"24 godziny dla Pana" z papieżem

pb, st, kg (KAI) / br, Watykan, 2016-03-05

"24 godziny dla Pana" z papieżem Fot. CTV

Nie pomniejszając wymagań Ewangelii, „nie możemy udaremnić pragnienia grzesznika, by pojednać się z Ojcem, ponieważ powrót syna do domu jest tym, czego Ojciec oczekuje przede wszystkim” - tymi słowami zachęcał pasterzy Kościoła Franciszek podczas nabożeństwa pokutnego 4 marca w bazylice św. Piotra. Wezwał ich do odrzucenia „ludzkich reguł, które znaczą więcej niż pragnienie przebaczenia”, a także „rygoryzmów, które mogłyby trzymać z dala od czułości Boga”.

Ojciec Święty najpierw sam się wyspowiadał u jednego z penitencjarzy bazyliki, a następnie zasiadł w konfesjonale, by samemu wyspowiadać kilkoro penitentów. Nabożeństwo to rozpoczęło inicjatywę „24 godziny dla Pana”, w której ramach wiele kościołów w centrum Rzymu było otwartych także w nocy, by umożliwić wiernym skorzystanie z sakramentu pokuty.

W swym rozważaniu papież odwołał się do prośby niewidomego żebraka Bartymeusza: „Żebym przejrzał” i dodał, że „taka jest prośba, jaką pragniemy skierować dziś do Pana”. Jest to prośba „o zdolność widzenia na nowo, gdy nasze grzechy sprawiły, że straciliśmy z naszego spojrzenia dobro i odwiodły nas od piękna naszego powołania, powodując, że błądziliśmy daleko od celu”.

Grzech bowiem „zubaża nas i izoluje” - tłumaczył kaznodzieja. "Jest to ślepota duchowa, która uniemożliwia nam dostrzeżenie tego, co istotne, utkwienie spojrzenia w miłości obdarzającej życiem. Jest to ślepota duchowa, która prowadzi stopniowo do zatrzymywania się na tym, co powierzchowne, aż po uczynienie nas niewrażliwymi na innych i na dobro. Ileż pokus ma moc przysłonienia spojrzenia serca i uczynienia go krótkowzrocznym! Jakże łatwo i błędnie jest sądzić, że życie zależy od tego, co masz, od uzyskiwanych sukcesów lub podziwu; że gospodarka składa się wyłącznie z zysku i konsumpcji; że własne osobiste zachcianki powinny przeważać na odpowiedzialnością społeczną! Patrząc tylko na nasze «ja» stajemy się ślepi, przygaszeni i skupieni na samych sobie, pozbawieni radości i prawdziwej wolności" - przekonywał Franciszek.

Na szczęście „bliska obecność Jezusa pozwala odczuć, że kiedy jesteśmy dalecy od Niego, to brakuje nam czegoś ważnego”. Sprawia, że „odczuwamy potrzebę zbawienia, a to jest początkiem uzdrowienia serca”. A „kiedy pragnienie uzdrowienia staje się śmiałe, prowadzi do modlitwy, by wołać z mocą i natarczywie o pomoc, podobnie jak Bartymeusz: «Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!»”.

Niestety, istnieje też „pokusa, by iść dalej, tak jak gdyby nic się nie stało, ale w ten sposób pozostajemy dalekimi od Pana” - powiedział Ojciec Święty. Zachęcił do uznania, że „wszyscy jesteśmy żebrakami miłości Boga”. Podkreślił, że obecny Rok Jubileuszowy Miłosierdzia to czas sprzyjający temu, "aby powitać obecność Boga, doświadczyć Jego miłości i powrócić do Niego z całego serca". I tak jak Bartymeusz "możemy zrzucić płaszcz i powstać: odrzućmy to, co nam przeszkadza w spiesznym podążaniu na drodze ku Niemu, nie obawiając się porzucenia tego, co daje nam poczucie bezpieczeństwa i do czego jesteśmy przywiązani. Nie trwajmy siedząc, podnieśmy się; odnajdźmy na nowo naszą duchową szlachetność, godność umiłowanych dzieci stojących przed Panem, aby spojrzał nam w oczy, przebaczył i stworzył na nowo" - zachęcał papież.

Tłumaczył, że pasterze Kościoła są „powołani, aby słuchać wołanie, być może ukryte, ludzi którzy pragną spotkać Pana”. "Jesteśmy zobowiązani do rewizji tych zachowań, które czasami nie pomagają innym w zbliżeniu się do Jezusa; harmonogramów i programów, które nie odpowiadają na rzeczywiste potrzeby tych, którzy mogliby przyjść do konfesjonału; ludzkich reguł, które znaczą więcej niż pragnienie przebaczenia; naszych rygoryzmów, które mogłyby trzymać z dala od czułości Boga. Nie powinniśmy oczywiście pomniejszać wymagań Ewangelii, ale nie możemy udaremnić pragnienia grzesznika, by pojednać się z Ojcem, ponieważ powrót syna do domu, jest tym, czego Ojciec oczekuje przede wszystkim" - podkreślił Franciszek.

"Niech nasze słowa będą takie, jak uczniów, którzy, powtarzając słowa samego Jezusa, mówią do Bartymeusza: «Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię». Jesteśmy posłani, aby pobudzać odwagę, aby wspierać i prowadzić do Jezusa. Nasza posługa jest posługą towarzyszenia, aby spotkanie z Bogiem było osobowe, intymne a serce mogło otworzyć się szczerze i odważnie na Zbawiciela. Nie zapominajmy: tylko Bóg działa w każdym człowieku. W Ewangelii to On się zatrzymuje i pyta o niewidomego; to On nakazał, aby go przyprowadzono; to On go słucha i leczy. My zostaliśmy wybrani, aby wzbudzić pragnienie nawrócenia, by być narzędziami, które ułatwiają spotkanie, aby wyciągnąć rękę i udzielić rozgrzeszenia, czyniąc widzialnym i czynnym Jego miłosierdzie - przypomniał papież.

Po kazaniu zdjął kapę i udał się do jednego z konfesjonałów i wyspowiadał się, po czym sam zasiadł w konfesjonale i przez prawie półtorej godziny słuchał spowiedzi. Następnie powrócił przed ołtarz, skąd udzielił wszystkim specjalnego błogosławieństwa, kończącego nabożeństwo.

Kazanie Ojca Świętego:

„Żebym przejrzał” (Mk 10, 51). Oto prośba, jaką pragniemy skierować dziś do Pana. Prośba o zdolność widzenia na nowo po tym, gdy nasze grzechy sprawiły, że utraciliśmy z pola widzenia dobro i odwiodły nas one od piękna naszego powołania, sprawiając, że błądziliśmy daleko od celu.

Ten fragment Ewangelii ma wielką wartość symboliczną, ponieważ każdy z nas znajduje się w sytuacji Bartymeusza. Jego ślepota doprowadziła go do ubóstwa i do życia na obrzeżach miasta, uzależniając go we wszystkim od innych. Również grzech ma ten skutek: zubaża nas i izoluje. Jest to ślepota duchowa, która uniemożliwia nam dostrzeżenie tego, co istotne, do utkwienia spojrzenia w miłości dającej życie. Jest to ślepota duchowa, która prowadzi stopniowo do zatrzymywania się na tym, co powierzchowne, aż po uczynienie nas niewrażliwymi na innych i na dobro. Ileż pokus ma moc przysłonienia spojrzenia serca i uczynienia go krótkowzrocznym! Jakże łatwo i błędnie jest sądzić, że życie zależy od tego, co się ma, od uzyskiwanych sukcesów lub podziwu; że gospodarka składa się wyłącznie z zysku i konsumpcji; że własne indywidualne zachcianki powinny przeważać nad odpowiedzialnością społeczną! Patrząc tylko na nasze „ja” stajemy się ślepi, przygaszeni i skupieni na sobie samych, pozbawieni radości i wolności. Jakież to brzydkie!

Lecz przechodzi Jezus; przechodzi i nie idzie dalej: „przystanął” - mówi Ewangelia (w. 49). Wówczas przez serce przebiega dreszcz, ponieważ zdajemy sobie sprawę, że zostaliśmy uzdrowione przez Światło, to łagodne Światło, które zachęca nas, byśmy nie pozostawali zamknięci w swych ciemnych ślepotach. Bliska obecność Jezusa pozwala odczuć, że gdy jesteśmy dalecy od Niego, to brakuje nam czegoś ważnego. Sprawia, że od​​czuwamy potrzebę zbawienia, a to jest początkiem uzdrowienia serca. Potem, gdy pragnienie uzdrowienia staje się śmiałe, ​​prowadzi do modlitwy, do wołania z mocą i natarczywie o pomoc, podobnie jak Bartymeusz: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” (w. 47).

Niestety, podobnie jak „wielu” z Ewangelii, zawsze jest ktoś, kto nie chce się zatrzymać, nie chce, by przeszkadzali mu ci, którzy wykrzykują swój ból, wolą uciszać i napominać ubogiego, który przeszkadza (por. w. 48). Jest to pokusa, by iść dalej, jak gdyby nic się nie stało, ale w ten sposób pozostajemy daleko od Pana, i daleko od Jezusa trzymani są także inni. Uznajmy, że wszyscy żebrzemy o miłość Boga i nie pozwólmy, abyśmy nie dostrzegli przechodzącego Pana. „Boję się, że Pan będzie przechodził" - powiedział św. Augustyn. Boję się, że przejdzie i ja pozwolę, aby przeszedł. Dopuśćmy do głosu nasze najprawdziwsze pragnienie: „[Jezu], żebym przejrzał” (w. 51).

Questo Giubileo della Misericordia è tempo favorevole per accogliere la presenza di Dio, per sperimentare il suo amore e ritornare a Lui con tutto il cuore. Come Bartimeo, gettiamo via il mantello e alziamoci in piedi (cfr v. 50): buttiamo via, cioè, quello che impedisce di essere spediti nel cammino verso di Lui, senza paura di lasciare ciò che ci dà sicurezza e a cui siamo attaccati; non rimaniamo seduti, rialziamoci, ritroviamo la nostra statura spirituale - in piedi - la dignità di figli amati che stanno davanti al Signore per essere da Lui guardati negli occhi, perdonati e ricreati. E la parola forse che oggi arriva nel nostro cuore, è la stessa della creazione dell’uomo: “Alzati!”. Dio ci ha creati in piedi: “Alzati!”.

Ten Jubileusz Miłosierdzia jest czasem sprzyjającym temu, aby przyjąć obecność Boga, doświadczyć Jego miłości i powrócić do Niego z całego serca. Podobnie jak Bartymeusz możemy zrzućmy płaszcz i powstańmy (por. w. 50): odrzućmy to, co nam przeszkadza w spiesznym podążaniu na drodze ku Niemu, nie obawiając się porzucenia tego, co daje nam poczucie bezpieczeństwa i do czego jesteśmy przywiązani. Nie trwajmy siedząc, podnieśmy się; odnajdźmy na nowo swoją duchową szlachetność - na stojąco - godność umiłowanych dzieci stojących przed Panem, aby spojrzał nam w oczy, przebaczył i stworzył na nowo. A słowem, które dzisiaj być może ciśnie się do naszego serca, jest to samo, co przy stwarzaniu człowieka: "Powstań!". Bóg stworzył nas, abyśmy stali: "Powstań!".

Dziś bardziej niż kiedykolwiek szczególnie my, pasterze, jesteśmy również powołani, aby słuchać wołanie, być może ukryte, tych, którzy pragną spotkać Pana. Jesteśmy zobowiązani do rewizji tych zachowań, które czasami nie pomagają innym w zbliżeniu się do Jezusa; harmonogramów i programów, które nie odpowiadają na rzeczywiste potrzeby tych, którzy mogliby przyjść do konfesjonału; ludzkich reguł, które znaczą więcej niż pragnienie przebaczenia; naszych rygorów, które mogłyby trzymać z dala od czułości Boga. Nie powinniśmy oczywiście pomniejszać wymagań Ewangelii, ale nie możemy ryzykować, że udaremnimy pragnienie grzesznika, by pojednać się z Ojcem, ponieważ powrót syna do domu jest tym, czego Ojciec oczekuje przede wszystkim (por. Łk 15,20-32).

Niech nasze słowa będą takie same, jak uczniów, którzy - powtarzając słowa samego Jezusa - mówią Bartymeuszowi: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię” (w. 49). Jesteśmy posłani, aby pobudzać odwagę, aby wspierać i prowadzić do Jezusa. Nasza posługa jest posługą towarzyszenia, aby spotkanie z Panem było osobiste, intymne a serce mogło otworzyć się szczerze i odważnie na Zbawiciela. Nie zapominajmy, że tylko Bóg działa w każdej osobie. W Ewangelii to On się zatrzymuje i pyta o niewidomego; to On nakazał, aby go przyprowadzono; to On go słucha i uzdrawia. My zostaliśmy wybrani - my, duszpasterze - aby wzbudzić pragnienie nawrócenia, aby być narzędziami, które ułatwiają spotkanie, aby wyciągnąć rękę i udzielić rozgrzeszenia, czyniąc widzialnym i czynnym Jego miłosierdzie. Niech każdy mężczyzna i kobieta, którzy zbliżają się do konfesjonału, znajdą ojca; niech znajdą ojca, który na nich czeka; niech znajdą Ojca, który przebacza.

Zakończenie opowieści ewangelicznej jest pełne znaczenia: Bartymeusz „natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą” (w. 52). Także my, kiedy zbliżamy się do Jezusa, na nowo widzimy światło, aby patrzeć w przyszłość z ufnością, odnajdujemy siłę i odwagę, aby wyruszyć w drogę. Albowiem ten, „kto wierzy, widzi” (enc. Lumen fidei, 1) i idzie naprzód z nadzieją, bo wie, że Pan jest obecny, podtrzymuje go i prowadzi. Idźmy za Nim, jako wierni uczniowie, aby tych, których spotykamy na swojej drodze, uczynić uczestnikami radości Jego miłości. A po objęciu Ojca, po przebaczeniu Ojca świętujmy w swych sercach! Gdyż to On jest świętem!

 

 

Komentarze (1)

teresa

9 miesięcy, 1 tydzień temu

Jak można było po tylu cudownych uzdrowieniach i wskrzeszeniach nie uwierzyć ,że Jezus jest Mesjaszem? Jak można było Go skazać na śmierć?" Cierń Boga" .

Odpowiedz

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook