Drukuj Powrót do artykułu

Praca matek z rodzin wielodzietnych to także wartość

02.06.2018 , lk, Szczecin Ⓒ ℗

Sample Fot. Związek Dużych Rodzin "Trzy Plus"

O tym, jak zmieniać politykę emerytalną państwa, aby bardziej dostrzegała ekonomiczną wartość pracy wykonywanej przez matki z dużych rodzin w domu, rozmawiali uczestnicy konferencji „Wsparcie rodziny w skali makro i mikro. Od polityk europejskich do działań samorządów”, zorganizowanej w ramach VI Zjazdu Dużych Rodzin, który odbywa się w Szczecinie.

Debata poświęcona była ekonomicznej wartości pracy rodziców, zwłaszcza matek, które zdecydowały się zostać w domu, by opiekować się dziećmi. Spotkanie prowadził członek szczecińskiego koła Związku Dużych Rodzin „Trzy Plus” i jeden z założycieli ZDR, Przemysław Fenrych.

Stwierdził, że chyba można się zgodzić co do tego, że polityka rodzinna jest w Polsce coraz lepsza, ale na wprowadzanych obecnie i niedawno rozwiązaniach nie można poprzestać. Sprawę emerytur dla matek w rodzinach wielodzietnych rozumieją zwłaszcza ci, którzy wiedzą, jak niskie są obecnie te świadczenia. – Jako ojczyzna powinniśmy stworzyć sytuację opartą na sprawiedliwości – powiedział Fenrych.

Judyta Kruk, koordynatorka działalności społecznej z ZDR „Trzy Plus”, matka sześciorga dzieci stwierdziła, że przede wszystkim trzeba podkreślać i pokazywać, jak wielką wartością są duże rodziny, tak, aby cały system społeczny dostrzegł, że małe dzieci są kapitałem społecznym.

„Chcielibyśmy, aby duża rodzina była postrzegana jako rzeczywistość społeczna. Chodzi o dostrzeżenie ekonomicznej wartości pracy matek, ale i ojców. To nie jest tylko przebywanie w domu. Nasza praca w domu to praca małych korporacji, mnóstwo wykonywanych codziennie czynności, ale też wielka odpowiedzialność. To wszystko przyczynia się do budowy całego społeczeństwa” – mówiła Judyta Kruk.

Ekspert ZDR prof. Marek Kośny z Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu uważa, że najważniejszym wyzwaniem jest obecnie kwestia dostrzeżenia w szerszym kontekście decyzji matki o pozostaniu w domu. – Z jednej strony jest to praca, a z drugiej strony konkretne koszty ponoszone przez rodziny. Z perspektywy cyklu życia całej rodziny wiąże się to z obniżeniem standardów takiej rodziny w stosunku do rodziny, która ma takie same dochody, ale mniej osób na utrzymaniu – tłumaczył ekonomista.

Wyraził ubolewanie, że ten fakt jest dziś dostrzegany w niewielkim stopniu. Tymczasem takie ekonomiczne obciążenia dużych rodzin można przezwyciężyć w dość prosty sposób. Na czym miałoby ono polegać?

Dodatkowe koszty ponoszone są przez rodziny zarówno na etapie wychowania dzieci, jak i później, gdy rodzice zostają w domu sami, a dzieci się usamodzielniły. Chodziłoby o przywrócenie sytuacji, w której rodzice zyskują emerytalne „korzyści” ze strony dzieci. Całość składek wpłacanych przez dzieci trafia obecnie do wspólnej redystrybucji, czyli Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ale zyskują na tym rodziny bezdzietne, albo z małą liczbą dzieci.

Przywróceniem normalności byłoby przekazanie części tych środków wytworzonych przez pracujące dorosłe dzieci z dużych rodzin – bezpośrednio na rzecz rodziców. Jest kwestią techniczną, w jaki sposób byłoby to dzielone. „Wtedy rozwiązujemy kilka problemów, przede wszystkim problem niewystarczającej sytuacji materialnej z większą liczbą dzieci. Jeśli te rodziny rzeczywiście zadbały o swoje dzieci, odnoszą one sukcesy zawodowe – to rodzice powinni mieć w tym swój udział” – stwierdził prof. Kośny.

Szerszy problem dotyczy skali całego kraju. Dorosłe dzieci wyjeżdżające za pracą do innego kraju zabierają dochód nie tylko państwu, ale też własnym rodzicom. Zasada nowej redystrybucji środków emerytalnych byłaby zatem swoistą zachętą dla dzieci, aby pozostały w kraju urodzenia, dzięki czemu lepiej wspierałyby własnych rodziców.

Laszlo Marki, ustępujący prezydent ELFAC stwierdził, że odsetek pracy wykonanej, a nienagrodzonej żadnymi środkami, nawet w postaci zabezpieczenia emerytalnego, a taką pracą jest ta wykonywana przez rodziców w domu, zależnie od kraju wynosi 30-50 proc. produktu krajowego. Jest to zatem obszar do jak najszybszej poprawy.

Wiceprezydent Szczecina Krzysztof Soska zauważył, że nie będzie dobrej polityki państwa wobec rodzin, jeśli nie zaistnieje symbioza pracy w tym zakresie między samorządem a władzami centralnymi. Każdy gest ze strony samorządu pokazujący, że duże rodziny są dla niego ważne – jest istotny.

Z perspektywy szczecińskiej Soska dodał, że należy stawiać także na takie rozwiązania, które skłonią ludzi do pozostania w mieście, ale i do osiedlania się w nim przybyszów z zewnątrz.

„Wydajemy 1 miliard zł rocznie w twarde inwestycje: w beton, stal, asfalt. Ale musimy też stawiać na rozbudowę drugiej nogi – programu społecznego. Po tych drogach przecież musi ktoś jeździć” – dodał wiceprezydent Szczecina.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.