Drukuj Powrót do artykułu

Prawosławie rosyjskie: wyzwania i problemy

06 grudnia 2008 | 10:29 | Paweł Przeciszewski /a. Ⓒ Ⓟ

Podstawowym problemem, który chrakteryzuje rosyjskie prawosławie jest nie tyle konflikt z Kościołem katolickim, co pełna napięć rywalizacja o pierwszeństwo Moskwy w świecie prawosławnym – czytamy w dossier przygotowanym przez KAI.

Dziś prawosławie w Rosji staje się ponadto jednym z najważniejszych elementów zainicjowanej przez Władymira Putina polityki odbudowy rosyjskiej tożsamości narodowej, jako fundamentu silnego, autorytarnego państwa.

Początki odrodzenia

Obecny rok dla Słowian wschodnich przynosi ona podwójny jubileusz. 1020 lat temu, w wodach Dniepru w Kijowie, w dzień chrześcijańskiej Paschy 988 r., dokonał się Chrzest Rusi. Na Wielkanoc 1988 r., dzięki próbie przebudowy imperium sowieckiego, mającej uchronić je przed rozpadem, odbyły się ogólnopaństwowe obchody 1000-lecia chrztu. Stały się one symboliczną okazją do powrotu na scenę Kościoła Prawosławnego – po 61 latach prześladowań i restrykcji. „Nowa polityka religijna” – zapoczątkowana przez ekipę Gorbaczowa – dotyczyła wszystkich wyznań i religii. Dzięki niej także Kościół katolicki, posiadający wówczas w Rosji dwie parafie, mógł zacząć odbudować swoją obecność.

Wielkanoc 1988 r. rozpoczęła proces odrodzenia nie tylko Kościoła, ale i określenia miejsca wiary w posttotalitarnym społeczeństwie. Kompromitacja idei marksistowskiej wymagała zastąpienia jej ogólnonarodową. W zasięgu ręki była idea prawdziwego prawosławnego narodu, Trzeciego Rzymu. Faktycznie ona – od drugiej wojny światowej kiedy Stalin wyraził zgodę na częściową odbudowę struktur Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego – współżyła po cichu z oficjalną komunistyczną ideologią państwa.

Dziś 95 proc. Rosjan wykazuje szacunek dla Cerkwi i nadzieję na duchową odnowę. Wyrażają ją zarówno duszpasterze z moskiewskich kręgów otwartego prawosławia, jak i członkowie Świętego Synodu. Charakteryzuje ona integrystów jak i tradycjonalistów.

Procent tych, którzy odważają się deklarować ateizm – nie przekracza pięciu. Jest wśród nich jest wielu twardych komunistów, przy tym zdecydowanych antysemitów i antykatolików. Są to też najczęściej osoby o sympatiach skrajnie nacjonalistycznych i profaszystowskich. Cały zewnętrzny świat winią za trudności przeżywane przez Rosję.

Szef Wydziału Stosunków Zewnętrznych Patriarchatu Moskiewskiego, metropolita Kiriłł – w tym, co Cerkiew dokonała po rozpadzie ZSRR – widzi powód do dumy ale i zadanie na przyszłość. Sytuację Kościoła charakteryzuje w słowach: „Od 1991 r. przeszliśmy ważny etap, który nazwałbym “pierwszym etapem”. Stworzyliśmy infrastrukturę naszej Cerkwi, duszpasterską strukturę niezbędną dla wykonywania szerokiej misji. Zbudowaliśmy nowe świątynie, odbudowaliśmy zniszczone, otworzyliśmy setki klasztorów. Dzisiaj Rosyjska Cerkiew Prawosławna posiada ich około siedmiuset. Stworzyliśmy system teologicznego kształcenia, włączając w to prawosławne uniwersytety i cały system religijnych mass mediów. To wszystko, o czym mówię, stanowi pewien mechanizm, zespół instrumentów. Wszystko to, co stworzyliśmy w ostatnich latach, teraz trzeba wypełnić głębszą treścią. To co jest, nie do końca nas zadowala. Oczywiście jest faktem, że przyciągnęliśmy do Cerkwi ogromną liczbę ludzi. Wedle statystyki do Cerkwi prawosławnej należy 80 procent mieszkańców Ukrainy, 90 – mieszkańców Mołdawii. W samej Rosji do Cerkwi przyznaje się 54 procent ludności.”

