Bloger Mateusz Ochman o miłosierdziu w internecie

Przemysław Radzyński / br, Kraków, 2016-02-13

Bloger Mateusz Ochman o miłosierdziu w internecie Fot. mateuszochman.com

„Od niedawna staram się modlić za ludzi, którzy w jakiś sposób starają mi się dowalić w sieci” – mówi w rozmowie z KAI Mateusz Ochman, bloger, twórca internetowy, jeden z Ambasadorów Światowych Dni Młodzieży Kraków 2016. Wspólnie z Tomaszem Adamskim prowadzi oficjalne rekolekcje ŚDM „Dla nas i całego świata”.

Przemysław Radzyński (KAI): Gdy w 2013 roku dowiedziałeś się, że Polska, Kraków będą gospodarzem Światowych Dni Młodzieży, to miałeś już jakiś pomysł, jak przeżyjesz ten czas?

- Chciałem po prostu być obecny na tych Światowych Dniach Młodzieży, uczestniczyć w tym wydarzeniu. Pamiętam, że gdy jeszcze Jan Paweł II był papieżem i odwiedzał Polskę, nie wyobrażałem sobie, że mogłoby mnie nie być na spotkaniu z nim. Pojechaliśmy z rodzicami do Gliwic akurat wtedy, gdy papieża nie było, ponieważ trafił do szpitala. Całą drogę powrotną, jako dziewięciolatek, pomstowałem na papieża. Nie dane było mi spotkać się z Janem Pawłem II. Natomiast miałem taką okazję na Błoniach w 2006 roku, gdy do Polski przyjechał papież Benedykt. Mam nadzieję, że teraz dane mi będzie zobaczyć papieża Franciszka. Chociaż to nie jest główny cel ŚDM.

KAI: A co jest głównym celem?

- Może to frazes i banał, ale ŚDM to spotkanie Kościoła z Panem Jezusem. Nie chodzi tutaj nawet o papieża, nie ujmując oczywiście nic Ojcu Świętemu. Ale jeżeli skupimy się tylko na spotkaniu tego konkretnego człowieka, jeżeli tylko po to są ŚDM, to daleko nie zajdziemy. Jako Kościół, szczególnie jako młody Kościół, musimy spotkać się przede wszystkim z Panem Jezusem. Oczywiście papież jako namiestnik Pana Jezusa będzie tutaj szczególnym gościem, ale to na Panu Jezusie musimy się skupić. A następnie na spotkaniu się młodego Kościoła z samym sobą. Bo ŚDM to jest też moment, w którym mamy okazję, a nawet obowiązek poznać problemy, wzloty i upadki całego Kościoła. Nie tylko naszego krakowskiego, polskiego, europejskiego, ale mamy też okazję poznać naszych braci z Ameryki Południowej, z Australii, z zakątków świata, których być może wielu z nas nigdy nie ujrzy na oczy. Ale ich problemy musimy poznać i rozważać, jak w skali światowej możemy je naprawić. To jest też zadanie dla młodego Kościoła z tamtych rejonów świata – poznać nasze problemy i w swoich lokalnych strukturach zastanowić się, jak można je rozwiązać.

KAI: Byłeś uczestnikiem ŚDM?

- Nie. To będą, mam nadzieję, moje pierwsze ŚDM.

KAI: Masz jakieś oczekiwania związane z tym czasem?

- Mam nadzieję, że uda nam się pokazać, że Kościół jest pełen młodych ludzi. I nie chodzi mi tutaj nawet o liczebność. Ostatnio podczas rekolekcji „Dla nas i całego świata” ks. Michał Olszewski powiedział, że daleko nie zajedziemy, jeżeli będziemy myśleli o liczebności. Chodzi o to, żeby ten młody Kościół pokazał, że istnieje. I że mamy energię, którą czerpiemy od Pana Jezusa. I że nikt nam tego nie zabierze, nikt tego nie będzie mógł podważyć, nikt nie będzie mógł powiedzieć, że Kościół się kończy, że umiera.

KAI: ŚDM będą przebiegać w Roku Miłosierdzia i pod hasłem „Błogosławieni miłosierni albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Młodzież i miłosierdzie to są dwa światy równoległe czy mają jakieś punkty wspólne?

- Szymon Hołownia w jednej ze swoich wypowiedzi stwierdził, że z cytatu: „ Błogosławieni miłosierni albowiem oni miłosierdzia dostąpią”, młodzi ludzie znają ewentualnie słowo „oni”, bo reszta jest dla nich abstrakcyjna. Ale pozwolę sobie nie zgodzić się z Szymonem, bo coraz częściej widzę, że młodzieży miłosierdzie nie jest obce. Sam wielokrotnie byłem świadkiem tego, jak młodzi ludzie pomagali w hospicjach, albo zimą, przy wielkim mrozie wyjeżdżali za granicę, żeby wspierać czeską Caritas. Takich przypadków jest cała masa i myślę, że młodzi ludzie doskonale sobie zdają sprawę czym jest miłosierdzie i mają tyle siły i energii, żeby czynnie w to miłosierdzie się angażować.

KAI: A gdzie Ty, w jaki sposób, kiedy doświadczasz Bożego Miłosierdzia najbardziej i najpełniej?

- Boże Miłosierdzie przemawia do mnie najmocniej, najwięcej mogę z niego czerpać, kiedy wychodzę z konfesjonału. Nie jest jakąś ogromną tajemnicą, że Mateusz Ochman to grzesznik, więc staram się złe skutki swoich grzechów – tak często jak tylko mogę – niszczyć w konfesjonale. Z każdym wyjściem z konfesjonału autentycznie doświadczam Bożej miłości, a nawet czegoś więcej niż miłości.

Św. Paweł pisze wprost: „Zapłatą za grzech jest śmierć”. Ja wiem, że mocą kapłana w konfesjonale Pan Bóg mówi: przyszedłeś, jeśli żałujesz, sprawy nie ma. Z własnego doświadczenia, ale też słuchając niektórych kapłanów, mogę powiedzieć, że rzeczywiście tak działa Pan Jezus. Słyszałem anegdotkę – zdaje się od ks. Pawlukiewicza – kiedyś pewna siostra zakonna przyszła do swojego biskupa i oznajmiła mu, że ma objawienia. Biskup nie do końca jej wierzył i poprosił, żeby przy następnym objawieniu Pan Jezus wyjawił jego grzechy. Po jakimś czasie siostra wróciła a biskup wypytywał o objawienia i ciekaw był swoich grzechów. Siostra odpowiedziała z rozbrajającą szczerością: „Pan Jezus przekazał, że nie pamięta”. Na tym właśnie polega idea konfesjonału. Zwraca też na to uwagę Ojciec Święty Franciszek i mówi, że konfesjonał nie jest miejscem tortur, a jest miejscem miłosierdzia. Ja powiedziałbym, że konfesjonał to taki checkpoint miłosierdzia, taki PowerBank, w którym działa Pan Bóg i mówi: zawaliłeś Mateusz sprawę, ale ja to biorę na siebie – między nami jest wszystko w porządku.

KAI: Konfesjonał to pewnie jeden z trudniejszych elementów kościelnej rzeczywistości, zwłaszcza dla wielu młodych ludzi. Czy Ty w jakiś sposób go oswoiłeś?

- Muszę powiedzieć, że po tylu latach ciągle odczuwam stres przed spowiedzią. Ale dopiero niedawno odkryłem, że nie boję się reakcji księdza, że mogę nie dostać rozgrzeszenia, ale stresuje mnie to, że muszę stanąć przed prawdą o sobie. W konfesjonale doświadczam, że wizerunek siebie, który noszę w głowie – człowieka idealnego, z jakąś wiedzą religijną, teologiczną, czasami rozmija się z rzeczywistością, bo jestem grzeszny, niedoskonały, muszę ciągle nad sobą pracować.

