Bądź na bieżąco!

Otrzymuj najnowsze informacje wybrane specjalnie dla Ciebie.

Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej. Szczegóły na stronie www.kai.plX
Drukuj Powrót do artykułu

Prymas został potraktowany instrumentalnie

20.10.2017 , Warszawa / Michał Drozdek / mz Ⓒ ℗

Sample Fot. Eliza Bartkiewicz / © episkopat.pl

Przeczytałem słynny już wywiad z Księdzem Prymasem Wojciechem Polakiem w Tygodniku Powszechnym. Parę razy sam przeprowadzałem wywiady ze znanymi ludźmi do różnych tytułów. Pamiętam, że zawsze wówczas zależało mi na tym, żeby od tej osoby dowiedzieć się tego, co ma ona najciekawszego do powiedzenia, co jest dla niej istotne, jaki ma sposób myślenia o sprawach na temat których rozmawiamy.

Tymczasem Redaktora Tygodnika te sprawy w ogóle nie interesują. Nie próbuje formułować pytań w ten sposób, abyśmy w odpowiedziach mogli poznać osobowość i mądrość Prymasa Polski. Jednym celem dziennikarza jest skłonienie Biskupa do krytyki władzy, przed czym on słusznie od początku zdecydowanie się broni. Prymas został potraktowany instrumentalnie, jako narzędzie dość płaskiej walki politycznej osoby, która zaprosiła go do rozmowy. To zaskakująco niski poziom profesjonalny jak na pismo jednak szanowane przez wielu inteligentnych ludzi. Zarzucając ojcu Rydzykowi, a tak naprawdę to i Episkopatowi, zaangażowanie polityczne, redaktor katolickiego pisma czyni z Prymasa Polski narzędzie walki politycznej, z tym, że o znaku przeciwnym. Robi to konsekwentnie, mimo wyraźnych, wielokrotnie powtarzanych w czasie rozmowy sygnałów, że jego rozmówca sobie tego nie życzy. Próbuje przy tym tak formułować pytania, żeby z nich wynikało, iż jego opcja polityczna jest tylko obroną zasad etycznych, przeciwnicy zaś z definicji są niemoralni. Gdyby robił to jeszcze z jakąś finezją intelektualną, ale robi to dość prostacko i prymitywnie.

Czytaj także: Abp Polak: obchody 100-lecia Konferencji Episkopatu odbędą się w Gnieźnie

Prymas, zamiast przedstawić swoje stanowisko, musi ciągle bronić się przed sugerowanymi mu odpowiedziami politycznymi i wyjaśniać, że nie będzie osądzał duchownych, którzy mówili coś co panu Redaktorowi się nie podoba, albo nie mówili czegoś, co chciałby od nich pan Redaktor usłyszeć. Prowadzącemu wywiad nawet nie przyszło do głowy, że może istnieć inna perspektywa patrzenia na sprawy, które dzielą politycznie Polaków, niż wpisywanie się jednoznacznie po jednej ze stron konfliktu politycznego. Spłaszcza w ten sposób zarówno poglądy tych duchownych, których krytykuje za sprzyjanie nielubianej przez niego orientacji politycznej, jak i tych, których chwali za jej krytykę. Do tej drugiej grupy chce na siłę wcisną Prymasa Polaka. Znam Księdza Prymasa osobiście, niejednokrotnie z nim rozmawiałem i muszę powiedzieć, że to jest człowiek, który ma dużo więcej, dużo głębszych rzeczy do powiedzenia niż to wynika z tej dość nerwowej rozmowy. To nie tylko niepoważne potraktowanie Prymasa Polski, ale także czytelników Tygodnika Powszechnego. Szkoda.

Niestety, założenie przyjęte przez Redaktora się powiodło i wywiad został przez bardzo wielu ludzi czytających go powierzchownie przyjęty jako atak na politykę Rządu. Tygodnik ustawił Prymasa, jako zwolennika swojej linii politycznej, mimo, że on sam starał się powiedzieć, co jest zgodne z prawdą, że nie jest stroną w sporze politycznym, a jego oceny wynikają z zupełnie innej perspektywy niż bieżące gry polityczne, w które bawi się pan Redaktor. Gdyby taki wywiad przeprowadzał dziennikarz związany z opcją rządzącą, to mógłby skoncentrować się na ocenie złodziejskiej reprywatyzacji, zegarkach i ośmiorniczkach, kolosalnej skali wyłudzania podatku VAT, zupełnej fikcyjności konstytucyjnego zapisu o społecznej gospodarce rynkowej, faktycznym niedorozwoju społeczeństwa obywatelskiego mimo wielkiego szumu robionego wokół tej sprawy i wielu innych „niedociągnięciach” poprzednich władz.

Nie są to sprawy, które jakikolwiek biskup mógłby pochwalić, efektem takiej rozmowy byłoby więc wrażenie, że Prymas jest zwolennikiem PiS-u i z pozycji moralnych potępia Platformę. Byłoby to obraz równie nieprawdziwy, jak ten, który pojawił się Tygodniku Powszechnym. Każdy sprytny polemista może udowodnić, że krokodyl jest bardziej długi, albo – jeżeli będzie w przeciwnym obozie – że jest bardziej zielony. Problem polega na tym, że biskupi nie zajmują się tym sporem, bo widzą zarówno długość krokodyla, jak i jego kolor, widzą też wady i zalety oraz możliwości i ograniczenia tych jego wymiarów, a to co mają do powiedzenia jest zawsze dużo głębsze i ciekawsze niż prosty spór o to czy krokodyl jest bardziej długi, czy bardziej zielony. Bo takie spory należą do domeny polityków, czasami też nieprofesjonalnych dziennikarzy, a nie do kompetencji przywódców Kościoła.

Czytaj także: „Tygodnik Powszechny” przeprasza Księdza Prymasa

Różnica polityczna między stronami sporu polega na tym, czy przyjmować uchodźców i imigrantów w określonych warunkach, czy nie. Prymas w ogóle na ten temat się nie wypowiadał, podkreślając tylko bardzo zdecydowanie, wypływające z Ewangelii stanowisko, że nie możemy być na nieszczęście tych ludzi obojętni, a groźba suspensy pod adresem księży z jego diecezji dotyczyła ich ewentualnego zaangażowania się w manifestacje dotyczące decyzji politycznych, wynikających z ocen bieżących. Takie zaangażowanie mogłoby być odczytane jako nacisk Kościoła na konkretną linię polityczną rządu, co nie należy do kompetencji Kościoła. Do kompetencji Kościoła za to należy przypominanie o potrzebie miłości do wszystkich ludzi, ale miłości realizowanej w sposób mądry i odpowiedzialny. Ksiądz, który przyłączyłby się do manifestacji antyuchodźczej, mógłby zostać zrozumiany nie tylko jako zwolennik jakiego konkretnego rozwiązania, które nie należy do jego kompetencji, ale co gorsza, jako osoba naciskająca na obojętność, lub zgoła wrogość w stosunku do tych nieszczęsnych ludzi. A tego chrześcijanom nie wolno. Nie wolno jest chrześcijaninowi być obojętnym na krzywdę innych, bo właśnie z tymi słabymi i krzywdzonymi utożsamiał się Chrystus w ten sposób ucząc nas miłości bliźniego, bez której chrześcijaństwo staje się pustą formą, nie różniącą się istotowo od pogaństwa.

Mimo wysiłków Redaktora, Ksiądz Prymas nie dał się wciągnąć w ocenę polityki rządu. Jego jednoznaczne opowiedzenie się po stronie ludzkiego stosunku do osób znajdujących się w tragicznej sytuacji było bardzo potrzebne, narasta bowiem w Polsce niechęć do muzułmanów przekraczająca zdecydowanie poziom usprawiedliwiony ostrożnością związaną z różnicami aksjologicznymi i polemiką kulturową. Ta niechęć przybiera za często postać wrogości do ludzi, czasami pogardy, nienawiści, niezrozumienia, nieracjonalnego lęku. Gdyby Kościół przyłączył się do podsycania takich nastrojów, odszedłby od przesłania Ewangelii. Co innego zrozumiała ostrożność, a jeżeli szukanie dróg pomocy, to mądrej i w zakresie, w której może być skuteczna, a zupełnie co innego obojętność i wrogość. Te uczucia może i są po ludzku zrozumiałe, ale po to zostaliśmy obdarowani przez Boga łaską Objawienia, żeby tego rodzaju ludzkie słabości, prowadzące do nieludzkich postaw, przezwyciężać.

Jeżeli Prymas ze swoimi poglądami zdradził Kościół i Polskę, to proszę mnie też zaliczyć do grona zdrajców, bo zdecydowanie podzielam jego postawę wobec uchodźców. I nie wydaje mi się, żeby ta postawa oznaczała konieczność przyjęcia kwot narzucanych przez Brukselę, czy niekontrolowanej otwartości granic prowadzącej do narastania nierozwiązywalnych problemów i konfliktów społecznych na długie lata. Z drugiej strony ta postawa na pewno też nie godzi się z zamknięciem się za murem obojętności i dla jego usprawiedliwienia podsycaniem wrogości w stosunku do ludzi innej religii i kultury.

Michał Drozdek

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.