Ks. prof. Krukowski: ateiści nie mogą narzucać wierzącym swojego światopoglądu

lk / br, Warszawa, 2015-03-04

strona 1 z 2

Konstytucja gwarantuje wolność sumienia wierzącym i niewierzącym. Ateiści mają w Polsce swoje organizacje, są wybierani do parlamentu, był nawet prezydent-ateista i nikt go gorzej z tego powodu nie traktował. Ateiści nie mogą jednak narzucać swojego światopoglądu przez ograniczanie wolności religijnej ludzi wierzących - uważa ks. prof. Józef Krukowski. W wywiadzie dla KAI obchodzący 50-lecie pracy naukowej wybitny znawca prawa wyznaniowego przypomina też o konstytucyjnym prawie do wolności religijnej w życiu prywatnym i publicznym, o czym nie pamiętają przeciwnicy wieszania symboli religijnych w Sejmie, nauczania religii w szkole i prawa do klauzuli sumienia.

KAI: Po 50 latach pracy naukowej Ksiądz Profesor wie już wszystko o stosunkach państwo-Kościół?

Ks. prof. Józef Krukowski: Na pewno wszystkiego nie wiem, ale ciągle się dokształcam.

KAI: Nie od zawsze jednak Ksiądz Profesor zajmował się tą tematyką. Mało brakowało, aby pozostał przy kościelnym prawie małżeńskim, swojej pierwszej specjalności naukowej.

- Prawdą jest, że zostałem prawnikiem z woli biskupa lubelskiego Piotra Kałwy. Wezwał mnie do siebie z parafii, w której pracowałem od czasu święceń kapłańskich, i powiedział: „Pójdziesz na studia prawnicze”. Jakkolwiek chciałem zmienić kierunek studiów, to dostosowałem się do życzenia biskupa. Wyspecjalizowałem się w prawie kanonicznym, głównie małżeńskim, gdyż zgodnie z wolą biskupa miałem się przygotować do pracy w sądzie biskupim.

Po doktoracie rozszerzyłem specjalizację. Przyczynił się do tego prof. Zdzisław Papierkowski, ostatni dziekan Wydziału Prawa i Nauk Społeczno-Ekonomicznych na KUL, zamkniętego przez władze komunistyczne na początku lat 50. Przed przejściem na emeryturę zwrócił się do mnie, abym przejął po nim wykłady ze wstępu do teorii państwa i prawa. Z tym, że na uczelniach państwowych była to teoria marksistowska, zaś na KUL marksizm był tylko jednym z kierunków tej teorii. Przystałem na jego propozycję i w ten sposób poszerzyłem pole swoich zainteresowań naukowych.

KAI: Drugą osobą, która odegrała tu znaczącą rolę, był Prymas Stefan Wyszyński.

- Istotnie, w latach 70. Ksiądz prymas Wyszyński polecił mi się zająć stosunkami Kościół-państwo w świetle nauki Soboru Watykańskiego II. Sam był w tej kwestii pokorny. Mówił: „Niech ksiądz i mnie koryguje, bo jestem wykształcony na przedsoborowym kościelnym prawie publicznym. Mówią o mnie, że jestem konserwatystą. Nie wiem, czy moje nauczanie jest zgodne z nauką Soboru”. Faktycznie, większość polskich biskupów, nie tylko Ksiądz Prymas, byli przywiązani do przedsoborowego modelu relacji państwo-Kościół, według którego państwo, w którym większość obywateli należy do Kościoła katolickiego, powinno być katolickie. Wszakże – zgodnie z nauką Soboru – należało z modelu państwa wyznaniowego zrezygnować. W wyniku dyskusji, jakie przeprowadziłem z Księdzem Prymasem, doszliśmy do wniosku, że państwo polskie, mimo że większość społeczeństwa polskiego należy do Kościoła, może być świeckie, ale powinno zagwarantować i respektować wolność sumienia i religii należną każdemu człowiekowi, i Kościołowi katolickiemu na równi z innymi wspólnotami religijnymi, a jednocześnie winno szanować chrześcijańskie dziedzictwo duchowe tysiącletniego Narodu polskiego.