„Maluczcy”

Jednak dla zwykłych wiernych – stanowiących 90% populacji prawosławnych – kontakt z duchowieństwem sprowadza się do zamawiania chrztów albo panichid za zmarłych. Liczba przystępujących do Eucharystii przynajmniej raz w miesiącu, nie przekracza 2 proc. Świadczy to o ignorancji bądź pojmowaniu sakramentów jako środków magicznych, równoznacznych z zaklęciami wróżek i rozpowszechnionych w Rosji uzdrowicieli – ekstrasensów. Tymczasem, by zrozumieć sens symboliki prawosławnej liturgii, trzeba się parę lat uczyć. Także proste rozumienie tekstów cerkiewno słowiańskich nie jest dostępne dla zwykłych wiernych. Ich uczestnictwo w liturgii ogranicza się praktycznie do zapalenia świeczki, na ogół zresztą w najmniej odpowiednim momencie Mszy św. W tym m. in. tkwi sekret sukcesów, jakie odnoszą baptyści i inne ewangeliczne wyznania protestanckie, nie mówiąc już o sektach. Tam wszystko jest jasne, przystępne i zrozumiałe.

Podwójne dno

Zanik komunizmu odsłonił dwojakie oblicze prawosławia. Była to z jednej strony oficjalna, często skorumpowana przez system sowiecki hierarchia. Ale niezależnie od niej działali – przechowujący światło autentycznej misji – po cichu chronieni nawet przez biskupów – nieugięci gorliwi kapłani i mnisi, cieszący się wielkim autorytetem wśród wiernych. O wiele większym nawet niż biskupi i sam patriarcha. Przeważnie byli umieszczani jako spowiednicy w monastyrach. Ich istnienie zapobiegło, w krańcowo trudnych warunkach, odejściu od Kościoła resztek wiernych.

Aby zrozumieć tak silną pozycję owych „starców”, trzeba cofnąć się o kilkadziesiąt lat. Po śmierci patriarchy, św. Tichona Biełławina w 1925 r., metropolita Sergiusz Stragorodski dążył do „legalizacji” Kościoła w ramach systemu sowieckiego. Poszedł na ustępstwa, pozwalające władzy na kontrolę. Odpowiedzią znacznej części duchowieństwa na podpisany przez Sergiusza faktyczny akt kapitulacji, było odejście do nielegalnej działalności podziemnej. Niemal wszyscy oni zostali aresztowani przez władze sowieckie jeszcze przed wybuchem wojny. Najwybitniejszych rozstrzelano – wraz z metropolitą Kiriłłem Smirnowem, nazywanym później „rosyjskim Mindszentym”. Łagry opuściło 97 tysięcy kapłanów, mnichów i zakonnic.

Kapłani ci później, nie zajmując żadnych stanowisk w hierarchii, pełnili rolę ojców duchownych w klasztorach. W cenny sposób wzbogacali duszpasterstwo, prowadzone przez kolaborujących hierarchów. W ramach Cerkwi powstała w ten sposób nisza, którą mogli wykorzystać też nieliczni kapłani o otwartej, ekumenicznej orientacji, wrażliwi na sprawy społeczne. Wśród nich jeszcze w latach pięćdziesiątych zasłynął o. Piotr Szypkow, współpracownik i duchowy syn o. Serafima Batiukowa, a w następnym ojcowie Sergiusz Żełudkow i Georgij Czestiakow. Wśród kolejnego pokolenia byli to ojcowie Aleksander Mień i Georgij Koczetkow. O. Aleksander Mień słynął ze swego nieformalnego duszpasterstwa kręgów moskiewskiej i leningradzkiej inteligencji, do której zaliczali się intelektualiści czy artyści najwyższej klasy. Setki z nich przeżyło autentyczne nawrócenie pod wpływem charyzmatu tego kapłana. O. Mienia chrakteryzowała też niezwykła otwartośc ekumeniczna. Utrzymywał przez lata bliskie osobiste kontakty z głównymi centrami odnowy duchowej i teologicznej w ramach Kościoła katolickiego w niemal wszystkich krajach Europy. Nistety dzialalnośc ta została brutalnie przerwana przez zamordowanie o. Aleksandra przez “nieznanych sprawców” we wrześniu 1990 r.

Po uzyskaniu przez Kościół Rosyjski wolności, dotychczasowi ojcowie duchowni wielkich monasterów, takich jak Ławra Trojce-Sergijewa albo Pskowo-Peczerska czy Poczajowska, odbudowali formację duchowną ponad 700 odrodzonych rosyjskich klasztorów.

Monastery

Mnisi, z braku innego rodzaju form życia konsekrowanego, zastępują w prawosławiu role pełnione przez całą różnorodność katolickich zgromadzeń zakonnych. Przed rokiem 1988 liczba monasterów w Rosji nie przekraczała 10, dziś jest ich ponad 700. Praktycznie wszystkie klasztory, z których wygnano w mnichów, obróciły się w ruinę. Na ruiny powrócili zwykle młodzi ludzie, którzy postanowili zostać mnichami i żyć najprawdziwszym życiem mniszym.

Do grupy monasterów posiadających prawa stauropigialne należą wszystkie ważniejsze klasztory, podlegające bezpośrednio patriarsze, autonomiczne wobec lokalnych ordynariuszy. Są to klasztory żeńskie i męskie, cenobiczne i pustelnicze, żyjące i działające w zarówno w miastach, jak i w odosobnionych pustelniach, rozrzuconych głównie na ogromnych obszarach rosyjskiej europejskiej Północy, między morzem Białym, ciągiem jezior karelskich, a górami Ural. Wiele z nich jest ogromna i posiada równie ogromne, bezcenne wartości zabytkowe, w skali nie tylko Rosji, ale Europy i świata.

Klasztory są ważnymi centrami życia duchowego, promieniującymi na zewnątrz. Pielgrzymuje tam mnóstwo ludzi, zarówno indywidualnie, jak i na pielgrzymki organizowane przez parafie i bractwa.

Konserwatyzm dający siłę

Trudną do zaakceptowania stroną większości spośród rosyjskich „starców”, był fakt, że tylko niektórzy reprezentowali naprawdę otwarte chrześcijaństwo. Konspiracyjna katakumbowa wspólnota o. Serafima Batiukowa, wydała największy owoc w jego uczniu o. Aleksandrze Mieniu. Z kolei o. Sergiusz Żełudkow był chyba jedynym z rosyjskich starców, który bezpośrednio związał się z ruchem dysydenckim. Dzieło Aleksandra Mienia kontynuuje dziś o. Aleksander Borisow, znany duszpasterz inteligencji, proboszcz moskiewskiej parafii św. Kosmy i Damiana.

Postawa hierarchii wobec wspomnianych duchownych nie jest jednoznaczna. O. Aleksander Borisow – duchowy spadkobierca zamordowanego skrytobójczo o. Aleksandra Mienia – nie kryje, że patriarcha Aleksy udziela swojego poparcia jego parafii i jemu osobiście. Robi to jednak dyskretnie i bez hałasu. W ciągu 15 lat jej istnienia przyjeżdżał trzykrotnie mimo, że wśród konserwatywnego duchowieństwa ma ona bardzo złe konotacje. Zwierzchnik rosyjskiego prawosławia objawia zatem oficjalnie jednoznacznie konserwatywną linię, co zapewnia mu aplauz Świętego Synodu, jednak – kierowany zapewne troską o jedność Kościoła – wspiera też inicjatywy bardziej otwarte.

Pozostali znani rosyjscy duszpasterze są skrajnym konserwatystami. Mimo to, a może dzięki temu, że postawa taka jest dziś w Rosji popularna, u każdego z nich spowiada się po parę tysięcy osób. Wśród nich są biskupi, ludzie sztuki, nauki, biznesmeni i politycy. Do archimandryty Nauma Bajborodina udawał się ze swoimi problemami sam prezydent Władimir Putin, a ojciec Naum wyznaczył mu stałego spowiednika. Konserwatystów cechuje przy tym cicha zgoda na posługiwanie się chrześcijaństwem w charakterze rosyjskiej idei narodowej. Wszystkie postulaty reform w Cerkwi są przez nich eliminowane i określane terminem „modernizm”. Podobnie jak myśl o reformie była eliminowana z życia Kościoła rzymskokatolickiego sto lat wcześniej. Konserwatystów cechuje także niemal XIX wieczny antyekumenizm, zwłaszcza w stosunku do katolicyzmu.

