Drukuj Powrót do artykułu

Biskup nominat Serhij Kippa: być nosicielem pokoju, który uzdrawia i jednoczy

06 września 2026 | 20:53 | s. Alina Anastasia Petrauskaite, SCM, tom | Watykan/Kijów Ⓒ Ⓟ

Sample Fot. rkc.org.ua (skadrowane)

W piątek, 4 września br. Watykan ogłosił mianowanie biskupa pomocniczego dla diecezji kijowsko-żytomierskiej Kościoła rzymskokatolickiego w Ukrainie. Został nim kapucyn o. Serhij Kippa, który dotychczas kierował kustodią Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w Ukrainie. W rozmowie z mediami watykańskimi, biskup nominat mówi o swojej „wewnętrznej ewangelizacji”, doświadczeniach posługi w czasie wojny oraz o tym, jak franciszkańska Pani Ubóstwo pomaga zaufać Bożemu przewodnictwu.

Jak zareagował Ksiądz Biskup, gdy usłyszał, że Jego Świątobliwość Leon XIV chce, aby został biskupem pomocniczym diecezji kijowsko-żytomierskiej?

Biskup nominat o. Serhij Kippa: Wola Ojca Świętego została mi przekazana, gdy prowadziłem rekolekcje dla sióstr Zgromadzenia Misyjnego Służebnic Ducha Świętego  (werbistek) w greckokatolickim ośrodku pod Morszynem. Biskup Witalij nazwał to „zwiastowaniem”. I dla mnie rzeczywiście tak to wyglądało, ponieważ wierzę, że pochodzi od Boga. To było wewnętrzne poruszenie. W scenie Zwiastowania, co ciekawe, Maryja poczuła się zdezorientowana, zaniepokojona. W oryginalnym tekście użyto słowa kojarzonego z drżeniem, z czymś, co wstrząsa fundamentami. I rzeczywiście, jest tak, jakby same fundamenty się zatrzęsły. Jesteś w zakonie, chcesz być na fundamentach Słowa i woli Bożej. A kiedy Bóg objawia swoją wolę, okazuje się, że mam pewne punkty oporu, własne wyobrażenia o moim powołaniu: jak żyć, co robić, a czego nie, gdzie być. I to zaczyna się trząść. To prawdziwe wewnętrzne trzęsienie ziemi, mieszanka niepokoju, przeżyć emocjonalnych i psychicznych, a jednocześnie głębokiej wewnętrznej radości z przekonania, że ​​Bóg tu działa.

Heraldycy pracujący nad stworzeniem herbu biskupiego nazywają go „portretem duszy biskupa”. Ilustruje on osobiste ideały, drogę życiową i priorytety posługi duszpasterskiej. Co powinno znaleźć się na herbie w przypadku Księdza Biskupa?

 Mam już kontakt z osobą zajmującą się tym tematem. Istnieją pewne zasady heraldyczne dotyczące elementów, więc nie jestem pewien, czy wszystko, o czym myślę, znajdzie tam odzwierciedlenie. Ostatnio towarzyszy mi słowo z naszych ostatnich rekolekcji kapucyńskich. Rekolekcje były poświęcone biblijnej koncepcji „pokoju” w szerokim znaczeniu. Nasz rekolekcjonista wspaniale i głęboko to ukazał poprzez różne fragmenty Pisma Świętego. Pokazał, że biblijny pokój (szalom) to nie tylko spokój ducha czy brak wojny na zewnątrz. To nie wystarczy. Biblijny pokój to pełnia i całość. Jesteśmy powołani, by być ludźmi pokoju, ale sami, bez Boga, nie jesteśmy do tego zdolni. Bez Boga człowiek jest niekompletny, rozbity na kawałki, zarówno w swoim stanie wewnętrznym, jak i w relacjach z innymi i ze światem. Podczas tych rekolekcji bardzo do mnie przemówił cytat: „On bowiem jest naszym pokojem” (Ef 2,14). Właściwie biblijny „szalom” jako integralność to właśnie to, czego nieustannie potrzebuję od Boga: aby uporządkował moje życie poprzez nawrócenie i światło swojego słowa.

