Drukuj Powrót do artykułu

Szkoły katolickie światowym fenomenem – rozmowa z kard. Zenonem Grocholewskim

15 grudnia 2008 | 15:50 | Tomasz Królak // maz Ⓒ Ⓟ

Dlaczego szkoły katolickie są popularne także wśród muzułmanów i buddystów, czy Kościół dyskryminuje homoseksualistów chcących zostać księżmi oraz czy w Kościele w Polsce brakuje lidera – mówi w wywiadzie dla KAI kard. Zenon Grocholewski, prefekt Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego.

 
 

KAI: Nie sposób przecenić roli szkolnictwa katolickiego w nowożytnej Europie. Dziś, na progu XXI wieku, Kościół dysponuje ok. 250 tys. szkół na wszystkich poziomach edukacji. Jaka jest rola szkolnictwa katolickiego w epoce coraz powszechniejszej laicyzacji?

– Odwiedzają mnie ambasadorzy bardzo różnych krajów. Bardzo wielu to niekatolicy, a nawet niechrześcijanie. Niedawno był u mnie ambasador muzułmańskiej Indonezji. Chwalił nasze szkoły i zachęcał do odwiedzania tych placówek. Okazało się, że jest muzułmaninem, ale zarówno on sam, jak i jego rodzice chodzili do szkół katolickich. Dlaczego? Ponieważ są to szkoły najlepsze, a po drugie – one wychowują, formują człowieka, a nie tylko przekazują wiedzę. W podobnym tonie mówią wszyscy moi goście.
Ostatnio dwukrotnie byłem w Tajlandii. To jest kraj buddyjski, król jest buddystą. Żyje tam niecałe 300 tys. katolików, czyli 0,5 proc. ludności. Tymczasem do szkół katolickich uczęszcza 465 tys. dzieci. W książce, wydanej przez tajski rząd o katolikach, napisano bardzo niewiele, jednak zaznaczono, że mają najlepsze szkoły i szpitale.

Kiedy na zaproszenie rządu (w którym nie ma żadnego katolika) udałem się na Tajwan, prezydent dziękował mi za katolickie szkoły i uniwersytety prosząc, by tę aktywność rozszerzać. Proszą o to niechrześcijanie!
Kuriozalna sytuacja panuje zaś w Egipcie. Niedawno odwiedziła mnie nowa pani ambasador przy Stolicy Apostolskiej, bardzo chwaląc szkoły katolickie. Upomniałem się wówczas o więcej wolności dla nich, bo choć rząd chce tych szkół, to nie można w nich mówić o Chrystusie do niekatolików, bo to byłoby przestępstwem. W szkole katolickiej nie można mówić o Chrystusie! Kiedy zastanawialiśmy się w Kongregacji, czy jest sens prowadzenia takiej placówki, doszliśmy do wniosku, że tak. Choć bowiem szkoła katolicka nie mówi o Chrystusie, uczy o szacunku do każdego człowieka, do każdej religii.

KAI: Jaka jest więc tajemnica powodzenia szkół katolickich w całym świecie, także w innych religiach i kulturach?

– Myślę, że są one chwalone głównie za integralną formację człowieka, a więc za to, że przekazują nie tylko wiedzę. Współczesny rozwój nauki i techniki domaga się dużo bardziej wykwalifikowanych umiejętności niż w przeszłości. Ale osiągnięcia techniki bywały wykorzystywane do coraz okrutniejszych wojen, terroryzmu, manipulowania ludźmi, do coraz bardziej wyrafinowanej niesprawiedliwości. Dlatego nie wystarczy nauczyć. Trzeba przygotować człowieka, by chciał wykorzystać wiedzę dla budowania dobra, a nie pomnażania zła w świecie.

KAI: W jakiej mierze Kościół w Polsce powinien angażować się w tworzenie nowych szkół katolickich?

– Myślę, że jest to rzeczą bardzo ważną. W listopadzie ub. r. uczestniczyłem w forum szkół katolickich w Częstochowie, gdzie dowiedziałem się, że w Polsce takich placówek jest ok. 500. W niektórych przypadkach na jedno miejsce jest nawet 20 zgłoszeń. Uważam, że nie należy tworzyć jak najszybciej kolejnych takich szkół, lecz najpierw przygotować personel, by były to rzeczywiście placówki wysokiej klasy i rzeczywiście katolickie.

W porównaniu z innymi krajami postkomunistycznymi, w Polsce jest stosunkowo mało szkół katolickich. W tych 500 placówkach uczy się niecały 1 proc. (0,85 proc.) wszystkich uczniów, podczas gdy na Słowacji wskaźnik ten wynosi 1,9 proc., na Węgrzech ponad 4 proc. W Rumunii gdzie jest 7 proc. katolików (przy 90 proc. prawosławnych), szkół katolickich jest więcej niż prawosławnych. Państwo je opłaca, co dowodzi, jak bardzo te szkoły są cenione i potrzebne.

KAI: A jak z watykańskiego dystansu odnosi się Ksiądz Kardynał do dyskusji i sporów o obecność religii w polskich szkołach? Wyjście katechezy z salek parafialnych do szkół był dobrym krokiem?

– Myślę, że dobrym i to z kilku względów. Różne międzynarodowe deklaracje przyznają rodzicom prawo do wychowania swoich dzieci według własnych przekonań. Ponadto wychowanie religijne nie może być odseparowane od ogólnego wychowania. Przecież nie jestem katolikiem w kościele, a poza nim już nie. Nie można człowieka podzielić i uprawiać jakiejś edukacji schizofrenicznej.

KAI: Zapewne dotarły do Księdza Kardynała echa burzliwych polemik nt. możliwości zdawania religii na maturze…

– Oczywiście, że religia powinna być przedmiotem maturalnym. Chodzi o to, by nie odseparowywać jednej dziedziny z całości wychowania i edukacji. Tym bardziej, że wychowanie religijne, jeżeli weźmiemy pod uwagę całą kulturę europejską, jest źródłem ogromnej inspiracji, także artystycznej – w literaturze, sztuce, muzyce, malarstwie. Byłoby bardzo niedobrze, gdyby ludzie – także niekatolicy czy ateiści – nie mieli dostępu do informacji niezbędnych do odczytania swojej historii, literatury i całego bogactwa kultury.

KAI: Kongregacja ds. Wychowania Katolickiego omawiała w styczniu specjalny dokument (Ratio Studiorum) dotyczący seminariów katolickich. Czy i w jakim kierunku powinna pójść reforma kształcenia przyszłych księży?

– Podstawowy dokument z tej dziedziny, adhortacja Jana Pawła II „Pastores dabo vobis” wymienia cztery jej aspekty: formację ludzką, duchową, intelektualną (głównie teologiczną) i pasterską. W dzisiejszym świecie jednym z najważniejszych elementów jest formacja duchowa, bowiem dziś być kapłanem jest trudniej. Jest on roztargniony, przepracowany, oddziałują na niego środki masowego przekazu, telewizja, Internet; stawia mu się masę pytań z różnych dziedzin, stąd często nie ma czasu na modlitwę. Natomiast jeśli ksiądz się nie modli lub modli się za mało, to jego kapłaństwo nie może być owocne. Chrystus wyraźnie powiedział: beze mnie nic uczynić nie możecie. Nikt poważnie myślący, kto zna problem kapłaństwa nie wyobraża sobie bycia księdzem bez solidnej formacji duchowej, bez kontaktu z Chrystusem. Tego kontaktu, modlitwy należy nauczyć się w seminarium, bo potem będzie na to mniej czasu.

KAI: Seminaria duchowne w Polsce są ustawione nieco inaczej aniżeli w niektórych krajach Zachodu, gdzie przyszli kapłani są mocniej wciągnięci w nurt życia uniwersyteckiego. Który model jest lepszy?

– Po Soborze Watykańskim II były bardzo różne projekty. W niektórych krajach, np. w Holandii, seminaria zamknięto. Młodzi ludzie, którzy ewentualnie myśleli o kapłaństwie mieli iść na wydział teologiczny i po jego ukończeniu decydować się, czy będą kapłanami czy nie. Właściwie wszystkie te eksperymenty nie zdały egzaminu. W Holandii na nowo otwarto seminaria, w tej chwili są trzy i wydaje się, że bardzo dobrze prosperują, mają solidną formację.

Oczywiście, to dobrze, że studenci studiują na wydziałach teologicznych, jednak uczynić z kleryków zwykłych studentów uniwersytetu jest czymś bardzo niebezpiecznym, ponieważ kapłaństwo to nie jest jakiś zawód do nauczenia się. To jest styl życia, sakrament, który ogarnia całego człowieka. Kapłanem jest się zawsze, dzień i noc, także na emeryturze, kapłanem się umiera. To jest formacja osobowości, dla której życie seminaryjne jest konieczne.

