Bądź na bieżąco!

Otrzymuj najnowsze informacje wybrane specjalnie dla Ciebie.

Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej. Szczegóły na stronie www.kai.plX
Drukuj Powrót do artykułu

Prymas Polski abp Wojciech Polak wspomina o. Jana Górę

21.12.2015 , bgk Ⓒ ℗

„Ojciec Jan był i pozostanie w mojej pamięci na zawsze człowiekiem zakochanym w Chrystusie i w Kościele. Dobrym przewodnikiem młodych” – mówi abp Wojciech Polak. Prymas Polski wspomina swoje pierwsze i ostatnie spotkanie ze zmarłym twórcą lednickich spotkań.

„Pierwsze tegoroczne spotkanie opłatkowe przeżywałem w sobotę, 12 grudnia, na Lednicy. Swoim zwyczajem ojciec Jan zadzwonił do mnie zaledwie kilka dni wcześniej, zapraszając na lednicki opłatek. Miałem w tym dniu wiele innych spotkań – jak to zwykle bywa w przedświątecznym okresie – jakoś jednak wewnętrznie czułem, że muszę tam pojechać. Nie przypuszczałem jednak, że będzie to moje pożegnanie z ojcem Janem”.

„Otoczony grupą młodych i starszych, a zwłaszcza wielu przyjaciół Lednicy, którym i w ten sposób pragnął za ich zaangażowanie podziękować, Ojciec Jan wydawał się w pełni szczęśliwym i po Bożemu spełnionym człowiekiem. W czasie tego wieczoru mocno zabrzmiały w moim sercu jego słowa, że wiara nie jest pakietem treści i dogmatów, ale spotkaniem z Jezusem. On rzeczywiście głęboko, z jakąś wciąż młodzieńczą świeżością i entuzjazmem, przeżywał to spotkanie”.

„Nie potrafię sobie przypomnieć dokładnie ani daty, ani okoliczności naszego pierwszego spotkania. Gdy dziś, dotknięty głęboko wiadomością o jego nagłej śmierci, próbuję sobie przypomnieć pierwsze fakty i wydarzenia, które mnie z ojcem Janem łączyły, wszystko zdaje mi się podpowiadać, że była to właśnie Lednica. Poznałem ją raczej już jako biskup. Wcześniej miałem o niej dość mgliste wyobrażenie. O ojcu Janie zresztą też. Słyszałem tylko o pewnym dominikaninie, który zrobił zamieszanie w 1997 roku, gdy na spotkanie z papieżem Janem Pawłem II w Gnieźnie przyjechał z naprawdę sporą grupą młodych ludzi. Z powodu zamkniętego placu przed rezydencją prymasów, usadowił się razem z nimi wygodnie w przygotowanych dla innych pielgrzymów sektorach, powodując tym samym potworne zamieszanie, za które mi także, od napierających na plac ludzi, dość porządnie się wówczas oberwało. Słyszałem też krążące opowieści o pewnym szalonym dominikaninie, który goniąc Jana Pawła II w papamobile, o mało nie przypłacił tego życiem”.

„Połączyła nas jednak Lednica. Od pierwszych dni mojego biskupstwa kładłem duży akcent na duszpasterstwo wśród ludzi młodych, nic więc dziwnego, że naturalnym miejscem naszego pierwszego spotkania były właśnie Pola Lednickie. Było to w 2003 roku. Nie pamiętam dokładnie szczegółów, być może te, które utkwiły mi w pamięci dotyczą także wielu następnych pobytów na Lednicy. Wszystkie one teraz na siebie się nakładają. Ojciec Jan wymyślił sobie, że w czasie lednickiej adoracji, Pana Jezusa w tytanowej monstrancji może nosić tylko biskup Polak, jak sam mówił przewrotnie: do końca świata i jeszcze dzień dłużej. W czasie minionej Lednicy „podsunąłem” Janowi mojego zastępcę. Nie był jednak z tej zamiany zadowolony, co „wypomniał” mi jeszcze w czasie naszego ostatniego, jak się okazało, spotkania opłatkowego. Nie miał, oczywiście, żadnych zastrzeżeń co do biskupa Marka z Łodzi i jego gorliwej posługi, ale nostalgicznie wspominał, że to mi właśnie włożył lednicką monstrancję do ręki. Było zresztą tych „janowych” posług wobec mnie bardzo wiele. On również dosłownie włożył kiedyś na moje ramiona czarną owieczkę, a potem na oczach tysięcy młodych ludzi wołał: patrzcie, biskup niesie do stada czarną owcę”. Powtórzył to zresztą tego samego roku w czasie Lednicy Seniora.

„Podczas tegorocznej Lednicy poprosił mnie o homilię, przekonując, że już dojrzałem, aby do młodych przemówić. A w czasie swoich sześćdziesiątych urodzin, a było to już siedem lat temu, pozwolił, bym razem z biskupem Edwardem Dajczakiem sprawował w jego intencji Eucharystię i się pomodlił”.

„Ojciec Jan był i pozostanie w mojej pamięci na zawsze człowiekiem zakochanym w Chrystusie i w Kościele. Był i pozostanie w pamięci nas wszystkich dobrym przewodnikiem młodych. Był i pozostanie Bożym szaleńcem, bez reszty oddanym młodym. Wszyscy wiemy, że wpatrzony był w świętego Jana Pawła II. Niektórzy zarzucali mu, że po jego odejściu do domu Ojca nie potrafi się odnaleźć przy papieżu Benedykcie XVI czy Franciszku. On jednak czuł Kościół dobrze. Złapał mnie jeszcze telefonicznie w ostatni czwartek 17 grudnia. Głosem dość nieśmiałym jak na niego i naszą pewną już znajomość, dość pokornie poprosił, abym na dzień 4 czerwca 2016 roku, a więc na kolejne spotkanie lednickie, ustanowił lednicką Bramę Rybę, Bramą Miłosierdzia. Po chwili rozmowy i zamyślenia, odpowiedziałem, że podoba mi się ten pomysł i jego propozycja. Odczytuję to teraz, po jego nagłej śmierci, jako słowa swoistego testamentu, który pozostawił nam do wykonania. Sam nie zdążył już tu na ziemi przekroczyć Lednickiej Bramy Miłosierdzia”.

„Drogi Janie! W czerwcu przejdą młodzi! Niech więc Miłosierny Bóg przebaczy Ci wszystko to, co było z ludzkiej ułomności, oczyści ogniem swej miłosiernej miłości i pozwoli cieszyć się radością oglądania Jezusa twarzą w twarz. Zawsze mnie urzekało, że każdego roku, z wciąż nowym entuzjazmem, przewodniczyłeś nam w tym – jak to mówiłeś – metafizycznym akcie wyboru Jezusa. On wybrał Ciebie i powołał tam, gdzie Bóg otrze i z naszych oczu wszelką łzę, bo widząc Go jakim jest, chwalić Go będziemy bez końca”.

abp Wojciech Polak Prymas Polski

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.