Drukuj Powrót do artykułu

Zawsze warto zaczynać

14 lutego 2011 | 10:38 | Ks. Ignacy Soler Ⓒ Ⓟ

Czy pisać na blogu czy nie pisać? Oto jest pytanie. Czy warto pisać czy nie? Czy mam coś do powiedzenia? Naprawdę mam różne wątpliwości. Wiem, że ewangelizacja jest ważną sprawą i, że fides ex auditu, wiara pochodzi od słuchania, ponieważ… jak będą słuchać, jeżeli nikt nie mówi?, a jak będą mówić, jeżeli nie ma wysłanych? Czy warto pisać o mojej osobistej drodze chrześcijańskiej?

Zawsze pojawiają się wątpliwości. Wiadomo, że verba volunt et scripta manet, ale przede wszystkim wiadomo, że słowa lub pisma mogą poruszać, ale tylko przykłady pociągają. Nie oszukujmy się: tym co się liczy jest miłość, miłość wyrażająca się w ofierze; miłość, która służy. A gdzie ta miłość na blogu? To prawda, najważniejsza rzecz to spotkanie z drugim człowiekiem, a konkretnie z tym człowiekiem, który mieszka obok mnie w moim własnym domu. Miłość to służba prawdą i czynem drugiemu człowiekowi. Miłość bliźniego zaczyna się od bliźnich, reszta to poezja.

Ciągle mam wątpliwości w odniesieniu do mojego działania. Moja wiara daje pewność, ale pewność w ciemności, pewność w zaufaniu, pewność w niepewności. Rozumiem teraz fantastycznie słowa świętej Teresy od Jezusa cytowane niedawno przez Benedykta XVI: ‘Na koniec umieram jako córka Kościoła’. Dobrze umierać w łonie Kościoła, ale lepiej jeszcze żyć, pracować, fatygować się, męczyć się dla dobra Kościoła. Dobra rzecz – najlepsza rzecz – być wiernym aż do śmierci i otrzymać od Pana wieniec życia, ale teraz czas pracy i zaufania. Wiem również, że wiara w moich mrokach jest przede wszystkim światłem, bez wiary chrześcijańskiej człowiek staje się bardziej irracjonalny. Z tego powodu codziennie proszę mojego Pana: audage mi, nobis, fidem, spem et caritatem.

Bóg i odwaga. Wszystko zależy od Boga, wszystko zależy od nas. Skończyłem czytanie „Światłość świata”, gdzie Benedykt XVI rozmawia z Peterem Seewaldem. Papież odpowiada tam na różne, aktualne i nurtujące pytania, które ludzie zadają sobie sami. Trzeba przyznać, że sam słyszałem i zadałem sobie to pytanie: dlaczego Ojciec Święty wybiera jako współpracowników w kurii rzymskiej tak dużą liczbę zakonników? Odpowiedź brzmi: „Powołana została grupa zakonników, bo mamy wśród nich rezerwuar rzeczywiście dobrych ludzi, którzy mają wielkie zdolności i ucieleśniają wartości duchowe. Ale nie jest też tak, że ich udział wzrósł nieproporcjonalnie. Próbuję znaleźć tych właściwych, niezależnie do tego, czy są zakonnikami czy księżmi diecezjalnymi. Decydujące jest, czy kandydat odznacza się następującymi cechami: jest człowiekiem duchowym, rzeczywiście wierzącym i przede wszystkim odważnym”.

„Przede wszystkim odważnym”. Każdy chrześcijanin jest, w jakimś sposób, współpracownikiem papieża, więc liczy się odwaga. Odrobinę odwagi trzeba mieć, by pisać po polsku: w języku, w którym nie czuję się, jak we własnym żywiole. Ten, kto teraz pisze to Hiszpan, chrześcijanin, który od czterdziestu lat należy do Opus Dei i od trzydziestu jest księdzem inkardynowanym w tej Prałaturze. Ale rzecz jasna: nie reprezentuję Dzieła, nie jestem żadnym przedstawicielem tej instytucji, nie mówię za innych. To ja jestem odpowiedzialny za to co piszę, za to co działam. Staram się mimo osobistych błędów, niedoskonałości i grzechów, utożsamić moje życie z Chrystusem kapłanem według ducha Opus Dei. Wiem, że jeszcze przede mną daleka droga.

Apb Życiński nie żyje. Dla mnie jak dla wielu to ogromne zaskoczenie. Będę pamiętał o jego duszy, szczególnie podczas odprawiania Mszy świętej. Nie wiem dlaczego, ale od razu myślałem, że w końcu mojego życia nie będą mnie pytać ile książek napisałeś, ile blogów prowadziłeś, jak mądry byłeś. Pytanie podstawowe będzie brzmiało: czy miłowałeś, czy pomagałeś, czy twoje życie było służbą? Prawdziwa mądrość to świętość, reszta się nie liczy.

A Życiński mówi: „…gdy przychodzą do mnie z różnymi spawami księża. Załatwiamy, co trzeba, i mógłbym wrócić do swoich tekstów. Ale widzę, że siedzi przed mną; samotny człowiek, który przyjechał z zabitej deskami wioski, gdzie nie ma z kim pogadać. To pytam: – A jak księdza zdrowie? I słucham o kłopotach z wątrobą, reumatyzmem. I widzę jaki jest mi wdzięczny, że mam dla niego tę chwilę. Wtedy nauka, książki, teksty przestają być ważne”. Requiescat in pace!

Wersja do druku
Nasza strona internetowa używa plików cookies (tzw. ciasteczka) w celach statystycznych, reklamowych oraz funkcjonalnych. Możesz określić warunki przechowywania cookies na Twoim urządzeniu za pomocą ustawień przeglądarki internetowej.
Administratorem danych osobowych użytkowników Serwisu jest Katolicka Agencja Informacyjna sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (KAI). Dane osobowe przetwarzamy m.in. w celu wykonania umowy pomiędzy KAI a użytkownikiem Serwisu, wypełnienia obowiązków prawnych ciążących na Administratorze, a także w celach kontaktowych i marketingowych. Masz prawo dostępu do treści swoich danych, ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania, wniesienia sprzeciwu, a także prawo do przenoszenia danych. Szczegóły w naszej Polityce prywatności.