Nie ma ważniejszej edukacji w Kościele niż przygotowanie przyszłych księży. Od nich będzie zależało życie Kościoła, apostolstwo świeckich, ponieważ oni mają być kierownikami duchowymi. Doświadczenie wynikające także z obserwacji różnych eksperymentów (których nie chcę tu wspominać) uczy, że w dzisiejszej sytuacji najlepiej zdaje egzamin klasyczna forma seminarium. Oczywiście, są pewne elementy, które nie mogą być realizowane tak, jak w przeszłości. Niemniej trzeba solidnego przygotowania do modlitwy, zbratania się seminarzystów ze sobą, włączenia się w program duszpasterski, bycia w łączności ze swoim biskupem.

KAI: Uważa Ksiądz Kardynał, że Kościół w Polsce dobrze odczytuje „znaki czasu”, że to przygotowanie do kapłaństwa jest takie, jak być powinno?

– Nigdzie nie ma ideału, w Polsce też są różnice pomiędzy jednym a drugim seminarium. Ale na tyle, na ile je poznałem, to raczej mam o nich dobre wrażenie. Bardzo cieszy mnie troska biskupów o seminarium, to że biskupi starają się mieć kontakt z seminarium i osobisty kontakt z klerykami, że kładzie się duży nacisk na formację duchową. Polskie seminaria są jednymi z lepszych, jakie znam.

KAI: Po publikacji „Wskazań dotyczących wykorzystywania nauk psychologicznych w przyjmowaniu i formacji kandydatów do kapłaństwa”, w odpowiedzi na pytanie dziennikarza powiedział Ksiądz Kardynał: „Do seminariów nie należy też dopuszczać mężczyzn z głęboko zakorzenionymi skłonnościami homoseksualnymi. Nawet jeśli żyli i żyją w całkowitej czystości”. Zaczęto komentować, że oto Kościół dyskryminuje homoseksualistów.

– To absurd, bo ten dokument w ogóle nie mówi o homoseksualizmie. Podczas konferencji prasowej ktoś wysunął ten temat, więc powtórzyłem tezy dokumentu naszej Kongregacji sprzed kilku lat. Stwierdziliśmy tam, że kto ma głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne, ten nie może być dopuszczony do kapłaństwa. Nie jest to żadna dyskryminacja! To tak, jakby zarzucić dyskryminację szkole astronautów za to, że nie dopuszcza kandydatów z lękiem przestrzeni. Tak jak astronauta nie może mieć lęku przestrzeni, tak kandydat do kapłaństwa powinien mieć normalnie uregulowane podejście do seksualności. Homoseksualizm jest pewną dewiacją osobowości. Uważamy, że człowiek o takich tendencjach nie jest należycie przygotowany do tego, by stać się dla ludzi ojcem duchownym.

Jeżeli Chrystus wybrał tylko mężczyzn, jeżeli kapłanem może być tylko mężczyzna, to chyba jakąś rację miał? W przypadku homoseksualisty czegoś w tej męskości brak, jest pewien problem. Jeśli dostrzeganie tego problemu chce się uważać za dyskryminację… Moim zdaniem, to jest kompletny absurd, bowiem nikogo nie dyskryminujemy, szanujemy każdego człowieka, każdy kapłan będzie się starał takiemu człowiekowi pomóc i w żadnym razie nie będzie go potępiał. Inną rzeczą jest bowiem dyskryminacja, a inną kwalifikacje do pełnienia funkcji kapłana.

KAI: A jaka jest opinia Księdza Kardynała na temat wykorzystywania nauk psychologicznych w procesie przyjmowania do seminariów?

– To ważne zagadnienie, bo zdarzają się „przegięcia”, w jedną lub w drugą stronę. W niektórych ośrodkach psycholog czy psychiatra traktowany jest niczym prorok, który wszystko potrafi: to on ma formować duchowość kapłańską oraz rozwiązywać wszystkie jego problemy psychiczne. To jest nie do przyjęcia, bo głównym formatorem do kapłaństwa jest ojciec duchowny, a więc tym, który ma rozpoznać powołanie czy zdatność nie jest psychiatra, psycholog tylko – w związku z tym, iż mamy do czynienia z rzeczywistością nadprzyrodzoną – zadanie to należy do Kościoła, do biskupa.

Z drugiej strony, jest też błędem zupełne niedostrzeganie użyteczności psychologów czy psychiatrów dla seminariów, bo zdarzają się pewne konfliktowe sytuacje, kiedy odpowiednia diagnoza może pomóc klerykowi wyzwolić się z pewnych uzależnień itd. Potrzebne jest więc zrównoważone podejście to tego tematu.

KAI: Przeżywaliśmy w Polsce kilka spektakularnych odejść kapłanów, w tym nawet przypadek apostazji niezwykle cenionego polskiego kapłana-teologa. Czy jest to dziś jakiś poważny problem w skali Kościoła powszechnego?

– Problem jest dużo mniejszy niż w latach 60. i 70. Oczywiście, odejścia będą zawsze. W skali światowej liczba powołań wzrasta w Ameryce Łacińskiej, Afryce, w Azji. W diecezjalnym seminarium (niższym i wyższym) w Guadalajarze w Meksyku kształci się blisko tysiąc osób. W Kolumbii ilość powołań kapłańskich potroiła się. Oczywiście, są rejony dotknięte kryzysem: głównie Stany Zjednoczone i Kanada oraz Europa Zachodnia. Ale jednocześnie w takich krajach, jak Francja czy Niemcy, widać, że te powołania są lepsze.

KAI: George Weigel, biograf Jana Pawła II postawił tezę, że Jan Paweł II mając na uwadze liczne priorytety duszpasterskie, niejako zaniedbał reformę Kurii Rzymskiej. W jakim kierunku ta reforma winna przebiegać? Czy w ogóle jest potrzebna?

– Jan Paweł II dokonał reformy Kurii. Dokument na ten temat, „Pastor bonus”, ukazał się w 1988 r. Niewątpliwie Jan Paweł II kładł większy nacisk na dykasterie „promocyjne”, zajmujące się jednością chrześcijan, dialogiem międzyreligijnym, kulturą, rodziną. Papieskie rady (w przeciwieństwie do poszczególnych kongregacji i sądów) nie mają władzy, ich zadaniem jest promowanie czegoś. I Jan Paweł II tym naprawdę żył.

KAI: Powiedział kiedyś Ksiądz Kardynał, że prześladowania Kościoła są w obecnych czasach bardziej perfidne niż w epokach po narodzeniu Jezusa. Dlaczego? Na czym to polega?

– W różnych krajach prześladowania mają różny charakter. Inaczej wygląda to w Indiach i innych krajach azjatyckich, inaczej w Afryce. Odmienna też jest sytuacja w niektórych krajach Ameryki Łacińskiej, jak Wenezuela, a jeszcze inna w krajach Europy. Perfidia polega na tym, że chce się ograniczyć rolę Kościoła lub sprowadzić go do zakrystii, pod pozorem przyjaźni czy troski o niego. Zamiast autentycznego wsparcia duchowego, które jest domeną Kościoła, rząd chce zaproponować jakąś własną etykę, której należy uczyć. Myślę tu choćby o rządzie Zapatero [premiera Hiszpanii – przyp. KAI]. Nie uważam, by było to zupełnie obce i dla naszego kraju…

KAI: Co cieszy, a co boli Księdza Kardynała, jeśli chodzi o Kościół w Polsce?

– Jedną z rzeczy, które mnie cieszą są seminaria, formacja kapłańska i to, że Polacy są przywiązani do pielgrzymek, sanktuariów. Uważam, że to bardzo ważne. Poza tym cenię postawę bardzo wielu księży, którzy pracują z wielkim poświęceniem i oddaniem.

Co mnie smuci? Niełatwo to powiedzieć… Wolałbym, żeby Kościół był bardziej czynny w mediach. Mamy ponad 90 proc. katolików, a ich myśl nie jest w środkach przekazu zbytnio uwypuklona. Ta – powiedziałbym – przeciwna jest silniejsza. Katolików nie widać, nie słychać. Dlatego uważam, że jednym z problemów Kościoła w Polsce jest solidne przygotowanie ludzi do pracy w mediach.

Chciałbym także, by oprócz KUL powstał jakiś inny, solidny uniwersytet katolicki. Czego potrzebujemy od środowiska świeckich katolików? Porządnych nauczycieli religii, katolickich lekarzy, dziennikarzy, prawników, socjologów. I o to powinny dbać uniwersytety katolickie. W Europie jest ich bardzo mało. Rozwijały się intensywnie za pontyfikatu Jana Pawła II, a obecnie na całym świecie istnieje ich 250. Idą w bardzo dobrym kierunku, uwolniły się z takich pojęć jak „teologia wyzwolenia” itd. Niektóre z nich są naprawdę mocne, przodujące, jak „La Pontificia” w Chile czy uniwersytet katolicki w Buenos Aires. Ich absolwenci są naprawdę poszukiwani. Cieszyłbym się, gdyby w Polsce działał jeszcze jeden taki uniwersytet, tworzący inteligencje katolicką, by myśl katolicka była bardziej propagowana.

KAI: Jak Ksiądz Kardynał postrzega media katolickie w Polsce? Na ile wypełniają one swą misję?

– Musi być pewna różnorodność, nie sposób wszystkiego ujednolicać, każdy ma swoją osobowość. Niemniej nie jestem zachwycony pewną nietolerancją wobec niektórych mediów.

KAI: To znaczy?

– Na przykład wobec centrum ojca Rydzyka. Nie jestem zachwycony pogardliwymi opiniami. Tym bardziej, że mimo wszystko oni robią bardzo dużo dobrego. Słysząc pogardliwe zdania ze strony ludzi stojących niby na pewnych stanowiskach uważam, że coś tu chyba nie gra. Widać brak szacunku dla innego człowieka, odmiennej postawy. Nie można domagać się, żeby wszyscy byli formowani według „mojej” myśli. Zostawmy ludziom prawo do wyrażania własnych myśli.

KAI: Należy Ksiądz Kardynał do tych hierarchów, którzy „studzą” beatyfikacyjną gorączkę, a w każdym nie przyłącza się do tych, którzy chcieliby jak najszybszej beatyfikacji Jana Pawła II. Dlaczego?

– Nie mam najmniejszej wątpliwości co do tego, że Jan Paweł II jest świętym, choć to Kościół rozstrzygnie, a nie ja. Z drugiej strony zawsze podkreślam, że Jan Paweł II „siał” na przyszłość. Wydał mnóstwo dokumentów, bardzo dużo mówił i wszystko to nie zostało jeszcze przetrawione. Jeżeli beatyfikacja nastąpiłaby za kilka lat (choć osobiście sądzę, że nie trzeba będzie kilku lat…), to ta postać na nowo ożyje. Papieża pozna generacja, która nie miała z nim do czynienia bezpośrednio. Zajrzą do tego, co pisał, co mówił i to wzbogaci te nowe pokolenia. W tym sensie mówię, że mnie do tej beatyfikacji się nie spieszy.

KAI: Mówi się niekiedy, że po śmierci Jana Pawła II Kościół w Polsce nie wie „jak żyć”, że odczuwa brak lidera itd. Czy uważa Ksiądz Kardynał, że nasz kraj potrzebuje dziś duchowego przywódcy na miarę kard. Wyszyńskiego?

– Lider, w sensie pozytywnym, jest zawsze czymś dobrym, bo nadaje pewien ton, umie pogodzić różnego rodzaju tendencje i jest jakąś inspiracją dla wielu ludzi.

KAI: A w Polsce jest ktoś taki?

– Trudno mi powiedzieć. Od wielu lat żyję poza Polską, odwiedzam różne kraje na wszystkich kontynentach, nie mam czasu na śledzenie informacji.

KAI: Ale czy można powiedzieć, że Kościół w Polsce po śmierci Jana Pawła II jest osierocony?

– Nie sądzę. Myślę, że będzie on coraz bardziej umiejętnie odnajdywał swoją drogę. W czasie komunizmu w pewnym sensie wszystko było jasne. Wiadomo było, kto jest wrogiem, kto przyjacielem. Po komunizmie nie jest to już takie jasne, bo nie każdy, kto mówi dobre słowa jest przyjacielem. Ale myślę, że będzie on coraz lepiej tę rzeczywistość odczytywał.

KAI: A co będzie w Polsce za lat 20? Czy wytworzy się nowy, mocny model polskiej religijności, który będzie wyraźną wyspą w oceanie religijnego zobojętnienia, czy wręcz – bo nie można tego wykluczyć – agresywnego laicyzmu Europy?

– Trudno być prorokiem. Sądzę, że katolicyzm na Zachodzie wzmocni się, ożyje, odrodzi. To już widać w wielu środowiskach we Francji czy w Niemczech. Weźmy choćby stowarzyszenie prawników katolickich we Francji – środowisko bardzo solidne i wierne.

Myślę, że Kościół w Polsce nie osłabnie. On jest na etapie pewnej refleksji, zastanawiania się nad przeszłością i wyznaczania drogi na przyszłość.


KAI: Marzenia Księdza Kardynała jako prefekta Kongregacji ds. Wychowania Katolickiego?

– Główne, to wzmocnić tożsamość katolicką naszych instytucji – szkół, uniwersytetów – zwłaszcza w tych krajach, gdzie nieco ją straciły. Są w Europie kraje, gdzie 60 proc. dzieci uczęszcza do szkół katolickich i wydawałoby się, że katolicyzm powinien tam wzrastać, a tak się nie dzieje. Oznacza to, że są to dobre szkoły, ale za mało katolickie, za mało przekazują wartości.

Rozmawiał Tomasz Królak

 
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.