Statystyczna większość prawosławnych duszpasterzy łatwo ulega różnym „-izmom”, do których oprócz „antyekumenizmu” należy imperialny nacjonalizm wielkoruski, antysemityzm i antyislamizm. Zdaniem o. Aleksandra Borisowa, pośród duchowieństwa i wiernych, 20-30 procent, wyznaje orientację nacjonalistyczno-konfesyjną. Jej przedstawicieli cechuje wrogi stosunek do innych chrześcijan – katolików, protestantów – i postawa okazywania pychy względem nich. Jedynie mały odsetek duchowieństwa i wiernych, nie więcej niż 5 proc., zdaje sobie sprawę, że rozbicie chrześcijaństwa to historyczny grzech, który należy starać się naprawiać – że ekumenizm jest zjawiskiem pozytywnym, służącym dobru chrześcijaństwa. Zgodnie z obiegową w Rosji opinią, ekumenizm to zlanie się w jedno wszystkich konfesji, a jego celem jest „oddanie nas papieżowi”.

Towarzyszy temu często antyliberalizm, sprzyjający posługiwaniu się spiskową teorią historii. Święci ona triumfy od zwycięstwa „pomarańczowej rewolucji” na Ukrainie. W świetle propagandy państwowej jak i cerkiewnych konserwatystów, „prawosławny naród rosyjski” winien dać odpór masońsko – liberalnej „pomarańczowej zarazie”. Cerkiewny konserwatyzm cechuje też szowinizm w stosunku do narodów kaukaskich i środkowo azjatyckich. Wszystko to stanowi podstawę dla odbudowy imperium, w tworzeniu którego konserwatyści prawosławni odgrywają jakże istotną rolę.

Sprzyja to przyjmowaniu przez Cerkiew ludzi, którzy wstępują do niej nie ze względu na wartości chrześcijańskie, lecz by wypełnić pustkę, jaka pozostała po bankructwie komunizmu. Ogłoszenie przez Giennadija Ziuganowa, lidera Partii Komunistycznej – że jest wierzący, a walka z religią była błędem Lenina – skutkuje tym, że obecni komuniści zasilają Cerkiew, a partia Ziuganowa należy do najważniejszych sił wspomagających prawosławie.

Symfonia z państwem

Niedawno opracowana koncepcja społeczna Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego, faktycznie nie mówi nic o rzeczywistych problemach społecznych, za to większość rozważań poświęca relacji Kościoła i państwa – utrzymanych w duchu słynnej koncepcji Symfonii, znanej w literaturze jako „Konstantynizm”.

Oficjalni przedstawiciele Cerkwi, jak metropolita Kiriłł, podkreślają, że obecnie stosunki z państwem są dobre. Nie chcą dostrzec zależności między konserwatyzmem Kościoła, a narastającym autorytaryzmem państwa.

Istotnym powodem, dla którego Cerkiew tak wspiera ideę odrodzenia imperium jest fakt, że – niezależnie od innych wyznań chrześcijańskich – w Rosji żyją muzułmanie, których jest ponad 10 milionów. Zresztą ich przyrost demograficzny jest najbardziej dynamiczny. Demokratyczne państwo ze swej natury dąży do budowania równowagi między religiami czy wyznaniami. Tylko państwo autorytarne zagwarantuje Cerkwi pozycję uprzywilejowanego Kościoła większości, który stworzył duchową i kulturalną tradycję narodu.

Nowa stabilizacja, rozpoczęta wraz ze zdobyciem władzy przez Władimira Putina, wiąże się z powrotem wszystkiego, co dla Rosji oznacza “stagnację”. Stagnacja w wydaniu rosyjskim nie sprzyja rozrachunkom, które mogłyby uzdrowić duchowe życie Rosji. Rosjanie bowiem nie mają poczucia winy za zło uczynione przez ich państwo. Jak zauważa znany socjolog Boris Dubin, nie istnieje u nich na przykład świadomość zbrodni katyńskiej. Zapytał on kiedyś swoich studentów, czy jest taki fakt w historii Rosji i Polski, za który Rosjanie winni się wstydzić? Nikt z nich nie zrozumiał nawet pytania. Trudno o dobitniejszy przykład ilustrujący to, że w dzisiejszej Rosji nie prowadzi się żadnych dyskusji, które pomogłyby zwyczajnie uporządkować własną tożsamość. Pojęcie dobra i zła we wszystkich państwach stawiających sobie cele imperialne – albo etniczne bądź klasowe – ma utylitarny charakter i jest utożsamione z racją stanu imperium.

