Drukuj Powrót do artykułu

Miniony rok był czasem mocnego tąpnięcia

31 grudnia 2019 | 01:52 | Pawel Milcarek | Warszawa Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. STEFAN MASZEWSKI/REPORTER

W Polsce miniony rok był czasem mocnego tąpnięcia dotyczącego religijności ludzi młodych: z jednej strony potwierdzenie tendencji spadkowej w przyznawaniu się do wiary, z drugiej – spektakularne wahnięcie w dół liczby kandydatów do seminariów duchownych. Sądzę, że nie jest to tylko odpowiedź na błędy w rozliczeniu się wspólnoty Kościoła z oskarżeniami o pedofilię (prawdziwymi i nieprawdziwymi). Jest to przede wszystkim wielkie oskarżenie zdolności wychowawczych pokolenia decydującego w ciągu ostatnich dekad o duszpasterstwie ogólnym i duszpasterstwie młodzieży. A przecież właśnie od dekad królują tam hasła młodzieżowości, prostoty, nowoczesności etc. Jeśli dzisiaj na złe wieści ci sami kurialni eksperci zaproponują „to samo, tylko bardziej” (czyli np. więcej pentekostalizmu), to kryzys będzie po prostu jeszcze większy – bo więcej podskoków na nabożeństwach go nie zatrzyma. Być może więc warto byłoby spróbować zamiast tego rozpocząć na szerszą skalę pracę formacyjną z chętnymi: solidna katecheza doktrynalna, pełne bogactwo liturgii (także tej starszej) – i razem z tym dzieła miłosierdzia.

W Kościele powszechnym mamy de facto głęboki rozłam na tle kierunków proponowanych lub dopuszczanych przez papieża Franciszka. Poziom sprzeciwu wobec nich wzrasta i zatacza szersze kręgi – podczas gdy środowiska dobrze czujące się w tym pontyfikacie radykalizują swoje oczekiwania. Ojciec Święty przyjął zaś strategię ignorowania tych faktów – on sam, a zwłaszcza jego zausznicy traktują wszelkie „dubia” czy zastrzeżenia jako objawy wrogości i chętnie łączą w jakieś spiskowe, demoniczne scenariusze. To napędza kryzys zaufania do Papieża, tak że coraz częściej teologowie i hierarchowie są przepytywani z tego, „co może Papież”, oraz „czy katolik może odmówić posłuszeństwa Papieżowi”. Efektem ubocznym tej dziwnej sytuacji byłby pozytywny proces oczyszczania katolicyzmu z infantylnej, fideistycznej papolatrii, ale równocześnie mamy niestety całą falę dezorientacji, samowoli w tę czy inną stronę, dzielenia wspólnoty na „Kościół Franciszkowy” i na jego „wrogów”. Trzeba się chyba niestety pożegnać z marzeniem, żeby „dwóch papieży” (rządzący i emeryt) byli razem patronami jednej wspólnoty. Żyjemy już w dwóch różnych, chociaż nie wiemy czy ktoś to kiedyś ogłosi.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.