Najlepszym przygotowaniem do spowiedzi, stanięciem w prawdzie o sobie jest szczery rachunek sumienia i rozważanie swojego życia z perspektywy osoby trzeciej – próba spojrzenia na siebie oczami kogoś innego, najlepiej oczami Pana Boga. Ta perspektywa jest jeszcze dla mnie zbyt odległa. Dlatego przy wieczornej modlitwie staram się przeanalizować każdy moment odkąd wstałem. Zastanawiam się czy rzeczywiście trzeba było fuknąć na kogoś w autobusie, albo czy sens miało ustąpienie miejsca babci w autobusie, skoro w głowie sobie pomyślałem: „rany boskie, gdzie te babcie znowu jeżdżą tak rano”. Poznanie prawdy o sobie, skutkuje tym, że człowiek z jednej strony boi się konfesjonału, a z drugiej niesamowicie go do niego ciągnie – ta prawda ma to do siebie, że pociąga.

KAI: Papież Franciszek w orędziu na ŚDM poleca młodym w ramach przygotowania, żeby spełniali uczynki miłosierdzia. To dobry pomysł, żeby odświeżyć katechizmowe prawdy?

- Uczynki miłosierdzia to jest rewelacja. Często jest tak, że młodzi i starzy, wiek tutaj nie gra żadnej roli, zastanawiamy się, co mamy robić, żeby być miłymi w oczach Pana Boga. Co my mamy zrobić, żeby być dobrymi ludźmi, dobrymi katolikami, braćmi, małżonkami, itd.? A mamy czternaście uczynków, przez które Kościół mówi, co w życiu trzeba konkretnie robić – krzywdy cierpliwie znosić, nakarmić głodnego, przyodziać biednego – to są konkrety, to są narzędzia, które Kościół daje nam do ręki i mówi: róbcie to i wszystko będzie w porządku. W tych uczynkach zawarty jest w zasadzie cały Dekalog, ta lista to skrypt Ewangelii – to jest rewelacja.

KAI: Jako twórca internetowy spotykasz się z pewnością z hejtem. Znosisz cierpliwie krzywdy?

- Od niedawna staram się modlić za ludzi, którzy w jakiś sposób starają mi się dowalić w sieci. Parę miesięcy temu utworzyłem grafikę na Facebooka ze słowami, którymi się modlę: „Panie Boże wybacz wszystkim tym, którzy mi źle życzą”. Cieszył się dużą popularnością, więc widać, że jest zapotrzebowanie na tego typu rzeczy.

KAI: Miłosierdzie można też realizować w sieci?

- Ja jestem okropnym złośliwcem. Czasami, kiedy widzę jakiś komentarz, który uważam za głupi, to staram się odpowiedzieć najbardziej złośliwie, jak się da. Ale ostatnio przyjąłem taką taktykę, że do komentarzy, które wyprowadzają z równowagi, staram się podejść z sympatią, miłością, żeby nie odpisywać tego, co chcę odpisać, ale to, co czasami trzeba odpisać. Myślę, że to jest dopiero wstęp do miłosierdzia, które jest oczywiście czymś niesłychanie spektakularnym, ale nawet w takich małych rzeczach może się odbijać blask miłosierdzia.

Rozmawiał Przemysław Radzyński

 

Komentarze (3)

stef@

6 miesięcy, 1 tydzień temu

Mateusz, dzięki za Twą wypowiedź. Mimo mego podeszłego wieku dajesz mi przykład jak się zachować w denerwujących sytuacjach, w dzisiejszym czasie. Posłużę się słowami św.Jana Pawła II, że "Dla chrześcijanina sytuacja nigdy nie jest beznadziejna". Dobrze, że jesteś. Szczęść Boże.

Odpowiedz

Mateusz Ochman

6 miesięcy, 1 tydzień temu

Serdecznie dziękuję za ciepłe słowa :)

Szczęść Boże!

Odpowiedz

Mariusz

6 miesięcy, 1 tydzień temu

Prawda, Mateuszu, zaiste prawda:)

Odpowiedz

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook