Drukuj Powrót do artykułu

Siła zakorzenienia – abp Damian Zimoń kończy 80 lat

24 października 2014 | 14:13 | aw / br Ⓒ Ⓟ

“Śląsk to Niedobczyce, dzielnica Rybnika, w której się urodziłem i wychowałem. I parafia pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa, do której należeliśmy. To rodzice, rodzeństwo, księża, profesorowie w liceum im. Powstańców Śląskich w Rybniku” – tak o swojej małej ojczyźnie mówił dwanaście lat temu w wywiadzie – rzece abp Damian Zimoń.

Jest świadom, że wiara i Śląsk są jego dziedzictwem, które dają wielką siłę, gdyż rodzina i Kościół są na Śląsku potęgą. Emerytowany metropolita górnośląski kończy 80 lat. W najbliższą niedzielę w Katowicach odbędą się z tej okazji specjalne obchody – Msza św. w katedrze i koncert w Wyższej Szkole Muzycznej.

Mało jest dziś osób, które z taką pasją mówią o swoich korzeniach, ziemi i wierze. To ta miłość daje mu siłę, zakorzenia w ojczyźnie “dużej”, wytyczała i wytycza kierunki działania w Kościele lokalnym i ogólnopolskim.

Pochodzi z rodziny, w której mężczyźni fedrowali od kilku pokoleń. Jego ojciec, który przepracował 47 lat w kopalni, był sztygarem, matka troszczyła się o dom i piątkę dzieci (szóste dziecko zmarło). Rodzice i wszyscy członkowie rodziny byli mocno związani z Kościołem. Jego babcia Franciszka “modliła się żeby któryś z wnuków został księdzem… i padło na mnie” – mówił. Do Śląskiego Seminarium w Krakowie zgłosił się zaraz po maturze w 1952. W ten sposób odpowiedział na powołanie, które uświadomił sobie po przystąpieniu do I Komunii św. “Moje powołanie było harmonijne” – wyznał, jednak nie harmonizowały z nim czasy, gdyż było to samo apogeum terroru stalinowskiego, kościelne instytucje i ludzie Kościoła byli prześladowani, a klerycy pytali wykładowców, czy Kościół w Polsce będzie nadal istnieć.

Mimo obaw młody Damian Zimoń wytrwał w powołaniu. Święcenia kapłańskie otrzymał 23 grudnia 1957 r. w Katowicach z rąk bp. Juliusza Bieńka. Karierę po święceniach wyobrażał sobie następująco: że przez lata będzie wikarym, a w końcu proboszczem w małej śląskiej parafii.

Pierwszą parafią były Tychy gdzie odkrył pasję duszpasterską, szczególnie pracę z młodzieżą i rodzinami. Potem były Pszów oraz trudna parafia Mariacka w Katowicach. “Rzemiosła” uczył się od znakomitego pokolenia śląskich kapłanów, którzy mieli świadomość, że oprócz duszpasterzy mają być społecznikami, a także animatorami kultury. Jego proboszcz w Pszowie ks. Franciszek Pisula powtarzał, że jeśli ksiądz nie ma wrogów, ma się natychmiast o nich postarać. Jednak młody ks. Zimoń miał inne usposobienie i koncyliacyjne podejście do ludzi, co szczególnie przydało mu się, gdy zaczął pełnić obowiązki proboszcza w parafii Mariackiej, gdzie obsada zmieniała się często, za to królowało na plebanii kilka gospodyń. Nawet słynący z surowości bp Bednorz z podziwem stwierdził, że młody ksiądz jakoś sobie w tym labiryncie radzi, na co padła odpowiedź: Gdy Daniel został rzucony lwom, nie ciągnął ich za ogony.

Gdy otrzymał propozycję objęcia funkcji wychowawcy i wicerektora seminarium, nie chciał pozostawić pracy z wiernymi. Zaprzyjaźniony z nim ks. Franciszek Blachnicki powiedział: Teraz twoją parafią będzie seminarium. Posługa w tej “parafii” została uwieńczona obroną doktoratu z liturgiki.

Wrócił do parafii Mariackiej i stąd wyjechał do Warszawy w grudniu 1984 r. po telefonie od kard. Glempa, który poinformował go o nominacji na biskupa katowickiego. Przed wyjazdem pojechał do klasztoru sióstr wizytek w Siemianowicach żeby prosić o modlitwę, “bo byłem bezradny, totalnie bezradny”.
– Ty się niczym specjalnie nie wyróżniałeś – mówili mu dalsi krewni po otrzymaniu wiadomości o nominacji. “Macie rację, ja też się dziwię. Sądzę, że jest w tym zawarta wielka mądrość Kościoła – nie szuka do służby jakichś wyjątkowych postaci” – odpowiedział.

Poczucie bezradności pojawiało się później w wielu trudnych chwilach jego posługi. Przeżył pokusę związaną z tym, że skoro się jest na pierwszym miejscu, można zacząć wierzyć w te oznaki wielkości. I dlatego jest potrzebna sytuacja tonięcia – żeby chwycić się Chrystusa i na nowo Go wybrać.

Jego uwaga skupiona była na tysiącu księżach, posługujących w diecezji, gdyż uważał, że współpraca z prezbiterami i ojcowskie wsparcie należy do najważniejszych zadań biskupa. Chciał, by zawsze mieli do niego łatwy dostęp i żeby się go nie bali. Zastanawiał się, czy to mu się udaje, wiedział, że bywa trudny jako przełożony, ale wiedział, że trzeba ustawiać wysoko poprzeczkę.

Czas jego rządów nie był łatwy – ostatnie lata i upadek komunizmu, przełom, utrata pracy przez dziesiątki tysięcy osób na Śląsku, a milionów w całej Polsce. Na wszystkie trudne problemy szukał odpowiedzi przed Najświętszym Sakramentem, w refleksji i rad dobrze dobranego zespołu współpracowników.

Nie miał złudzeń, że w czasach komuny Kościół jest jedyną instytucją, która jest w stanie poruszyć ważne problemy społeczne, zaniedbywane przez władze. W 1989 r. napisał list w sprawie emigracji do ówczesnego sekretarza PZPR Manfreda Gorywody. Pisał listy o ekologii, a w niepodległej Polsce w centrum jego uwagi było bezrobocie. Ubolewał nad każdą zamkniętą kopalnią, utraconym zakładem pracy. Sprawy społeczne były dla niego bardzo ważne. Ogromną wagę przywiązywał do pielgrzymek do Piekar Śląskich, do sanktuarium Matki Bożej Sprawiedliwości Społecznej. Tak jak pobożni przodkowie otacza Matkę Bożą Piekarską głęboką czcią.

Zawsze był i jest blisko zwykłych ludzi będąc z nimi w radosnych, ale też trudnych czy tragicznych wydarzeniach. Był jedną z pierwszych osób, które przyjeżdżały do kopalń, gdzie zdarzył się wypadek, odprawiał Msze św. pogrzebowe ofiar katastrof, pocieszał rodziny, otaczał je opieką, wspierał psychicznie i materialnie.

Wielką radością było dla niego założenie Wydziału Teologicznego na Uniwersytecie Śląskim, który rozwija się i jest ważnym centrum badań, inspirującym liczne inicjatywy kulturalne.

Na przyszłość Śląska patrzę optymistycznie – mówi dziś i wskazuje na rozwój licznych uczelni, który potwierdza, że młodzież regionu odnajduje się w nowych warunkach. – Tu zawsze było twarde życie, a to jest kolejna trudność do pokonania, ale stawianie czoła przeciwnościom jest w Ślązakach zakodowane, a ta nadzieja ma źródło w transcendencji. Przypomina sobie powiedzenie babci: Panie Boże, Ty pomożesz. I rzeczywiście, pomagał, wyprowadzał.

Z optymizmem patrzy także na zmagania związane z wojną kulturową, wypowiedzianą chrześcijaństwu. Jego zdaniem Polacy uodpornili się na ideologie, potrafią się jej przeciwstawić i zorganizować przeciw jej atakom. Widzi pokolenie młodych, którzy odważnie będą nieść Ewangelię kolejnym pokoleniom, czerpiąc przykład m.in. z dorobku ks. Franciszka Blachnickiego.

Od trzech lat jest na pracowitej emeryturze. Pomaga swojemu następcy, abp Wiktorowi Skworcowi, uczestniczy w życiu archidiecezji. Nadal jest wśród ludzi i wciąż rozmawia z Bogiem. – Codziennie dziwię się, że chleb i wino przemieniają się w Ciało i krew Chrystusa. Zaskakuje mnie Pan Bóg – wyznaje.
Zapytany, jaki byłby najlepszy prezent na 80. urodzinowy, mówi stanowczo: Dobre owoce Synodu Archidiecezji Katowickiej.

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.