KAI: Co było pierwszym zadaniem Księdza Profesora?

- Ksiądz Prymas postawił przede mną kilka zadań. Pierwszym z nich był udział w pracach Komisji Prawnej Episkopatu Polski, która pod przewodnictwem abpa Bronisława Dąbrowskiego przygotowywała projekt konwencji między Stolicą Apostolską a Polską. Na początku lat 70. władze komunistyczne w Polsce nawiązały bowiem prowizoryczne stosunki dyplomatyczne ze Stolicą Apostolską. Powołane zostały zespoły robocze, Stolicy Apostolskiej i Rządu, których zadaniem było przygotowanie projektu konwencji, mającej na celu normalizację sytuacji prawnej Kościoła katolickiego w Polsce. Po zerwaniu Konkordatu przez władze komunistyczne Kościół w Polsce znalazł się w gorszej sytuacji niżeli inne Kościoły, których funkcjonowanie regulowały ustawy z okresu międzywojennego. Zgodnie z Konstytucją lipcową władze te były zobowiązane do normalizacji sytuacji Kościoła katolickiego na drodze ustawowej. W rzeczywistości stanowiły tylko fragmentaryczne ustawy, ograniczające możliwość realizacji przez Kościół swojej misji w Polsce, co więcej – większość spraw była regulowana za pomocą niepublikowanych aktów administracyjnych, o których władze kościelne dowiadywały się po rezultatach wprowadzenia w życie. Była to podstępna metoda działania zapożyczona z Moskwy.

W rzeczywistości projekt zawarcia Konwencji ze Stolicą Apostolską był fałszywym krokiem mającym na celu wprowadzenie w błąd opinii publicznej krajowej i międzynarodowej. Władze komunistyczne udawały, że chcą zawrzeć umowę, a w rzeczywistości było to niemożliwe z powodu założeń ideologicznych i zależności od Moskwy. Strona kościelna natomiast traktowała sprawę poważnie. Prymas Wyszyński postulował poszanowanie osobowości publiczno-prawnej Kościoła w Polsce, jako całości, oraz osobowości cywilnoprawnej kościelnych jednostek organizacyjnych – parafii, diecezji, zakonów, domów zakonnych itd. Najtrudniejsza była sytuacja Kościoła na Ziemiach Odzyskanych, gdzie władze państwowe traktowały nieruchomości kościelne jako swoją własność. Władze komunistyczne negowały uznanie osobowości prawnej Kościoła, jak i jego jednostek organizacyjnych.

KAI: Co było przedmiotem wzajemnych negocjacji?

- Strona kościelna uważała, że należy uznać osobowość publiczno-prawną Kościoła, choćby ze względu na jego historyczny i współczesny wkład w dobro wspólne całego społeczeństwa. Władze komunistyczne odpowiadały, że obecny system prawa nie zna takiego pojęcia; że w PRL zostało ono usunięte. Na to prymas Wyszyński stwierdził: „Skoro zostało usunięte, to należy je przywrócić”. Ale oni z tym przywróceniem nie spieszyli się.

Drugim istotnym przedmiotem postulatów strony kościelnej było poszanowanie przez państwo wolności religijnej w wymiarze indywidualnym w życiu prywatnym i publicznym. Strona kościelna postulowała wpisanie gwarancji tej wolności jako prawa należnego każdemu człowiekowi, niezależnie od jego przynależności partyjnej, narodowościowej czy wyznaniowej. Realizacja tych postulatów przez władze komunistyczne okazała się niemożliwa. W praktyce katolicy, którzy otwarcie wyznawali swoje przekonania religijne, byli traktowani jak obywatele gorszej kategorii, niezdatni do zajmowania stanowisk publicznych. Sytuacja ta zmieniła się dopiero w 1989 roku.

