po raz pierwszy płynęła statkiem do Ugandy. – Tego, że tak pokochałam moją pracę wśród trędowatych, nie uważam za osobistą zasługę. To jest dar, za który jestem wdzięczna Bogu – mówiła po latach pracy wśród trędowatych.

Dr Wanda Błeńska zmarła 27 listopada 2014 r. w Poznaniu w wieku 103 lat.

O. Marian Żelazek SVD

Urodził się 30 stycznia 1918 roku w Palędziu koło Poznania. W 1937 r. wstąpił do nowicjatu księży werbistów. W latach 1940-45 był więźniem obozów koncentracyjnych w Dachau i Gusen. Po wyzwoleniu obozu w Dachau udał się na studia do Rzymu, gdzie w 1948 r. przyjął święcenia kapłańskie. W roku 1950 wyjechał na placówkę misyjną do Indii, gdzie pracował aż do końca życia – najpierw w Sambalpur, a od 1 czerwca 1975 r. w Puri.

W tym ostatnim mieście zorganizował kolonię dla trędowatych, która ma ok. 600 stałych pacjentów, a nieraz niemal 2000 mieszkańców. Zdolni do pracy mieszkańcy kolonii zatrudnieni są w zakładzie obuwniczym, który szyje buty dla ludzi dotkniętych chorobą, na fermie kurzej, w warsztatach tkackich i fabryce sznurów.

W 1980 r. otworzył leprozorium, szkołę dla dzieci z rodzin trędowatych oraz warsztaty pracy dla trędowatych i ich rodzin. W 1985 r. zbudował kościół, bibliotekę, schronisko dla bezdomnych i mały szpital. Kilka miesięcy przed śmiercią otworzył Centrum Dialogu – Ishanthi Ashram. Misjonarz cieszył się ogromnym autorytetem także wśród hinduistów i władz państwowych.

O. Żelazek wybudował też kościół ku czci Matki Bożej. Założył niższe seminarium duchowne dla diecezji Sambalpur. Dał się też poznać jako osoba łatwo ucząca się języków – mógł swobodnie porozumiewać się co najmniej w trzech różnych językach miejscowych: hindi, orija (orissa) i sadri.

Jego działalność porównywana jest do posługi św. Matki Teresy z Kalkuty. Za swoją pracę i poświęcenie wielokrotnie był nagradzany przez różne organizacje. W 2002 r. został nominowany do pokojowej nagrody Nobla. Jego kandydaturę poparły liczne autorytety polityczne, naukowe i kulturalne z Polski i z Indii. Zmarł 30 kwietnia 2006 r., pochowany został 2 maja w indyjskim Dźharsugud.

Męczennicy z Pariacoto

Fot. Paulina Krzyżak / flickr ŚDM

„Mocni w wierze, płonący miłością, posłańcy pokoju aż do męczeństwa” – taki napis widnieje na grobowcach franciszkanów – o. Zbigniewa Strzałkowskiego i o. Michała Tomaszka.

Trzej misjonarze krakowskiej Prowincji Franciszkanów oficjalnie rozpoczęli swoją misję w Pariacoto 30 sierpnia 1989 roku, w święto św. Róży z Limy. O. Jarosław Wysoczański, o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek dotarli do misji w Peru z małymi środkami materialnymi, i jak wspomina o. Wysoczański, rzeczywistość zmusiła ich do bycia zależnymi od innych: „Nasza postawa wzbudzała ciekawość chłopów, którzy bez wątpienia obserwują niezwykle uważnie. Nasz surowy i prosty styl życia czynił nas współzależnymi i sprzyjał komunikacji. Mogliśmy doświadczać życia z ludźmi”.

Wierni swojemu powołaniu misyjnemu organizowali posługę zgodnie ze wskazaniami duszpasterskimi wyznaczonymi przez biskupa miejsca. Żyli wśród ludzi i głosili Słowo Boże. Misja ta polegała na organizowaniu i prowadzeniu szkoły katechetycznej, odwiedzinach wspólnot, przygotowaniu do sakramentów. Podstawowym celem było odpowiadanie na codzienne potrzeby, zwłaszcza mając na uwadze ludzi najbiedniejszych. Bracia prowadzili działalność, która obejmowała edukację, opiekę społeczną, ewangelizację, katechezę oraz inicjatywy kulturalne i rekreacyjne.

Dzięki wsparciu organizacji krajowych i międzynarodowych, misjonarze przyczynili się do zaopatrzenia okolicznych wiosek w wodę i podstawowe urządzenia sanitarne oraz tworzenia programu profilaktyki i opieki zdrowotnej.

W czerwcu 1991 r. jeden z braci pracujących w Pariacoto, o. Jarosław Wysoczański wyjechał na wakacje do Polski. Dwa miesiące później zabici zostali jego współbracia, którzy pozostali w Pariacoto. O. Jarosław wspomina swoich braci oraz ich wspólną pracę na misjach: „Obaj Bracia byli wielcy duchem misyjnym, który objawiał się w życiu codziennym, co nie znaczy, że nie mieli momentów słabości, tak jak każdy normalny człowiek. Potrafili żyć Ewangelią i dzielić się, a Bóg dodawał resztę.

O. Zbigniew był bardzo wrażliwy na cierpienie chorych, posiadał umiejętności organizacyjne i dar rozeznania rzeczywistości społeczno-politycznej. O. Michał natomiast darzył szczególną serdecznością dzieci i młodzież, w czym pomagał mu między innymi dar muzyczny, który wiedział, jak wykorzystać”.

9 sierpnia po Mszy św. o. Zbigniew Strzałkowski i o. Michał Tomaszek zostali oddzielnie wyprowadzeni z klasztoru. Wprowadzono ich do samochodu razem z siostrą Bertą Hernandez, Służebnicą Najświętszego Serca Pana Jezusa, która znalazła się tam z własnej woli. Przed przekroczeniem mostu, prowadzącego do Cochabamba i Huaraz, terroryści wyrzucili brutalnie zakonnicę z pojazdu, podpalili most i wywieźli Braci do miejsca zwanego Pueblo Viejo, w pobliżu cmentarza. O. Michał został zabity strzałem w tył głowy, a o. Zbigniew dwoma strzałami w kręgosłup i w głowę. Razem z nimi zabito burmistrza Pariacoto, Justina Masa.

Ojcowie obronili trzech postulantów modlących się w kaplicy. W chwili wtargnięcia do klasztoru terroryści zapytali, gdzie są inni ojcowie. Żyli słowami, które Jezus powiedział swoim uczniom na Górze Oliwnej: „Jeśli Mnie szukacie, zostawcie tamtych”. Skierowali do terrorystów podobne słowa: „My jesteśmy kapłanami, postulantów zostawcie!”.

„Terroryści Komunistycznej Partii Peru „Świetlisty Szlak” zamordowali ich, twierdząc, że „poniżali lud, rozdzielając żywność pochodzącą od imperialistów, że religia jest opium dla ludu, że głosząc pokój i podejmując działania ewangelizacyjne oraz charytatywne usypiają lud po to, aby masy nie podejmowały zrywu rewolucyjnego” – napisała w swoim świadectwie s. Berta Hernández.

Misjonarze zostali pochowani w Pariacoto, w kościele parafialnym pod wezwaniem „Senor de Mayo”. 5 grudnia 2015 r. zostali beatyfikowani.

Dr Helena Pyz

Urodziła się w Warszawie 10 kwietnia 1948 roku. Tu ukończyła szkołę średnią i studia medyczne. W 10. roku życia zachorowała na Heine-Medina. Od tej pory ma kłopoty z poruszaniem się. Do Indii wyjeżdżała o kulach, które od dzieciństwa są jej nieodłącznymi towarzyszkami życia, obecnie porusza się na wózku inwalidzkim. Po ukończeniu Akademii Medycznej w Warszawie pracowała w przychodniach rejonowych w Warszawie. 14 lutego 1989 po raz pierwszy udała się w podróż do Indii, po tym jak dowiedziała się, że w ośrodku dla trędowatych w Indiach ciężko choruje jego założyciel ks. Adam Wiśniewski, który jest tam jedynym lekarzem otaczającym opieką kilkanaście tysięcy ludzi.

Dr Pyz w 2005 „za wybitne zasługi w działalności na rzecz potrzebujących pomocy” została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, jest też laureatką nagród m.in. orderu „Ecce Homo”, odznaczenia „Gloria medicine” nadawanego przez Polskie Towarzystwo Lekarskie.

Na wniosek dzieci Międzynarodowa Kapituła Orderu Uśmiechu przyznała jej w dniu 28 marca 2008 roku Order Uśmiechu, który odebrała w Gimnazjum nr 23 im. Ireny Sendlerowej w Warszawie 18 czerwca 2008 roku, otrzymując legitymację z numerem 873.

W 2013 roku została uhonorowana nagrodą „Pontifici” a w 2015 roku nagrodę Totus, przyznawaną z okazji Dnia Papieskiego przez Fundację Dzieło Nowego Tysiąclecia.

Członkini Instytutu Prymasa Wyszyńskiego. Od 26 lat leczy chorych na trąd w Ośrodku dla Trędowatych Jeevodaya, w indyjskim stanie Chhattisgarh, mimo trudności ze zdrowiem. „Chciałabym móc pomagać i służyć ludziom jak najdłużej. Pomagać innym tak, jak mnie pomagano” – mówiła w rozmowie z KAI dr Helena Pyz.

„Moją misją jako lekarza i misjonarki świeckiej jest leczenie ludzi, przynoszenie ulgi w cierpieniu. Jestem człowiekiem poświęconym Panu Bogu i w Jego imię pełnię swoją rolę. Od Boga czerpię siły, to On mnie tam posłał, abym służyła ludziom chorym, przede wszystkim trędowatym, których nikt nie kocha i nikt nie chce” – tak o swoim powołaniu powiedziała dr Pyz.

W Jeevodaya przebywa ok. 100 pacjentów, a w przychodniach pod opieką dr Pyz jest ok. 5000 chorych. Do ośrodka docierają pacjenci z dużego obszaru. Istnieje on już od prawie 50 lat. Niestety nadal wielkim problemem jest wczesna diagnostyka. – Trafiają do nas pacjenci, u których nie rozpoznano trądu, mimo że bywali u lekarzy. Populacja chorych na trąd w Indiach jest nadal duża – powiedziała w rozmowie z KAI.

Bp Jerzy Mazur

Przewodniczący Komisji Episkopatu Polski ds. Misji, biskup ełcki. Był misjonarzem w Ghanie, prowadził też ewangelizację na Białorusi i Syberii.

– Przekonałem się, że zawsze i we wszystkim trzeba szukać w drugim człowieku pierwiastków pozytywnych; że trzeba być otwartym na inność, trzeba ukochać człowieka, któremu chcę mówić o Jezusie. Nauczyłem się też, że muszę wychodzić do ludzi, a nie czekać na nich w zakrystii czy kancelarii, że muszę wykorzystać każdy moment do ewangelizacji. Na przykład, prowadząc działalność w Caritas czy jakąkolwiek inną pracę charytatywną, człowiekowi, któremu pomagam, powinienem ukazać Chrystusa. Te różne doświadczenia pokazały mi konieczność ścisłej współpracy ze świeckimi. Parafia powinna być wspólnotą wspólnot, i to wspólnot o bardzo różnym charakterze – modlitewnym, charytatywnym, formacyjnym. W przeciwnym razie będzie parafią wymierającą. Tej współpracy z laikatem uczyłem się w Afryce, ale też na Białorusi i Syberii, gdzie zainaugurowałem działalność Kolegium Katechetycznego, kształcącego nauczycieli do pracy w szkołach, ale i w parafiach – mówił bp Mazur w rozmowie z KAI.

Wersja do druku

Przeczytaj także

17 października 2017 09:56

Na czele rządu Austrii stanie praktykujący katolik

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.