Franciszek spotkał się z meksykańskimi rodzinami

st, kg (KAI) / br, Tuxtla Gutiérrez, 2016-02-16

Franciszek spotkał się z meksykańskimi rodzinami Fot. CTV / YouTube

O znaczeniu Bożego wsparcia w życiu rodzinnym mówił Ojciec Święty spotykając się z meksykańskimi rodzinami. Wezwał je do odwagi, w obliczu różnych form kolonizacji ideologicznej wymierzonej w rodzinę.

O godz. 16.00 (23.00 czasu polskiego) Papież przybył śmigłowcem do miasta Tuxtla Gutiérrez. Z helioportu udał się na stadion “Victor Manuel Reyna”, pozdrawiając wiernych zgromadzonych zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz obiektu. Na stadionie powitał go gubernator stanu Chiapas, który przekazał papieżowi klucze od miasta.

Spotkanie z rodzinami rozpoczęło się od pozdrowienia miejscowego arcybiskupa, Fabio Martínez Castillo. W swoim przemówieniu wyraził on Franciszkowi wdzięczność za jego wysiłki na rzecz duszpasterstwa rodzin, a zwłaszcza zwołanie synodu o rodzinie. Zaznaczył, że zgromadzeni wierni pragną budować Meksyk bardziej sprawiedliwy, braterski i solidarny. Marzą o przełamaniu obojętności wobec rodzin potrzebujących i o tym, aby być zaczynem miłosierdzia, dumnymi ze swej tożsamości i misji. Przedstawiciele rodzin złożyli papieżowi w darze stułę wyrażającą wysiłki powadzonego w tej diecezji duszpasterstwa rodzin.

Następnie swoje świadectwa przedstawiły cztery rodziny. Jako pierwszy głos zabrał 14-letni młody człowiek niepełnosprawny, z dystrofią mięśniową mówiąc o tym jak znajdował wsparcie ze strony swoich rodziców. Poprosił o modlitwę za wszystkich swoich rówieśników oraz ich problemy. Z kolei zabrała głos rodzina z diecezji Tapachula. Mówiła o znaczeniu wierności małżeńskiej i rodziny wielopokoleniowej, przekazującej wiarę i wartości. Następnie małżeństwo niesakramentalne, mówiło o swoim zaangażowaniu w działalność charytatywną i społeczną Kościoła. Jako ostatnia głos zabrała pielęgniarka, samotna matka, która na skutek trudnych warunków społecznych w swej rodzinie jak sama określiła będąc młodą cudzołożyła powiedziała o tym, że wbrew presji, by dopuścić się aborcji, przyjęła swoje dzieci. W ich otoczeniu, wyznała, że prawdziwe szczęście nie jest w tym, co proponuje społeczeństwo, ale spotkanie z miłością Boga. Poprosiła Ojca Świętego, by umocnił tysiące kobiet stojących w obliczu pokusy zabicia swoich nienarodzonych dzieci.

Widząc, że wysoko w tłumie wznoszone jest dziecko na wózku inwalidzkim Ojciec Święty z pomocą towarzyszących mu osób podszedł i uścisnął to małe niepełnosprawne dziecko.
Kolejnym elementem spotkania było odczytanie fragmentu Ewangelii św. Jana (2,1-11) mówiącego o godach w Kanie Galilejskiej. Następnie głos zabrał Ojciec Święty. Papież podziękował zgromadzonym za przedstawione przez nich świadectwa, które pozwoliły mu symbolicznie uczestniczyć w ich życiu rodzinnym, „dzieląc się chlebem, który nas posila i potem w obliczu codziennych trudności”. Nawiązując do wypowiedzi jednego z uczestników – Manuela, który mówił o „dodawaniu odwagi” w stosunkach z rodziną i przyjaciółmi, Franciszek wyraził przekonanie, że „to właśnie pragnie czynić Duch Święty pośród nas: dodawać odwagi, aby nadal stawiać na życie, marzyć i budować życie, które będzie miało posmak ogniska domowego i rodziny”.

Tej odwagi dodawał też Bóg Ojciec naszym prarodzicom w raju, gdy wydawało się, że wszystko jest już stracone, ludowi Izraela, gdy tracił siły, wędrując przez pustynię, a wreszcie, „gdy nastąpiła pełnia czasów, Bóg Ojciec dodał odwagi ludzkości na zawsze, dając nam swego Syna”. I podobnie my doświadczyliśmy, że w różnych chwilach i na różne sposoby Bóg dodawał nam odwagi a robił to i robi, „ponieważ nie może czynić inaczej”, gdyż Jego imionami są miłość, bezinteresowny dar z siebie, poświęcenie i miłosierdzie – tłumaczył papież. Podkreślił, że „wszystko to pozwolił nam poznać z całą mocą i jasnością w Jezusie – swoim Synu, który oddał całe swe życie do końca, aby stało się możliwe Królestwo Boże”.

