"Niewinne" - dobrze opowiedziana, zakłamana historia

Alina Petrowa-Wasilewicz / mz, Warszawa, 2016-03-15

"Niewinne" - dobrze opowiedziana, zakłamana historia Fot. pixabay.com

Na ekrany kin trafił film "Niewinne" francuskiej reżyserki Anne Fontaine - opowieść o losie polskich zakonnic z benedyktyńskiego klasztoru, które pod sam koniec II wojny światowej stały się ofiarami zbiorowego gwałtu zwycięskiej Armii Czerwonej. Obraz już wzbudził kontrowersje i spowodował protesty przewodniczącej Konsulty Konferencji Przełożonych Żeńskich Klasztorów Kontemplacyjnych, m. Weroniki Sowulewskiej OSB Cam.

Mathilde Beaulieu, francuska lekarka, pracująca w ramach misji Czerwonego Krzyża na terenach Polski do niedawna okupowanych przez Niemców, a obecnie przez Armię Czerwoną, zostaje wezwana do położonego niedaleko kontemplacyjnego klasztoru (z habitów i rytmu życia można się domyślić, choć nie pada nazwa zakonu, że to klasztor benedyktyński). Młoda Francuzka odkrywa straszną tajemnicę - siostry są ofiarą zbiorowego gwałtu sołdatów, siedem z nich jest w ciąży, potrzebują więc pomocy medycznej.

Mathilde, ateistka i komunistka z pochodzenia i przekonania, choć bez legitymacji, angażuje się w dramat kobiet, potrzebujących pomocy. W pewnej chwili prosi o wsparcie kolegę - Żyda, który także ma odbierać porody. Z każdą wizytą cudzoziemka wnika w świat klasztornej rzeczywistości, coraz lepiej rozumie, co siostry przeżyły, odkrywa straszną tajemnicę ksieni, która wynosi na mróz noworodki i pozostawia je bez opieki pod krzyżem udając przed siostrami, że oddała je w dobre ręce kochającej rodzinie. Poza traumą gwałtów siostry boją się, że nowe komunistyczne władze zlikwidują klasztor jeśli dowiedzą się, co się tu wydarzyło. W końcu główna bohaterka podsuwa pomysł na wyjście z ich dramatycznej sytuacji.

To przejmująca, ściskająca za gardło historia, opowiedziana przyciszonym głosem, dramat osamotnionych, bezbronnych kobiet, których powołanie i śluby czystości zostały w brutalny sposób zaatakowane. Doskonała gra, zwłaszcza polskich aktorek (Agata Kulesza, Agata Buzek, Joanna Kulig), znakomita praca kamery, ponura opowieść toczy się w półmroku krótkich, styczniowych dni. Z całą pewnością widz ma do czynienia z dziełem z najwyższej filmowej półki.

Jednak "prawda ekranu" to nie wszystko, gdyż odbiorca dysponuje także pozaekranową wiedzą o świecie, który opisuje Anne Fontaine. A ma prawo do weryfikacji tej historii, gdyż na początku został poinformowany, że "Niewinne" oparte są na faktach. Gdyby tej planszy nie było, można byłoby uznać prawo autorki do całkowicie dowolnej interpretacji tworzywa, z którego powstało jej dzieło. Jednak plansza jest, więc uprawnione jest konfrontowanie faktów i filmowej realizacji.

Pierwsza niezgodność z rzeczywistością to światopogląd głównej bohaterki. Pierwowzór postaci - Madeleine Pauliac nie była komunistką, była osobą wierzącą. Ale ateizm bohaterki był Anne Fointaine potrzebny po to, by stworzyć opozycję, na której zbudowała cały film: katolicki, zamknięty i irracjonalny świat konwentu, przypominający skansen v. humanizm ateistyczny bohaterki. Reżyserka jest tu całkowicie konsekwentna - od momentu, w którym dr Beaulieu proponuje penicylinę, a ksieni mówi jej, że "nasza zielarka ma wszystko, co trzeba", poprzez opór sióstr przed badaniem ginekologicznym aż po przerwę w czasie porodu, gdy lekarze muszą czekać, aż zakonnice odmówią "Anioł Pański" by znowu włączyć się w pomoc rodzącym siostrom - świat zakonny ze świeckim są stale konfrontowane.

Jest to zderzenie racjonalnego, współczującego świata (Trochę rozsądku - mówi lekarka do zakonnicy, która ma opór przed badaniem ginekologicznym) ze światem sztywnych reguł, prezentowanym przede wszystkim przez ksienię, ale też ślepo posłuszne zakonnice. Ten świat to jednostajne prace gospodarcze i śpiewanie psalmów w niezrozumiałej łacinie, którego nie przerwie nawet krzyk cierpiącej współsiostry. Widz nie dowiaduje się właściwie, po co te kobiety zamknęły się za klasztornym murem (jedna tłumaczy, że przyszła tu za namową ciotki - dewotki, ale nie ma innego przekonującego świadectwa). Trudno zrozumieć, z jakich powodów ksieni gotowa jest aż przyczynić się do śmierci noworodków i wziąć to na swoje sumienie, by ocalić wspólnotę. Po co? Dlaczego? W imię jakich wartości? - Nie ma przekonującej odpowiedzi.

Siostra Małgorzata Borkowska OSB, benedyktynka z klasztoru w Staniątkach i jedna z najlepszych historyczek zakonów w Polsce, która przebadała dziesiątki archiwów, na pytanie, czy opowiedziana w filmie historia jest prawdziwa odpowiada, że gwałty na zakonnicach zdarzały się po wtargnięciu Armii Czerwonej, natomiast doprowadzanie noworodków do śmierci jest absolutnie nieprawdziwe i nigdy nie miało miejsca (swoją drogą warto dowiedzieć się, czy dr Pauliac takie wydarzenia opisywała). Siostra historyk podkreśla, że uśmiercenie dziecka to niewyobrażalne barbarzyństwo, zaprzeczenie wszystkiego, czego naucza chrześcijaństwo. W wypadkach gwałtów zakonnice miały do wyboru - po automatycznym zwolnieniu ze ślubów odejść z dzieckiem, by je wychować lub pozostać, przekazując dziecko do adopcji.

Ale w filmie jest też opowieść o kontekście, w którym odgrywa się dramat sióstr. O tym, co się stało w latach okupacji w Polsce mówi lekarz - Żyd - kolega głównej bohaterki. Odkrywa ona jego negatywne uczucia do Polaków i pyta, co mu zrobili? W odpowiedzi słyszy, że nie może ich ścierpieć i że zasłużyli sobie na to, co im zrobili Rosjanie i Niemcy. I że ma nadzieję, że dostaną za swoje - nie tylko Kościół, ale wszyscy. A jedyni Polacy, których lubi, to ci, którzy byli w warszawskim getcie, ale oni już nie żyją. Czy w filmie jest jakaś inna, równoległa opowieść o minionym czasie? - Tylko jedna z sióstr mówi, że żyją w strachu od pięciu lat...

Film, choć ukazuje także samobójstwo jednej z sióstr, kończy się happy endem, choć dość tandentnym - dobra opinia o siostrach zostaje podtrzymana, są też ochronione przed likwidacją klasztoru. Wspólnotę ratuje nie Zbawiciel i Oblubieniec, a przedstawicielka humanizmu ateistycznego, która proponuje, by siostry przygarnęły błąkające się w okolicach sieroty i założyły sierociniec. Wśród nich ukryją się zrodzone z gwałtu noworodki. Bezpłodne i jałowe życie zakonnic nabiera rumieńców - teraz będą opiekować się dziećmi, robić coś konkretnego.

Śledząc fabułę, można zrozumieć protest przełożonej Konsulty Konferencji Przełożonych Żeńskich Klasztorów Kontemplacyjnych. M. Sowulewska skorzystała z elementarnego prawa do obrony dobrego imienia, sprzeciwiła się kolejnemu zniesławieniu - dzieciobójstwo, zwłaszcza w wykonaniu zakonnicy, jest rzeczą przerażającą.

Podobno Anne Fontaine mieszkała jakiś czas w benedyktyńskim klasztorze żeby lepiej zrozumieć świat zakonu klauzurowego. W wywiadzie dla Polityki mówi, że dla niej najważniejsze jest to, w co się wierzy i czym jest religijność człowieka. Z jej filmu wynika, że wiara katolickich zakonnic nie pomogła im do stawienia czoła ekstremalnym sytuacjom, a bez " laicko-religijnego sojuszu", noworodki nie byłyby ocalone. Reżyserka deklaruje, że udało jej się odsłonić katolickie dwójmyślenie. "Według Kościoła życie jest najwyższą wartością i trzeba je chronić. Gdy problem dotyka zgwałconych zakonnic, również należy zastosować tę regułę, a nie udawać, że to wyjątek. Zamiast skazywać na śmierć noworodki, można je oddać do adopcji lub wychować".

Oczywiście, sztuka rządzi się swoimi regułami. Nie zmienia to faktu, że współcześni odbiorcy czerpią swą wiedzę o świecie z filmów i mediów. A Anne Fontaine w swym wywiadzie utożsamia zachowanie ksieni z całym Kościołem, jego stanowiskiem w związku z tragicznymi wydarzeniami, więc nie ma powodu by sądzić, że widz zareaguje inaczej - wyciągnie wniosek, że w wypadku zakonnic Kościół zrobiłby wyjątek od reguły ochrony życia i skazał noworodki na śmierć. Taki przekaz już poszedł w świat - jest on oskarżeniem, a tytuł "Niewinne" można uznać za ironiczny.

A film jest naprawdę dobry - na festiwalu w Sundance został doskonale przyjęty. Nie można wykluczyć, że w przyszłym roku powalczy o Oskara.

Niewinne, reż. Anne Fontaine, wyk. Lou de Laage, Agata Kulesza, Agata Buzek, Joanna Kulesza, Joanna Dąbrowska, Francja 2015

Komentarze (9)

amen

8 miesięcy, 4 tygodnie temu

"Siostra historyk podkreśla, że uśmiercenie dziecka to niewyobrażalne barbarzyństwo, zaprzeczenie wszystkiego, czego naucza chrześcijaństwo."
Czy niewyobrażalne? A "poród na plebanii"? A pewien proboszcz z centralnej Polski, który sugeruje lekarce, że dobrze byłoby aby dziecko zmarło?

Odpowiedz

teresa

8 miesięcy, 4 tygodnie temu

Gdzie można obejrzeć ten film?

Odpowiedz

Finlandia

8 miesięcy, 3 tygodnie temu

Kina studyjne na 100% je emitują. Ja byłam w Katowicach w Światowidzie. Film trzeba zobaczyć i pomyśleć, a dopiero potem wyrażać zdanie, wziąwszy pod uwagę że w 1954 nie było gumek, USG, INTERNETU. nic nie było

Odpowiedz

Ena

8 miesięcy, 4 tygodnie temu

Fi lm nie jest dobry !
Pokazuje nieprawde,tak bardzo potrzebna ,dla niektorych srodowisk !!!
Dla wiekszosci wierzacych,to jeszcze jeden kamien rzucony w strone Kosciola !!.
Kosciola nikt nie ruszy,bo Chrystus na to nie pozwoli !!

Odpowiedz

Baba

8 miesięcy, 3 tygodnie temu

:(

Odpowiedz

kakaoa

7 miesięcy, 2 tygodnie temu

rozsmieszylas mnie :D popatrz na co twoj bog pozwolil .... i na co pozwala ;)

Odpowiedz

johny 55

8 miesięcy, 3 tygodnie temu

Po obejrzeniu tego filmu cisneło mi się na usta jedno pytanie: Gdzie był ten, któremu One tak wiernie służyły?

Odpowiedz

Finlandia

8 miesięcy, 3 tygodnie temu

w filmie jest zawarta przewrotna odpowiedź na Twoje pytanie, że Bóg kocha i ustami zakonnic mówi, że "Nie wiemy co On myśli". Ten film należy obejrzeć ze 3 razy i analizować za każdym razem pod innym kątem.

Odpowiedz

W

7 miesięcy, 2 tygodnie temu

Troche nadwyrost wyciągnięta krytyka, odnoszę wrażenie, że wypowiadające sie o tym filmie osoby go poprostu nie widziały. W żadnym momencie filmu nie ma mowy, że zachowanie matki przełożonej było dobre i na porządku dziennym. Sama zachowała to w tajemnicy, a gdy wyszlo na jaw, jest scena gdzie klasztor tętni zyciem, a ona lezy w celi. Same zakonnice nazwaly ja (scena przy sniadaniu jak prawda wychodzi na jaw) dzieciobojczynia i byly szczerze oburzone. Takie generalizowanie, ze to pokazuje zachowanie wszystkich zakonnic. Czytając ten artykul,odnosze wrazenie ze nie ogladalam tego samego filmu co autor

Odpowiedz

Reklama

Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook