Drukuj Powrót do artykułu

Seminarium – być bliżej Boga i ludzi

11.07.2018 , Bernadeta Kruszyk, Gniezno Ⓒ ℗

Sample Fot. Youtube

Ten, kto przychodzi do seminarium, ma być bliżej Boga nie tylko tutaj, w seminaryjnych murach, ale także tam, na zewnątrz, pośród ludzi – mówi rektor Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie ks. dr Przemysław Kwiatkowski. Do końca sierpnia uczelnia czeka na kandydatów do kapłaństwa.

Bernadeta Kruszyk (KAI): Nabór do seminarium wciąż trwa?

Ks. dr Przemysław Kwiatkowski: Tak. Zapraszamy do końca sierpnia.

KAI: Na kogo czekacie?

– Tak naprawdę nie wiemy, bo powołanie to przecież tajemnica. Czekamy na tych, których nam Pan Bóg przysyła.

KAI: A kogo przysyła?

– Nie ma jednego szablonu. Za każdym razem przychodzi ktoś inny, przynosząc ze sobą coś innego. Przynosi własną historię życia z Panem Bogiem, często też musi dopiero nauczyć się ją nazywać po imieniu. Przynosi różne, nierzadko bolesne i trudne doświadczenia. Przynosi entuzjazm i zapał młodości, ale też całą kruchość tego czasu. Przynosi swoje nadzieje i oczekiwania. Do seminarium przychodzą więc młodzi ludzie, których spotkamy po sąsiedzku, na ulicy, na boisku, w kościele, przy ołtarzu, ale i tacy, których o myślenie o kapłaństwie byśmy nie podejrzewali.

KAI: Co taki młody człowiek powinien o sobie wiedzieć, zanim przekroczy próg seminarium?

– Dla mnie najważniejsze jest to, żeby miał doświadczenie spotkania z Chrystusem, a jeśli go jeszcze nie ma, to żeby za tym tęsknił.

KAI: Tęsknota wystarczy?

– Tęsknota pozwala rozpocząć pewną drogę. Czy akurat w seminarium? To zweryfikuje czas. Na samym początku jednak tęsknota jest nawet konieczna.

KAI: Co z tymi, którzy się wahają? Powinni się zgłosić, czy sprawę jeszcze przemyśleć studiując, pracując?

– To kwestia bardzo indywidualna. Mogę powiedzieć o sobie. Kiedy ponad dwadzieścia lat temu wstępowałem do seminarium, to wiedziałem, że to jest mój moment. Wcześniej o tym poważnie nie myślałem, nie przygotowywałem się, nie szukałem. To był po prostu ten moment. Gdybym wtedy, zaraz po maturze, do seminarium nie przyszedł, możliwe, że dziś księdzem bym nie był. Ale tak, jak powiedziałem, to kwestia indywidualna. Tajemnica. Pan Bóg prowadzi człowieka różnymi drogami, a i człowiek potrzebuje niekiedy więcej czasu, by swoją drogę odnaleźć. Wątpliwości na starcie są pewnie naturalne, więc nie mogą być kwestią rozstrzygającą. Nie odrzucamy tych, którzy je mają. Bywa, że z czasem ci wahający się są bliżej decyzji, niż ci na początku zdecydowani. Po to jest właśnie rozeznanie, choć niekiedy wystarczy już pierwsza rozmowa, aby postawić jakiś krok.

KAI: Pierwsza rozmowa z rektorem?

– Tak. Dla wielu jest to w ogóle pierwsza rozmowa o powołaniu. Wcześniej nie chcieli, nie mogli, albo nie mieli z kim porozmawiać. Tu nam się otwiera kwestia duszpasterstwa powołaniowego, które powinno być przede wszystkim wytrwałym i cierpliwym towarzyszeniem duchowym. Bo nie ma lepszego modelu niż bycie przy człowieku. To jest pierwsze i najważniejsze – ksiądz, który dobrze wyspowiada, który nauczy, jak się modlić, który pokaże, co jest istotne nie tylko palcem, ale przede wszystkim własnym życiem. To jednak temat na osobny wywiad.

KAI: Wróćmy do tej pierwszej, wstępnej rozmowy. Biskup Kozal, który był rektorem gnieźnieńskiego seminarium, a dziś mu patronuje, pytał ponoć kandydatów o to, czy są gotowi na męczeństwo? O co Ksiądz pyta?

– Przede wszystkim słucham (śmiech). Ale pytam oczywiście też. Moje pierwsze pytanie brzmi: kim jesteś?

KAI: Podchwytliwie.

– Teraz już nie, bo Ci którzy przeczytają tę rozmowę będą mogli się przygotować. Żartuję oczywiście. To pytanie, które pozwala się przedstawić w sensie dosłownym, ale i szerszym. Oczywiście to jedno z wielu pytań, które kandydatom zadaję. Dotyczą one wiary, powołania, relacji rodzinnych, gotowości do życia we wspólnocie, zdolności do relacji i zgody na celibat. I przyznam, że za każdym razem padają odpowiedzi, które mnie wzruszają. Bo jeżeli młody chłopak mówi mi dzisiaj, w tym świecie, że wiara to najgłębsza relacja, jaką w życiu ma, to taka odpowiedź wzrusza, a czasem i zawstydza.

KAI: Z jakimi motywacjami przychodzą ci młodzi ludzie?

– Najczęściej powtarza się chęć służenia Bogu i ludziom. Tak to formułują i trudno oczekiwać czegoś więcej. Dla mnie pytanie o motywacje nie jest jednak najważniejsze w tym momencie. Wszystko dopiero się okaże. Najważniejszym pytaniem pośród tych kilkudziesięciu, które podczas tej pierwszej, wstępnej rozmowy stawiam, jest pytanie o osobistą relację z Jezusem.

KAI: Umieją tą relację nazwać, opowiedzieć o niej?

– Nie zawsze, ale też nie muszą umieć. Pewne rzeczy po prostu widać. Tutaj naprawdę trudno skłamać, albo może inaczej, trudno na dłuższą metę coś udawać.

KAI: O co jeszcze Ksiądz pyta?

– O współczesny świat, o Kościół w tym świecie. Bo nawet przychodząc ze świata ci młodzi ludzie mogą nie wiedzieć, czym żyje dzisiejszy człowiek. Mogą mieć pokusę ucieczki od tego świata, a przecież nie o to w kapłaństwie chodzi. Będąc blisko Chrystusa oni mają być blisko człowieka. Nie zatrzaskiwać za sobą seminaryjnych drzwi, ale – mówiąc obrazowo – stojąc na progu seminarium dostrzec tych, którzy przechodzą obok, dostrzec ich problemy, troski, tęsknotę za Bogiem, albo obojętność na Niego, często zresztą pozorną. I do tych ludzi iść. Bo ten, kto przychodzi do seminarium, ma być bliżej Boga nie tylko tutaj, w seminaryjnych murach, ale także tam, na zewnątrz, pośród tych ludzi. Bo Bóg tam jest.

KAI: Mówi się, że coraz więcej jest późnych powołań. Czy Ksiądz to potwierdza?

– Mamy kilku kleryków, którzy wstąpili do seminarium po ukończeniu studiów, czy po tym, jak już pracowali. Przy okazji warto wspomnieć, że w Krakowie funkcjonuje specjalne seminarium dla kandydatów, którzy ukończyli 35 rok życia. Pierwsze rozeznanie i wstępna rozmowa odbywa się jednak w seminariach diecezjalnych, a więc także u nas w Gnieźnie. Jeśli przebiegnie pomyślnie i biskup wyda pozytywną opinię, kleryk studiuje w Krakowie, ale pozostaje związany z rodzinną diecezją i w niej przyjmuje wszystkie posługi, a po święceniach pełni posługę kapłańską. W Gnieźnie mieliśmy kilku takich kandydatów, ale po wstępnym rozeznaniu okazało się, że to nie jest ich droga.

KAI: Co Ksiądz chciałby powiedzieć tym, którzy myślą o wstąpieniu do seminarium?

– Żeby przyjrzeli się krzyżowi, który nosi na piersi papież Franciszek. Jest na nim Chrystus Dobry Pasterz i tak wiele owiec, że trudno je policzyć. Niektórzy z nas zostają powołani, by wraz z Chrystusem je prowadzić. Być nie tylko owcami, ale i pasterzami dla Niego, z Nim i tak, jak On. Być może teraz jest ten czas, kiedy ta tajemnica staje się twoją tajemnicą. Kiedy zadajesz sobie różne pytania, masz wątpliwości, szukasz odpowiedzi. Seminarium jest tym miejscem, w którym możesz się tym wszystkim podzielić.

***
Ks. dr Przemysław Kwiatkowski (ur. 1978), kapłan archidiecezji gnieźnieńskiej, absolwent Papieskiego Instytutu Jana Pawła II do Studiów nad Małżeństwem i Rodziną przy Papieskim Uniwersytecie Laterańskim w Rzymie. Autor licznych publikacji naukowych i popularno-naukowych, głównie włoskojęzycznych. Sekretarz Katedry im. Karola Wojtyły oraz pomysłodawca, tłumacz i redaktor włosko-polskiej edycji dzieł zebranych Karola Wojtyły na temat małżeństwa i rodziny. W latach 2010-2014 koordynator studiów specjalistycznych z zakresu seksualności i płodności, organizowanych przez Instytut Jana Pawła II w Rzymie we współpracy z Katolickim Uniwersytetem Najświętszego Serca w Mediolanie. W latach 2014-2016 sekretarz Prymasa Polski abp. Wojciecha Polaka. Ukończył studia Master dla wychowawców seminaryjnych na Papieskim Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie. Od 2016 roku rektor Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie.

Wersja do druku
Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej.
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.