Moim zdaniem biskup jest znakiem i nosicielem misji, która jednoczy i nadaje tę integralność diecezji. To bardzo ważne. Na przykład słyszałem, że kiedy przez lata w Żytomierzu był biskup, ludzie czuli jego obecność obok księży i ​​wiernych, i to daje poczucie tego samego pokoju. Jeśli wrócimy do teraźniejszości, do okresu po rekolekcjach, to dla mnie teraz jest czas „kairos” – szczególny czas Boga. W ciągu roku doświadczyłem wewnętrznej suszy, kiedy chodzisz jak po pustyni: wiatr ucichł, a ty idziesz naprzód po prostu wiarą. I teraz odczuwam szczególną łaskę, ten oddech Boga (Ruach), który z mocą rozlał się od chwili Zwiastowania. Podczas rekolekcji z braćmi zrozumiałem, że potrzebujemy jedynie czasu na „ustawienie wiader”, ponieważ Bóg tak wiele wylewa ze swego słowa. Zanotowałem to, rozumiejąc, że musimy napełnić te „bukłaki”, aby móc do nich powrócić w przyszłości.

Ten „szalom” dotyczy zarówno mojej osobistej relacji z Bogiem, jak i jedności z innymi. Jako biskup pomocniczy muszę przekazywać ten pokój, jedność i bliskość. Nie wiem, jak to się uda, ale liczę na Bożą pomoc. Myśl, że „On jest naszym pokojem, który burzy wszelkie mury”, rozbrzmiewała również podczas rekolekcji. Pokój Chrystusa nie jest tanim kompromisem ani konformizmem kosztem prawdy w imię wyimaginowanego pokoju. To zupełnie inny, głęboki pokój. Jest on niezwykle istotny również dla naszego kraju. Wszyscy modlimy się o jak najszybszy pokój. Ale nawet jeśli chodzi o zewnętrzne uzdrowienie ludzkich serc, w najgłębszym tego słowa znaczeniu, zajmie to dużo czasu.

Czy jest jakiś obraz, który uważa Ksiądz Biskup za szczególny, wymowny?

Podczas rekolekcji z siostrami werbistkami rozważaliśmy franciszkański temat pokory stworzenia, w którym nie ma egoistycznego „ja” ani buntu przeciwko Stwórcy. Jedna z sióstr dała mi żołądź i powiedziała: „Bracie, spójrz: dąb po prostu rośnie dla chwały Bożej. Nie ma w nim żadnych refleksji, żadnego buntu: `Dlaczego rosnę w tej konkretnej wiosce?`, `Kto mnie tu zobaczy?`, `Jaki jest sens mojego życia?`”. Oczywiście, jesteśmy ludźmi, mamy wolną wolę i rozum, myślenie jest dla nas naturalne. Ale na płaszczyźnie duchowej istnieje pokusa wewnętrznego buntu, jak mówi Biblia o „synach buntu”. Z drugiej strony, dąb rośnie i wielbi Stwórcę samym swoim istnieniem. Dlatego, jeśli to możliwe i zgodne z kanonami, poproszę heraldyka o umieszczenie małego żołędzia w moim herbie biskupim. Abym, za każdym razem, gdy pojawi się pytanie: „Boże, dlaczego mnie tu umieściłeś?”, patrzył na niego i pamiętał: dąb nie pyta, on po prostu rośnie ku chwale Stwórcy.

Czyli Twoje motto biskupie można powiązać ze słowem „pokój”?

To słowo o „pokoju” towarzyszyło mi przez cały tydzień rekolekcji i wierzę, że Bóg dał mi je jako drogowskaz dla mojej przyszłej posługi. Motto „On jest naszym pokojem” (Ipse est enim pax nostra) byłoby dobrym podsumowaniem sensu tego słowa.

W kontekście rekolekcji i refleksji, których doświadczył Ksiądz Biskup, jaki będzie główny kierunek biskupiej posługi?

Wszystko to kręci się wokół uzdrawiającej funkcji, jaką niesie pokój. To połączenie, to pokój, to pełnia i jedność. Oczywiście, najpierw musisz mieć ten pokój w sobie, doświadczyć go przed Bogiem, a dopiero potem służyć innym.

Spotkał się Ekscelencja z początkiem pełnoskalowej inwazji na Kijów i przez cały ten czas aktywnie pomagał miejscowej ludności cierpiącej z powodu wojny i ostrzałów. Ponadto, od czterech lat pełni funkcję przełożonego kustodii, że tak powiem, „strażnika” wspólnot braci kapucynów w Ukrainie. Czego nauczył Księdza Biskupa czas wojny?

Wojna zmienia świadomość danego dnia: zupełnie inaczej pracuje on w głowie, gdy zasypia się i nie wie się, czy rano się obudzi, bo może nadlecieć rakieta. Jest to poczucie „dzisiaj”. Ale co ciekawe, mnie ono nie paraliżuje. Choć na początku naszej działalności takie okoliczności były bardzo zniechęcające. Musiałem planować życie naszej wspólnoty, wydarzenia na cały rok, spoptkania, akcje duszpasterskie i po prostu nie wiedziałem, czy to możliwe, czy bracia dadzą radę tam dotrzeć. Było to wyczerpujące organizacyjnie.

Z drugiej strony, pojawiło się głębokie poczucie solidarności. Na początku było bardzo praktycznie: przez nas, jak i przez wielu innych, przechodził ogromny strumień ludzi. Tyle spontanicznych spotkań! Przejeżdża autobus czy ciężarówka, ludzie się poznają, witają… Z jednej strony są kłopoty i wojna, a z drugiej tyle bliskości, jedności i solidarności. Zatem pierwszym momentem jest życie zgodnie z zasadą „dzisiaj dla dziś”. Drugim jest solidarność. A trzecim groźba sklerokardii, czyli zatwardziałości serca. Pamiętajcie słowa z psalmu: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych”. Jest wiele momentów, w których trzeba reagować natychmiast, bo jutro będzie za późno. Wszyscy doświadczyliśmy tego w zeszłym roku podczas blackoutów: trzeba było się przygotować już dziś, bo jutro, gdy zajdzie taka potrzeba, po prostu nie będzie można przyjąć ludzi bez infrastruktury. Albo ile tragicznych wydarzeń miało miejsce w różnych częściach Kijowa… Potem obejrzałem wiadomości i pomyślałem: byli tam ludzie, pomogli, zareagowali natychmiast, a ja dowiedziałem się o tym później. Oczywiście, nie mogę być wszędzie, ale nasuwa się pytanie: czy nie powinienem był tam być? To jest ostrzeżenie przed sklerokardią, odpowiedzieć na Boże wezwanie „dzisiaj”. Z jednej strony, to jest „dzisiaj”, z drugiej, solidarność, a z trzeciej, moja osobista odpowiedź na tę sytuację.

Zgoda na decyzję Ojca Świętego w Ekscelencji sprawie była również swego rodzaju osobistą odpowiedzią na wszystkie te wydarzenia.

Musiałem dać odpowiedź w wolności, nie emocjonalnie, ale świadomie i dobrowolnie, ale jednocześnie dość szybko. Przypomniałem sobie dynamikę Ewangelii Marka, gdzie często pada słowo „natychmiast”: „I natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim”. Oczywiście są sprawy, które wymagają długiego czasu, nawet teraz muszę dokończyć swoją poprzednią posługę. Ale jeśli chodzi o decyzję wewnętrzną, są przypadki, gdy trzeba ją podjąć bezzwłocznie. Jest „dzisiaj”, jest „zaraz” – moment, by odpowiedzieć na kairos, na Bożą łaskę. Wszystko to łączy się z biblijnym pax – pokojem, pełnią i odpowiedzią na potrzeby teraźniejszości.

Moja posługa biskupia, chciałbym, aby nie była życiem zamkniętym w kapsule we własnym świecie. To bliskość z duchowieństwem, osobami konsekrowanymi, rodzinami zakonnymi i świeckimi. I to nie tylko w Kościele. Kościół powinien być jak sól, która nadaje smak i daje ten pokój światu. A to oznacza – nie bać się reagować. Pamiętam, ile razy w życiu moje własne lęki mnie blokowały, powstrzymywały przed wyjściem na spotkanie czy działaniem. To frustrujące. Ale jeśli mówimy o punktach orientacyjnych, to widzę je w ten sposób: być otwartym i reagować na potrzeby wokół nas, ludzi, wojska.

My, kapucyni, rozwinęliśmy na terenie diecezji kijowsko-żytomierskiej posługę pod nazwą „Dawać nadzieję mamie” – rehabilitację matek, które straciły dzieci na froncie. Kiedy spotykam się z tymi matkami, wiąże się to z niezwykle silnym doświadczeniem. Dzielą się one tym, jak ważne to dla nich jest. Często są to osoby w ogóle niezwiązane z Kościołem. To biedne, zranione dusze, które Pan obejmuje poprzez Kościół i doświadczają czegoś niezwykle cennego. To jest pax – pokój, który uzdrawia, jednoczy i porządkuje dusze. Dlatego proszę Boga o dar „otwarcia oczu”, aby mógł uzdrowić moje serce ze stwardnienia, ponieważ nie da się tego wyleczyć tabletkami.

Kościół powszechny obchodzi obecnie Rok Jubileuszowy Świętego Franciszka, ojca duchowego waszego Zakonu. Prawdopodobnie poznał go Ksiądz Biskup z różnych perspektyw w trakcie swojego życia konsekrowanego. Jaka cecha św. Franciszka jest dziś osobiście najbliższa?

Święty Franciszek mówił o Pani Ubóstwie. Nie chodzi tu o ubóstwo materialne, zakon daje mi wszystko, czego potrzebuję do życia i posługi. Chodzi o wewnętrzne „rozbrojenie”: umiejętność porzucenia własnego obrazu życia, mojej woli, moich wyobrażeń o tym, jak wszystko powinno się dziać ze mną, z Bogiem i z innymi ludźmi. Możliwość dzielenia się tym jest czymś niesamowitym. Św. Franciszek miał to na myśli. Nie chodziło tylko o puste czy podziurawione kieszenie, choć ubóstwo materialne również było dla niego ważne. Za tym kryły się głębsze sprawy. Pozwolił Bogu, by go prowadził. Na przykład, wcale nie aspirowałem do pełnienia funkcji reprezentacyjnych, również w zakonie. Ale jeśli Bóg wezwie cię do tego przez Kościół, co odpowiesz? Jeśli bracia modlą się do Ducha Świętego i proszą o tę posługę, czy powinienem kierować się własnym „chcę” czy „nie chcę”? Jeśli będę robił tylko to, co lubię, to będzie zupełnie inna historia.

Chodzi o to, by pozwolić Bogu prowadzić cię tam, gdzie tak naprawdę nie chcesz iść…

 Dlatego, kiedy mówię o Pani Ubóstwie, chodzi o umiejętność zaufania Bożemu przewodnictwu, nawet jeśli jest to sprzeczne z moją ludzką naturą, a może nawet z moimi zdolnościami. Dostaję trudne funkcje reprezentacyjne: muszę prowadzić spotkania, znajdować odpowiednie słowa. Mam nadzieję, że powoli się tego nauczę. W tym względzie opieram się na obietnicy Jezusa: nie martw się z góry, co powiedzieć, bo Duch Święty poda ci właściwe słowa. Musisz przygotować się do spotkań, ale najważniejsze nie jest ludzka kalkulacja, ale zaufanie Duchowi Świętemu. Święty Franciszek mówił o Pani Ubóstwie w metaforycznych obrazach, to jak język „Pieśni nad Pieśniami”. Chodzi o przyjrzenie się własnym procesom wewnętrznym i zadanie sobie pytania, gdzie zaciskasz pięści i zginasz linię: „Czy to moje, czy Boga?”. Bóg działa, ale nie bez nas, a znalezienie tej granicy jest bardzo ważne. Podobnie jest z powołaniem do posługi biskupiej, to prawdziwe trzęsienie ziemi.

To, w czym uważałeś się za wolnego i ubogiego („Panie, idę za Tobą!”), zostaje nagle wystawione na próbę przez rzeczywistość: „Dobrze, więc zrób to”. I tu zaczyna się wybór: trzymać się swoich idei, czy przyjąć wolę Bożą? Dlatego dla mnie Pani Ubóstwo to otwartość na to, co Bóg da; otwartość na „inny” świat. Spotkam się z duchowieństwem diecezjalnym, z innymi zakonami. Wcześniej widywałem księży diecezjalnych tylko kilka razy w roku na wspólnych celebracjach lub spotkaniach formacyjnych. A teraz potrzebuję otwartości, by przyjąć ten nowy dla mnie świat z miłością, a nie przez pryzmat własnych schematów. Dla mnie Pani Ubóstwo jest całkowicie zgodna ze słowami „On jest naszym pokojem”. Uwięzienie we własnych ramach, we własnych schematach jest destrukcyjne. Mam nadzieję i proszę Panią Ubóstwo, by „wzięła mnie za rękę” i poprowadziła mnie w tej posłudze, z otwartą duszą na każdego, kogo spotkam.

Drogi Czytelniku,
cieszymy się, że odwiedzasz nasz portal. Jesteśmy tu dla Ciebie!
Każdego dnia publikujemy najważniejsze informacje z życia Kościoła w Polsce i na świecie. Jednak bez Twojej pomocy sprostanie temu zadaniu będzie coraz trudniejsze.
Dlatego prosimy Cię o wsparcie portalu eKAI.pl za pośrednictwem serwisu Patronite.
Dzięki Tobie będziemy mogli realizować naszą misję. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.