Jest to królestwo, które wzywa nas do udziału w tej nowej logice, uruchamiającej dynamikę zdolną do otwarcia niebios i naszych serc, umysłów i rąk oraz do wytyczania przed nami nowych horyzontów, które ma smak rodziny i życia dzielonego z innymi – wyjaśnił Ojciec Święty. Zaznaczył, że w Jezusie i z Jezusem królestwo to jest możliwe, a On sam może przemieniać nasze, bardzo często rozwodnione spojrzenia, działania, uczucia w weselne wino, jest w stanie uzdrawiać nasze serca i zapraszać nas po raz kolejny do rozpoczynania na nowo.

Franciszek wspomniał też o innym świadectwie – Beatriz, która powiedziała, iż trudno jest walczyć, gdy się jest niepewnym i samotnym. A gdy doda się do tego nietrwałość, biedę i częsty brak minimum niezbędnych środków, to łatwo o rozpacz i niepokój, zwłaszcza wtedy, gdy ma się na utrzymaniu dzieci.

Poczucie zagrożenia dotyczy nie tylko ciała, ale też duszy, mogąc pozbawiać nas sił oraz kusić drogami lub alternatywami pozornych rozwiązań, które jednak ostatecznie niczego nie rozwiązują. Chodzi o brak bezpieczeństwa, przychodzący nagle a rodzący się z braku bezpieczeństwa, z samotności i izolacji, która jest zawsze złym doradcą – podkreślił Ojciec Święty.

Wezwał do zwalczania „na różnych szczeblach” niepewności i izolacji, które czynią nas podatnymi na liczne pozorne rozwiązania. Trzeba to czynić na drodze ustawodawstwa, które winno chronić każdą rodzinę i zapewniać jej minimum środków niezbędnych do tego rozwoje przez naukę i godną pracę. Ale należy też zwalczać te zagrożenia, szukając dróg do Boga i Jego miłości. „Prawo i zaangażowanie osobiste są dobrym dwumianem, aby przerwać spiralę niepewności” – dodał Franciszek.

Wspomniał też, że dziś usiłuje się osłabić i podważyć rodzinę, twierdząc, że jest to wzorzec przestarzały, dla którego nie ma miejsca w naszych społeczeństwach. Dodał, że jesteśmy dziś świadkami kolonizacji ideologicznej, niszczącej rodzinę. Zaznaczył, że woli rodzinę, która ciągle próbuje rozpoczynać na nowo, od społeczeństwa narcystycznego i mającego obsesję na punkcie luksusu i wygody, rodzinę o obliczu zmęczonym z powodu poświęceń od twarzy upiększonych, które nie mają pojęcia o czułej trosce i współczuciu.

Na zakończenie zaprosił wszystkich do złączenia rąk i wspólnego odmówienia modlitwy "Zdrowaś Mario" do Matki Bożej z Guadalupe, „która zechciała nawiedzić te ziemie i to daje nam pewność, że za Jej wstawiennictwem to marzenie, zwane rodziną, nie zostanie pokonane przez brak bezpieczeństwa i samotność.

Następnie zgromadzeni małżonkowie odnowili swoją przysięgę małżeńską.

W modlitwie wiernych proszono Boga o błogosławieństwo dla wszystkich meksykańskich rodzin, o umocnienie ich wierności, o wsparcie dla rodzin przeżywających cierpienia, aby wszyscy małżonkowie byli świadkami miłości Boga do świata, a także za rodziny zranione przemocą, ubóstwem, emigracją i niesprawiedliwością, aby mogły żyć w lepszym świecie. Po odmówieniu modlitwy do św. Józefa Franciszek udzielił zgromadzonym apostolskiego błogosławieństwa i złożył kwiaty u stóp figury św. Rodziny. Po spotkaniu papież odleciał do stolicy Meksyku.

Papieskie przemówienie:

Drodzy bracia i siostry,

Dziękuję Bogu za to, że jestem dziś na tej ziemi stanu Chiapas. Dobrze jest być na tej glebie, dobrze jest być na tej ziemi, dobrze jest być w tym miejscu, które dzięki wam ma posmak rodziny, ogniska domowego. Dziękuję za wasze twarze i za waszą obecność, dziękuję Bogu za to, że Jego obecność tętni w waszych rodzinach. Dziękuję wam również, rodziny i przyjaciele, że obdarzyliście nas swymi świadectwami, że otworzyliście przed nami drzwi swych domów, drzwi swego życia; że pozwoliliście nam być przy swych „stołach”, dzieląc się chlebem, który nas posila i potem w obliczu codziennych trudności. Chlebem radości, nadziei, marzeń i potem w obliczu goryczy, rozczarowań i upadków. Dzięki za to, że pozwoliliście nam wejść do swych rodzin, do swego stołu, do swych domostw.

Manuelu, zanim podziękuję wam za twe świadectwo, chcę podziękować twoim rodzicom: obydwoje na kolanach trzymając przed tobą arkusz. Widzieliście, jaki to wspaniały obraz? Rodzice na klęczkach obok chorego syna. Nie zapominajmy tego obrazu! Pewnie czasami też się kłócą ... Czy są jacyś małżonkowie, którzy się nie kłócą? Tym bardziej, kiedy wtrąca się teściowa, ale to nie ma znaczenia ... Ale oni się kochają, i pokazali nam, że się kochają i są w stanie, ze względu na posiadaną miłość uklęknąć przed swoim chorym synem. Dziękuję wam przyjaciele za to świadectwo, któreście dali, i czyńcie tak dalej. Dziękuję! A tobie, Manuelu dziękuję za twoje świadectwo i zwłaszcza za twój przykład. Spodobało mi się to wyrażenie, którego użyłeś: „przydać odwagi (echarle ganas) jako postawę, jaką zająłeś po rozmowie ze swymi rodzicami. Zacząłeś przydawać odwagi życiu, przydawać odwagi swojej rodzinie, przydawać odwagi przyjaciołom i przydawać odwagi także nam tutaj zgromadzonym. Dziękuję. Myślę, właśnie to właśnie pragnie czynić Duch Święty pośród nas: przydawać odwagi, obdarzać nas motywami, aby nadal stawiać na rodzinę, marzyć, budując życie, które będzie miało posmak ogniska domowego i rodziny. Czy będziemy przydawać odwagi? (wierni odpowiadają: „tak!”). Dziękuję.

I o tym zawsze marzył Bóg Ojciec i o to od najdawniejszych Bóg Ojciec czasów walczył. Gdy wydawało się, że wszystko zostało stracone tamtego wieczoru w ogrodzie Eden, Bóg Ojciec przydał odwagi tej młodej parze i powiedział jej, że nie wszystko zostało stracone. Gdy Lud Izraela czuł, że nie podoła już w drodze przez pustynię, Bóg Ojciec zmotywował go manną. Gdy nastąpiła pełnia czasów, Bóg Ojciec przydawał odwagi ludzkości na zawsze, posłał nam swego Syna.

Podobnie my wszyscy, którzy tu jesteśmy, doświadczyliśmy, że w wielu chwilach i w różnych postaciach Bóg Ojciec przydał odwagi naszemu życiu Możemy zadać sobie pytanie: dlaczego?

Ponieważ nie może czynić inaczej. Bóg nasz Ojciec umie jedynie nas miłować i przydawać nam odwagę, pobudzać nas i sprawiać, byśmy się rozwijali. Nie umie czynić nic innego! Albowiem Jego imieniem jest miłość, Jego imieniem jest bezinteresowny dar, Jego imieniem jest poświęcenie się, Jego imieniem jest miłosierdzie. Wszystko to nam pozwolił poznać z całą mocą i jasnością w Jezusie – swoim Synu, który oddał całe swe życie do końca, aby stało się możliwe Królestwo Boże. Królestwo, które wzywa nas do udziału w tej nowej logice, które uruchamia dynamikę zdolną do otwarcia niebios, zdolną do otwarcia naszych serc, naszych umysłów, naszych rąk i wytyczać przed nami nowe horyzonty. Królestwo, które ma smak rodziny i które ma smak życia dzielonego z innymi. W Jezusie i z Jezusem królestwo to jest możliwe. On może przemieniać nasze bardzo często rozwodnione spojrzenia, działania, uczucia w weselne wino, powierzchowne. To On jest w stanie uzdrawiać nasze serca i zapraszać nas po raz kolejny, siedemdziesiąt siedem razy do rozpoczynania na nowo. To On jest w stanie czynić zawsze wszystko nowym.

Poprosiłeś mnie, Manuelu, abym się modlił za wielu młodych, zniechęconych, idących w złą stronę. Wiemy o tym, nieprawda? Wielu młodych bez zapału, bez sił, apatycznych. I – jak to dobrze ująłeś Manuelu – często postawa ta rodzi się stąd, że czują się osamotnieni, bo nie mają z kim rozmawiać. Pomyślcie ojcowie i matki: czy rozmawiamy z naszymi synami, z naszymi córkami? Czy też zawsze jesteście zajęci, przepracowani. Czy bawicie się z waszymi dziećmi? A to mi przypomniało świadectwo, jakie złożyła nam Beatriz. Beatriz powiedziałaś: „Zmaganie zawsze było trudne z powodu niepewności i samotności”. Ile razy czułaś, że wskazują na ciebie palcem, osądzają i mówią: „to ona”. Pomyślmy o tych wszystkich ludziach, o tych wszystkich kobietach, które przechodzą przez to, przez co przeszła Beatriz. Niestabilność, niedostatek, częsty brak minimum niezbędnych środków mogą budzić w nas rozpacz, mogą sprawiać, że odczuwamy silny niepokój, gdyż nie wiemy, co robić, aby iść dalej a tym bardziej, jeśli mamy na utrzymaniu dzieci. Brak bezpieczeństwa zagraża nie tylko żołądkowi (a to już wiele znaczy), ale może też zagrażać duszy, może nas deprymować, pozbawiać sił oraz kusić drogami lub alternatywami pozornych rozwiązań, które jednak ostatecznie niczego nie rozwiązują. A ty byłaś dzielna, Beatriz, dziękuję! Istnieje taki rodzaj braku bezpieczeństwa, który może być bardzo niebezpieczny, który może się do nas wkraść, choć nie zdajemy sobie ze tego sprawy i jest to brak bezpieczeństwa, rodzący się z samotności i izolacji. Izolacja zaś jest zawsze złym doradcą.

Manuel i Beariz oboje użyliście, nie zdając sobie z tego sprawy, tego samego określenia, oboje pokazujecie, jak często największą pokusą, z jaką się stykamy, jest „zagubienie się w samotności” a postawa ta wcale nie przydaje nam odwagi i jak mól koroduje nam duszę, wyjaławia duszę.

Tę niepewność i izolację, która czyni nas podatnymi na liczne pozorne rozwiązania, o których wspomniała Beatriz, trzeba zwalczać na różnych poziomach. Jednym z nich jest ustawodawstwo, które winno chronić i zapewniać minimum środków niezbędnych do tego, aby każde domostwo i każda osoba mogły rozwijać się poprzez naukę i godną pracę. Drugim zaś, jak to słusznie podkreślili w swoich świadectwach Humberto i Claudia, mówiąc nam, że szukali sposobu przekazywania miłości Boga, której doświadczyli służąc i pomagając innym. Prawo i zaangażowanie osobiste są dobrym dwumianem, aby przerwać spiralę niepewności. A wy zdobyliście się na odwagę; modlicie się, przebywacie z Jezusem, jesteście włączeni w życie Kościoła. Użylicie pięknego wyrażenia: „Nawiązujemy komunię ze słabym bratem, chorym, potrzebującym, więźniem”. Dziękuję, dziękuję!

Dzisiaj widzimy i przeżywamy na różnych frontach, jak rodzina jest osłabiana i jak jest kwestionowana. Jak uważa się, że jest wzorcem, który już przeminął i dla którego nie ma miejsca w naszych społeczeństwach, które – pod pretekstem nowoczesności – sprzyjają coraz bardziej systemowi opartemu na izolacji. Do naszych społeczeństw, które mówią o sobie, że są wolne, demokratyczne, suwerenne, wkradają się kolonizacje ideologiczne, które niszczą, a my w końcu stajemy się koloniami destrukcyjnych ideologii rodziny, istoty rodziny, która jest podstawą każdego zdrowego społeczeństwa.

Nie ulega wątpliwości, że życie w rodzinie nie zawsze jest łatwe, często jest bolesne i meczące, ale – jak nie jeden raz mówiłem w odniesieniu do Kościoła, a– sądzę, że można to zastosować także do rodziny: wolę rodzinę poranioną, która usiłuje codziennie odmieniać miłość, niż rodzinę i społeczeństwo chore z powodu zamykania się lub wygodnictwa ze strachu przed miłością. Wolę rodzinę, która ciągle próbuje rozpoczynać na nowo, od rodziny i społeczeństwa narcystycznego i mającego obsesję na punkcie luksusu i wygody. Wolę rodzinę o obliczu zmęczonym z powodu poświęceń od twarzy upiększonych, które nie mają pojęcia o czułej trosce i współczuciu.

„Ile macie dzieci?” – „Nie, nie mamy, bo chcemy jechać na wakacje, uprawiać turystykę, chcę kupić willę...”. Luksus i komfort; a dzieci czekają; i kiedy chcesz mieć choćby jedno, czas już minął. Ileż to wyrządza szkody! Wolę rodziny o zmęczonej twarzy z powodu poświęceń niż rodzinę z twarzami wypacykowanymi, które nie mają pojęcia o czułości ani współczuciu. Wolę mężczyznę i kobietę, jak pan Aniceto i jego małżonka, z twarzą pomarszczoną w trudach codziennego życia, którzy od ponad 50 lat nadal się kochają, a dzisiaj są z nami: ich syn odrobił lekcję i już od 25 lat żyje w małżeństwie. To są rodziny! Kiedy wcześniej zapytałem pana Aniceto i jego żonę o to, kto w ciągu tych 50 lat miał więcej cierpliwości, to odpowiedzieli: obydwoje. Ponieważ w rodzinie, aby dotrzeć tam, gdzie oni, trzeba cierpliwości, miłości, trzeba umieć przebaczać. „Ojcze, w doskonałej rodziny nigdy nie ma żadnych dyskusji”. To nieprawda: dobrze, gdy co jakiś czas się dyskutuje, że czasami latają talerze, to dobrze, nie bójcie się. Jedyna rada to, aby nigdy nie kończyć dnia bez pojednania, bo jeśli będziecie dzień kończyli skłóceni, to dojdzie do tego, że rano będzie „zimna wojna”, a „zimna wojna” w rodzinie jest bardzo niebezpieczna, ponieważ podkopuje zmarszczki wierności małżeńskiej. Dziękuję za świadectwo o miłości, która trwa przez ponad 50 lat. Dziękuję bardzo!

A mówiąc o zmarszczkach – by nieco zmienić temat - pamiętam świadectwo pewnej wielkiej aktorki, aktorka kina latynoamerykańskiego, kiedy miała już niemal sześćdziesiąt i zaczęły pojawiać się zmarszczki na twarzy i radzono jej przeprowadzenie „retuszu”, maleńkiego retuszu, żeby mogła nadal dobrze pracować, odpowiedziała zdecydowanie: „Te zmarszczki kosztowały mnie dużo pracy, dużo wysiłku, dużo bólu i życia w pełni, nie chcę ich ruszać nawet we śnie: to ślady mojej historii”. I nadal była świetną aktorką. To samo dzieje się w małżeństwie. Życie małżeńskie musi się odnawiać każdego dnia. I, jak powiedziałem wcześniej, wolę rodziny ze zmarszczkami, bliznami, ranami, ale które idą dalej naprzód, ponieważ te rany, blizny, zmarszczki są owocem wierności miłości, która nie zawsze była łatwa. Miłość nie jest łatwa, nie jest łatwa, nie, ale to najpiękniejsza rzecz, jaką mężczyzna i kobieta mogą sobie dać nawzajem, miłość prawdziwa na całe życie.

Poprosiliście mnie, abym się modlił za was i chcę rozpocząć to już teraz. Drodzy Meksykanie, macie jeden plus, powiodło się wam. Macie Matkę, Matkę Bożą z Guadalupy, która zechciała nawiedzić te ziemie i to daje nam pewność, że za Jej wstawiennictwem to marzenie, zwane rodziną, nie zostanie pokonane przez brak bezpieczeństwa i samotność. Jest Ona Matką, i zawsze gotowa jest bronić naszych rodzin, bronić naszej przyszłości, jest zawsze gotowa przydać nam odwagi, dając nam swego Syna. Dlatego zachęcam was, byście tam gdzie jesteście, nie ruszając się zbytnio z miejsca wzięli się za ręce i abyśmy wspólnie je powiedzieli: „Zdrowaś Mario...”.

Nie zapominajmy też o świętym Józefie, cichym pracowniku, ale zawsze na posterunku, zawsze zatroskanym o rodzinę. Dziękuję! Niech Bóg wam błogosławi i módlcie się za mnie.

A teraz w ramach tego rodzinnego święta chcę zaprosić obecnych tu małżonków do odnowienia, w milczeniu swojej przysięgi małżeńskiej. A ci, którzy są zaręczeni, niech proszą o łaskę rodziny wiernej i pełnej miłości. W milczeniu odnówcie przysięgę małżeńską, a pary narzeczonych niech proszą o łaskę rodziny wiernej i pełnej miłości.

 

Komentarze (1)

teresa

7 miesięcy, 2 tygodnie temu

Jak pośród kwiatów wonna lilija, jak wśród gwiazd zorza -Zdrowaś Maryja.Szkoda,że nie było tam osoby samotnej po rozwodzie,która pragnie dochować słów własnej przysięgi małżeńskiej złożonej przed ołtarzem Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Odpowiedz
Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook