Bądź na bieżąco!

Otrzymuj najnowsze informacje wybrane specjalnie dla Ciebie.

Portal eKAI prezentuje część tekstów publikowanych w płatnym serwisie agencyjnym Katolickiej Agencji Informacyjnej. Szczegóły na stronie www.kai.plX
Drukuj Powrót do artykułu

Siostry z Matará w dziele ewangelizacji

18.09.2017 , Bursztyn / Marcin Przeciszewski (KAI) / wer Ⓒ ℗

Sample Fot. servidorasdelsenor.org

Jednym z najbardziej dynamicznych zgromadzeń zakonnych na Ukrainie są greckokatolickie siostry Służebnice Pana i Dziewicy z Matará – należące do powstałej w Argentynie zakonnej rodziny Słowa Wcielonego. Dziś na Ukrainie jest ich czterdzieści, mają 10 domów zakonnych. Wszystkie siostry, to dobrze wykształcone i porwane duchem apostolskim młode kobiety, nastawione na inkulturację Ewangelii, wszędzie tam, gdzie przyjdzie im pracować – a szczególnie wśród młodzieży i ludzi najuboższych.

Każda z nich nosi imię zakonne Maria, z dodatkowym wezwaniem np. Maria Radosna czy od Jezusa. A to dlatego, że oprócz trzech klasycznych ślubów zakonnych: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, siostry składają czwarty ślub „macierzyńskiej niewoli Matce Bożej”. Na piersiach każda z sióstr nosi miniaturowy drewniany Krzyż z Matará, utworzony w XVI stuleciu przez jednego z argentyńskich Indian, na którym za pomocą bardzo prostych symboli wyrażone są podstawowe prawdy wiary.


Instytut Służebnic Pana i Dziewicy z Matará ma już prawie 30 lat i skupia 1,5 tys. sióstr w kilkudziesięciu krajach. Jest wspólnotą zakonną na prawie diecezjalnym, założoną przez Ojca Carlos Miguel Buela 19 marca 1988 w San Rafael w Argentynie. Cztery lata wcześniej założył on Instytut Słowa Wcielonego dla kapłanów i braci wiodących życie apostolskie bądź kontemplacyjne. Analogicznie utworzone zostały dwie gałęzie żeńskie: apostolska i kontemplacyjna. Razem z Trzecim Zakonem, skupiającym świeckich, instytuty te tworzą międzynarodową rodzinę zakonną Słowa Wcielonego.

Czytaj także: Warszawskie Siostry wspominały św. Matkę Teresę

– Naszym charyzmatem jest ewangelizacja kultury – deklaruje w rozmowie z KAI s. Maria Hoszowska Makota, przełożona prowincjalna sióstr Służebnic Pana i Dziewicy z Matará (SSVM) na Ukrainie. Wyjaśnia, że zgromadzenie narodziło się za czasów pontyfikatu Jana Pawła II, kiedy Kościół przygotowywał się do wejścia w trzecie tysiąclecie. – Tak samo jak Syn Boży przyjmuje ludzkie ciało, tak my chcemy zanieść słowo Boże do każdej kultury – dodaje. – Realizujemy to poprzez pracę w domach miłosierdzia, katechizację, przekazywanie chrześcijańskiej doktryny, pracę z maleńkimi dziećmi i z młodzieżą oraz z dorosłymi. Siostry nie zapominają o ubogich, ale równocześnie idą do szkół i do uniwersytetów, wydajemy także książki – wyjaśnia.

Inkulturacja na Ukrainie

A pytana, co skłoniło siostry do przybycia na Ukrainę, wyjaśnia, że ich historia tutaj sięga 1999 r. kiedy trzy z nich przyjechały z Argentyny na Ukrainę: Maria Slis, Maria Chrystianka i Maria od Matki Bożej. Dwie z sióstr miały korzenie ukraińskie a jedna włoskie. Siostry przyjęły obrządek wschodni, greckokatolicki. Traktowały to jako warunek inkulturacji zgromadzenia na ziemi ukraińskiej.

Siostra Maria Hoszowska wyjaśnia, że ich założyciel ojciec Carlos Buela, kiedy był jeszcze seminarzystą, w 1968 r. spotkał w Buenos Aires kard. Josyfa Slipyja, który jako zwierzchnik zlikwidowanego w ZSRR Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, spędził 18 lat w sowieckich więzieniach i łagrach. Ojciec Buela był głęboko przekonany, że spotyka człowieka świętego. A kiedy w 20 lat później zakładał instytut Służebnic Pana i Dziewicy z Matará, pomagał mu w tym ordynariusz San Rafael Lew Kruk, który był biskupem rzymskokatolickim pochodzenia ukraińskiego. Opiekował się on także miejscową diasporą ukraińską. Więzi z Ukraińcami i Kościołem greckokatolickim były więc silne.

– Po 10 latach od powstania zgromadzenia nasz założyciel zapragnął, aby siostry misyjne pojechały na Ukrainę – wyjaśnia s. Hoszowska. – Od tego czasu jesteśmy tutaj, otwierając kolejne placówki. Dziś w 10 domach na Ukrainie prowadzimy liczne dzieła apostolskie i charytatywne, m. in. oratoria, katechizację, sierociniec czy dom samotnej matki.

Najpierw siostry posługiwały w seminarium duchownym w Iwano-Frankowsku (dawnym Stanisławowie). Pierwszy swój dom na Ukrainie urządziły w otrzymanej od kogoś, urokliwej starej willi w tym mieście. Stąd wszystko się zaczęło. Do dziś jest tam kuria prowincjalna i dom formacyjny. Mieszka tam 11 dziewcząt tzw. aspirantek, myślących o życiu zakonnym. Niektóre są bardzo młode, inne trochę starsze. Przybysza uderza beztroska, radosna atmosfera, rzadko spotykana w kuriach generalnych. Siostrom służy również sala wykładowa i kaplica, gdzie gromadzą się także wierni z miasta.

Z kolei w leżącym nieopodal a prowadzonym przez siostry domu dziecka pw. św. Mikołaja przebywa 30 dzieci, w różnym wieku. Pracują tam siostry oraz wolontariusze, którzy przyjeżdżają na jakiś czas do pomocy, także zza granicy np. z Czech.

W Iwano-Frankowsku siostry prowadzą także dom samotnej matki. Powstał on jako filia prowadzonego przez siostry domu dziecka. W domu samotnej matki mieszka dziś 6 matek oraz ich dzieci. Głównie małe, ale najstarszy ma 15 lat i jest synem pierwszej dziewczyny w ciąży, która trafiła pod opiekę sióstr. Siostry pomagają matkom wychowywać dzieci, budują razem wspólnotę, wspierają je duchowo.

Marzeniem sióstr jest utworzenie klasycznego gimnazjum w Iwano-Frankowsku, z prawdziwą greką i łaciną. Zdaniem s. Marii Zarwanickiej takie szkoły, kształtujące myślenie „oparte o trwałe fundamenty kultury europejskiej są potrzebne szczególnie dziś, w czasach relatywizmu, gdzie nic nie jest trwałe ani pewne, w czasach kiedy przestaje istnieć kryterium obiektywnej prawdy”.

Siostry mają też dom we Lwowie oraz formacyjny dom dla nowicjuszek na Zakarpaciu a także niedawno utworzony klasztor w Odessie. Jeszcze w tym roku chcą otworzyć dom zgromadzenia w Kramatorsku na wschodzie Ukrainy, na terenie ogarniętym wojną na skutek rosyjskiej agresji na Ukrainę. Dom w Kramatorsku tworzyć będzie s. Maria Slis, jedna z pierwszych, które przybyły na Ukrainę. – Skoro naszym powołaniem jest modlitwa o jedność i o pokój, to nie może nas nie być tam, gdzie toczy się wojna i gdzie codziennie giną ludzie – deklaruje s. Maria.

W sumie na Ukrainie pracuje 40 sióstr misyjnych Służebnic Pana i Dziewicy z Matará i 6 kontemplacyjnych, jest też 10 aspirantek, 11 postulantek i 3 nowicjuszki.

Trzeci zakon

Wokół ośrodków sióstr służebnic gromadzą się licznie świeccy, a najaktywniejsi z nich tworzą Trzeci Zakon. – Jest to grupa ludzi z różnych zawodów, którzy formują innych świeckich w swoich środowiskach – informuje s. Maria Hoszowska. Wyjaśnia, że członkowie trzeciego zakonu żyją „jednym charyzmatem z nami, a każdy pomaga w tym, w czym może pomóc. Ktoś pomaga materialnie, inni pomagają w misji, np. organizując obozy. Nasze dzieła miłosierdzia nie mogły istnieć bez pomocy członków z trzeciego zakonu”.

Czytaj także: Siostry zakonne z Chin tęsknią za pełną wolnością w wyznawaniu wiary

W Iwano-Frankowsku trzeci zakon liczy 100 osób, w Bursztynie ok. 30, w Stryju 20. W Iwano-Frankowsku jednym z członków jest wybitny uczony prof. Oleh Żernoklejew, dziekan fakultetu historycznego uniwersytetu. Napisał monografię historii trzecich zakonów w Kościele, istniejących przy różnych zgromadzeniach.

Członkowie trzeciego zakonu zajmują się także obroną nienarodzonych, gdyż na Ukrainie aborcja jest dozwolona i często się po nią sięga. Aktywnie uczestniczą w ruchu „Za życiem”. Jest to dynamiczne środowisko na Ukrainie zachodniej, szczególnie w Iwano-Frankowsku. Obrońcy życia w każdy piątek organizują pikiety przed budynkiem szpitala ginekologicznego podczas których modlą się i odmawiają różaniec w intencji nienarodzonych. Raz w roku w największych miastach Ukrainy organizowane są „Marsze za życiem”.

Niezwykły klasztor w Bursztynie

Każde z ognisk prowadzonych przez służebnice żywo promieniuje na zewnątrz. Tak jest na przykład w Bursztynie, 15-tysięcznym miasteczku w Galicji Wschodniej, nieopodal Stryja. Siostry założyły tu swój klasztor 10 lat temu, na miejscu przedwojennego klasztoru polskich sióstr św. Wincentego a Paulo. Choć z dawnego, zakonno-charytatywnego kompleksu pozostały zaledwie chaszcze i ślady ruin, siostry z zapałem przystąpiły do odbudowy, a właściwie budowy swej siedziby od podstaw. Dziś jest to już duży, dwupiętrowy dom, pw. Świętej Zofii Mądrości Bożej – swoją architekturą przypominający polskie, szybko budowane domy rekolekcyjne z lat 80-tych.

Jedną część domu zamieszkują siostry kontemplacyjne i jest to ich główna siedziba na Ukrainie. Zgodnie ze ścisłą regułą, sześć żyjących tam sióstr służebnic nigdy nie opuszcza klauzury, mają też do dyspozycji kaplicę i niewielki ogród.

– Charyzmatem sióstr kontemplacyjnych jest modlitwa i ofiara ze swojego życia – mówi s. Maria Zarwanicka w rozmowie z KAI. Wyjaśnia, że „życie kontemplacyjne nie oznacza egoistycznej dezercji od problemów, które nas otaczają, ale bardziej ukrytą ofiarę, która oprócz aspektu wyrzeczenia się i wynagrodzenia, przyjmuje wymiar dziękczynienia”. Dodaje, że powołaniem sióstr kontemplacyjnych jest nieustanne „omadlanie” wszelkich działań podejmowanych przez siostry apostolskie, a w szczególności modlitwa w intencji odbudowy jedności podzielonego przed wiekami chrześcijaństwa, a także by Europa oddychała oboma swymi płucami: wschodnim i zachodnim. Siostry – choć ukryte przed światem – żywo śledzą czym żyje Kościół i co się dzieje na Ukrainie. To wszystko codziennie powierzają Bogu. Wiele energii zajmuje im modlitwa o pokój i pojednanie, tak potrzebne na Ukrainie, szczególnie w jej wschodniej części.

Siostry kontemplacyjne w Bursztynie, choć żyją za klauzurą, w dwóch sytuacjach są dostępne dla innych. Pierwszą jest codzienna liturgia eucharystyczna, przeżywana wspólnie z siostrami apostolskimi w domowej kaplicy – a przyjść może na nią każdy. Druga, to kiedy w domu pojawią się ubodzy czy potrzebujący. Np. w każdą sobotę przyjeżdżają młode dziewczyny z dziećmi z domu samotnej matki w Iwano-Frankowsku. Siostry kontemplacyjne siadają razem przy stole, jedzą i wspólnie śpiewają. Dzieciaki lgną do sióstr i chcą być na ich rękach. Świętowanie trwa przez wiele godzin.

Drugą część domu w Bursztynie prowadzą siostry misyjne a przewijają się tam setki ludzi. Działa w nim szkoła katechetyczna i dom rekolekcyjny. – W szkole katechetycznej – mówi s. Maria Slis, przełożona domu – uczestniczą 4 grupy dzieci w różnym wieku poczynając od najmłodszych. Dodaje, że w katechizacji najmłodszych (do 6 roku życia) w niedzielę bierze udział ponad 60 dzieci, które przychodzą tu wraz z rodzicami. Równolegle z zajęciami dla dzieci organizowana jest osobna katechizacja dla ich rodziców. – Jest to pokolenie, które nie miało żadnej katechizacji, gdyż jego dzieciństwo upłynęło w Związku Radzieckim. Ludzie ci, mimo, że chodzą do cerkwi, doktryny katolickiej w praktyce nie znają. Wykładamy więc im zarówno katechizm, duchowość, sakramenty jak i historię Kościoła – wyjaśnia s. Maria.

Wieczorami w szkole katechetycznej zbierają się – jak mówi się tutaj, „podlotki”, czyli nastolatki a również starsza młodzież. S. Maria informuje, że w szkołach na Ukrainie katechizacja prowadzona jest w formie zajęć z etyki. Mimo, że nie jest to etyka świecka ale o podłożu chrześcijańskim, to wiele pozostaje jeszcze do zrobienia jeśli chodzi o autentyczne formowanie wiary – stąd potrzeba dodatkowej szkoły katechetycznej.

Niezależnie od tego, w tygodniu siostry systematycznie odwiedzają miejscowe szkoły, a przede wszystkim dwa technika: elektryczne, bo jest tu wielka elektrownia z czasów komunizmu oraz gastronomiczne. Prowadzą tam dodatkowe zajęcia katechetyczne w tzw. wychodny dzień, kiedy lekcje są rano, tak aby uczniowie mogli wziąć udział w różnych zajęciach. Raz w miesiącu w każdym z techników siostry organizują wieczór modlitewny do Bogurodzicy, w którym uczestniczą także nauczyciele.

Warto podkreślić, że młodzież na zachodniej Ukrainie, która w przeważającej mierze jest katolicka, na ogół zachowuje wiarę i nie ulega szybkiemu zeświecczeniu. A tereny te są jednymi z najbardziej religijnych w Europie. Cerkiew greckokatolicka pełni tu istotną rolę także w zakresie umacniania ukraińskiej tożsamości. Obie sfery – wiara i patriotyzm – podobnie jak w Polsce, mocno na Ukrainie zazębiają się, a tym silniej w obliczu trwającej od 3 lat rosyjskiej agresji.

Siostry mają też bliski kontakt z młodymi poprzez współpracę z „Proswitą” – założonym 100 lat temu ogólnoukraińskim związkiem młodzieży o silnym podłożu patriotycznym i narodowym. „Proswita” na zachodniej Ukrainie ma silny koloryt religijny: daje formację nie tylko obywatelską czy kulturalną, ale i chrześcijańską. Podczas letnich o obozów w Karpatach codziennie sprawowana jest Msza św., a później odbywają się inne zajęcia, także nauka strzelania, gdyż dziś każdy porządny młody Ukrainiec przygotowuje się do obrony ojczyzny.

Czytaj także: Dwie siostry kombonianki otwierają szpital w Bagandou

Kolejną przestrzeń w domu sióstr służebnic w Bursztynie zajmuje dom rekolekcyjny pw. świętego Jana Pawła II. Papież Wojtyła jest na Ukrainie bardzo popularny, a szczególne wdzięczni są mu grekokatolicy za odtworzenie ich Kościoła po latach komunistycznych prześladowań – kiedy to wszyscy biskupi, większość kapłanów i duża ilość świeckich oddała życie bądź powędrowała do łagrów. Mamy więc do czynienia z młodym, dynamicznym Kościołem, zbudowanym autentycznie „na krwi męczenników”.

Dom rekolekcyjny w Bursztynie znany jest także z prowadzenia 4-dniowych ćwiczeń ignacjańskich, choć w kościele greckokatolickim, podobnie jak w innych Kościołach wschodnich praktyka ta jest niemal nieznana. „Ćwiczenia” prowadzą księża z męskiej gałęzi zgromadzenia Słowa Wcielonego, a jeśli brakuje im czasu, robią to siostry we współpracy ze świeckimi.

Od roku siostry – tuż obok swego domu zakonnego – budują nowy kościół, który podobnie jak ich dom będzie mieć za patronkę św. Zofię. Kamień węgielny poświęcił abp Światosław Szewczuk, zwierzchnik Ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego, Na razie udało się zbudować fundamenty i podziemia. Siostry proszą o ofiary, także za granicą. Swe prośby kierują też do Polaków, bo – jak zaznaczają – typowo polską gościnność i ofiarność poznały w ubiegłym roku, kiedy przyjechały na Światowe Dni Młodzieży z grupą młodych z Bursztynu i ze Stryja. – Z czasem będzie tu sanktuarium miejsce do którego ludzie będą pielgrzymować, bowiem życie kontemplacyjne przyciąga i współcześni ludzie tego bardzo potrzebują – wyznaje s. Maria Zarwanicka.

Wersja do druku

Przeczytaj także

18 września 2017 12:47

Zaangażowanie i dystans

Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych.