Drukuj Powrót do artykułu

Prof. Sowiński: Strajki nauczycieli, a nauczanie społeczne Kościoła

12 kwietnia 2019 | 05:02 | Dr hab. Sławomir Sowiński, Instytut Politologii UKSW | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. pixabay.com

– Kościół przestrzega przed politycznym instrumentalizowaniem aspiracji poszczególnych grup społecznych, pokusą politycznego klientelizmu, traktowaniem obywateli wyłącznie jako potencjalnych wyborców, a polityki społecznej jako narzędzia do poszerzenia elektoratu – pisze dr hab. Sławomir Sowiński z UKSW w komentarzu przesłanym KAI. Stara się naświetlić problem od strony społecznego nauczania Kościoła, przekonany, że narastać może błędne wrażenie, że Kościół katolicki w Polsce nie chce być już autorytetem publicznym, dającym odpowiedzi na ważne społeczne pytania i dylematy.:

Gdzie jest dziś nasza solidarność? To być może jedno z najważniejszych polskich pytań tych dni. Stajemy z nim dziś obok nauczycieli, zarówno tych którzy w poczuciu bezsilności podjęli dramatyczną decyzję o strajku, jak i tych którzy w poczuciu odpowiedzialności zdecydowali się pracować ze swoimi uczniami; obok zdezorientowanych i zaniepokojonych uczniów oraz rodziców, którzy niepewni są edukacyjnego jutra. Stajemy też wobec polityków, którzy zrobili wiele, zbyt wiele, by nas poróżnić i podzielić.

Zwłaszcza dziś nie ma na to pytanie jednej łatwej odpowiedzi. Od tego pytania uciec nie może nikt kto o państwie myśli poważnie, kto wygląda poza horyzont politycznej codzienności, kto poważnie traktuje polskie „my” i polskie „jutro”. Wydaje się, że dotyczy to także Kościoła, który tak często był przecież inspiratorem a także aktywnym uczestnikiem polskiej wolności i solidarności. A nierzadko, w trudnych, bolesnych, publicznych sprawach mówił: „do nas i za nas”.

Solidarność w okowach polityki i ekonomii

Zabieranie przez Kościół głosu – w sprawie solidarności czy sprawiedliwości społecznej, w obliczu strajków i protestów – wymaga rzecz jasna dużej rozwagi. Po pierwsze bowiem, odpowiedzialność za trudne polityczne i ekonomiczne decyzje na końcu spoczywa zawsze na politykach. I nikt nie może w odpowiedzialność tę ingerować, czy polityków z niej zwolnić. Po drugie, pierwszą i najważniejszą duszpasterską misją Kościoła jest trwanie z Dobrą Nowiną, po różnych stronach społecznych sporów i protestów. Po trzecie, coraz wyraźniejszy kontekst wyborczej rywalizacji sprawia, że każdy publiczny głos społecznego autorytetu, także Kościoła, będzie podlegał próbom interpretacji czy instrumentalizacji politycznej. Po czwarte wreszcie, rosnące słuszne aspiracje poszczególnych grup społecznych, w połączeniu z galopująca feerią przedwyborczych licytacji sprawiają, że trudno nam jako społeczeństwu zgodzić się co do tego: kto z nas dźwiga dziś najcięższe brzemiona? Komu wsparcie należy się najbardziej? I na co nas wspólnie stać?

„Jedni drugich brzemiona noście!”

A jednak, pomimo tych wszystkich ryzyk i złożonych uwarunkowań, Kościół katolicki w Polsce ma swym społecznym nauczaniu i swej historii ważny depozyt solidarności, który tu i teraz, może i powinien być przywołany.

Najkrócej przypomnieć go można rozważając raz jeszcze słowa jakie usłyszeliśmy w czerwcu roku 1987 na gdańskiej Zaspie: „Jeden drugiego brzemiona noście”, „Solidarność – to znaczy: jeden i drugi (…) nigdy: jeden przeciw drugiemu. Jedni przeciw drugim. I nigdy ‘brzemię’ dźwigane przez człowieka samotnie”. Słowa te, wypowiedziane przez św. Jana Pawła II w innym zupełnie kontekście politycznym i historycznym, dziś w wolnej już Polsce brzmią zaskakująco i dramatycznie aktualnie, i mogą być znów dobrą osnową do wspólnej poważnej refleksji.

Lekcję solidarności w nauczaniu społecznym Kościoła można znaleźć także w społecznych encyklikach. Jako wierzący i nie wierzący, jako nauczyciele i rodzice, jako politycy i obywatele, powinniśmy raz jeszcze publicznie dziś usłyszeć i przemyśleć choćby nauczanie z encykliki „Laborem exercens, mówiące o godności pracy ludzkiej, o sprawiedliwej płacy, o wspólnej, solidarnej odpowiedzialności pracodawców i związków zawodowych, czy o potrzebie budowania „frontów solidarności w dziedzinie pracy ludzkiej”, które zapobiegać mogą „faktycznej ‘proletaryzacji’ poszczególnych grup zawodowych czy społecznych” (por. LE, 8).

Okazję do takiej publicznej refleksji na temat społecznej solidarności daje też opublikowany niedawno dokument społeczny KEP „O ład społeczny dla dobra wspólnego”. W kontekście konfliktu politycznego biskupi przypominają w nim szczególną odpowiedzialność polityków za kształtowanie dobra wspólnego – bez zbędnego antagonizowania poszczególnych grup obywateli. Odnosząc to do obecnych społecznych protestów i kontekstu przedwyborczej licytacji, Kościół przestrzega przed politycznym instrumentalizowaniem aspiracji poszczególnych grup społecznych, pokusą politycznego klientelizmu, traktowaniem obywateli wyłącznie jako potencjalnych wyborców, a polityki społecznej jako narzędzia do poszerzenia elektoratu.

Ten sam dokument podkreśla też istotną polityczną rolę instytucji. W wymiarze społecznym dbałość o instytucje (takie jak choćby edukacja i służba zdrowia) ma dziś jak się zdaje – obok transferów społecznych – znaczenie zupełnie fundamentalne. I dla solidarności Polaków tu i teraz, i dla solidarności z przyszłymi pokoleniami.

Nastawać w porę i nie w porę

Jako katolicy, duchowi i świecy, mierząc się z bolesną rzeczywistością, podkreślamy publiczny status Kościoła katolickiego w Polsce. Przekonujemy naszych współobywateli, że Kościół katolicki, z całym jego bogactwem i ludzkimi słabościami, jest i powinien pozostać ważnym filarem polskiej wolności i polskiej demokracji. Podobnie jak zmarły niedawno profesor Boeckenforde powtarzamy, że demokratyczne państwo prawa może zachować swój wolnościowy charakter tylko wtedy gdy odwołuje się do duchownych i kulturowych zasobów, których samo nie może wytworzyć.

Dlatego właśnie wydaje się, że słusznie broniąc praw najsłabszych, stając po stronie rodziny, czy przypominając prawa człowieka i zasady prawa naturalnego, jako katolicy i jako Kościół mamy dziś także prawo, a także w jakimś sensie obowiązek, przypominać nasze doświadczenie społecznej solidarności.

Jeśli nie będziemy tego robić wystarczająco jasno, wielką ideę solidarności na swe sztandary wziąć mogą inni. Narastać też może błędne przekonanie, że Kościół katolicki w Polsce nie chce być instytucją publiczną, która odpowiada na ważne społeczne pytania i dylematy. A drogi polskiego katolicyzmu i polskiej inteligencji, której istotny trzon stanowią przecież nauczyciele, znów mogą zacząć się rozchodzić.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.