Wyidealizowany mit

W czasach największych bolszewickich prześladowań chrześcijaństwa w Związku Radzieckim, powstał poetycki, ale nieco mityczny obraz „idealnego prawosławia”. Wizja ta czerpie źródła z rosyjskiej, chrześcijańskiej literatury XIX wieku. Duchowny i przepojony sakralną symboliką świat prawosławia przeciwstawia się tam pełnemu sprzeczności światu chrześcijaństwa zachodniego. Wizję tę tworzyli nie tylko pisarze, a postacie należące do najwybitniejszych myślicieli rosyjskiego srebrnego wieku. Na emigracji tworzyli ją: o. Sergiusz Bułhakowa i Paweł Jewdokimow , w samej Rosji, o. Paweł Florenski, pisząc w przerwach między licznymi aresztowaniami i realizacją stalinowskiego planu elektryfikacji ZSRR. O. Paweł Florenski uprawiał gatunek, który można nazwać katechezą dziejów ojczystych, mającą wiele cech wspólnych z katechezą dziejów Polski stworzoną przez Jana Pawła II w dniach jego pierwszej pielgrzymki do Polski w czerwcu 1979 r.

Mit „idealnego prawosławia” zakłada, że „naprawdę prawosławna” jest tylko Rosja z jej doświadczeniem duchowym. Przyczyniło się to do kształtowania rusofilstwa i bezkrytycznego stosunku także i do współczesnej Rosji.

Powrót do XIX wieku

Jak wykazaliśmy, korzenie myślenia większości rosyjskich duchownych tkwią głęboko w XIX wieku. O. Aleksander Borisow wyjaśnia to odwołując się do zasad mechaniki. ”Kamień rzucony w górę musi upaść, nawet poniżej punktu, z którego został wyrzucony – wyjaśnia w rozmowie z KAI. – To samo zaszło z Rosją i jej prawosławiem. Ubiegły wiek był dla nas nie tylko doświadczeniem stagnacji społeczeństwa zatrzymanego na określonym etapie rozwoju duchowego, ale i postępującego upadku. Dlatego wiele kwestii dotyczących reform kościelnych, języka liturgicznego, których konieczność rozwiązania była oczywista już między rokiem 1905 a 1917, po przeminięciu stulecia trzeba znowu zaczynać samego początku, cofając się do XIX stulecia”.

Z kolei słynny o. Aleksander Mień podkreślał, że 70 lat ateizmu było tak mocnym i głębokim uderzeniem w Rosję, że potrzeba będzie kilku pokoleń, aby naprawić jego skutki. Naród rosyjski wszedł w obecne lata w stanie niemal pełnej ignorancji duchownej i religijnej. Najłatwiej zatem odradza się mroczna tradycja rosyjskiego imperium.

Immanentną cechą rosyjskiego prawosławia, komplikującą jego stosunki z pozostałym światem chrześcijańskim jest nie tylko związek z imperialnym państwem, ale izolacjonizm i ksenofobia. Przejawia się to nie tylko w stosunku do świata katolickiego i protestanckiego, ale również wobec reszty Kościołów prawosławnych.

Stosunek do innych Kościołów prawosławnych

Rosjanie nie traktowali nigdy zbyt poważnie pozostałych Kościołów prawosławnych. Dominowała świadomość, że tylko ich Kościół jest czysto prawosławny, nie skażony żadną herezją.

Rzuca się to w oczy, gdy przegląda się dziś nie tylko prawosławną literaturę sprzedawaną w „swiecznych larkach”, poszczególnych cerkwi, ale i pozycje wydawane przez poważne wydawnictwa. Dla Rosjan nie istnieją prawosławni zagraniczni autorzy, poza rosyjskimi emigrantami z pierwszej połowy XX wieku. Nie tłumaczy się na rosyjski współczesnych autorów prawosławnych języka rumuńskiego, greckiego czy serbskiego. Świadczy to o braku jakichkolwiek zainteresowań życiem siostrzanych Kościołów.

Stosunki Patriarchatu Moskiewskiego z innymi kościołami prawosławnymi są nie mniej trudne niż z Kościołem katolickim. A z Patriarchatem Ekumenicznym w Konstantynopolu nawet o wiele bardziej napięte. Szerzenie propagandy rzekomego zagrożenia prawosławia przez papiestwo, miało i ma nadal na celu dyskredytację patriarchatu ekumenicznego. Patriarchat ten jest oskarżany o prokatolicyzm i zgubny modernizm. Cechy te – nawet w publikacjach naukowych wydawanych przez Instytut Teologiczny im. św. Tichona – przypisywane są współczesnemu patriarsze Bartłomiejowi I. Instytut ten jest jedną z renomowanych prawosławnych uczelni w Rosji.

Celem Moskwy, aktualnym dziś w takim samym stopniu jak w 1448 r. – kiedy ogłosiła ona autokefalię własnego Kościoła – jest eliminacja autorytetu patriarchatu ekumenicznego. W dalekosiężnych planach Rosji ma to służyć zajęciu w prawosławiu miejsca „pierwszego między równymi”. Moskwa umiejętnie żongluje danymi statystycznymi argumentując, że to właśnie jej Kościołowi należy się taka pozycja. Dowodzi, że jej Kościół, liczący ok. 80 mln. wiernych, jest największą i najważniejszą ze światowych wspólnot prawosławnych. Drugi pod względem liczby wiernych Rumuński Kościół Prawosławny posiada zaledwie 20 mln. Wiernych. Wraz z diasporą i przyznającymi się do niego Mołdawianami – ok. 29 mln.

Pomiędzy tymi największymi Kościołami prawosławnymi iskrzy od 18 lat. Moskwa broni swojego „terytorium kanonicznego” przed Rumunami, niemniej gorliwie niż przed katolikami. Rzecz tyczy odrodzenia wśród Mołdawian po upadku ZSRR poczucia przynależności do rumuńskiego prawosławia. W odpowiedzi na prośby wiernych, patriarchat bukareszteński odnowił w 1992 r., swoją eparchię kiszyniowską, a w parę lat później strukturę przedwojennej metropolii besarabskiej. Zostało to uznane przez Moskwę za „niekanoniczne”. Metropolia besarabska działa nadal w podziemiu, gdyż zastraszone przez Moskwę władze Republiki Mołdawskiej boją się zarejestrować rumuńskie struktury kościelne. Perspektywy na porozumienie są zerowe. Co pewien czas Kościół rosyjski stymuluje histeryczne ataki na Kościół rumuński, wraz z organizowaniem „spontanicznych” procesji wiernych oburzonych wtargnięciem obcych na ich „terytorium kanoniczne”. Procesje te składają się głównie z „nabożnych niewiast” w wieku emerytalnym, niosących święte ikony i epatujących agresją. Organizuje się je według jednego scenariusza, aby stworzyć wydarzenie medialne. Identycznie organizowane były protesty „wiernych” oburzonych przyjazdem Jana Pawła II na Ukrainę, albo odbudową diecezjalnych struktur Kościoła katolickiego w Rosji.

Zapomniane korzenie…

Gra ta – na razie mało zrozumiała dla katolików – jest za to jasna dla nierosyjskich prawosławnych. Chodzi o uznanie faktu – którego światowa wspólnota prawosławna nie godzi się oficjalnie uznać od 322 lat – bezprawnego dołączenia metropolii kijowskiej do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego.

Choć w pierwszej chwili aneksję Kijowa do Moskwy zaakceptował szantażowany przez nią ekumeniczny patriarcha Dionizos, to zdecydowane weto postawili patriarchowie Antiochii, Jerozolimy i Aleksandrii. Dionizos więc odstąpił od swej decyzji.

W końcu – w odpowiedzi na nieustanne żądania włączenia Kijowa do swej jurysdykcji – Patriarchat Moskiewski otrzymał w 1686 r. szczegółową mapę opracowaną przez konstantynopolitańskich kartografów. Jej kopia, zabytek XVII wiecznej sztuki kartograficznej, zachowała się w fanarskiej bibliotece. Mapa ta przedstawia Kanoniczne Terytorium Patriarchatu Moskiewskiego, jakie zostało uznane przez czterech patriarchów prawosławnych w 1686 r. Na zachodzie odtwarza ona ściśle linię rozgraniczenia między patriarchatem moskiewskim i metropolią kijowską, pozostającą w jurysdykcji patriarchatu ekumenicznego Konstantynopola. Po stronie kijowskiej pozostawia nie tylko terytorium lewobrzeżnej Ukrainy, ale i całego Wielkiego Księstwa Litewskiego po Smoleńsk, wchodzące wówczas w skład Rzeczypospolitej.

Na północy uznane przez patriarchów rosyjskie terytorium kanoniczne nie obejmuje terenów Łotwy, Estonii i Finlandii. Umożliwiło to dwukrotne wyzwolenie się prawosławnym Estończykom spod jurysdykcji Moskwy (w 1924 i 1995 r.). Wyznaczone wtedy granice Patriarchatu Moskiewskiego określają do dziś dnia legalny, czyli kanoniczny zakres jurysdykcji Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Patriarchowie prawosławni nie zgodzili się na przesunięcie jego granic w kierunku zachodnim ani o kilometr.

Moskwa do dziś stara się pominąć milczeniem wyznaczony jej kanonicznie obszar, o czym przypominał Konstantynopol, reprodukując parokrotnie wspomnianą mapę. Ostatni raz nastąpiło to na prośbę Ukraińców w 1922 r. Mapa ta stanowiła podstawę dla odbudowy autokefalicznego ukraińskiego Kościoła prawosławnego.

Uznanie przez światową wspólnotę prawosławną granic obecnej jurysdykcji moskiewskiej za jej terytorium kanoniczne, przekreśliłoby ukraińskie dążenia do stworzenia swojej autokefalii, uznanej kanonicznie przez świat prawosławny. Raz na zawsze przekreśliłoby też dążenia Mołdawian, nie mówiąc już o Białorusinach. Ci ostatni na razie siedzą cicho pod władzą antydemokratycznego reżimu, wypełniającego ideologiczne żądania Moskwy. Co będzie w przyszłości? Zobaczymy.

Trzeci Rzym

W bieżącym roku wypada trzeci jubileusz – 550 rocznica powstania Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Tej rocznicy nie świętuje w Rosji nikt. Dlaczego? Rosyjska Cerkiew Prawosławna, została utworzona metodą, którą współcześni nazwali by słowem: samowolne, nielegalne albo niekanoniczne. Jej powstanie spowodowało przez 151 lat schizmę w prawosławiu trwającą do 1589 r.

Moskwa w 1448 r. była buntownikiem. Wcześniej nie miała nawet własnej metropolii – podlegała Kijowowi. Dzieje Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego rozpoczyna bunt przeciw prawosławnej Oekumene. Powstanie Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego stanowi w pewnym sensie antycypację narodzin Kościoła Anglikańskiego. W obu przypadkach plany i projekty własnej monarchii przeważyły nad jednością Kościoła. Dalsza ewolucja obu tych rozłamowych Kościołów będzie podążać podobnie – ku ściślejszej kontroli ze strony władzy świeckiej i coraz większego podporządkowania jej celom.

Leżące u początków moskiewskiego prawosławia zerwanie z Kijowem, oznaczało też zerwanie z helleńsko-bizantyjską tradycją kulturową. Ostatnim działającym na Rusi Moskiewskiej wielkim twórcą helleńskim, którego dzieła należą do spuścizny światowej, był genialny ikonopis, mnich z Athosu, św. Theophan Grek, zmarły w 1405 r. Bez św. Theophana nie było by tam ani Dionizego, ani Daniły Czornego, ni największego z wielkich ikonopisów św. Andrzeja Rublowa, których dzieła wyniosły ikonę ruską najwyższe wyżyny, dając tym samym pierwszy rozbłysk moskiewskiej kultury.

Moskwa, po upadku Konstantynopola, ogłosiła się jedynym na świecie państwem prawosławnym, “Trzecim Rzymem”, opiekunem całego prawosławia. Przyjęcie takiej roli spotęgowało paniczny strach Moskwy przed wpływami prawosławia z zewnątrz, pozostającego poza kontrolą jej władz. Palono więc stosy prawosławnych książek zwanych “litewskimi”. Tak określano prawosławną literaturę w języku cerkiewno słowiańskim, drukowaną masowo w Rzeczypospolitej. Aby wyjść z izolacji, trzeba było dopiero Piotra Wielkiego i jego brutalnych reform. Kolejnym etapem unifikacji państwa i Kościoła była likwidacja Patriarchatu w 1714 r., oznaczająca pełne podporządkowanie Kościoła prawosławnego państwu.

Wreszcie, celem realizowanym przez Rosję w XIX wieku, było dążenie do stania się światowym imperium prawosławnym. Cel ten można było osiągnąć jedynie drogą rozbicia imperium ottomańskiego i przyłączenia Konstantynopola do Rosji. Wtedy los patriarchatu ekumenicznego byłby przesądzony.

Cerkiew po raz pierwszy w historii odzyskała wolność i autonomię dopiero po obaleniu Caratu. Sobór Lokalny Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego przywrócił Patriarchat i podjął gigantyczny trud reformy. Uniemożliwiła ją rewolucja październikowa, a faktycznie chytre przejęcie przez bolszewików kontroli nad wewnątrz-cerkiewnym nurtem reformatorskim.

Ostatni akord budowy Imperium Rosyjskiego w sferze sakralnej, zakończył się paradoksalnie w 1946 r., wraz z likwidacją i wchłonięciem dwóch kościołów grekokatolickich przez moskiewski Patriarchat. Został on wtedy po raz drugi restytuowany w doraźnych celach politycznych.

W imperialnej polityce jednoczenia prawosławia przez Rosję, Patriarchat Moskiewski był zawsze narzędziem władzy świeckiej. Niestety dziś odradza się to w polityce Rosji. Widoczne jest to zwłaszcza wobec prawosławnych Ukraińców nie chcących dłużej znosić kościelnej supremacji Moskwy.

Moskwa i katolicyzm

Propaganda antykatolicka, uprawiana jest na Rusi Moskiewskiej nieprzerwanie od 550 lat. Tyle samo lat liczy sobie Rosyjski Kościół Prawosławny. Katolicyzm od momentu kiedy elity wielkoruskie zdecydowały się na realizację idei Trzeciego Rzymu, stał się idealnym wrogiem budowanego imperium rosyjskiego. Papiestwo i katolicyzm stanowiły dla niego modelowego wroga. Były wrogiem, który nigdy realnie nie zagrażał, wobec czego przypisywaną mu złowrogą rolą można straszyć lud, w celu jednoczenia go w poczuciu zagrożenia.

Obecnie hasłem najbardziej jednoczącym społeczeństwo jest znów postulat: „My Rosjanie musimy wstać z kolan!” W praktyce oznacza to nostalgię za okresami największej chwały i blasku imperium. Naród rosyjski w putinowskiej Rosji odzyskuje poczucie swej tożsamości poprzez odgórne stymulowanie postaw ksenofobicznych.

W pierwszej połowie lat dziewięćdziesiątych po upadku ZSRR, powszechne były obawy, że „gotowe struktury katolickie” – zwłaszcza na terenach Syberii i rosyjskiej europejskiej Północy, gdzie prawosławie było najbardziej zniszczone – będą przejmować prawosławnych wiernych. Podobne obawy wzbudziło przekształcenie tymczasowych administratur rzymsko-katolickich w regularne diecezje. Hierarchowie prawosławni, podobnie jak rosyjscy dysydenci w latach siedemdziesiątych, spodziewali się masowych konwersji na katolicyzm w środowiskach inteligenckich. Dziś widać, że ich obawy okazały się w najwyższym stopniu płonne.

Prawosławni rosyjscy biskupi poczuwszy się silniej, wykorzystując dodatkowo odejście Jana Pawła II – którego autorytetu, a jeszcze bardziej polskości i słowiańskości zwyczajnie obawiali się – zaczęli mówić o ociepleniu wzajemnych stosunków. Jednak Moskwa – nawet w latach hałaśliwej propagandy antykatolickiej – w istocie szukała zbliżenia z Rzymem.

Posługiwanie się nadal argumentem zagrożenia ze strony katolicyzmu służy jedynie podniesieniu poprzeczki w negocjacjach. Jeśli bowiem Konstantynopol nie uznaje moskiewskiego „terytorium kanonicznego”, to może Rzym, nie rozumiejący tego pojęcia, da się skłonić do ogłoszenia jakiegoś dokumentu idącego po linii oczekiwań Moskwy. A może uda się w Watykanie posiać wątpliwości co do linii jednoznacznego poparcia dla Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego? Są to próby załatwienia czegoś z dyplomacją watykańską, licząc na jej brak orientacji w niuansach i półcieniach rosyjskiej rzeczywistości.

Wersja do druku

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.