Polacy chcą się spowiadać - rozmowa z ks. Wojciechem Sadłoniem

Tomasz Królak / br, Warszawa, 2016-03-26

Polacy chcą się spowiadać - rozmowa z ks. Wojciechem Sadłoniem Fot. Grzegorz Boguszewski - fotoKAI

Polska młodzież widzi, że spowiedź pomaga im być lepszymi i spowiada się właśnie dlatego, a nie z powodu lęku – uważa ks. Wojciech Sadłoń, pallotyn. Dyrektor Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego tłumaczy też, dlaczego w naszym kraju – w przeciwieństwie do Zachodu – wskaźniki przystępowania do spowiedzi są wciąż wysokie. W rozmowie z KAI wskazuje też słabe strony praktyki spowiedzi w Polsce.

Tomasz Królak (KAI): W okresie Wielkiego Postu konfesjonały w polskich kościołach bywają wręcz oblężone. To musi chyba cieszyć każdego księdza, a ksiądz-socjolog, może wysnuć z tego zjawiska jakieś dodatkowe obserwacje. Jakie?

Ks. Wojciech Sadłoń: Spowiadanie to nie tylko radość dla duszpasterzy, ale również konkretny wysiłek. Przecież łatwiej jest rozgrzeszyć zbiorowo. Z punktu widzenia „suchej teologii” różnicy w sumie nie ma. Na pewno wiele osób, które uczestniczyło we Mszy św. w Niemczech lub Szwajcarii widziało, że tam wierni podczas aktu pokuty wykonują znak krzyża. W ten sposób oraz poprzez zbiorowe nabożeństwa pokutne uzyskuje się rozgrzeszenie. Dlatego do Komunii św. w Kościele na Zachodzie przystępują dosłownie wszyscy, którzy są na Mszy św. W Polsce pod tym względem jest inaczej. Stąd taka różnica w liczbach pomiędzy katolikami, którzy chodzą na Mszę św. (dominicantes) i tymi, którzy przyjmują Komunię św. (communicantes).

KAI: Można chyba powiedzieć, że Polska jest zieloną wyspą jeśli chodzi o powszechnie praktykowaną spowiedź...

– Kościół w Polsce, w odróżnieniu od innych krajów Europy Zachodniej nie musiał mierzyć się z tak drastycznymi wydarzeniami jak reformacja, wojny religijne, czy ostatnio, rewolucja kulturowa 1968 r. Pozwoliło to zachować w Polskim katolicyzmie wyraźną ciągłość wiary i tradycji. Ta ciągłość dotyczy przede wszystkim form przeżywania wiary, czyli pobożności. Polska pobożność bogata jest w różnego rodzaju rodzinne oraz przeżywane w parafiach nabożeństwa, pielgrzymki, zwyczaje.

Ciągłość polskiego katolicyzmu widać również w spowiedzi. Dane statystyczne wskazują, że przystępowanie do spowiedzi w Kościele w Polsce nie spada. Grupa osób regularnie się spowiadających nawet wzrasta. Polscy katolicy nie tylko „chodzą do kościoła”, ale również się spowiadają. Pod względem spowiedzi bliżej polskiemu katolicyzmowi do prawosławia niż do zachodniego chrześcijaństwa, a nawet zachodniego katolicyzmu.

KAI: Wierzy Ksiądz, że Zachód, na którym indywidualną spowiedź praktycznie zarzucono, odkryje ją na nowo?

– Patrząc na przemiany zachodzące w dzisiejszej kulturze i duszpasterskie akcenty papieża Franciszka, wydaje mi się, że spowiedź to swoisty znak czasu. Ludzie dzisiaj bardziej niż kilkadziesiąt lat wcześniej poszukują osobistego doświadczenia, przeżycia, a nawet dosłownie „uzdrowienia”. Teoretyczne treści, bez przełożenia na doświadczenie i praktykę wydają się suche i nie pociągają. Spowiedź daje właśnie taką okazję osobistego, a nawet emocjonalnego przeżycia treści wiary i dogmatów. Pozwala doświadczyć „na własnej skórze”, że Bóg jest miłosierny.

Mentalności dzisiejszego Europejczyka, który ceni sobie własną indywidualność, niezależność i autonomię, paradoksalnie zbliża się do katolickiej praktyki spowiedzi. Problem w tym, że spowiedź, jak i cały Kościół przeciętnemu Europejczykowi kojarzy się przede wszystkim z bezduszną instytucją. Nie wiem więc czy Europie uda się odkryć na nowo spowiedź. Jestem natomiast przekonany, że przyszłość katolicyzmu – jak wskazuje na to George Weigel – biegnie drogą doświadczania własnej grzeszności i nawrócenia, a więc również indywidualnej spowiedzi.

KAI: Bp Ryś ocenił, że "popularność" spowiedzi w naszym kraju jest jednym z głównych "dowodów" żywotności polskiego chrześcijaństwa; że pokazuje, że nie zanikła tu jeszcze potrzeba skonfrontowania się z własnym grzechem . Myśli Ksiądz podobnie?

– Rzeczywiście. W zakresie spowiedzi nie widać jakiejś wyraźnej przepaści pomiędzy różnymi pokoleniami katolików w Polsce. Można powiedzieć, że spowiedź w Polsce się inkulturuje, czyli przyjmuje w kolejnych pokoleniach. Młodzi, których obserwuję, nie spowiadają się, aby formalnie uporać się z wyrzutami sumienia, czyli z lęku. Spowiadają się, ponieważ widzą, że spowiedź pomaga im być lepszymi.

Mam wrażenie, że wielu młodych ludzi po prostu ma potrzebę spowiedzi, bo widzi jak ona oddziałuje na ich duchowość i postawy. Mają w tym swoją rolę bez wątpienia katolickie ruchy, w tym ruch nowej ewangelizacji, której patronuje bp Ryś. W ostatnich latach wyraźnie poprawia się również przygotowanie do sakramentów. Katecheza sakramentalna to kluczowy moment nauczenia młodych ludzi spowiedzi.

KAI: W liście do kapłanów na Wielki Czwartek biskupi piszą, iż polscy wierni bardzo cenią sobie możliwość spowiedzi bez pośpiechu i poza Mszą świętą. A może – w trosce o właściwe przeżycie liturgii – spowiedź nie powinna być możliwa podczas Mszy św. lecz przed i po niej?

– Dobrze znam to napięcie pomiędzy tym, jak być powinno, a praktyką. Osobiście nie lubię spowiadać w trakcie Mszy św., gdy przez głośniki, ciężko usłyszeć penitenta. W naszym pallotyńskim kościele w Warszawie mamy ten komfort, że spowiadamy codziennie od rana do wieczora. Wtedy można docenić spowiedź bez pośpiechu, w ciszy i dyskrecji, dodatkowo w obecności Najświętszego Sakramentu.

Odnoszę nieraz wrażenie, że powszechna praktyka spowiedzi w Kościele w Polsce ma też swoje słabe strony. Z jednej strony wierni nie myślą nawet o szukaniu stałego spowiednika i korzystania z kierownictwa duchowego w parafii. Z drugiej natomiast księża nie wygospodarowują na to wystarczająco czasu i jakby obawiają się osób, które kierownictwa szukają. Być może księża wychodzą z założenia, że „normalniejsza” spowiedź ta taka z kolejki, jak wszyscy.

Rozmawiał Tomasz Królak

 

Komentarze (1)

pastoralis

4 miesiące temu

Co do ostatniego stwierdzenia, że księża obawiają się osób szukających kierownictwa w konfesjonale: jestem księdzem, seminarium skończyłem około 30 lat temu. W seminarium NIE UCZONO mnie kierownictwa - uczono, jak spowiadać przeciętnego penitenta, który do spowiedzi przychodzi kilka razy w roku lub tylko z okazji świąt i pogrzebów w rodzinie. Po latach coś niecoś daje doświadczenie, osobista lektura itp., ale nadal o kierownictwie mam dość mgliste pojęcie. Nawet nie mogę naśladować osobistego kierownika, bo kierownictwo kapłanem nijak się się ma do kierownictwa wiernych świeckich czy sióstr zakonnych. Ot i wszystko...

Odpowiedz
Powrót na górę strony
Wykonanie: ALX - szkolenia i specjaliści IT
Twitter
Facebook