Drukuj Powrót do artykułu

Prof. Kłoczowski: tożsamość kulturowa Europy została w niebezpieczny sposób zachwiana

28 stycznia 2015 | 11:44 | Marcin Przeciszewski / br Ⓒ Ⓟ

Potrzebujemy dzisiaj w Polsce poważnego dialogu kulturowego, bowiem w grę wchodzą podstawy tożsamości polskiej i europejskiej – mówi KAI prof. Jerzy Kłoczowski, niedawno obchodzący jubileusz swego 90-lecia.

KAI: Dojrzałe życie Pana Profesora, jako chrześcijanina, kształtowało się pod wpływem Soboru Watykańskiego II. Na ile spuścizna Soboru została w Polsce zasymilowana? Co dziś Kościół winien zmienić w relacji do świata? Na ile szansą jest pontyfikat papieża Franciszka?

Prof. Jerzy Kłoczowski: Papież Franciszek kontynuuje linię otwartą na świat, którą zapoczątkował Jan XXIII, potwierdził Sobór Watykański II, a kontynuowali następni papieże – Paweł VI, Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek. Chodzi – wolno powiedzieć – o wyjście Kościoła ku światu i przekroczenie – w dialogu z nim – zbyt zamkniętego dotąd „getta chrześcijańskiego”. Chrystus naucza przecież, że należy szanować każdego człowieka, nawet przeciwnika. Nie wolno nam podtrzymywać nienawiści, ale w getcie się o tym łatwo zapomina.

Trzeba pamiętać, że getto było zawsze pewną formą obrony swej tożsamości. Żydzi dzięki gettom zachowali swą unikalną tożsamość w chrześcijańskim otoczeniu. Postawa taka – choć zrozumiała – jest jednak niebezpieczeństwem z punktu widzenia misji Kościoła. Cechą Kościoła, od samego początku, jest otwartość na świat wynikająca z polecenia Chrystusa: „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody!”. Ale taka otwarta postawa wymaga mocnych osobowości i świadomości silnej własnej tożsamości.

Może przydałby się rachunek sumienia, czy takie „getto” nie zagraża dziś chrześcijaństwu w Polsce? Tym bardziej, że w naszej historii trwanie w takim getcie bywało uzasadnione. Przykładem są okresy niewoli i totalitarnej opresji.

Jednakże dziś – w okresie wolności – postawa zamykania się w getcie jest błędem, choć jest ona najłatwiejsza do realizacji. Problem ten wymaga bardzo poważnego przemyślenia w ramach Kościoła w Polsce i oczywiście w całym świecie, gdzie zamykanie się wobec zagrożeń cywilizacji jest tak częste.

KAI: Był Pan jednym z założycieli Klubu Inteligencji Katolickiej i jedną z głównych postaci ruchu „Znak”. Jak dziś – po sześćdziesięciu latach od czasu powstania tych środowisk – postrzega Pan rolę i misję inteligencji katolickiej w Polsce?

– Rola ta jest bardzo duża i potrzebna, ale niestety nie jest to dzisiaj mocny punkt polskiego katolicyzmu. Nie mamy w Polsce silnego i mogącego skutecznie oddziaływać na zewnątrz intelektualnego środowiska katolickiego, które dobrze zdawałoby sobie sprawę z kierunku zmian, jakie następują w Europie i jej kulturze. Dawny „Tygodnik Powszechny” rozpadł się, a formuła Klubów Inteligencji Katolickiej wymaga dobrego przemyślenia miejsca i zadań na dzisiaj. W debacie publicznej brak jest takiego środowiska katolickiego, które liczyłoby się dostatecznie w toczącej się debacie publicznej polskiej i europejskiej, dziś jakże aktualnej i ważnej.

Dużą nadzieję pod tym względem wiążę z inicjatywami podejmowanymi w Warszawie przez Kardynała Nycza. Szalenie potrzebne są takie jak np. „Dziedziniec Dialogu”. Uważam, że bardzo potrzeba w Polsce poważnego dialogu kulturowego, bo przecież w grę wchodzą tu same podstawy tożsamości polskiej i europejskiej, także oczywiście religijnej – w ekumenicznej atmosferze. Jestem przekonany, że pewien wspólny grunt możemy w tej sferze znaleźć np. z wieloma agnostykami, bo przecież nie chodzi tu o nawracanie kogokolwiek, lecz o szacunek dla uniwersalnych wartości i dobro wspólnoty, jakim winna być dla nas nie tylko Polska, ale i Europa.

KAI: Kilka tygodni temu papież Franciszek wygłosił w Radzie i Parlamencie Europejskim orędzia, z których widać było, że papież z Argentyny doskonale rozumie, czym jest Europa, jej tożsamość i misja w świecie. Jak odebrał to Pan Profesor? Jego propozycja i zachęta do braterskiego dialogu odnosi się także do nas w Polsce.

– Franciszek ma świadomość, że Europa, jak i cały świat, znajduje się dziś na trudnym historycznym zakręcie. Doskonale to wyczuwa, choć ma za sobą perspektywę południowoamerykańską. W Strasburgu przypomniał, w czym w istocie tkwi tożsamość Europy, uwypuklając między innymi to, co wniosło chrześcijaństwo do jej kultury i życia społecznego i co wypada pamiętać, widząc jak szybki był rozwój naszej Europy (określanej przez wielu jako Rzeczpospolita Chrześcijańska – Res Publica Christiana) w kolejnych okresach historii. Słuchając tego historycznego papieskiego orędzia, można było w nim zauważyć wiele elementów tożsamych z nauczaniem Jana Pawła II na temat Europy. Jan Paweł II podkreślał wielokrotnie znaczenie dialogu, którego celem jest znalezienie wspólnej platformy, umożliwiającej spotkanie chrześcijaństwa, współczesnej kultury i świata polityki, włącznie z instytucjami europejskimi. Dialog ten ma służyć odnalezieniu tego, co najcenniejsze w europejskiej spuściźnie, która składa się z bardzo wielu nurtów. Jakże ważne było spotkanie od XI-XII wieku odrodzonego chrześcijaństwa i spuścizny starożytnej, renesansu od XII/XIII wieku, jak to dzisiaj coraz lepiej znamy. Bogactwo głębokiej, humanistycznej cywilizacji europejskiej decydowało o jej światowym sukcesie w tysiącleciu XI-XIX.

KAI: Pan Profesor w swych badaniach mówi często o kluczowym znaczeniu dla kształtowania się cywilizacji europejskiej “renesansu XI i XII wieku”. Na czym on polegał?

– Podstawę stanowi wolne społeczeństwo, które powstaje w ciągu X-XIII stulecia. Prawa gwarantują wolność wsiom, miastom, stanom, różnym wspólnotom i Kościołowi. Nie ma niewolników, jak w starożytności. Kościół uzależniony dotąd od państwa, uzyskuje wolność, autonomię. Nie ma mowy o teokracji czy wszechrządach cesarza (jak w Rzymie i Bizancjum). Wyraźnie rysują się podstawy rozdziału państwa i Kościoła.

Głęboka ówczesna reforma Kościoła nawiązuje do europejskiej, powszechnej edukacji wiernych, rzeczywistej chrystianizacji, europeizacji, dotąd bardzo zaniedbywanej. Prawa gwarantujące wolność tworzą trwałe podstawy demokracji, zwalczania dyktatur. Powstające uniwersytety, trwałe dzieło epoki, zapewniają silne zaplecze intelektualne rozwijającej się cywilizacji i Kościołom. Bardzo rozbudowane w ostatnim stuleciu międzynarodowe badania historyczne stworzyły nowy obraz dziejów zachodniego, łacińskiego kręgu cywilizacyjnego – możemy powiedzieć „naszej Europy” – która przez stulecia określała się sama jako Rzeczpospolita Chrześcijańska, „Res Publica Christiana”. Bardzo intensywnie od XI-XIII wieku jako społeczeństwo uczonych ludzi czterech stanów, co je różni zasadniczo od poprzednich okresów starożytności. Wolność, podobnie jak społeczeństwo i państwa, uzyskuje (po raz pierwszy) Kościół Rzymski z papieżem na czele.

Równolegle z reformą Kościoła rozwija się potężny ruch intelektualny, rodzą się uniwersytety i scholastyka i bogaty, wielostronny Renesans, nawiązujący do starożytności. Ten Renesans, pokazały to dobrze badania, łączy w XII-XIII wieku dziedzictwo starożytności z chrześcijaństwem, tworząc trwałe podstawy kultury europejskiej i humanizmu europejskiego. Europa odkrywa w tym okresie i integruje dorobek humanizmu epoki starożytnej, dowartościowując w ten sposób świat natury i rozumu ludzkiego. Racjonalizm Arystotelesa zostaje przez św. Tomasza z Akwinu włączony w samo jądro kultury chrześcijańskiej. W odkrywaniu człowieka osobne miejsce zajęły takie wartości jak przyjaźń i miłość, należące zarówno do starej tradycji judeochrześcijańskiej, jak i szczególnie kultywowane przez starożytność: Cyceron czy Owidiusz. – Nasz humanizm chrześcijańsko-renesansowy oznacza daleko idącą waloryzację człowieka i jego zdolności twórczych, jego rozumu i serca oraz poczucia odpowiedzialności. Jednym z podstawowych elementów wiary chrześcijańskiej jest wówczas kult Chrystusa-Człowieka, pomagający w odkryciu godności osoby ludzkiej i pokazujący wzorzec postępowania.

KAI: Jest to też okres głębokiej wewnętrznej reformy chrześcijaństwa….

– Olbrzymią rolę w tym zakresie pełnią zakony żebracze: franciszkanie i dominikanie. Oznacza to reformę, która nawiązuje wprost do Ewangelii i w tym duchu wzbogaca kształtujący się europejski humanizm. Typowym przykładem są dominikanie i franciszkanie, gdzie naśladowanie Chrystusa, radykalizm Ewangelii łączy się z otwartością na wiedzę i obecnością na uniwersytetach.

Osiągnięcia intelektualne, rozwój coraz większej liczby czynnych ośrodków intelektualnych, i faktyczna inkulturacja chrześcijaństwa w przestrzeni europejskiej stanowi jedno z kluczowych zjawisk dla rodzącej się wówczas „Res Publica Christiana”, Rzeczpospolitej Chrześcijańskiej – Europy. Warto przypomnieć, że ta średniowieczna „Res Publica Christiana” nie oznaczała bynajmniej jakiejś formacji wyłącznie wyznaniowej, (rządy papieży), lecz kulturową w najszerszym tego słowa znaczeniu. Było to pojęcie oznaczające identyfikację kultury z chrześcijaństwem. Termin ten nie miał nic wspólnego z Państwem Kościelnym.

Z kolei wieki XIII-XV są wielkim okresem głębokiej i powszechnej chrystianizacji społeczeństwa europejskiego. Chrześcijaństwo dociera do każdego człowieka, mężczyzny i kobiety, rodzin – wydobywają to wszystkie najnowsze badania – a prawdziwymi chrześcijanami przestają być tylko księża i mnisi. Następuje dowartościowanie świeckiego wiernego, w kształtujących się wówczas wspólnotach wiejskich i miejskich Europy. Od tego czasu mieszczanie i chłopi stają się szczególnie chrześcijanami.

Chrześcijaństwo po Reformie i Renesansie, humanizm, docierają w XIII wieku na nasze ziemie, tworząc podstawy kultury polskiej. Znakomitym przedstawicielem tego nurtu jest Mistrz i błogosławiony biskup krakowski Wincenty Kadłubek ze swą Kroniką, która jest dowodem na wielkie wpływy nowej kultury europejskiej z jej renesansem i chrześcijaństwem. Możemy powiedzieć, że chrześcijaństwo przychodzi do Polski tak naprawdę w XIII wieku i to w swoim najlepszym wydaniu. A dzieje się tak w dużej mierze dzięki dominikanom i franciszkanom. Zapomina się tu jednak o roli biskupów i parafii. Wcześniej, od czasów Mieszka i Chrobrego, był tu tylko Kościół państwowy. W XIII stuleciu Polska staje się istotną częścią Kościoła i kultury zachodnioeuropejskiej. Zbiega się to z pogłębioną chrystianizacją.

Można powiedzieć, że formacja religijna, którą określiliśmy mianem „Res Publika Christiana”, w Europie przetrwa w tradycji zwłaszcza wsi europejskiej długo, wcale nie rzadko do XVIII-XIX wieku, a nawet do XX wieku.

KAI: Ten, wydawałoby się, harmonijny porządek burzy epoka Oświecenia?

– Rewolucja naukowa XVII wieku i ruchy Oświecenia XVIII wieku zaczynają podważać powszechną jeszcze w Europie wiarę chrześcijańską. Oświecenia jednak nie należy postrzegać jako czasu jednostronnej walki z chrześcijaństwem, gdyż zależnie od kraju i lokalnego kontekstu miało ono różne oblicza. Ważne dla wielu krajów, m.in. Austrii czy Polski, było „oświecenie katolickie”, dziś wydobywane przez historyków z zapomnienia, czy silne ruchy protestanckich reform, które tak zaważyły np. na powstaniu i na ustroju Stanów Zjednoczonych. Oświecenie w USA charakteryzuje się przecież zbudowaniem systemu harmonijnej współpracy z Kościołami w liberalnym otoczeniu. Konstytucja USA pierwsza wprowadziła prawdziwą wolność religijną, katolicyzm umocnił się tam bardzo mocno od XIX wieku.

Pamiętajmy, że mimo ograniczenia wpływu chrześcijaństwa na dalszy rozwój Europy rozwija się ono bardzo dynamicznie w skali świata, głównie dzięki placówkom misyjnym. O ile do XVII wieku bastionem chrześcijaństwa była Europa, to od XIX stulecia możemy mówić o chrześcijaństwie światowym. Gwałtownie – i to pod każdą szerokością geograficzną – zwiększa się liczba wyznawców Chrystusa.

Natomiast prawdziwym ciosem dla tradycyjnej kultury europejskiej, harmonijnie integrującej dziedzictwo judeochrześcijańskie, są – jak już mówiliśmy – następujące po sobie katastrofy XX wieku: wyniszczające wojny, miliony wymordowanych, totalitaryzmy. Dlatego tak ważny wydaje się powrót do tych wszystkich wartości stanowiących istotę europejskiej tożsamości: jej chrześcijańskiej i zarazem europejskiej tradycji.

KAI: Wszyscy jesteśmy świadomi, że Europa znajduje się dziś na niebezpiecznym zakręcie. W jakich kategoriach opisałby to Pan Profesor?

– Obecna sytuacja kultury europejskiej spowodowana została serią postępujących po sobie kryzysów, jakie w ciągu ostatnich dwustu lat przeżyła Europa. Dołączyły się do tego zmiany wynikające z rozwoju techniki, komunikacji, prowadzące do kompletnej przemiany warunków życia. Rewolucja przemysłowa od XIX wieku kompletnie zmieniła tradycyjne społeczeństwo europejskie i jego kultury. W ciągu XX wieku doszło do tych głębokich przemian, zjawiska bardzo głębokiej globalizacji, czy z francuska mówiąc mondializacji, i świat staje się małą wioską. Wszystkie te czynniki spowodowały, że na całym świecie mamy do czynienia z powszechnym kryzysem kultur tradycyjnych, poczynając od pierwotnych, po najbardziej rozwinięte. Tożsamość kulturowa Europy została zachwiana i nie wiemy oczywiście, czym się to skończy.

Ponadto osłabła rola Europy w skali globu. Jeszcze do początków XX wieku Europa panowała nad światem. Dziś – w epoce globalizacji – Europa schodzi na pewien margines. Dlatego bardzo potrzebna jest refleksja, w jaki sposób Europa może na nowo odnaleźć te źródła, dzięki którym dynamicznie rozwijała się przez wieki. Cały świat wiele z tego skorzystał, nie były to tylko, też to widzimy, same podboje. Papież Franciszek w Strasburgu mówił, że tą szansą jest powrót do humanizmu europejskiego, mającego swe źródła w spotkaniu filozofii starożytnej z judeochrześcijaństwem. Humanizm ten – który jest zjawiskiem typowo europejskim – charakteryzuje się zaangażowaniem w kształtowanie rzeczywistości doczesnej z poszanowaniem niezbywalnych praw osoby ludzkiej, które wywodzono także z innych źródeł, przy jednoczesnym otwarciu na transcendencję. Te elementy przez wieki wyróżniały kulturę europejską od innych, jednocześnie zapewniając Europie dynamiczny rozwój.

Te wszystkie elementy, wraz z globalizacją i migracjami na olbrzymią skalę, powodują stopniowy zanik tradycyjnych kultur. Postępuje proces kulturowego wykorzenienia człowieka. Warto przy tym zauważyć, że rewolucji kulturowej towarzyszy próba „wyprania” historii Europy między innymi z pamięci o olbrzymim wkładzie chrześcijaństwa. Jest to sprzeczne z wynikami badań wszystkich wielkich szkół historycznych, także tymi, w których uczestniczyłem. Żaden ze współczesnych poważnych historyków – nawet niewierzących – nie zaprzecza olbrzymiemu wkładowi chrześcijaństwa w historię Europy. Weźmy za przykład niedawno zmarłego prof. Jacquesa Le Goffa, jednego z największych francuskich i europejskich historyków XX wieku. Le Goff deklarował się jako agnostyk, ale podkreślał niezastąpioną rolę chrześcijańskiego humanizmu w tworzeniu Europy i kształtowaniu jej kultury.

KAI: Zwraca Pan uwagę na postępujący kryzys Europy? Jakie – poza stopniowo narastającym procesem sekularyzacji – są jego przyczyny?

– Wśród głównych źródeł współczesnego kryzysu Europy wymieniłbym darwinizm społeczny, żywy od końca XIX stulecia. Zakłada on, że tylko ta społeczność się utrzyma – narodowa czy inna – która będzie bezwzględnie walczyć o swoje, ze wszystkimi dookoła. Darwinizm społeczny, pełen nienawiści, stanowił zaprzeczenie dotychczasowego dorobku europejskiego humanizmu. Z tego sposobu myślenia wyrosły nie tylko wojny światowe, ale cały szereg dalszych konfliktów i totalitaryzmy. Darwinizm społeczny jest gruntem, z którego wyłonił się zarówno skrajny nacjonalizm, jak i faszyzm, nazizm i komunizm. Jest to wspólny grunt dwudziestowiecznych ideologii totalitarnych, które charakteryzowało pojmowanie życia społecznego w kategoriach bezwzględnej walki, jako podstawowego motoru rozwoju historycznego.

Wpływ darwinizmu możemy prześledzić m.in. na przykładzie nacjonalizmu. Nacjonalizm zaczął się rozwijać już w epoce romantyzmu i oznaczał przywiązanie do swego narodu. Pojęcie patriotyzmu pochodzi od greckiego „patria” – ojczyzna i jest pozytywnym zjawiskiem. Natomiast od końca XIX wieku przeradza się on w koncepcję walki z innymi w imię egoistycznie rozumianego interesu narodowego, a obserwujemy go także w Polsce. Skrajny nacjonalizm stanowił też ideową podbudowę faszyzmu i nazizmu, co spowodowało kolejną katastrofę dla Europy.

Po I wojnie światowej powstają totalitaryzmy: komunizm stalinowski, włoski faszyzm i niemiecki nazizm. Uderzają one dotkliwie w społeczeństwa i kulturę Europy. Ginie kilkadziesiąt milionów Europejczyków, zbrodniczo naziści wymordowali miliony Żydów, komuniści – miliony chrześcijan.. II wojna światowa – choć rzadko o tym mówimy – w formie późniejszej „zimnej wojny” trwa przez 50 lat: od 1939 do 1989 roku. Ten 50-letni okres pozostawia po sobie spustoszenie materialne, kulturowe i moralne na terenach uzależnionych od ZSRR.

W roku 1991 upada Związek Radziecki, ostatni bastion totalitaryzmu w Europie. Pojawiają się nowe szanse reintegracji kontynentu. Proces ten mocno wspiera Jan Paweł II. Warto zaznaczyć, że papieże, poczynając od Piusa XII, popierali zjednoczenie Europy. Bardzo silnie zaangażowali się w tym kierunku Jan XXIII i Paweł VI, widząc w tym procesie szansę na odbudowę jednej Europy na trwałym fundamencie wartości, które legły u jej podstaw.

Przechodząc do złożonej problematyki procesów sekularyzacji, odwołuję się do dobrze mi znanego profesora René Rémonda, wybitnego specjalisty francuskiego, jednego z twórców francuskiej historii współczesnej, członka Akademii Francuskiej, cieszącego się zwłaszcza we Francji wielkim prestiżem i uznaniem. Autor wielu prac o życiu religijnym, sekularyzacji, laikacie (zwłaszcza ruchach laickich) zajął się w tej światowej perspektywie nabrzmiałymi we Francji i wielu krajach europejskich od drugiej połowy XX wieku prądami współczesnej sekularyzacji.

Sekularyzacja zaczyna się w Europie co prawda gdzieś od końca XVIII wieku, ale jej szczytowy moment – mocno to Rémond podkreśla – związany jest z rewolucją obyczajową, która objawia się z całą siłą w Europie latach sześćdziesiątych XX wieku.

KAI: Mówi Pan, że “szczyt” procesów sekularyzacyjnych następuje w drugiej połowie XX wieku…

– Przybiera to postać nurtu dążącego do emancypacji sposobu postępowania jednostek od powszechnie obowiązujących norm głoszonych przez religie, państwa i respektowanych prawodawstw.

Dla tego współczesnego nurtu – wyjaśnia Rémond – podstawową kategorią jest całkowita autonomia jednostki. Każdy wybiera to, co sam uznaje za słuszne, a nie dlatego, że zobowiązują go do tego jakieś powszechne zasady moralne potwierdzone autorytetem religijnym bądź państwowym. Ten nurt myślenia i akcji narodził się najpierw na terenie protestanckich państw skandynawskich, które od wieków cechował silny rygoryzm moralny oraz w Anglii, ojczyźnie purytanizmu. George Carey, były arcybiskup Cantenbury, nazwał go trafnie „prywatyzacją 10 przykazań”. Następnie ruch ten ogarniał stopniowo europejskiej kraje katolickie, a jego apogeum były wydarzenia 1968 roku we Francji.

Jego skutkiem jest rozejście się dróg religii, państwa i prawa, odrzucanie moralności wszelkiego pochodzenia. Jeszcze do niedawna Dekalog był uznawany za uniwersalne źródło prawa i były doń dostosowywane systemy prawne poszczególnych państw. Przez wieki tym, co było naturalne dla Europy, był związek pomiędzy moralnością a prawem. Prawo odzwierciedlało ogólnie uznawane, uniwersalne zasady moralne. To, co religia określała jako grzech, w sferze publicznej najczęściej też było piętnowane przez prawo. Musimy zdać sobie sprawę, jak bardzo niebezpieczne – i to zarówno dla Kościoła, jak i państwa – jest odrzucenie powszechnie obowiązujących norm moralnych jakiegokolwiek pochodzenia.

Moralność i prawo, które przez wieki szły w Europie razem, teraz rozchodzą się dość radykalnie. Wyrazem tego jest wprowadzanie w latach sześćdziesiątych w wielu państwach europejskich praw dopuszczających rozwody, aborcję i antykoncepcję oraz znoszących jakiekolwiek ograniczenia natury obyczajowej. Skoro kobieta jest „właścicielką swego ciała”, może wybrać dowolnego partnera, urodzić dziecko bądź je zabić drogą aborcji. Etyka pozostaje na służbie prawu do samorealizacji, rozumianemu skrajnie indywidualistycznie, a nie wspólnotowo, poprzez relacje człowieka z innymi. Dla tej formacji kulturowej charakterystyczna jest także niechęć do rodziny jako „instytucji opresyjnej”, ograniczającej wolność małżonków. Rodzina – dotąd instytucja społeczna o fundamentalnym znaczeniu, będąca pod szczególną ochroną prawa – zaczyna być zwalczana, a w przestrzeni publicznej dąży się do ograniczenia jej praw.

Skutkiem tego jest dążenie do skrajnej marginalizacji religii, tak aby nie kształtowała ona postaw ogółu społeczeństwa i aby jej wpływ został zastąpiony sumieniem kształtowanym na modłę indywidualną. Państwa rezygnują z roli autorytetów w sferze moralnej, następuje stopniowy zanik pewnego uniwersalnego kodu moralnego, mającego odniesienie do religii. Następuje tryumf liberalizmu obyczajowego. René Rémond proces ten traktuje jako największe zwycięstwo sekularyzacji w dotychczasowych dziejach Europy.

Religie monoteistyczne zaczynają być więc traktowane jako systemy opresyjne, odbierające człowiekowi wolność. A z najostrzejszym atakiem spotykają się te, które mówią o grzechu, w pierwszym rzędzie chrześcijaństwo. Gdy zostaną one skutecznie zmarginalizowane, aż do całkowitego zniknięcia, wolny człowiek będzie spokojnie robić to co chce, bez ograniczeń ani wyrzutów sumienia.

KAI: Zwolennicy tak pojętej „rewolucji kulturowej” w jej najbardziej radykalnych nurtach, wysuwają postulat wyboru płci, włącznie z możliwością jej zmiany. Niektóre nurty „gender” zakładają, że tzw. płeć kulturowa jest ważniejsza od płci biologicznej. Kolejnym postulatem tego nurtu jest dążenie do prawnej legalizacji związków homoseksualnych i przyznania im praw wcześniej zarezerwowanych dla rodziny. W imię walki z rzekomą dyskryminacją mniejszości seksualnych liderzy rewolucji kulturowej dążą do przemiany obowiązujących systemów prawnych, tak aby sprzyjały one budowaniu postulowanego przez nich nowego modelu społeczeństwa.

– Europa wchodzi w nową epokę historii, niektórzy mówią – pogańską. Kulty pogańskie miały oczywiście wiele bardzo różnych form i nurtów, jednak ich wspólnym elementem – jak zauważa Chantal Delsol – jest to, że ludzie wybierają bogów, którym chcą oddawać cześć i po swojemu ich definiują. Tak pojmowane „wielobóstwo” – jakie znaliśmy np. w starożytności – sprzyja realizacji indywidualistycznej wolności, a przy tym zaspokaja naturalny głód duchowy.

Warto zwrócić uwagę – choć to odrębne i wymagające dogłębnych analiz zjawisko – że olbrzymią rolę w przekazie tej formacji kulturowej odgrywa współczesna kultura medialna. W dzisiejszym świecie staje się ona jednym z głównych czynników kształtowania świadomości i opinii społecznej. Radio, telewizja, Internet nabierają wyjątkowego wręcz znaczenia, walcząc też oczywiście o pełną wolność dla siebie.

KAI: Jaki więc scenariusz – jeśli chodzi o ewolucję kultury europejskiej – możemy przewidywać na najbliższe dziesięciolecia?

– Jest to kwestia otwarta. Z jednej strony wiele środowisk ogarnia pesymizm, że Europa jest właściwie skończona. Dochodzi do tego kryzys demograficzny o niespotykanej dotąd głębi. Aby zapewnić w miarę normalne funkcjonowanie społeczeństw, napływ imigrantów ze świata będzie musiał być tak duży, że Europa w niedługim czasie może stać się bardziej muzułmańska niż chrześcijańska, czy nawet agnostyczna. Katastroficzne prognozy wzmacnia świadomość malejącej roli Europy w świecie, a także brak wiary w angażowanie się w sprawy europejskie, z pełną odpowiedzialnością.

Musimy jednak zdawać sobie sprawę, że na proces historyczny oddziałuje wiele czynników, także te, które nazywamy „elementami długiego trwania”. Mówią o tym najwybitniejsi współcześni historycy z różnych krajów, którzy podkreślają znaczenie zjawisk sprzyjających ciągłości historii. W kulturze europejskiej szukają więc tych czynników, które stały się punktem wyjścia do niesłychanego rozwoju naszej cywilizacji. Wśród nich – co podkreślał też papież Franciszek w Strasburgu – na pierwszy plan wysuwa się chrześcijański personalizm z wyjątkową wśród wszystkich kultur koncepcją osoby ludzkiej, co legło u podstaw humanizmu europejskiego. To właśnie dzięki niemu powstać mogła demokracja szanująca prawa człowieka, co więcej budować społeczeństwo wielokulturowe, co dziś jest tak potrzebne Europie.

Po straszliwych doświadczeniach XX wieku musimy – pamiętając je dobrze – ze szczególną odpowiedzialnością, otwarciem, solidarnością, koncepcją dialogu budować nowy świat pokoju i prawa. Człowiek bez żadnych barier moralnych traktujący się za wolnego nadczłowieka może być w tej sytuacji szczególnie niebezpieczny.

KAI: Rozmawiamy w okresie Pańskiego 90-lecia. Jakie zagadnienia, tematy w swojej pracy uważa Pan Profesor za najważniejsze?

– Zawsze interesowała mnie szczególnie historia społeczno-religijna i miejsce polskiego chrześcijaństwa w Europie (oczywiście także miejsce Polski w historii Europy). Pokazuje to wiele moich książek. Mogę wymienić bardzo licznych bliskich przyjaciół historyków: Francuzów, Anglików, Niemców, Włochów, Amerykanów czy Ukraińców, Litwinów i Białorusinów. Pasjonowała mnie również porównawcza historia chrześcijaństwa w Europie. Przez wiele lat byłem wiceprzewodniczącym Międzynarodowej Komisji Historii Porównawczej Kościołów. Mam nadzieję, że ten typ uprawiania historii zainspiruje młodsze pokolenie historyków.

Druga sprawa to doprowadzenie do współpracy historyków z Polski, Ukrainy, Litwy i Białorusi w zakresie wspólnych badań nad dziedzictwem Rzeczypospolitej. Wielkim zagadnieniem – jakie udało mi się zrealizować za pomocą wielu środowisk naukowych z tych krajów – są studia nad dziejami Europy Środkowo-Wschodniej, pokazujące odrębne, ale jakże ważne miejsce tego regionu w Europie.

Czyniliśmy to w opozycji do historiografii rosyjskiej, która ten teren chciałaby zawłaszczyć dla siebie, tłumacząc, że kiedyś wszędzie tam była Rosja. Rosyjska historiografia zakłada, że wszystkie kraje słowiańskie winny stanowić element specyficznie rozumianego „ruskiego świata”. Tymczasem zainicjowane przeze mnie badania wykazują samodzielność tego regionu. Dowodzą, że większość krajów Europy Środkowo-Wschodniej przynależy do kręgu kultury zachodniej. Owszem, istnieje także silny kulturowy krąg oraz bizantyjsko-słowiański, ale on także, np. Ruś Kijowska, w swych najlepszych okresach rozwijał się niezależnie od Rosji.

KAI: Jako nestor polskiej humanistyki, co Pan Profesor chciałby przekazać wnukom?

– Niesłychanie ważną sprawą jest nie zostawianie humanistyki na marginesie techniki, biznesu czy ekonomii. Nie ma kultury bez podstaw humanistycznych. Humanistyka daje podstawy myślenia i kulturowego zakorzenienia. A tylko ludzie zakorzenieni kulturowo są zdolni budować kulturę, także polityczną. W Polsce pod tym względem braki są dobrze widoczne.

Podobnie dzisiejsza Unia Europejska – wbrew jej ojcom założycielom – zostawia na marginesie głębszą kulturę humanistyczną. Obawia się, że przywiązanie elit do różnorodnych korzeni kulturowych spowoduje walkę. Zwolennicy tej koncepcji argumentują, że przez wieki historia Europy była historią wojen pomiędzy narodami oraz krwawych wojen religijnych. Stąd więc ignorowanie roli chrześcijaństwa czy narodów jako podstawowych czynników, które legły u podstaw kultury europejskiej. Jest to też niezgodne ze współczesną historiografią naukową.

A tymczasem, jeśli wyłączymy humanizm europejski, chrześcijaństwo, jak i poszczególne kultury narodowe, czy pamięci lokalne i regionalne, także rodzinne – to co zostanie z Europy? Jest to straszna rzecz, groźba katastrofy, która może nas czekać. Bo przecież tylko człowiek zakorzeniony kulturowo jest zdolny do twórczego kształtowania rzeczywistości.

Jestem przekonany, że odrzucenie kulturowego dziedzictwa Europy, odrzucenie chrześcijaństwa i humanizmu – jest prostą drogą do katastrofy, podmycia fundamentu, który jest nam tak bardzo potrzebny.

KAI: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Marcin Przeciszewski

 

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.