KAI: Najpierw doszło do uchwalenia tzw. ustaw majowych - głównie ustawy o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego oraz ustawy o gwarancjach wolności sumienia i wyznania.

- ...oraz trzeciej – o ubezpieczeniu społecznym duchownych, nie tylko Kościoła katolickiego, ale wszystkich Kościołów i wyznań. Duchowni w Polsce Ludowej traktowani byli bowiem jako obywatele najgorszej kategorii, pozbawieni ubezpieczeń społecznych.

KAI: Jakie dziś jest znaczenie tych trzech ustaw?

- Był to pierwszy krok w kierunku normalizacji sytuacji prawnej Kościoła w Polsce po drugiej wojnie światowej. Ustawy te nie były do końca dojrzałe. Brak im było należytego uzasadnienia aksjologicznego. Były one wynegocjowane jeszcze z władzami komunistycznymi, które znajdowały się już na łożu śmierci.

KAI: Dlaczego władze komunistyczne w ogóle zgodziły się na uchwalenie tych ustaw?

- Przede wszystkim była to konieczność poszanowania wielkiego autorytetu Kościoła w społeczeństwie polskim, który pod przewodnictwem Prymasa Tysiąclecia, a następnie również papieża Jana Pawła II, zastępował Narodowi suwerenną władzę, przynajmniej w dziedzinie kultury. Najpierw pełnił on rolę krytyczną, a następnie – już za czasów Prymasa Glempa – także funkcję mediacyjną w konfrontacji między opozycją solidarnościową i władzą komunistyczną. W okresie stanu wojennego Kościół był azylem dla ludzi opozycji demokratycznej, niezależnie od ich przekonań religijnych czy światopoglądowych. Stanowił zatem siłę społeczną, z którą musieli się liczyć także politycy, którzy chcieli wprowadzić ustrój demokratyczny z inspiracji ideologii liberalnej. Dlatego wkrótce po zawarciu umów Okrągłego Stołu podjęte zostały negocjacje zmierzające do zawarcia konkordatu między Stolicą Apostolską a Polską w celu stabilizacji sytuacji prawnej Kościoła i jego relacji z władzami państwowymi.

KAI: Jaka była rola Księdza Profesora w pracach nad Konkordatem i projektem Konstytucji dla III Rzeczypospolitej?

- Ojciec Święty Jan Paweł II dążył do tego, aby te zmiany, jakie zostały wprowadzone w Polsce na etapie przemian ustrojowych, zainicjowanych w 1989 r., znalazły wyraz w pełnej stabilizacji stosunków między państwem i Kościołem w formie umowy międzynarodowej. Wówczas wiadomości na temat relacji między państwem i Kościołem, jakie zdobyłem z polecenia Prymasa Wyszyńskiego, okazały się przydatne. Służyłem pomocą Nuncjuszowi Apostolskiemu, ks. abp. Józefowi Kowalczykowi, w pracy nad przygotowaniem projektu Konkordatu i na etapie negocjacji z władzami państwowymi. Następnie, gdy wniosek w sprawie ratyfikacji Konkordatu został zahamowany w Sejmie przez postkomunistów, zostałem upoważniony przez Nuncjusza Apostolskiego i Sekretarza Episkopatu Polski do pełnienia funkcji przedstawiciela Episkopatu w Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego oraz członka zespołu konsultorów Komisji Nadzwyczajnej do przygotowania projektu ustawy wyrażającej zgodę Parlamentu na ratyfikację Konkordatu. Udział w pracach tych komisji zajął dużo czasu, ale w końcu udało się uchwalić taką Konstytucję, która otworzyła też drogę do ratyfikacji Konkordatu.

KAI: Czy wypracowano wówczas najlepszy z możliwych model stosunków państwo-Kościół?

- Moim zdaniem jest to model najlepszy, jaki można było w owym czasie wynegocjować. Sądzę nawet, że jest to model najlepszy w Europie, jakkolwiek wynegocjowanie go napotykało na poważne trudności. Pojawiały się wtedy propozycje o dużej rozbieżności. Projekty dotyczące stosunków państwo-Kościół zgłaszały różne partie, a nawet osoby prywatne. Wszyscy zdawali sobie sprawę, że ze względu na pozycję społeczną Kościoła katolickiego w Polsce, uregulowania tych stosunków nie można zawrzeć w formule rozdziału Kościoła od państwa, wpisanej do Konstytucji stalinowsko-bierutowskiej z 1952 r. Wyjątek stanowili politycy postkomunistyczni, którzy chcieli tę formułę powtórzyć w Konstytucji demokratycznego państwa prawa. Mieli oni na celu odrzucenie wniosku w sprawie ratyfikacji Konkordatu, do którego art. 1 była wpisana zasada poszanowania autonomii i niezależności Kościoła i państwa każdego w swoim porządku oraz współdziałania między nimi dla dobra człowieka i dobra wspólnego. Dążyli oni do narzucenia Polsce modelu państwa świeckiego w wersji separacji wrogiej, wzorowanej na Konstytucji stalinowskiej, od której się odcinali, bądź na Konstytucji Republiki Francuskiej, która stanowiła, że państwo jest świeckie. Zarówno formuła świeckości państwa, jak i formuła oddzielenia Kościoła i państwa były nie do przyjęcia ze względu na ich wieloznaczność.

Jednocześnie niektórzy politycy, o rodowodzie solidarnościowym, wysunęli postulat, by określić stosunki między państwem a Kościołem podobnie jak w Konstytucji II RP, która stanowiła o Kościele katolickim jako „pierwszym wśród równych”. Nie miało to jednak na celu nadanie Polsce charakteru wyznaniowego, ale był to pewien rodzaj uznania za wkład Kościoła w utrzymanie tożsamości narodowej i kulturowej Polaków w okresie rozbiorów. Zająłem jednak krytyczne stanowisko wobec takiego postulatu, przez co naraziłem się niektórym członkom Komisji Konstytucyjnej, którzy nawet usiłowali wnieść na mnie skargę do Episkopatu i do Ojca Świętego. Ale Jan Paweł II powiedział mi: „Tak trzymaj!”. Sobór Watykański II zrezygnował przecież z modelu państwa wyznaniowego, w którym katolicy mieliby uprzywilejowaną pozycję w stosunku do pozostałych współobywateli. Wszyscy obywatele – jako nosiciele przyrodzonej godności osoby ludzkiej – są równi. Z tej racji także Kościół katolicki w świecie współczesnym nie potrzebuje przywilejów do realizacji swojej misji, ale winien być traktowany na zasadzie równości z innymi związkami wyznaniowymi, z poszanowaniem zasady sprawiedliwości rozdzielczej w korzystaniu z należnej mu wolności.

KAI: Przeciwnicy konkordatu szermują dziś pojęciem „świeckości państwa”, choć polski model zakłada raczej bezstronność światopoglądową państwa. Gdzie tkwi różnica?

- W celu wyjaśnienia tej kwestii trzeba zwrócić uwagę na wieloznaczność pojęcia świeckości państwa. Należy wyróżnić kilka modeli państwa świeckiego. Model amerykański zakłada tzw. czystą świeckość państwa. Konstytucja USA nie narzuca obywatelom państwa wyznaniowego, ale gwarantuje im swobodę spełniania praktyk religijnych. Ten model pasuje do amerykańskiego społeczeństwa wielokulturowego, w Europie by się nie przyjął.

Tu ukształtował się najpierw model francuski, który od czasów Oświecenia nacechowany jest wrogością wobec religii, a zwłaszcza wobec Kościoła katolickiego z powodu zbytniego powiązania go z monarchią absolutną, co na dobre mu nie wyszło. Słabą stroną tego modelu jest neutralność światopoglądowa państwa, polegająca na zakazie uzewnętrzniania przekonań religijnych w życiu publicznym i eliminacji wartości chrześcijańskich z systemu prawa stanowionego. Wiąże się z tym usuwanie wartości chrześcijańskich nie tylko w sensie czysto religijnym, ale również podstawowych wartości ogólnoludzkich, które mają swój rodowód w dziedzictwie chrześcijańskim. Dziś świeckość francuskiego państwa nie jest już tak radykalna jak na przełomie XIX i XX w., ale istnieje nadal.

Na wzór francuski powstał model państwa świeckiego w Rosji sowieckiej, polegający nie tylko na usunięciu religii z życia publicznego, ale też z sumienia i życia prywatnego jednostki oraz zastąpienia jej ideologią ateistyczną. Ten model usiłowano narzucić w Polsce w okresie dyktatury komunistycznej.

Natomiast w Niemczech ukształtował się model państwa świeckiego na podstawie konstytucji weimarskiej (1919), do której wpisano formułę, że „nie ma Kościoła oficjalnego”. Zagwarantowano w niej wolność uzewnętrzniania przekonań religijnych w życiu prywatnym i publicznym, prawo nauczania religii w szkołach publicznych oraz osobowość publiczno-prawną związków wyznaniowych, zakorzenionych w niemieckiej tradycji. Stosunki między państwem a Kościołami regulowane są na drodze dwustronnej umowy. Model ten, z pewnymi modyfikacjami, przyjęto w Hiszpanii, we Włoszech, a także w państwach postkomunistycznych, w szczególności w Polsce.

Komentarze (6)

Artur

1 rok, 10 miesięcy temu

Ręce opadają jak się poczyta takich "wybitnych ekspertów". Ateiści mieli by zawieszać swoje symbole religijne, którymi są sierp i młot?!? Chyba będę się z tego śmiał przez najbliższy tydzień :-D
Chyba już czas na profesorską emeryturę, demencja zrobiła swoje.

Odpowiedz

Łukasz

1 rok, 10 miesięcy temu

No cóż. Widocznie na ironii niektórzy się słabo znają. Jakie niby są symbole ateistów? Skoro w Boga nie wierzą to jakie symbole niby mają mieć? Nie mają takowych, więc... nie mają czego wieszać! Ponieważ chrześcijanie mają swój symbol to wieszają a ateiści mają z tym problem bo nie mają czego zawiesić. Chociaż pytaniem zasadnym jest: gdzie jest problem? Skoro ja w Boga nie wierzę to co mnie obchodzi w co wierzą inni? Wara mi od ich wiary, ich symboli itd. To nie jest mój świat, więc się nie wtrącam. No ale u nas oczywiście jest na odwrót: ja nie wierzę to won z wszystkimi symbolami religijnymi bo mnie rażą. Ciekawe jak, skoro sam uczuć religijnych przecież żaden ateista nie posiada?

Odpowiedz

Tomi

1 rok, 10 miesięcy temu

trzeba być wyjątkowym cynikiem żeby stwierdzić iż religia w szkole jest ochroną wolności religijnej ...

Odpowiedz

Łukasz

1 rok, 10 miesięcy temu

A nie jest? To jest wybór rodziców lub samego dziecka, który państwo szanuje. Tak samo jak nie wybranie religii w szkole jest ochroną wolności religijnej. Nie ma u nas ani przymusu do uczestniczenia na zajęcia z religii jak i etyki. Wybierasz lub nie. Bardzo proste i gdzie tu niby cynizm?

Odpowiedz

Mudrowski

1 rok, 10 miesięcy temu

katolicy nie moga narzucac ateistom swoich pogladow

Odpowiedz

Łukasz

1 rok, 10 miesięcy temu

A gdzie niby narzucają? Skoro niekatolicy do kościołów czy na religię nie chodzą to niby gdzie są im narzucane ich poglądy?

Odpowiedz
Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook