Drukuj Powrót do artykułu

Przyjmuję tę posługę, bo ufam Jezusowi

23 listopada 2012 | 09:23 | tm / br Ⓒ Ⓟ

„Jezu, ufam Tobie” – to zawołanie najbardziej wyraża to, co stało mi się bliskie przez bł. ks. Michała Sopoćkę – miłosierdzie Boże. Przyjmuję tę posługę dlatego, że ufam Jezusowi – mówi ks. Henryk Ciereszko.

W rozmowie z KAI nowo mianowany biskup pomocniczy archidiecezji białostockiej przypomina też o specyficznej geografii Białostocczyzny, gdzie “spotykają się różne wyznania chrześcijańskie, religie i narodowości”. – Pierwszą płaszczyzną tego spotkania powinno być nasze człowieczeństwo – dodaje ks. Ciereszko. Ks. dr Henryk Ciereszko, 57-letni wykładowca religiologii i teologii fundamentalnej w Wyższym Seminarium Duchownym w Białymstoku, został mianowany 17 listopada przez papieża Benedykta XVI biskupem pomocniczym archidiecezji białostockiej. Nowy biskup pomocniczy przyjmie sakrę 15 grudnia w archikatedrze w Białymstoku.

Poniżej publikujemy rozmowę z biskupem-nominatem Henrykiem Ciereszką:

KAI: Rozpoczyna Ksiądz Biskup swoją pasterską posługę w Roku Wiary, który ma być dla Kościoła czasem jej odnowy. Jak odczytuje Ksiądz Biskup tę zbieżność?

Ks. dr Henryk Ciereszko: To pytanie właściwie uświadomiło mi dopiero w tym momencie tę zbieżność. Rok Wiary przebiega swoim rytmem, z wszystkim, co proponuje Kościół. Staram się w nim odnaleźć, stawiając sobie bardzo osobiste pytania o moją wiarę, zachęcam też innych do pogłębiania wiary poprzez sięganie do Katechizmu czy dokumentów soborowych, co zresztą czynię już od roku z grupą małżeństw. To, że zostałem powołany do pasterskiej posługi w Kościele w Roku Wiary, chcę zatem odczytać jako szczególne zaproszenie do odnawiania najpierw mojej wiary, jej pogłębiania oraz większego zaangażowania w jej głoszenie.

KAI: Które z dotychczasowych doświadczeń kapłańskiej i duszpasterskiej aktywności chciałby Ksiądz Biskup wykorzystać w swej nowej posłudze?

– Na pewno chciałbym czerpać z dorobku mojej pracy naukowej oraz doświadczenia biografa ks. Michała Sopoćki. Naukowo zajmuję się teologią fundamentalną, której zadaniem jest ukazywanie wiarygodności objawienia chrześcijańskiego, podstaw naszej wiary. W nauczaniu biskupim chciałbym zatem wykorzystać moją wiedzę, by pomóc współczesnemu człowiekowi w ugruntowaniu jego wiary, osadzeniu jej na mocnych fundamentach racjonalnych, biblijno-historycznych, czyli konsekwentnie ukazywać, że nasza wiara jest konkretną życiową odpowiedzią Chrystusowi, który najpełniej objawił nam Boga Ojca; że ta odpowiedź wolna i rozumna przynosi człowiekowi odnalezienie zarówno sensu życia, jak i poczucie własnego spełnienia się, po ostateczne dobro w spotkaniu z Bogiem, dopełniające się w wieczności w doświadczaniu miłości Boga, zjednoczeniu z Nim. Moja osobista wiara jest odpowiedzią Chrystusowi, który żył na ziemi, mówił przekonywająco o Bogu Ojcu, poświadczał to swoją miłością, oddaniem dla człowieka, troską o niego. Tym własnym doświadczeniem chciałbym się dzielić z innymi, zapraszać do fascynującej drogi odkrywania Chrystusa, kroczenia za Nim i z Nim. Bo tego, zdaje się dzisiejszy człowiek nie rozpoznawać, a zwłaszcza młodzi są zwodzeni namiastkami dobra i szczęścia, w łatwo dostępnych propozycjach tymczasowych doznań, sycących zazwyczaj niższe potrzeby człowieka. Posługa, którą rozpoczynam, daje mi otwartą ścieżkę do ukazywania w coraz szerszym kręgu wiernych i nie tylko, pięknego doświadczenia wiary. Tym chcę służyć.

Jeśli chodzi o bł. ks. Michała Sopoćkę, to ostatnio zacząłem pracować nad zagadnieniem relacji miłosierdzia Bożego i wiary. Tę zależność doskonale wyczytuję z jego życia, z jego nauczania. Łaska wiary była dla niego przejawem miłosierdzia, podobnie jak opatrznościowe prowadzenie przez życie, jak wszelkie jego poczynania, których sam z siebie nie mógłby dokonać. Nauczał, że nic tak nie otwiera człowieka na Boga, jak ukazywanie Go jako miłosiernego Ojca. Łatwiej jest zaufać takiemu Bogu, w Niego uwierzyć, Jemu się zawierzyć. Jest zatem szereg inspiracji, które wciąż można odkrywać i dzielić się nimi z innymi, gdy sięgamy do osoby bł. ks. Michała.

KAI: Zdaniem Księdza Biskupa, głoszenie przesłania o Bożym miłosierdziu może służyć pogłębianiu i odnawianiu wiary?

– Jak najbardziej. Miłosierdzie jest wychodzeniem Boga ku człowiekowi, który zawsze jest w potrzebie z racji na swe ograniczenia. Wiara jest odpowiedzią Bogu. Im bardziej ukazujemy Boga, jako Tego, który jest miłością i miłosierdziem, tym bardziej człowiek zdobywa się na odwagę, aby odpowiedzieć Bogu. Nie wierzymy komuś, kogo się lękamy. We współczesnym świecie miłosierdzie często jest opacznie rozumiane, często też człowiek ucieka przed miłosierdziem, bo nie chce być zależny od nikogo. Dlatego przedstawianie Boga jako miłosiernego Ojca i pouczanie czym jest Jego miłosierdzie, otwiera na decyzję opowiedzenia się za Bogiem, na decyzję wiary. Dlatego jak najbardziej powinno się łączyć ze sobą nauczanie o miłosierdziu i wiarę.

KAI: W jaki sposób odnosi się to do białostockich kapłanów, z których część znała bł. Michała, część już tylko o nim słyszała, ale być może niewielu żyje wartościami, którym on poświęcił swoje życie?

– Wspominamy, mówimy o bł. ks. Michale Sopoćce, szczycimy się, że był jednym z nas, za mało może jednak czerpiemy z bogactwa jego myśli. Chciałbym, żeby jego dziedzictwo bardziej przenosiło się w nasze kapłańskie życie i nauczanie. To wymaga z pewnością jeszcze większego naszego zaangażowania. Jest to także zadanie dla mnie. Do tej pory przybliżałem bł. ks. Michała i jego naukę poprzez różne publikacje, konferencje, wykłady, a teraz podczas spotkań z kapłanami będę starał się mówić jeszcze więcej o nim i o jego apostolstwie miłosierdzia. Pod koniec życia ks. Sopoćko przychodził do kapłanów i prosił, by podjęli się kontynuacji dzieła, które rozpoczął. Wielu się wycofało, gdyż ich to przerastało… Pozostało ogromne dziedzictwo, które także dziś domaga się kontynuacji.

KAI: Jak to dziedzictwo i samą tajemnicę miłosierdzia Bożego uczynić przystępnymi i zrozumiałymi dla współczesnego człowieka?

– Moim, naszym, kapłanów i katechetów zadaniem winno być z jednej strony ukazywanie osoby, dzieła i nauki ks. Michała o Bożym miłosierdziu, a z drugiej każdy z nas ma też możliwość osobistego sięgania do Pisma Świętego, nauki Kościoła, nauki teologów i stamtąd czerpania wiedzy. Mam wrażenie, że literatura dotycząca Bożego miłosierdzia skupia się zbytnio na osobach, apostołach tej prawdy, głównie św. s. Faustynie i interpretacji „Dzienniczka”, gdyż to z pewnością jest bardziej przystępne, a za mało sięga się do źródeł biblijnych i nauki Kościoła. Objawienia prywatne stają się źródłem niemal równorzędnym, może nie tyle w publikacjach teologicznych, co bardziej popularyzatorskich z Pismem świętym i Tradycją Kościoła. Noszę w sobie pytanie, które staje się dla mnie jednocześnie zadaniem: jak wydobywać naukę o Bożym miłosierdziu z Pisma św., z nauczania Kościoła i gdzie umiejscowić to, co jest dane w objawieniach prywatnych. Kwestia źródeł teologii i miejsce pośród nich objawień prywatnych to zagadnienie bardziej teoretyczne, akademickie, ale niezwykle mnie intryguje.

Jego Eminencja kard. Dziwisz erygował przed rokiem Międzynarodową Akademię Miłosierdzia Bożego, na której członka mam zaszczyt być powołanym. W pracach tej Akademii upatruję wielką szansę dla zgłębiania tajemnicy miłosierdzia Bożego i szukania także nowych, interesujących, dostosowanych do naszych czasów form apostolstwa miłosierdzia Bożego. Cieszę się, że będę mógł tam reprezentować nasze białostockie środowisko i dzielić się bogactwem dorobku bł. Michała na tym polu oraz wykorzystywać, między innymi, także jego myśl i twórcze inspiracje w badaniach Akademii.

KAI: Przez wiele lat był Ksiądz Biskup ojcem duchownym alumnów Archidiecezjalnego Wyższego Seminarium Duchownego w Białymstoku, cały czas jest ojcem duchowym kapłanów. Które z doświadczeń tej posługi uważa Ksiądz za najcenniejsze?

– Posługa ojca duchownego była bardzo angażująca i była moją codziennością przez wiele lat. Teraz praca ojca duchownego kapłanów angażuje mnie w mniejszym zakresie. Moim pragnieniem jest pomaganie kapłanom w zrozumieniu potrzeby pracy nad sobą, nad poznawaniem siebie, czyli autoformacji, dzięki czemu kapłan zmierzałby w kierunku dojrzałości osobowej, dojrzałości w wierze i dojrzałości duchowej. To się dokonuje między innymi przez indywidualną pracę kierownictwa duchowego, przez bycie w jakiejś grupie kapłańskiej, gdzie daje się świadectwo swego kapłańskiego życia, gdzie „wypowiada się siebie”. Tego trzeba się uczyć. Zauważałem wielokrotnie wspaniałe owoce takiego prowadzenia i takiej pracy nad sobą, zwłaszcza w przygotowaniu do kapłaństwa. A trzeba nam pracować nad sobą, bo im więcej dobra będzie w nas, tym więcej go będzie dla innych.

Chciałbym podpowiadać moim braciom w kapłaństwie, żeby zauważyli ogromną dziś potrzebę otwarcia siebie na i dla innych. Wiemy, ile mamy z tym trudności w naszym kapłańskim gronie. Podobnie jest po stronie wiernych, którzy także odczuwają potrzebę wypowiedzenia siebie. Ale przed kim to mają czynić? Czy my, kapłani stwarzamy im taką możliwość? Trzeba otworzyć siebie dla innych, dać możliwość, by każdy człowiek mógł do nas przyjść i opowiedzieć o sobie, o swoim życiu i był wysłuchany, zauważony, a nie od razu oceniany czy krytykowany. Oczywiście, jest konfesjonał, jest kancelaria parafialna, ale najbardziej chodzi mi tu o ogólną postawę kapłańskiej otwartości.

KAI: Wielu postrzega Białostocczyznę jako region wielu kultur i religii. Jak widzi Ksiądz Biskup tę potrzebę otwartości i współpracy z innymi wyznaniami?

– Rzeczywiście, geografia naszego środowiska jest specyficzna. Spotykają się tu różne wyznania chrześcijańskie, a nawet religie, bo są wyznawcy islamu, potomkowie Tatarów oraz różne narodowości. Uważam, że pierwszą płaszczyzną spotkania powinno być nasze człowieczeństwo. Jeśli ktoś jest w pełni ukształtowanym człowiekiem, to jest otwarty na spotkanie z drugim, szanuje go, respektuje odmienność i nie chce go w czymkolwiek skrzywdzić. Dalej, jesteśmy chrześcijanami, a nawet jeśli ktoś deklaruje się jako niewierzący, to i z nim można znaleźć wspólną płaszczyznę w rozmowach na temat życia, jego sensu, prawdy, które w gruncie rzeczy już są pytaniami o religię i wiarę. To, co powinniśmy wynosić z autentyzmu naszej chrześcijańskiej wiary, to wielką wolność w spotkaniu z innym człowiekiem, nawet o bardzo odmiennych od naszych poglądach.

Chrześcijaństwo otwiera na każdego człowieka, na każdy pogląd, dlatego chętnie powinniśmy ten dialog podejmować, zwłaszcza w naszym środowisku, tak właśnie powinniśmy ze sobą być. Specyfiką naszego regionu jest to, że jesteśmy razem w szkole, w pracy, w sąsiedztwie z prawosławnymi, z Białorusinami, ale takie same radości i troski przeżywamy. Różnimy się co do obrządku, co do narodowości, co do niektórych tradycji, ale to nam nie przeszkadza być razem. Życie i jego doświadczenia nas łączą i to staje się przestrzenią do wolnego wyrażania swojej wiary oraz swego chrześcijaństwa. Własne doświadczenie duchowe daje możliwość rozumienia podobnego doświadczenia drugiego człowieka. I właśnie o to chodzi w dialogu ekumenicznym, aby dać świadectwo swojej wiary, a nie spierać się o kwestie doktrynalne. Te trzeba, owszem, pouzgadniać, ale podstawowym miejscem spotkania jest spotkanie „ducha”. Im bardziej jesteśmy „w sobie”, tym bardziej jesteśmy otwarci na innych. Tylko egoistyczne zatrzymanie się na sobie, jakiś lęk o siebie, powoduje konflikt z innym. Okrywanie siebie i drugiej osoby jako wartości, otwiera na drugiego, sprawia, że nie ma w nas lęku przed nim. A gdy dołączymy do tego jeszcze perspektywę wiary, możemy z ufnością i mocą powtarzać za św. Pawłem: „Jeśli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (Rz 8, 31).

KAI: Czy nasz region i archidiecezja, postrzegane za bardziej religijne w skali całego kraju, domagają się jeszcze pogłębiania i ożywiania wiary zamieszkujących je osób?

– Nie ulega wątpliwości, że w poznawaniu Boga i doświadczeniu duchowym nie ma kresu. W wymiarze wiary jest zawsze dużo do zrobienia. Wiara, religijność, duchowość – należy te pojęcia właściwie rozróżniać. Co w sobie niesie słowo religijność? Generalnie jest to pojęcie pozytywne. Człowiek religijny to człowiek zwrócony ku Bogu, będący z Nim w relacji. Ale także można określać tym słowem postawę kogoś, kto praktykuje pewne zachowania religijne dość zewnętrznie, bez przenoszenia ich w sferę ducha i w praktykę życia.

Jak jest w naszym regionie? Mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że mieszkańcy Białostocczyzny są religijni w pozytywnym znaczeniu tego słowa, czyli tak jak potrafią zwróceni są ku Bogu, przy zachowaniu tradycji wiary na tych terenach. Raczej nie dostrzegam tego drugiego znaczenia religijności, najwyżej w małym procencie. Zaś to, co można nazwać „światłym chrześcijaństwem”, ujawnianym przez pewną zdolność rozumienia, interpretowania wiary, wiedzę religijną czy teologiczną, co jest zjawiskiem elitarnym i mało występującym w naszym regionie, nie zawsze – choćby się wydawało – prowadzi do autentycznego spotkania z Bogiem. Bardziej z Bogiem spotka się nieraz człowiek prostej wiary, który nie zna wielu pojęć, niż uznający siebie za uczonego. Prosty i szczery człowiek nie patrzy, czy posadzka jest brudna czy zimna. Przed Bogiem zawsze zgina kolana. Ta religijność, może i nie pogłębiona przez wiedzę, jest niewątpliwie autentyczna. Taka jest specyfika tego naszego regionu, a ja patrzę z szacunkiem na postawę tych ludzi. To oni wypełniają nasze kościoły, to oni są skarbem lokalnego Kościoła, niosąc i zachowując wiarę. To oni sprawdzają się w różnych okolicznościach, to oni mają również ogromne wyczucie patriotyczne. Trzeba to zauważać i na tym budować. Tu jest moc i siła białostockiego Kościoła. Ale zadaniem kapłanów jest niewątpliwie ciągła troska o podnoszenie świadomości religijnej wiernych, solidne nauczanie prawd wiary, dobra katechizacja oraz świadczenie o wierze, a tego oczekujemy w przeżywanym Roku Wiary.

KAI: Jakie będzie zawołanie i herb biskupi Ekscelencji?

– W myślach pojawia mi się „Jezu, ufam Tobie”. To zawołanie najbardziej wyraża to, co stało mi się bliskie przez bł. ks. Michała – miłosierdzie Boże. To dlatego, że ufam Jezusowi przyjmuję tę posługę, z ciągłym wyzwaniem do zaufania. To nie jest tak, że raz na zawsze zaufałem, muszę ufać ciągle na nowo. Jednakże to zawołanie przyjęli już wcześniej inni biskupi i nie należy zasadniczo czynić powtórzeń. Dlatego przyjmę słowa: „Zaufałem Twemu miłosierdziu”, które pochodzą z Psalmu 13: „Ja zaś zaufałem Twemu miłosierdziu” (Ps 13, 6). A herb…? Na pewno związany z zawołaniem. Może krzyż i wychodzące z niego blade i czerwone promienie miłosierdzia. Krzyż jest najwyższym wyrazem miłosierdzia, w którym objawił się Bóg zbawiając nas. Z przebitego boku Chrystusa na krzyżu wypłynęła krew i woda. Ta symbolika zarówno biblijna, jak i obecna w objawieniach św. s. Faustyny jest mi bardzo bliska.

Rozmawiała Teresa Margańska

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.